#sNJsU

Z moim mężem byłam 6 lat po ślubie Co ważne w tej historii, on lubił również facetów. Nie przeszkadzało mi to, bo wiedziałam, że nigdy z żadnym nie był, nic z tych rzeczy, ale mówił, że "przede mną" lubił sobie popatrzeć na fajne męskie ciało, doceniał to, że faceci o siebie dbają, ćwiczą itd, ale nie, żeby chciał coś więcej.

Ale przechodząc do sprawy. Szykowałam się miesiącami do ważnego wydarzenia, jakim był ślub mojej siostry. Miałam być jej świadkową, wiadomo, ważna rzecz. Chciałam wyglądać dobrze itd. To była ważna uroczystość, ostatni ślub w tak bliskiej rodzinie. Byłam szczęśliwa, że siostra jest szczęśliwa, a jej faceta zaakceptowała cała rodzina, zaprzyjaźniliśmy się wszyscy, często wychodziliśmy razem (ja i mój mąż, plus moja siostra z narzeczonym) na imprezy czy do kina itd.

Nadszedł dzień ślubu, rozdzieliliśmy się na dwa obozy, żeński i męski, z uwagi na to, że mieliśmy do odwiedzenia w tym dniu różne miejsca. Panowie po kwiaty i swoje sprawy. My zaś kosmetyczki, fryzjerzy, cały sztab charakteryzacji :) Ślub się odbył, było pięknie. Potem wesele, nie zauważyłam nawet, jak mój szwagier z moim mężem się trochę wstawili, no nie za mocno, ale jednak to wesele jednego z nich, zdjęcia itd., trzeba się trochę doprowadzić do porządku. Zaprowadziłam ich do jednego z pokoi, które mieliśmy wynajęte, kazałam się na chwilę położyć (to akurat nie był żaden ważny moment wesela, więc Pan Młody mógł zniknąć na pół godzinki, a stwierdziłam, że tyle potrzebuje, żeby wrócić do stanu prawie idealnego).
Wróciłam (żeby ich obudzić) po tym czasie do pokoju ( miałam do niego kartę). Oni nie spali... uprawiali ostry seks...
Moja mina musiała być bezcenna...

Dobrze, że na weselu była kuzynka, która jest prawnikiem, przy okazji szybko po weselu nas rozwiodła... Wszystkich.

#XQgIR

20 lat temu byłem w liceum prześladowany przez pewnego człowieka, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Szarpanie, popychanie i wyzwiska były na porządku dziennym. A to tylko dlatego, że dobrze się uczyłem, nie piłem, nie paliłem. Poderwał nawet dziewczynę, którą zamierzałem zaprosić na studniówkę, tylko dlatego, że podobała się mnie. Po 4 latach takiej sieczki było wiadomo, że z moją psychiką nie jest najlepiej.

Karma wróciła dzisiaj, gdy to od mojej decyzji zależy, czy syn tego człowieka zaliczy mój przedmiot i pojedzie na obóz sportowy, od którego zależy jego dalsza kariera jako koszykarza. Nie mam zamiaru uniemożliwiać temu chłopakowi kariery, bo jest on zdolny i to nie jego wina, że ma takiego ojca. Ale miodem na moją skołataną latami licealnymi psychiką był widok tego człowieka, płaszczącego się przede mną i błagającego ze łzami w oczach, bym dopuścił jego syna do egzaminu. Chłopak to noga z biologii, dlatego czeka mnie cosemestralna powtórka tego widowiska.

#uJXF5

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że umieram. Powoli przestaję być zdolna do funkcjonowania. Nie jestem w stanie się uczyć, mój mózg nie przyswaja wiedzy choćby nie wiem co. Choć śpię dużo, jestem niewyspana i ciągle przysypiam, czy to w szkole, czy autobusie. Praktycznie bez przerwy boli mnie głowa i stawy, np. kolana, łokcie i nadgarstki. Nie mam siły na nic i albo się głodzę, albo objadam. No nie wytrzymuję już. Pragnę odpoczynku i czułości, a nikt się mną nie interesuje. Chciałabym mieć kogoś, kto by mnie ukoił i dał mi spokój. I ja wiem, że to nierealne marzenie, ale marzyć chyba można, tak?

