#veNLa

Zacznę od tego, że zawsze byłem bardzo wrażliwą osobą. Posiadam bardzo dziwną - hmmmm cechę? Otóż gdy usłyszę piosenkę, która w jakiś sposób na mnie "zadziała", czyli spodoba mi się i wpłynie na moje emocje, dostaję dreszczy na całym ciele. To samo tyczy się także filmów oraz książek, a dokładnie poszczególnych scen, głównie bardzo emocjonalnych oraz wyniosłych. Dla przykładu triumf dobra nad złem w filmach o superbohaterach. Wiem, że są osoby, które też takie coś mają i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że dla mnie jest to uczucie porównywalne do orgazmu. Dreszcze są tak silne i intensywnie przyjemne, że ciężko mi się podczas nich skupić na czymś innym. Trwają około 5 minut. Nic po mnie nie widać podczas ich trwania, ponieważ nie dochodzi do skurczu mięśni jak w przypadku normalnego orgazmu. Momentalnie całe ciało robi się miękkie, zwalnia mi oddech i dostaję jakby emocjonalnej ekstazy. Dreszcze zaczynają się od głowy, a kończą na biodrach. Odczuwalnie są dużo bardziej przyjemne od orgazmu. Ciężko jest mi to dokładnie opisać, ponieważ jest to naprawdę niesamowicie poruszające dla mnie doznanie za każdym razem tak samo. Skóra stopniowo od czubka głowy robi sìę na moment twarda jak przy gęsiej skórce, a następnie miękka i gładka. I tak stopniowo do bioder. Dosłownie czuję, jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało, że mam miękką, zapadającą się w kości skórę.

Czytałem kiedyś o czymś takim jak orgazm emocjonalny. Chodziło głównie o rzadko spotykane połączenia w mózgu. Nigdy nie spotkałem się z czymś podobnym u nikogo innego. Dodam, że to co wpływa na moje emocje i powoduje dreszcze zmienia się co jakiś czas. Mój problem polega ma tym, że nawet seks nie daje mi takiej satysfakcji, co komplikuje moje życie seksualne. Zwykły orgazm zwyczajnie nie jest tak dobry.

#Ss6Bu

Kiedyś podróżowałem stopem, jeździłem tak i po Polsce, i po Europie. Gdy już dorobiłem się auta, sam chętnie zabierałem autostopowiczów.
Kiedyś podwoziłem jakąś młodą dziewczynę, a ta po paru kilometrach powiedziała, że mam się zatrzymać i dać jej dwie stówy, bo inaczej pójdzie na policję i zezna, że się do niej dobierałem.
Z auta ją wywaliłem, a od tamtej pory żadnych autostopowiczów nie zabieram.

#neju5

Na co dzień jestem porządną, poukładaną dziewczyną. Mieszkam z chłopakiem. Co tydzień sprzątamy mieszkanie, każdego dnia coś gotuję. Trzymam się planów zapisanych w kalendarzu. Nie spędzam całego dnia przed lustrem, ale potrafię się ładnie ubrać i umalować. Denerwują mnie śmieci pozostawione byle gdzie, zwracam uwagę chłopakowi, żeby po sobie sprzątał. Gdy mam gorszy humor, każę mu poprawiać nawet buty krzywo stojące w przedpokoju. Nie pozwalam nawet na chipsy w łóżku przy oglądaniu filmu. Uwielbiam dekorować jedzenie, podawać obiadki zdrowe i przyjemne wizualnie, jeść przy kwiatkach lub świecach. Lubimy przyjmować gości.
Czasami mój chłopak musi wyjeżdżać z powodu pracy czy różnych szkoleń. Wtedy ujawnia się moje drugie oblicze.

Jestem tak leniwa, że nie kiwnę palcem, żeby coś zrobić w mieszkaniu. Część łóżka, na której zwykle śpi chłopak, traktuję jak stół - kładę tam wszystkie rzeczy, które chcę mieć pod ręką. Nie chce mi się gotować. Nie chce mi się wyrzucać opakowań po gotowym jedzeniu, leżą w zlewie lub na kuchence. Używam kilku talerzy, kubków, sztućców, wszystkie myję w zmywarce na okrągło, razem z resztą czystych rzeczy, których nie chce mi się odłożyć do szafki. Gdy chips mi spadnie pod łóżko i jest oblepiony „kotem”, zdmuchuję i jem. Gdy coś wypiorę, otwieram tylko pralkę, a rozwieszam tak po dwóch dniach. Niczego nie odnoszę na miejsce. Ubrania wyrzucam z szafy, żeby sobie leżały na ziemi, a to, w czym pójdę do pracy, to tylko efekt losowania. Czasem ciężko mi przejść przez ten cały bałagan. Co do higieny, to całe szczęście biorę kąpiel, jednak moje ciuchy „po domu” to zwykle męska koszulka, spodnie dresowe i wełniane skarpety. Nie umiem trafić zasmarkaną chusteczką do śmieci, ale przecież nie wstanę z łóżka, żeby ją podnieść z podłogi. Nie widuję się ze znajomymi, większości telefonów nie odbieram, na smsy w ogóle nie odpisuję - nawet jeśli to ktoś z pracy i widziałam się z nim tego samego dnia.

