Odkąd pamiętam, ludzie mówią mi, że mam farta, że mój brat jest niepełnosprawny, bo dzięki temu mam zniżki albo darmowe wejściówki do różnych miejsc. No zajebiście... Ciekawe, czy umielibyście podejść do niego i powiedzieć mu w twarz: „Ej, stary, super, że nie masz nóg!”.
Serio, niektórzy ludzie powinni pomyśleć trochę, zanim coś powiedzą.
Miałam jakieś dziesięć/dwanaście lat. Mieszkałam z rodzicami w domu dziadków. Dom ten miał duży ogród, na którego tyłach często bawiłam się z psem.
Przez kilka miesięcy znajdowaliśmy na płocie damską bieliznę. Halki, stringi, koronkowe biustonosze i gorsety — wszystko nowe i czyste. Kolejne elementy kobiecej garderoby pojawiały się na bramie wjazdowej średnio co drugi, trzeci dzień. Na początku dziadkowie myśleli, że bielizna znalazła się na płocie za sprawą wracających z jakiejś imprezy pijanych nastolatków. Po pewnym czasie dziadek odpuścił. Przestał zdejmować bieliznę z płotu, bo i tak ciągle pojawiała się nowa, a moherowe panie zgłosiły sprawę do prasy. Na naszym podwórku zawitał dziennikarz. Okoliczni mieszkańcy byli oburzeni widokiem biustonoszy i majtek fruwających na ogrodzeniu. Uważali, że zrobiliśmy z płotu suszarkę do prania. Dziennikarz bramę obfotografował i zdjęcia bramy ukazały się w gazecie wraz z obszernym artykułem. Jakiś czas później sprawca zamieszania został złapany na gorącym uczynku. Jakiś stary facet, mieszkający w okolicznej wiosce, kupował bieliznę w sklepie i wieszał ją na naszym płocie w drodze do pracy.
Przez długi okres swojego życia miałam najlepszą przyjaciółkę, której mogłam powiedzieć dosłownie wszystko — nie było tematu tabu. Nic nie mogło nas rozdzielić, zawsze był czas na zabawę, rozmowę, pocieszanie się nawzajem przy zawodach miłosnych czy po prostu spędzanie ze sobą czasu. Wydawało mi się, że to najwyższy poziom przyjaźni, jaki można osiągnąć. Do czasu. Przyjaciółka poznała chłopaka, z którym na pewno wiąże jakąś przyszłość, jednak on automatycznie stał się nie dość, że miłością życia, ale również najlepszym przyjacielem. Jak to się mówi — stare zabawki poszły do wymiany, czas na lepsze, nowsze. Pomimo bólu i smutku, a przede wszystkim złości, które przeżyłam po „rozstaniu”, życzę im dużo szczęścia.
Ludzie! Doceńcie swoich najlepszych przyjaciół, bo to skarb! A osoby będące w związkach i posiadające przyjaciół, którzy są bez drugiej połówki — nie spychajcie na bok tych osób, które zawsze były przy was w złych i dobrych momentach. Pomimo że zabawki stare, to nadal potrafią być sprawne przez wiele długich lat, trzeba im dać tylko szansę.
Kiedy miałam może 8 lat, bardzo lubiłam kosić trawę przy domu. Była może wiosna, kiedy wyjęłam kosiarkę i zabrałam się za koszenie trawy w ogródku. Wszystko szło jak po maśle, trawa nabierała uroku, kiedy kosiarka nagle się wyłączyła. W domu było moje rodzeństwo, więc zawołałam któreś z nich, żeby mi ktoś pomógł. Z pełną powagą na ustach brat stwierdził, że muszę się pomodlić i wtedy zacznie działać. To pomodliłam się do jakiegoś świętego od spraw beznadziejnych i kosiarka zaczęła działać, ale tylko na chwilę. Po czym mój brat oznajmił, że może powinnam klęczeć i się modlić. Wydało mi się to głupie, ale moje starsze rodzeństwo jednogłośnie przytaknęło, że to faktycznie dobry pomysł, bo pewnie jest jakieś zwarcie i zapewnili mnie, że to na pewno pomoże. Tak więc zrobiłam to, kosiłam trawę, klęcząc. Zupełnie tak jak klęczy się w Częstochowie albo innym Licheniu. Po jakimś czasie kosiarka działała znowu bez zarzutu, więc wstałam i bardzo ostrożnie kontynuowałem koszenie jak cywilizowana istota. Nie wiedziałam, czym było spowodowane to „zwarcie”. O całym zajściu zapomniałam i dopiero jakiś czas temu moje stare, ale niemądre rodzeństwo opowiedziało mi, że każdy z nich na zmianę wyłączał korki i mieli ze mnie niezłą polewkę.