#zKTuQ

Tuż po studiach wyjechałam za granicę. Zmywak, kelnerka, sprzątanie — łapałam się wszystkich prac. Tyrałam jak wół i ledwo dawałam radę. Po parunastu miesiącach nieśmiało aplikowałam do korporacji. Pamiętam moje niedowierzanie, gdy zaprosili mnie na rozmowę. Pożyczyłam od współlokatorki żelazko i wyprasowałam koszulę, którą przywiozłam z Polski. Dostałam tę pracę! Byłam taka wdzięczna losowi za to, że nie muszę już pracować na nogach... Starałam się, jak tylko mogłam, żeby udowodnić, że jestem solidną pracownicą. Często nawet zostawałam po godzinach. To nie jest Polska — tutaj doceniają pracowników, dlatego też zaczęłam awansować, powolutku byłam „coraz wyżej”. I tak po paru latach wyrzeczeń i braku życia prywatnego zarabiałam naprawdę dobrze w młodym wieku. Wynajęłam piękne mieszkanie, żywiłam się dużo lepiej i kupiłam kamerę, żeby móc nagrywać filmy dla rodziny. Sprawiało mi to taką frajdę, że postanowiłam wrzucić coś na YouTube. Z perspektywy czasu widzę, jak płytkie to były filmy — po prostu cieszyłam się z ludźmi tym, że mogę sobie coś kupić (wszystkie zakupy pokazywałam potem w domu, tak jak to do teraz jest modne w internecie). Chodziłam do kosmetyczki i opowiadałam o zabiegach. Myślałam, że to pozytywne; dorobiłam się i pokazuję, że można coś osiągnąć nawet w młodym wieku. W moich filmach nigdy nie wyśmiewałam nikogo, po prostu dobra energia.

Oczywiście mój kanał udostępniałam na Facebooku... i to był błąd. Zaczęło się — wiadomości od obcych ludzi, z którymi podobno „się kiedyś przyjaźniłam”... Na ogół zaczynało się wiadomościami neutralnymi typu co u mnie, czym się zajmuję itd. Wszystkim chodziło o jedno: pomóż, pożycz, dej. Kulturalnie odpisywałam, że jak ktoś chce, to mogę doradzić, jak szukać mieszkania, pracy, może jakie kursy. NIE! Najchętniej wszyscy do mojego mieszkania i żebym im pracę załatwiła, bo przecież tyle lat się znamy! Wtedy mówiłam, że nie – i się zaczęły chamskie komentarze pod filmami. Szczytem było, jak moja mama zadzwoniła z pytaniem, czy to prawda, że pracuję w nocnym klubie, bo tak usłyszała od koleżanki. Ręce mi opadły. Tak smutno jeszcze nigdy mi nie było. Żeby własna mama mi nie wierzyła... Usunęłam obydwa konta, na Facebooku mam nowe z fikcyjnymi danymi i najbliższymi osobami. Zero pasożytów w moim życiu i tak jest mi dobrze.

#lQktX

Sytuacja trochę stara, bo z wakacji.

Wyszliśmy niewielką grupką znajomych posiedzieć nad jeziorko. Po pewnym czasie dołączył do nas jeszcze jeden chłopak, znałam go z opowieści swoich znajomych, ale widziałam pierwszy raz w życiu. Od samego początku było widać, że jest trochę wstawiony, ale pomimo tego i tak dalej pił alkohol. Na początku wydawał się spoko, ale gdy doprowadził się do stanu, w którym przestał kontaktować, zaczął mnie dotykać, na siłę szarpać, do tego stopnia, że później miałam na skórze ślady. Nasi znajomi mówili mu, że ma przestać i się odsunąć, ale nie reagował. Dopiero gdy moja przyjaciółka zauważyła, że mam łzy w oczach i nie potrafię się ruszyć, to odsunęli go i wróciliśmy do domu. Dopiero tam zaczęło do mnie docierać to wszystko, co się wydarzyło. Byłam wściekła na samą siebie, że nie zareagowałam i go nie odepchnęłam, ale byłam w zbyt dużym szoku i nie potrafiłam zareagować, trochę nawet nie potrafię tego określić. 
Po jakimś czasie od tamtej sytuacji dowiedziałam się, że on po tym wszystkim powiedział, że to nie jego wina, bo on był pijany, a ja go sprowokowałam (miałam na sobie czarne dresy i szarą oversizową bluzę).
Może niezbyt interesująca historia, jednak do dzisiaj czasami mam wyrzuty sumienia, że się nie odezwałam i jest to moja wina.

#t0sxL

Mój dziadek poprosił mnie przed chwilą o pomoc w wysłaniu kilku zdjęć przez Messengera. Zabrałam się do roboty, jednak po chwili mój zapał opadł, gdy okazało się, że „kilkoma zdjęciami” jest około 50 zdjęć gołych bab, ze wszystkim na wierzchu.
Widząc moją konsternację, dziadek powiedział: „To na ryby”.