Kiedyś odwiedziła mnie właścicielka mieszkania i zobaczyła mnie w łachmanach, wśród tego burdelu. Rozpłakałam się mówiąc, że stało się coś strasznego, że ledwo zbieram się do pracy, że nie widzę sensu robienia czegokolwiek. Przejęła się, chciała dzwonić do mojej rodziny (na szczęście odwiodłam ją od tego pomysłu), posprzątała mi mieszkanie, a następnego dnia przyniosła ciasto i spędziła ze mną trochę czasu, próbując pocieszyć. Mam nadzieję, że więcej nie wpadnie bez zapowiedzi, bo kolejny raz taki numer nie przejdzie.

Wreszcie gdy mój chłopak ma wrócić, zabieram się za sprzątanie. I znów jestem porządną, poukładaną dziewczyną…

#E2rZX

Duża część dzieciaków miała jakiegoś wymyślonego przyjaciela, który dotrzymywał im towarzystwa. Ja za to byłam wielką fanką rodziny Adamsów.

Wyobrażałam sobie, że w toalecie żyje dłoń. Nazywałam ją Panem Rączką i zawsze grzecznie się witałam, żeby mnie nie złapała za tyłek w czasie posiedzenia.

#lVXNo

Od małego moja bardzo religijna babunia, siłą zmuszała mnie do chodzenia do kościoła, zmawianie paciorków i innych pierdół o bogu itd. Czasem odmawiałem jej wieczornych modlitw przed snem. Co wtedy się stało? Babunia mnie biła... A że byłem dzieckiem, to wpadłem w mocny płacz bo bardzo mnie bolało jej bicie, logiczne. Jej to nie obchodziło. Kazała mi się ogarnąć i modlić, a jak nie potrafiłem przestać płakać to na mnie krzyczała i kazała SIĘ MODLIĆ!!!, biła, krzyczała, szarpała tak długo aż nie pomodlę się do miłościwego boga. Jak udało mi się to zrobić, mówiła do mnie:

"I widzisz aniołku? Nie było tak przecież strasznie co? Dobranoc, daj buzi babci"

Kościół to samo, nie chciałem iść to - robiła to co wyżej. Często nie było przy tym moich rodziców z przyczyny takiej, że wyjeżdżali za granicę do pracy. Gdy byli w domu i przychodził czas na modlitwy lub kościół, uciekałem do mamy licząc, że zachowa się jak bohaterka i mnie ochroni. Czasem to robiła i postawiła się swojej mamie (wtedy wybuchała ogromna awantura pomiędzy nimi o mnie), a czasem kazała mi się z nią modlić lub chodzić do kościoła. Na szczęście gdy moi rodzice przestali wyjeżdżać i na co dzień byli w domu, moja mama była coraz częściej bohaterką i z czasem mnie od niej uwolniła. Nie musiałem już się modlić ani chodzić do kościoła. W ten sposób mam ogromny uraz do religii, kościoła, modlitw, księży itp... Nie cierpię tego robić, nie chcę tego robić.

Moja babcia ma 3 wnuków. Jak łatwo się domyśleć, traktuje ich tak jak mnie za dzieciństwa. A one tak jak ja próbują się jej przeciwstawiać i szukać bohaterstwa w rodzicach. Płaczą, krzyczą na nią, ale ona stoi nad nimi z paskiem i wpaja miłość do kochanego boga. Zwracałem babci uwagę co ona im robi. Ale...

"Przecież nie robię nic złego".

#DclbN

Jestem samotną matką. Nie jest to łatwe zadanie - godzić pracę z samotnym wychowywaniem dziecka i zapewnić naszej dwójce odpowiedni poziom życia z jednej pensji. Jakoś jednak staram się sobie radzić, a najwięcej motywacji daje mi moja córeczka, która właśnie skończyła pierwszą klasę szkoły podstawowej.
Przytoczę Wam incydent, który przytrafił się Ali w szkole jakiś czas temu. Dzieciaki przygotowywały się do przedstawienia z okazji dnia mamy i taty. Miały też lekcje, na których rozmawiały o tym, czym zajmują się ich rodzice. Naturalne, że koleżanki z klasy Ali były trochę zdziwione, gdy ta powiedziała im, że „ma tylko mamę”. Pomimo że dzieci obecnie są o wiele bardziej świadome niż to było za moich czasów, to jednak 7-latkowie to wciąż maluchy, mają prawo się dziwić.

Tego dnia, gdy skończyły się lekcje, jedna ze złośliwych koleżanek z klasy zaczęła Ali dokuczać. Ala opowiadała mi, że ta dziewczynka śmiała się z niej, bo „nie ma taty”. Ciężko było mi uwierzyć, że dzieci mogą być aż tak podłe, ale to nie był koniec. Zamurowało mnie całkowicie, gdy córka opowiedziała mi, co było dalej. Koleżanka wzięła jakiś papierek i krzyczała: „zobaczcie, to Ala, która jest głupia i nie ma nawet taty”, po czym wyrzuciła go do śmietnika. Towarzyszyły jej jakieś dwie inne dziewczyny, które również były całą sytuacją rozbawione. Nie chcę nawet myśleć, jak Ala musiała się czuć.

