#23Vco

Jak co dzień, zaparkowałem pod firmą i spędziłem osiem godzin przy biurku. Po pracy zobaczyłem swoje auto – maska zgnieciona, bok porysowany. Byłem pewien, że to zemsta kolegi z pracy, z którym pokłóciłem się ostro dwa dni wcześniej. Wezwałem policję, opisując, jak to „ten typek” musiał się na mnie uwziąć. Policjanci przyjechali, poszli do ochrony i poprosili o włączenie nagrania z monitoringu. I co się okazało? Z krzaków wyskoczył dzik i z impetem rozwalił mi auto... 
Policjanci próbowali być poważni, ale ich uśmieszki mówiły wszystko. Ja zaś paliłem się ze wstydu, wiedząc, że moje oskarżenia były kompletną bzdurą, a policja pewnie uznała mnie za paranoika. Wstyd jak diabli, bo nie dość, że oskarżyłem Bogu ducha winnego kolegę, to jeszcze cała firma następnego dnia plotkowała o mojej „detektywistycznej” wpadce.

#nFgPX

Boję się, że zrobię komuś krzywdę albo wpakuję się w kłopoty. Zawsze byłam impulsywna i ta cecha z wiekiem tylko u mnie narasta. Od lat trenuję Krav Magę i Ju Jitsu — w rezultacie jako niska, drobna brunetka jestem groźniejsza, niż sugeruje wygląd. I w tym problem — coraz mniej się kontroluję.

Były facet przyszedł do mnie do domu i zażądał, że mam do niego wrócić. Odmówiłam — zaczął się awanturować. Rzuciłam nim o ścianę. Grzecznie wyszedł, choć chwiejnym krokiem.
Znajoma na kawie zabrała mi telefon i zaczęła czytać prywatne wiadomości. Nie chciała zwrócić urządzenia po dobroci przed końcem lektury. Wykręciłam jej rękę, aż się popłakała. Telefon oddała.
Miałam za sobą nieprzespaną noc. Pies sąsiadów zza ściany bez przerwy szczekał. Rano starsza sąsiadka z piętra niżej dopada mnie na schodach i robi wyrzuty, grozi administracją, prokuraturą, milicją i sądem za hałasy mojego psa. Tłumaczę grzecznie, że nie mam psa, że to sąsiedzi, a ja muszę do pracy. Nie, ta swoje, że to na pewno ja, bo taka gówniara i pewnie schowałam tego wilczura. Czy to z niewyspania, czy też z niechęci do słuchania wymysłów tej baby, nie wytrzymałam. Szybki, lekki cios w skrzyżowanie nerwów. Nie zostawia śladów, a boli jak jasna cholera. Babsztyl zwija się z bólu, ja idę do pracy. Więcej nie robiła problemu.
Wracając do domu późną nocą, użyłam skrótu, przechodząc przez stary park o kiepskiej reputacji. Z krzaków wyskoczył jakiś menel i zaczął mnie obmacywać. Wklepałam mu nieco mocniej. Jak już leżał i wił się z bólu, poważnie rozmyślałam, czy nie złamać mu ręki jako nauczkę. Nagle uświadomiłam sobie, o czym ja myślę i szybkim krokiem wróciłam do domu.

Takich sytuacji jest dużo więcej. Gdy tracę nerwy, to najchętniej wszystko rozwiązałabym siłą. W końcu ktoś na mnie doniesie albo poważnie kogoś uszkodzę. Boję się tego, ale nie umiem się pohamować.