Ach, zaznaczę, że moja babcia siedziała jakiś metr dalej.

Zna ktoś sposób na wypranie oczu i wspomnienia?

#nC7KS

Kiedy miałem 21 lat, podczas wakacji we Włoszech poznałem dziewczynę. Spędziliśmy razem trzy tygodnie, których nie zapomnę do końca życia. Dwa tygodnie w Wenecji, potem przejechaliśmy na gapę pociągiem do Rzymu – taka love story, o jakiej każdy marzy. Kiedy przyszła pora wracać do domu – ona była z Serbii, z Belgradu – wydawało nam się, że nie będziemy widzieć się przez chwilę, a potem już będziemy zawsze razem… no i nigdy się już nie spotkaliśmy. Trochę zawaliłem ja, trochę pokonała nas odległość, brak kasy, odkładanie przyjazdu na trochę później. Ona dostała propozycję skończenia studiów w Miami, pojechała, pobyt się przedłużył, no i tak wyszło, że zaliczyła tam wpadkę, urodziła dziecko, wyszła za mąż, zaraz potem się rozwiodła.

Ja z kolei w międzyczasie byłem chyba z pięć lat sam, myśląc o niej przez większość czasu, wpadłem w dołek, z którego ciężko było wyjść. Potem moje życie tak się potoczyło, że wyjechałem w świat, założyłem rodzinę, mam dzieci, do Europy nie wracam, żyję w dość trudnym małżeństwie.

Clou historii jest takie, że z tą dziewczyną mamy cały czas kontakt. Piszemy do siebie, czasami dzwonimy. Opowiadamy o wszystkim. Już 23 lata… Nikt o tym nie wie, taki tam sekret.

Czasem myślę, że kiedyś się odnajdziemy, może jak moje dzieci pójdą w świat. Dwójka dziadków spotka się na stare lata. Co w niej było takiego wyjątkowego? Trudno wytłumaczyć. To, jak na mnie patrzyła. To, że kiedy była przy mnie, to czułem się jak ktoś wyjątkowy. To, że jak byłem przy niej, to czułem się jak najlepsza wersja samego siebie. Jeśli ktoś z Was czuje coś takiego do drugiej osoby, to zróbcie wszystko, żeby tego nie stracić.

#MyoE6

Kilka lat temu miałem powikłania po grypie, dostałem zapalenia jąder. Urolog przy USG zapytał się, czy mam dzieci. „Tak, troje” – odpowiedziałem.
Lekarz podrapał się po brodzie i powiedział: „To dobrze, bo teraz może być trudno”.

Chyba był niezbyt dobry w przewidywaniu przyszłości. Za trzy miesiące rodzi mi się siódme...

#koEBv

Mam 26 lat, jestem po 5-letnich studiach, po których w pocie i łzach obroniłam tytuł magistra inżyniera. Całe studia pracowałam na kasie, po 12h na zmiany, żeby nie mieć pustego CV po zakończeniu edukacji. I co? I okazało się, że jestem frajerem.

Moi znajomi ze studiów mieli głęboko gdzieś, jakie będą mieli CV. Pili, palili, imprezowali, świetnie się bawili całe 5 lat. Bardzo dużo wyjść z nimi mnie ominęło przez pracę lub dodatkowe kursy, które robiłam dla lepszego CV. Dzięki kasie, którą zarabiałam, miałam możliwość zwiedzania świata (25 lotów w 3 lata), jednak większość z rodziną, bo ich nie było stać na kilkudniowy wyjazd.

A teraz? Wszyscy siedzą na cieplutkich posadkach w zawodzie, które zdobyli przez znajomości albo fartem i zarabiają tyle, za ile ja dałabym się w tym momencie pokroić. Od 8 miesięcy szukam pracy, takiej na stałe z porządną umową i chociaż najniższą krajową. Przez 6 mies. w tym okresie pracowałam na umowę zlecenie, nie na pełny etat, ale w zawodzie itd… Teraz nie chcą mnie przyjąć już nawet na kasę, bo mam za wysokie kwalifikacje, ale do mojego zawodu z kolei nie mam doświadczenia.

To ja byłam na każdych zajęciach, to ja zawsze miałam projekty na czas, to ja pomagałam im na kolokwiach czy zaliczeniach. To mnie prosili o pomoc z programami, których oni nie ogarniali, bo jeśli przychodzili na zajęcia, to na kacu, i to ja teraz siedzę na bezrobociu, z którego nawet nie należy mi się zasiłek…

Czy jestem zła? Cholernie! Czy wierzę, że sytuacja jeszcze się obróci? Chyba już nie.
Dodaj anonimowe wyznanie