Właśnie podsłuchałem rozmowę policjanta z (około 25-letnią) sąsiadką, którzy mówili na tyle głośno, że na pewno nie tylko ja ich słyszałem. Kobieta próbowała zgłosić próbę g*ałtu i otrzymywanie anonimowych gróźb.
Krótko mówiąc funkcjonariusz ją wyśmiał, ostro przy tym przeklinając, że sama sprowadza sobie nieodpowiednie towarzystwo do domu i na pewno za dużo wypiła, a on nie może jeździć do takich głupot. Co o tym myśleć?
Dowiedziałem się dzisiaj dwóch nowych rzeczy. 1 - moja dziewczyna uwielbia seks, 2 - spotykamy się od trzech miesięcy i w tym czasie uprawiała go bardzo dużo, tylko nie ze mną.
Jakiś czas temu stuknęłam mojemu chłopakowi jego BMW, przedwczoraj przez przypadek przejechałam autem po jego laptopie. Jak tak dalej pójdzie, to boję się, że w końcu jego zabiję.
Historia miała miejsce parę lat temu około 4-5 lat. Moja mama miała psa, którym od czasu do czasu również się zajmowałem, gdy wyjeżdżała na wakacje z ojcem, a nie mogła znaleźć opieki dla tego gryzonia. Pies rasy buldog francuski nigdy mnie nie lubił, jedyną osobą, którą szanował była moja matka, traktowała go jak syna.
Nigdy się mnie nie słuchał, nie pozwalał głaskać itd., takie przywileje miała tylko moja mama. Krótko mówiąc mały, rozpieszczony książę. No, co tu dużo rozwijając wkurwi*#ł mnie niesamowicie (do czasu).
Pewnego razu, gdy rodzice pojechali na wakacje, miałem się nim zająć - na wieczór miałem przyjść i pomieszkać z nim parę dni. Rodzice wyjechali około godz. 19, a ja natomiast wyszedłem z pracy godzinę później. Gdy byłem już zaledwie 3 domki od domu rodziców, usłyszałem ujadanie w moim kierunku, gdy się obróciłem, ujrzałem dwa bezpańskie psy biegnące w moim kierunku Biorąc na logikę, że mimo tego, że dobrze biegam nie uda mi się dobiec do furtki, ruszyłem na fontannę w parku i wskoczyłem na ten podest od fontanny.
Te dwa skurczybyki wyglądały jakby chciały mnie pożreć, i nagle nie wiadomo skąd przybiega Borys (pies mamy), rzuca się na jednego większego psa (mieszaniec owczarka) i wgryza mu się w szyję, kompan tego wilczura wgryza się natomiast w Borysa. I wtedy coś we mnie pękło, już w dupie miałem, czy mnie zagryzą te dwa popaprańce, zeskoczyłem z tego podestu i przypierdo#*ilem takiego kopa w paszczę psu, który gryzł Borysa, że o mało nogi nie złamałem.
Gdy zasadziłem mu kopa podniosłem ręce i krzyczałem, więc zaczął uciekać, w tym czasie Borys gryzł się z tym wilczurem. Podbiegłem do nich i z trzy razy strzeliłem tego psa w łeb, po czym przestał ujadać i poszedł w ślad kompana, zrywając się do ucieczki. Zabrałem Borysa do domu na rękach, bo był cały pogryziony, opatrzyłem go w domu i na drugi dzień zabrałem do weterynarza; po paru dniach się wylizał. Na kamerach z domu na podwórku widać było, jak Borys przeskakuje przez furtkę.
Po tym wszystkim zmieniłem nastawienie do tego psa i z tego co zauważyłem on do mnie również, to po prostu ja zachowywałem się dziwnie, nie Borys.
Od kiedy moja żona urodziła dziecko, stała się strasznie leniwą kobietą. Jeśli dalej się to nie zmieni, będę zmuszony wziąć rozwód, ale od początku...
Gdy poznałem M. prowadziłem sam sklep spożywczo-monopolowy. Zatrudniałem 5 osób, a biznes fajnie się kręcił. Po ślubie wybranka zrezygnowała z pracy w biurze i pomogła mi w prowadzeniu sklepu. Obroty mieliśmy dobre, więc i sytuacja finansowa była bardzo ciekawa. Dobrej jakości jedzenie, dobry sprzęt, samochód, drogie wakacje. Żyjemy na poziomie. Postanowiliśmy więc postarać się o potomstwo.