Wnikliwie ich obserwowałam, kiedy mówili, że powinnam klęczeć i kosić tę trawę, ale mówili to z totalną powagą i kamienną twarzą. Zrobili to bardzo profesjonalnie, aż boję się, czego jeszcze się dowiem o swoim życiu :D
Naiwna, bo inaczej tego nie da się nazwać.
Spotykałam się z mężczyzną, którego bardzo lubiłam. Dobrze się dogadywaliśmy, miło spędzaliśmy ze sobą czas. Doszło do zbliżeń. Ostatnie zbliżenie jednak nie było kolorowe. Gość totalnie odleciał, skończył we mnie w środku, po czym powiedział, że jestem bogata i sobie sama poradzę. Takich mężczyzn ziemia nosi.
Dziękuję za uwagę.
Wody mi odeszły i poprosiłam męża, żeby zawiózł mnie do szpitala. Stwierdził, że zaraz pojedziemy, ale najpierw musi się zdrzemnąć z 15 minut...
Kiedy byłam młodsza i chodziłam do szkoły, często zdarzało mi się nocą mieć halucynacje i omamy słuchowe. Niespecjalnie się tym przejmowałam, jednak coraz częściej zastanawiałam się, czy te odgłosy, które słyszę, nie są czasem prawdziwe. Kobieta wołająca o pomoc, dziwne krzyki itp. Po jakimś czasie jednak fazy te przechodziły. W końcu wyprowadziłam się na swoje. Nic nie wiedziałam o tym mieszkaniu czy jego poprzednich lokatorach, ale zwłaszcza na początku ciężko mi było tam spać. Wciąż miałam wrażenie, że czuję czyjąś obecność, że słyszę dziwne odgłosy. Było mi na tyle nieprzyjemnie, że zasypiałam, oglądając kabarety.
Któregoś dnia tuż po zaśnięciu usłyszałam przeraźliwy wrzask. Krótki, ale sparaliżowało mnie, dosłownie nie mogłam się ruszyć, serce biło mi jak oszalałe. Nie wiem, jak tej nocy zasnęłam. Powtórzyło się to kilka razy, za każdym razem tak samo przerażające. W końcu zaprosiłam do siebie na noc chłopaka, to były początki naszego związku. Leżymy w łóżku i nagle... o tak, przeraźliwy wrzask, ja się zastanawiam, czy już kompletnie zwariowałam, kiedy mój facet się roześmiał i rzucił: „Jak można tak kichać!”. Facepalm rozerwał mnie od środka, przecież to faktycznie brzmiało jak bardzo intensywne kichnięcie! Pełna wstydu, ale i rozkosznej ulgi zasnęłam. Cały strach związany z nowym mieszkaniem całkowicie się ulotnił, a mój chłopak nigdy nie dowiedział się, jak odmienił moje życie.
Nie tak dawno zacząłem spotykać się z pewną dziewczyną. Jak szybko się zaczęło, tak szybko się skończyło (niecały miesiąc). Jakiś czas później, z zaufanego źródła dowiedziałem się, że ten cały nasz „związek” był wynikiem zakładu między tamtą dziewczyną a jej koleżankami. Trochę to połechtało moje ego, no bo ja obiektem zakładu? No czad!
Euforia trwała do czasu, aż dowiedziałem się, że nie byłem wygraną. Dziewczyna przegrała zakład i musiała umawiać się ze mną przez jakiś czas, bo inaczej jej przyjaciółki wrzuciłyby jakieś jej kompromitujące fotki do neta.
Nigdy w życiu nikomu się do tego nie przyznam.
Gdy już leżę w łóżku, uwielbiam suszyć się suszarką. Niekoniecznie tylko włosy, ale także stopy, kołdrę i poduszkę. Jest mi tak przyjemnie cieplutko!
Siedziałam z chłopakiem w restauracji. Tak... miesiące oczekiwań, aż mnie zauważy, nie poszły na marne. Tego dnia spędziłam w łazience sześć dobrych godzin, chciałam dla niego wyglądać idealnie. Kiedy już dostaliśmy starter, poczułam, że muszę kichnąć.
Porada dla dziewczyn: rzęsy wyłowione z zupy smakują ohydnie. Lepiej udawać, że wypadło wam oko i biec do łazienki...
Dodaj anonimowe wyznanie