#JoD8m

Gdy miałam 12, może 13 lat, poszłam z mamą na budowę domu, (który w tamtym czasie był w stanie surowym) posprzątać. Było ciepło i po jakimś czasie chciało mi się pić. Na środku salonu stała paprotka w doniczce, a obok niej zielona butelka. W tamtym czasie często się nosiło w takich zrobioną herbatę, albo wodę z sokiem. Niewiele myśląc, (a naprawdę chciało mi się pić) otworzyłam butelkę i pociągnęłam duży łyk. Już po połknięciu poczułam paskudny smak "napoju". Wyplułam to co miałam w ustach, a później jeszcze długo plułam śliną, żeby pozbyć się ohydnego posmaku z ust. Wiecie co to było?

Domowej roboty nawóz ze zgniłych pokrzyw z wodą. Od tamtej pory zawsze wącham to co mam wziąć do ust, nieważne jak bardzo chce mi się jeść czy pić. (Smak tej gnojówki pamiętam do dziś. Fuj!)

#ka4X9

Raz jak byłem mały, w czasie kąpieli szampon dostał mi się do oczu i zaczęło mocno piec. Zamknąłem na chwilę oczy. Tak się złożyło, że właśnie w tym momencie była awaria prądu i jak otworzyłem oczy, to otaczała mnie kompletna ciemność. Myślałem, że szampon wypalił mi oczy i oślepłem. Zacząłem krzyczeć z przerażenia. Gdy zaraz przybiegła mama z latarką i zobaczyłem światło, to byłem najszczęśliwszym dzieckiem na świecie.

#I56IO

Od trzech lat mam pieska ze schroniska.
Nie miał łatwego życia. Przez rok włóczył się po różnych wsiach, obrzucany kamieniami i przeganiany innymi psami. Poprzedni właściciele prawdopodobnie się nad nim znęcali. Przez te wszystkie „przygody” śnią mu się koszmary. Skomle i piszczy przez sen. Wtedy zwyczajnie go przytulam i szepczę, że wszystko będzie dobrze i że nie ma się czego bać, bo przy nim jestem.

#r0k6V

Kiedyś asystowałem weterynarzowi przy pobieraniu krwi mojemu psu. Był sam w lecznicy, potrzebował w tym pomocy, bo pies spory i młody, zapytał tylko, czy nie mdleję.

No więc trzymam tego psa, niemałego, na stole, stoimy z wetem biodro w biodro. Zabieg trochę trwa, bo do pobrania sporo a leci niemrawo. W pewnej chwili zacząłem cierpnąć, musiałem przestąpić z nogi na nogę, więc oparłem się o stół. I widzę, jak weterynarz w jedną rękę bierze łapę psa, igłę i probówkę, a drugą... otacza mnie w biodrze i przytula do siebie.

Ja patrzę na niego, on patrzy na mnie... i robi się czerwony, mówiąc: „Ja myślałem, że pan mdleje...”.

Potem mi się tłumaczył, że gość mu tak skutecznie zasłabł kiedyś, że upadając, rozwalił łuk brwiowy, trzeba było wołać karetkę i wieźć na szycie.

#wlGT4

Pamiętacie, jak rodzice zawsze mówili, żeby nie robić głupich min, bo nam tak zostanie?
Otóż od dziecka lubiłam postawić na swoim i bardzo często gdy się obrażałam, to siadałam na łóżku z wydętą wargą.
Aktualnie moje usta wyglądają tak, że dolna warga jest nieco wypchnięta, ale ani trochę mi to nie przeszkadza, bo dzięki temu moje usta wydają się pełniejsze.
Rodzice: 0.
Głupie miny: 1.

#hphjR

Mam nietypowe hobby - uwielbiam prać brudne pieniądze.
Wrzucam do kubeczka monety (głównie miedziaki), wsypuję proszek do prania, nalewam wodę i mieszam. Po kilkunastu minutach mieszania wypłukuję je.
Wyprane monety wyglądają jak nowiusieńkie, nawet te kilkudziesięcioletnie. Pieniążki trafiają w obieg, a ja w głębi serca odczuwam ogromną satysfakcję.
:)

#t00uz

Gdy byłam mała, wiedziałam mniej więcej jak wygląda pocałunek po francusku. Chciałam opanować tę technikę do perfekcji... Tylko na kim ćwiczyć?

Niestety, moją ofiarą padł kran w wannie. Z nim przeżyłam swój pierwszy pocałunek po francusku.
Co wieczór całowałam go wyobrażając sobie mojego przyszłego chłopaka :)

#KoS2X

Ludzie mają dziwne fobie. Jedni boją się pająków, drudzy psów itp. Ja mam fobię przed alkoholem. Wiele razy byłam świadkiem, jak moi rodzice rzygali po pijaku na klatce lub wyzywali się od najgorszych.
Dlatego boję się wypić nawet najmniejszej ilości alkoholu, mimo iż od dawna jestem dorosłą kobietą.

#FNJyT

Na początek pragnę pozdrowić wszystkich przegrywów i nolajfów, jestem jednym z was. Mam 25 lat. Studiuję, mieszkam z rodzicami, nie mam dziewczyny, na studiach nie mam zasadniczo dużych znajomości, znajomych mam, ale spotykam się z nimi raz, może dwa razy w roku, mam pracę słabo płatną, poza atutem jakim jest dziedziczone auto po dziadku i prawo jazdy to przegryw, z reguły w wolnym czasie siedzę całymi dniami na komputerze. Mój tryb życia jest nudny i niesatysfakcjonujący, świadomość, że mieszkam z matką i nie mam dobrej pracy oraz dziewczyny mnie dobijała. Jednak użalając się tak nad sobą zrozumiałem jedną rzecz: ten świat jest popieprzony pod naprawdę różnymi względami. Najważniejsze, było gdy zrozumiałem po którymś z kolei rozczarowań na Tinderze, że nie znajdę tu dziewczyny jakiej chcę i potrzebuję, bo po ludzku albo taka nie istnieje, albo szansa, że trafię na taką jest jak szóstka w totku. Poza tym obserwując doświadczenia mojego przyjaciela z dziewczynami przekonałem się, jak kontakty z nimi są destrukcyjne dla psychiki i jakości życia.

Gdy to zrozumiałem, to przestałem się użalać, nie czuję przygnębienia, że mieszkam z mamą, wykorzystuję, to że mi gotuje, by oszczędzać maksymalnie kasę, za którą pojadę do Tajlandii, gdzie planuję sobie zrekompensować brak aktywności seksualnej. Poza tym rozwijam swoje pasje, bo mam na nie czas, nie muszę się starać, nie muszę poświęcać się tylko by poczuć odrzucenie. Osiągnąłem stan totalnego wywalenia. Jestem może nie tyle szczęśliwy, co spokojny, spokojny duchem.

Piszę to tylko dlatego, że chcę poczytać komentarze, czując satysfakcję, gdy gniew wyleje się na mnie od ludzi, którzy nie mogą zaakceptować tego podejścia, chcę się nim karmić i rozkoszować. A wszystkich, którzy mnie popierają pozdrawiam.
Dodaj anonimowe wyznanie