M. urodziła nam synka. Mały ma 2 latka, a M. od tamtej pory nie przepracowała w sklepie ani jednego dnia tłumacząc się tym, że dziecko potrzebuje całodobowej opieki. OK, rozumiem, że potrzebuje, ale dziecko ma też ojca. Sam chętnie zostanę w domu z dzieckiem, a żonkę wyślę do sklepu, aby popracowała. Niestety ona twierdzi, że dziecko powinno być z matką.
Od ciąży zrobiła się strasznie leniwa. Już w 3 miesiącu stwierdziła, że ona pracować nie może, bo boi się o dziecko. Nie kazałem jej dźwigać, ale chciałem, by pojechała ze mną do hurtowni, pomogła mi coś fajnego wybrać, zadbała o jakieś promocje itd., ale nie, bo praca ją męczy. OK, zaakceptowałem.
Dzieckiem się opiekowała, dbała o nie, ale nic ponadto nie robiła. Ja dźwigałem w hurtowni, rozpakowywałem dostawy, jak zachorowali mi pracownicy, to musiałem stać sam na zmianach, czasem nawet i po 14 h. Dałem radę, a co ona robiła w tym czasie? Spacerki z koleżankami, kawiarnie... W domu sprzątała pani Jadzia, ale zwolniłem ją w końcu, bo wkurzyłem się, że moja żona nic innego nie robi, tylko pilnuje synka podczas gdy ja się zaharowuję w pracy.
Ostatnio przestałem przelewać wszystkie pieniądze na wspólne konto, a przelewam tylko 500 zł miesięcznie. Rachunki opłacam, jedzenie itd. kupuję sam, ale do pieniędzy moja żona już nie ma dostępu.
Usłyszałem, że jestem wyrodnym mężem i ojcem, bo żałuję dziecku przyjemności. To co, że sam płacę za to, aby mały poszedł na kulki czy kupuję mu zabawki.
Dom zarósł syfem. Wszędzie kurz, często wracam do domu po paru godzinach pracy i muszę robić pranie, bo żonka ogląda z synkiem bajkę.
Rozmawiałem z nią. Mówiłem, że jeśli nie weźmie się w garść, to nie będę tego dłużej tolerować. Nie przejęła się tym.
Aktualnie robię zdjęcia, zbieram dowody, a już niedługo prawdopodobnie będę się rozwodzić. Oczywiście będę walczył o to, aby dziecko zostało przy mnie, bo z tak leniwą kobietą nasz synek nie ma możliwości prawidłowego rozwoju.
Kiedy byłam mała, lubiłam naśladować swoją mamę. Ot tak, po prostu. Nie we wszystkim, ale zdarzało mi się mówić do babci "mamo", ponieważ moja rodzicielka, tak się do niej zwracała.
Pewnego dnia, kiedy byłam pod opieką babci, znów nabrałam ochoty na naśladownictwo. Od dłuższego czasu zastanawiało mnie bowiem, co ciekawego widzi moja mama w długich i białych paskach w łazience. I tak oto, zamknęłam się w łazience i wygrzebałam jeden z tych przedmiotów z głębi szafki. Mogłam mieć wtedy sześć/siedem lat, więc nie był to czas, gdzie byłabym uświadomiona co do pewnych rzeczy. Mimo wszystko, połączyłam fakty. To coś, musi mieć jakiś związek z intymną częścią ciała, skoro znajduje się przy klopie. Odkleiłam papierek i tu pojawił się problem.. co dalej?
Cóż drodzy anonimowi...Sześcioletnia ja, przykleiłam sobie podpaskę "na odwrót" :D Od razu mi się to nie spodobało, więc z "delikatnym" bólem, pozbyłam się jej i jeszcze długo nie mogłam pojąć, jak mama daje radę w tym chodzić.
Gdyby ktoś o tym wiedział, pewnie byłby to temat nr jeden podczas świąt i rodzinnych spotkań. Mimo wszystko trochę mi za to wstyd.. ;)
Pewnego dnia miałem odwołaną pierwszą lekcję, w związku z czym miałem więcej luzu przed wyjściem do szkoły. Gdy mama wyszła odprowadzić siostrę do przedszkola, ja robiłem sobie kanapkę słuchając muzyki na głośniku przenośnym. Grała ona dosyć porządnie, przez co nie usłyszałem jak mama wróciła.
I tu się zaczyna.
Wyobraźcie sobie: wchodzicie do domu. Przy stole stoi wasz syn w samych gaciach. Ma wzwód. W jednej ręce puszka pasztetu drobiowego z papryką, a w drugiej nóż, przed nim kanapka. Z głośnika na max głośność leci "Pe Cimpoi" Sandu Ciorby...
