#XzgNW

Dzisiaj bawiłam się z moją samiczką chomika. Podczas głaskania po brzuchu odkryłam specyficzne zgrubienie. Zbadałam je dokładnie palcami i nabrałam przekonania, że to przepuklina lub guzek nowotworowy. Ba! Przeszukałam pół internetu włącznie z kilkoma forami na temat hodowli chomików i ostatecznie dowiedziałam się, że mój chomik to nie samiczka, a samiec... a guz to tak naprawdę jego jądra (podobno wyjątkowo duże). I tak oto przeszłam od troskliwej opiekunki do kogoś, kto przez swoją głupotę pół dnia molestował chomicze klejnoty...

#Hoszd

Przechodząc covid, straciłam węch. Bardzo z tego powodu cierpiałam, było to dla mnie bardzo ważne. Zapach perfum, smak ulubionych potraw – nic nie czułam. Próbowałam wszystkiego, co wyczytałem w internecie – olejki eteryczne, ćwiczenia węchu. Mój nos nie wyczuwał nic. 
Kilka miesięcy później byłam na bazarku. Zachciało mi się siku, nie było za bardzo gdzie się załatwić. Pośrodku, między stoiskami, stał jedynie obleśny, brudny toi-toi. Niestety potrzeba była silniejsza i musiałam skorzystać z tej toalety. Weszłam i wiecie co? Pierwszy raz od dawna poczułam zapach, normalnie zaciągałam się smrodem tej toalety i cieszyłam się, że jednak nie straciłam zapachu bezpowrotnie.

#pBYbc

Wychowywałam się w idealnej rodzinie. Obydwoje moi rodzice byli prawnikami, ja byłam ich pierwszym dzieckiem. Oprócz mnie była jeszcze młodsza siostra. Mieliśmy własne mieszkanie, samochód, psa i kota. Obie z siostrą miałyśmy oddzielne pokoje i masę zabawek. Byliśmy idealni. Przynajmniej z pozoru. Odkąd sięgam pamięcią, mój idealny ojciec znęcał się nade mną i moją mamą. Wyzwiska i szyderstwa nie były najgorsze. Żyłam w ciągłym strachu. Potrafił przyjść w nocy do mojego pokoju i grozić mi śmiercią i piekłem. Powtarzał, że mnie nienawidzi. Byłam tylko dzieckiem, ale w jego ustach byłam głupia, gruba, obrzydliwa, zła. Wmawiał mi, że nikt na ulicy nie może minąć mnie bez obrzydzenia, że wszystkim chce się rzygać na mój widok. Gdy mówił mi te wszystkie rzeczy, nigdy nie krzyczał. Wręcz przeciwnie, zbliżał swoją twarz do mojej i mówił prawie szeptem. Cały czas się przy tym uśmiechał, tak jakby opowiadał wspaniały żart. Kiedyś mnie przydusił, gdyby moja siostra nie weszła w ostatniej chwili, mogłoby być różnie. Innym razem dusił mojego psa. Wymagał, by w domu panowała absolutna cisza, jeśli np. krzyknęłam podczas zabawy lub coś upadło, zaczynał się horror. Jednak nigdy nie krzyczał, nawet nie podnosił głosu.
Kiedyś robiłam sobie śniadanie, a on siedział przy stole i mnie wyzywał. Sięgnęłam do szafki na leki, wyjęłam tabletki i powiedziałam, że się przez niego zabiję. „No dalej, zrób to, mała idiotko” – powiedział. Zrobiłam. Zaczął się śmiać i wyszedł z domu, na szczęście leki okazały się niegroźne. Nie mogłam mieć wtedy więcej niż 11 lat. 
Robił okropne rzeczy. Mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie opisać tego wszystkiego. Jednocześnie cały czas powtarzał, że moja siostra jest lepsza ode mnie, że widać w niej jego geny.