Wróciła do domu ze łzami w oczach. Powiedziała im tylko, że „jej mama jest lepsza niż oboje rodziców, którzy wychowują dzieci na tak złośliwe osoby”.
Jestem bardzo dumna z mojej córki, że umiała odpowiedzieć im w kulturalny sposób. Ja bym się chyba nie opanowała. I nie wiem jak trzeba wychowywać dziecko, by się tak zachowywało. Wstyd dla rodziców!

#VXria

Kiedy miałam 12 lat, wyglądałam na przynajmniej 2 lata starszą. Już wtedy zaczęłam dostrzegać, że podobam się chłopakom. Często prowokowałam sytuacje, tak aby wyszło, że chłopak zwróci na mnie uwagę.

Któregoś słonecznego dnia jechałam z przyjaciółką na rowerach na drugi koniec miasta. Gdy jechałyśmy główną drogą, ona jechała z przodu, a ja jadąc parę metrów za nią zbyt blisko pojechałam krawężnika, zahaczyłam pedałem o niego i wywaliłam się na trawę obok. Koleżanka zatrzymała się, gdy usłyszała mój krzyk, a potem śmiech... Kiedy sprawdziłam, że jestem cała i zdrowa, chciałam wstać i jechać dalej, jednak w tej sekundzie zauważyłam chłopaka wjeżdżającego na główną drogę, zaraz obok tego nieszczęsnego trawnika, na którym już szykowałam się do wstania.
W jednym momencie genialna ja pomyślałam, żeby rzucić się znowu na trawnik, obok leżał rower, więc wszystko wyglądało jakbym upadła i leżała nieprzytomna. W mojej wyobraźni chłopak podjedzie i sprawdzi, czy nie potrzebuję pomocy. Jak myślałam, tak zrobiłam.
Ponownie rzuciłam się na trawnik, jedna ręka wyżej, druga niżej, głowa lekko przechylona i oczywiście zamknięte oczy... Leżę i nic. Podnoszę głowę, a chłopak jakby nigdy nic przejechał sobie obok. Nie wiem, czy nie zauważył mnie lub co gorsza widział, że specjalnie rzuciłam się ponownie udając przy tym martwą.

Zapomniałam tylko o przyjaciółce, która przez ten cały czas patrzyła co ja wyrabiam... Oczywiście nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Mój podryw na martwą nie wyszedł, nigdy więcej go nie powtarzałam. Wystarczy mi, że do dnia dzisiejszego, gdy mam już 19 lat, moja przyjaciółka zawsze gdy wspominamy stare czasy przypomina mi o tamtym żenującym zdarzeniu ;D

#ksWo2

Znam naprawdę fajnego chłopaka, na potrzeby opowiadania nazwę go Kamil
Z Kamilem znamy się praktycznie od dzieciaka, nasi ojcowie pracują razem, widzimy się całkiem często, a ja mam naprawdę specjalne względy u jego mamy i starszej siostry. Zawsze mieliśmy dość dobre stosunki, uczymy się w tej samej szkole, ale w innych klasach.

Jakieś pół roku temu moja ciocia wyskoczyła z pomysłem zorganizowania czterdziestki. No OK, idziemy, ja z osobą towarzyszącą, na którą wybieram właśnie jego. W międzyczasie okazuje się, że Kamil zdążył zapytać się mojej koleżanki o to, czy nie zostałaby jego dziewczyną. Jasne, było mi głupio iść w takiej sytuacji z nim na imprezę, ale za zapewnieniem z jego strony, że to nic takiego i mam się nie przejmować, zrobiłam to.
Bawiliśmy się naprawdę dobrze aż do samego rana.

Ale - jak to anonimowe - musi być zwrot akcji. Jakiś tydzień później dowiedziałam się o rozstaniu Kamila i jego dziewczyny. Powód? Ja.
Pod "jasne, idź z nim, czemu nie, nie będę zła!" kryło się "hokus pokus pół robaka, zgiń, przepadnij, dostań raka". Jednak nie na tym koniec. Wieczór imprezy owa panienka spędziła czas z kolegą swojego ukochanego w wiadomy sposób, tłumacząc mu później, iż "oko za oko, ty mnie zdradzasz, ja ciebie też!".

Co jest w tym najśmieszniejsze - nasz kontakt ograniczał się do wspólnego tańca i picia wódeczki.
Koniec końców, rozstali się. W tym wielkim bałaganie szkoda mi tylko Kamila - naprawdę fajnego chłopaka z głową na karku, który wcale nie zasługiwał na taką dziewczynę.

Nie jesteśmy razem, ale... trzymajcie kciuki, coś się dzieje! ;)
Dodaj anonimowe wyznanie