Gdy tylko zauważyłem mamę, dostałem minizawału... I ze stresu zacząłem śpiewać.
Biedna rodzicielka musiała na to patrzeć... ;_;
Kiedy jesteśmy dziećmi, szybko chcemy dorosnąć. Ja mając 17 lat, pochowałam mamę, a pięć lat wcześniej ojca. Musiałam szybko dorosnąć i nauczyć się żyć odpowiedzialnie, mimo że mam rodzeństwo, ale ono miało własne rodziny i problemy. Z pozoru wyglądałam tak, jakbym sobie radziłam z problemami i tą sytuacją, ale po tylu latach widzę, ile mnie to kosztowało i jak bardzo zniszczyło. Teraz jestem mężatką i niedawno urodziłam córkę. Można by powiedzieć, że się ustatkowałam. Niby tak, ale czuję się wypalona życiem. Jeszcze zanim poznałam obecnego męża, byłam w bardzo toksycznej relacji. Poprzedni partner znęcał się nade mną, psychicznie w szczególności. Nie pozwala odejść i mnie szantażował. Uwolnił mnie od niego mój obecny mąż i sąd. Pomyślicie sobie – no dziewczyna miała ciężko w życiu, ale spotkała odpowiednią osobę i sobie wszystko poukładała. Kocham moją rodzinę, ale były chłopak zabrał mi cząstkę mnie. Czuję opory przed niektórymi sytuacjami, nawet łóżkowymi, bo mnie do tego zmuszał. Urodziłam dziecko i widzę, że moje ciało się bardzo zmieniło. Nie czuję się już atrakcyjna, a opiekowania się córeczką i ciągle pouczanie, że nie tak trzymam, nie tak ubieram, że nie karmię piersią, bo pewnie się źle odżywiałam i straciłam pokarm, sprawiły, że czuję się złą matką. Przez to każda dolegliwość mojego dziecka sprawia, że czuję się winna. Mąż całymi dniami pracuje i często nie ma go w domu, a jak wraca, to idzie spać. Czuję się samotna i niezrozumiana. Często słyszałam od męża, że mój stan to hormony i wyolbrzymiam albo za bardzo biorę wszystko do siebie i jestem rozdrażniona. Obecnie z mężem żyję jak ze współlokatorem, któremu piorę, robię zakupy, zajmuję się dzieckiem itp. Czuję się zmęczona, że od 9 lat musiałam dbać o siebie, a teraz o rodzinę i o wszystkim myśleć, a nikt nie dba o mnie. Nie mówię o drobnostkach, ale o poczuciu bezpieczeństwa i spokoju, którego mi tak bardzo brakuje.
Mam 17 lat i kilka dni temu, podczas ulewnego deszczu, dowiedziałam się od zdziwionej koleżanki, że „scebra” wcale nie jest podobnym do zebry zwierzęciem, które charakteryzuje się tym, że dużo sika.
Czymże byłby świat bez ojców-śmieszków?
Będąc w trzeciej klasie podstawówki, zostałem dilerem trawki. A było to tak: Mój kolega miał starszego brata, który to popalał sobie ziółko i tenże kolega co i rusz zdobywał nowe informacje na temat tego specyfiku. Oczywiście dzielił się z nami tymi wszystkimi plotkami. Pamiętam, że duże wrażenie zrobiła na mnie cena, jaką trzeba było zapłacić za torebkę z takim suszem. W przeliczeniu – małe zawiniątko miało rynkową wartość ośmiu dużych paczek czipsów! Kompletnie nie potrafiłem zrozumieć, jak to możliwe, że ludzie chcą płacić takie pieniądze za szczyptę trawy – produktu, jak by nie patrzeć, dość powszechnego.
Kilka dni zajęło mi wyskubanie połowy trawnika przed domem mojej babci oraz wysuszenie moich zbiorów. Później poporcjowałem „działki” i każdą zawinąłem w małe kawałki papieru. Przez tydzień łaziłem po szkole i opowiadałem dzieciakom historie, które to wcześniej przekazał mi kolega – mówiłem, że to fajny narkotyk, że ludzie się po tym śmieją, że jedzenie smakuje lepiej… I wiecie co? Sprzedałem towaru za 30 zł! To bardzo dużo paczek czipsów!
Szkoda, że żadnej nie kupiłem, bo wkrótce moi rodzice zostali wezwani do pani dyrektor, a ja dostałem surową reprymendę. Musiałem oddać cały mój zarobek i na tym skończyła się moja zawrotna kariera barona narkotykowego z podbazy.
Dodaj anonimowe wyznanie