Gdy miałam 13 lat, moja mama powiedziała dość. Spakowała nas i wyjechałyśmy na drugi koniec Polski. Wynajęłyśmy mieszkanie i zaczęłyśmy od nowa, we trzy. Niestety sąd przyznał ojcu jeden dzień spotkań miesięcznie. Jeden dzień horroru. Ojciec nie dawał o sobie zapomnieć. Pisał mi SMS-y w środku nocy. Raz pisał, że mnie kocha, za chwilę, że nienawidzi. Na szczęście z czasem zaczął dawać spokój.

Od tamtej chwili minęło 5 lat. Mam 18 lat, wciąż chodzę na terapię. Zazwyczaj jest dobrze, jednak nadal zdarza się, że na ulicy spotkam mężczyznę w takim samym płaszczu lub z podobną teczką, jaką miał mój ojciec i przez chwilę jestem sparaliżowana ze strachu. Często gdy przeglądam się w lustrze, widzę ojca. Jestem do niego bardzo podobna, zwłaszcza oczy mamy takie same. Bardzo się boję, że z czasem okaże się, że jesteśmy podobni też z charakteru, a ja sama kiedyś skrzywdzę swoje własne dziecko.

#Tlqwk

Mój ojciec bardzo kiepsko czyta (nie dlatego, że ma coś ze wzrokiem). Czytanie czegokolwiek ogranicza do minimum, a przeczytanie jakiejkolwiek bardzo krótkiej treści zajmuje mu dobre kilka minut.

Ostatnio po kąpieli podchodzi do mnie na pełnym wk*rwie i z pretensjami, dlaczego wydaję bezsensownie pieniądze na jakieś małe szamponiki, które w ogóle nie chcą się pienić. Kazałam mu pokazać buteleczkę.

Okazało się, że mój tata wypeelingował sobie głowę. :D

#niaG5

Jestem szczęśliwą i spełnioną mamą cudownego szkraba. Ale jako kobieta i matka nie mogłabym patrzeć na cierpienie mojego dziecka. Może poleje się fala hejtu, ale to wyrok. Na dziecko i rodziców. W bliskiej rodzinie mam przypadek bardzo chorego dziecka. Nigdy nie będzie samodzielne, nigdy nie wypowie słowa, na które tak czekają rodzice, również nigdy nie zobaczą, jak chodzi. Nie będą się cieszyć z pierwszego dnia w szkole ani płakać razem z nim z powodu jego niepowodzeń. Reasumując, jestem przeciw ustawie antyaborcyjnej, ponieważ to w pewnym stopniu miłość i poświęcenie nie skazywać swojego dziecka na cierpienie.

#uLKyT

Z moją przyjaciółką M. i przyjacielem A. znaliśmy się od przedszkola. Przez całą podstawówkę, gimnazjum, aż do liceum byliśmy nierozłączni. Jestem bardzo ambitną dziewczyną, zawsze byłam najlepsza w klasie, brałam udział we wszystkich konkursach i odnosiłam liczne sukcesy w sporcie. Każdą grę z przyjaciółmi traktowałam bardzo poważnie. Rzadko ponosiłam porażkę. M. jest inna, nigdy nie przejmowała się stopniami, nie radziła sobie w sporcie i w każdej grze była ostatnia.
W liceum dostrzegłam, że A. wyrósł na bardzo przystojnego mężczyznę. Uświadomiłam sobie, że nie kocham go już tylko jak brata. Po kilku miesiącach postanowiłam wyznać mu, co czuję. Zaprosiłam go do siebie. Przyszedł z M. – nie było w tym nic dziwnego, przecież przyjaźniłyśmy się od tylu lat, że mogła wpadać bez zapowiedzi. Jednak od progu widziałam, że na ich twarzy gości uśmiech inny niż zwykle... a chwilę później radośnie oznajmili mi, że są razem.
Cóż, chyba tym razem przegrałam.