#USyhK

Jakiś czas temu moja żona poznała nowych znajomych na jakimś szkoleniu. I całkowicie zwariowała na ich punkcie. Zapraszała ich codziennie, byli u nas dwa, trzy razy dziennie, i to nie na kawkę, tylko czasem przesiadywali naprawdę bardzo długo. Dochodziło do tego, że zmęczony po pracy ucinałem sobie drzemkę, a żona mnie budziła z wyrzutami, że jak mogę spać, przecież oni zaraz tu będą! Nic do niej nie docierało, tłumaczyłem, że to nie są moi znajomi, że nie czuję z nimi chemii, żeby się zaprzyjaźnić, że powinna się nieco ograniczać i trochę zwolnić tempo. Ale jak grochem o ścianę, szalony wybuch przyjaźni zaćmił jej rozum. Zaczęła ode mnie żądać, żebym zatrudnił jej koleżankę Lalunię w firmie, w której pracowałem. Mało tego, jej męża też, mimo iż on bez skrupułów oznajmiał, że chce tam popracować, żeby coś ukraść. 
Czym to się skończyło? Ano tym, że Lalunia wdała się w romans z nowo poznanym w pracy facetem. Jej mąż dowiedział się o tym i... obwinił mnie o tę sytuację. Opadła mi szczęka, gdy przyszedł z pretensjami i szczekał do mnie swoje wyrzuty. Czyniąc długą historię krótką – moja żona też uznała, że to moja wina... Nawet nie chce mi się tego opisywać, absurdalny plot twist... Ale spokojnie przyjąłem wszelką krytykę, ponieważ wiedziałem, że wszyscy są w hmmm... WYŻSZYM STANIE UMYSŁU.... i na nic moje gadanie. Odczekałem swoje, a potem przyszedł czas na zemstę. 
Lalunia wdała się w kolejny romans, tym razem okraszony ciążą z kochasiem. Zablokowałem wszelkie kontakty, urwałem znajomość bezpowrotnie. Nie obyło się bez wyrzutów mojej żony.
Któregoś dnia żona zrobiła zdjęcie wschodzącego słońca nad zabudowaniami miejskimi, słońce rzucało piękne cienie na kamienice. I zamieściła je na FB. No i się zaczęło, wybuchła afera, bo na zdjęciu było auto Laluni zaparkowane obok auta jej kochasia... o siódmej rano. I oczywiście mąż Laluni dowiedział się o wszystkim, w tle rodził się rozwód, skandal wstrząsnął lokalsami, sam byłem wstrząśnięty.... ale nie zmieszany. 
Po wszystkim mąż Laluni przyszedł przeprosić. Padło dużo słów, przeprosił, zwrócił honor, przyznał, że nie miał racji itp. Czułem się całkowicie usatysfakcjonowany. Zwłaszcza że moja żona musiała tego wysłuchać z cierpką miną i pokornie znieść upokorzenie, przecież też była po jego stronie. A ja po wszystkim czułem dziką, radosną satysfakcję. Bo widzicie, to ja zauważyłem ten piękny wschód słońca nad miastem...

#HNn2d

Z serii „czego nie mówić na egzaminie”.

Lata temu, egzaminy gimnazjalne, część przyrodnicza. Wchodzimy pojedynczo do sali. Rozdają kody, następuje losowanie miejsc itd. Nadchodzi moja kolej, a ja zaspana, zamiast powiedzieć imię i nazwisko... zaczynam mówić formułkę spowiedzi.

Mina nauczycielki siedzącej w komisji – bezcenna. :D

#Dxrfi

Walczyłem większość życia, by zmienić imię i je zmieniłem, z tym że walczę do dziś z tą zmianą, do której się już przyzwyczaiłem, a osoby trzecie i rodzina twierdzą, że to idiotyczne i dalej nazywają mnie jak kiedyś, ciężko z tym walczyć. Unikam ich i wszystkich tych, którym muszę się tłumaczyć z tego powodu.
Przy chrzcie dali mi na imię Mieczysław Sebastian, odkąd pamiętam, zawsze nienawidziłem tego imienia. Zamieniłem je cztery lata temu i jestem Sebastian Mieczysław. Czuję się z tym super, ale przyzwyczajeń ludzi nie zmienisz i dalej mówią „Miecio”. Kurrrna, jak ja tego nienawidzę...
Dodaj anonimowe wyznanie