#8bZ0d

Ciężkie są związki na odległość. Przekonałem się o tym dość niedawno.
Mam 27 lat, jestem inżynierem w elektrowni, a moja dziewczyna jest fotografem. Ja ze względu na pracę mieszkam na Śląsku, a dziewczyna w stolicy. Żyjemy już tak od ponad roku. Spotykamy się co weekend czasem, w tygodniu każdy ma swoją pracę, ona sesje i dodatkowo obróbkę zdjęć, ja często siedzę w pracy nawet 15 godzin. Jak jesteśmy razem, wszystko jest super fajnie. Chodzimy na spacery, zakupy, normalnie cudowne życie. Gdy dłużej się nie widzimy, zaczyna się dramat, ciągłe kłótnie, jakieś żale i idziemy spać w złych nastrojach. Czasem nawet na naszych „randkach” moja dziewczyna siedzi pół dnia na telefonie i ugaduje sesje i inne pierdoły. Ja tylko raz byłem wzywany do pracy w weekend, gdy się widzieliśmy, ale mniejsza o to.

Najgorsze jest to, że ja chcę, żeby ona wprowadziła się do mnie i odwrotnie. Oczywiście ja mam swoją pracę, która mnie nawet uszczęśliwia i mam dobre pieniądze, ona też ma większość klientów ze stolicy, więc nie możemy dojść do porozumienia. Próbowałem pracować nad kompromisem, ale niestety. Kocham ją, ale ostatnio nie rozmawiamy tyle, co kiedyś, tylko SMS z życzeniem miłego dnia. Nie chcę się z nią rozstawać, bo dobrze się z nią czuję. Próbowałem gadać z jej rodzicami co myślą, ale szkoda znaków. Ogólnie ja powinienem zmienić swoje życie, bo w stolicy mogę znaleźć pracę (nieważne, że gorzej płatną i na śmieciówce), bo przed nią stoi wielka kariera. Sytuacja jest patowa.

Moi kochani, jeżeli jesteście w podobnych relacjach, życzę wam odwagi, żeby zrobić jakiś krok ku zakończeniu tego wszystkiego.
W ten weekend zamierzam porozmawiać z dziewczyną i dojść do jakiegoś kompromisu.
Może podzielę się z wami wynikiem.

#vKqPt

Mam taki zwyczaj, że zawsze przed snem jem jogurt owocowy. Z racji tego, że prowadzę zaawansowane nocne życie i moje godziny ostatniego posiłku są bardzo późne, wymyśliłam patent, że zamiast budzić domowników moimi nocnymi pielgrzymkami do lodówki, wcześniej wezmę ten nieszczęsny jogurt i go wystawię na parapet za okno. Zimno jest, temperatura niska, więc na jedno wyjdzie (jem tylko schłodzone, bo w temperaturze pokojowej są jakieś ble).

Wczoraj, jak co noc, otwieram okno, aby wziąć mój ostatni posiłek i co widzę? Zamiast mojego jogurtu leży sobie kamień, pod nim złożona kartka, a na niej napis: „Dziękuję, pyszny był”.

Aha?
Nie ma za co, kolego.

#SCXK4

Jeszcze rok temu miałam ogromne kompleksy związane z moją nadwagą, więc za namową przyjaciółki poszłam do psychologa na specjalną terapię, dzięki której miałam nabrać pewności siebie. Po kilku spotkaniach dostałam od niego koszulkę z napisem „MOJE CIAŁO JEST PIĘKNE!” do noszenia w domu. Za każdym razem, gdy przechodziłam koło lustra, miałam zatrzymać się i głośno przeczytać tę sentencję. I pewnie nawet i bym spróbowała tej „techniki”, gdyby nie to, że koszulka okazała się o dwa numery za mała i zwyczajnie się w nią nie mieściłam...
Nie wiem, czy taki był cel tej „terapii”, ale zdesperowana przeszłam na dietę i zaczęłam regularnie biegać. W ciągu roku zgubiłam prawie 25 kg. Teraz wchodzę w tę koszulkę bez żadnego problemu i patrząc w lustro, mogę powiedzieć „Moje ciało jest piękne!”, wierząc w prawdziwość tych słów!
Dodaj anonimowe wyznanie