Niedawno do mojej mamy przyszła koleżanka z dwójką dzieci. Chwilę potem, jak już się przywitaliśmy, poszłam do swojego pokoju, a moment później dzieci przyszły do mojego pokoju, bo mama z koleżanką chciały sobie pogadać.
Już po chwili miałam już dość tych dzieci. Skakały mi po łóżku, grzebały w szafach itp. Niedługo potem przyszła ich mama i stanęła sobie w drzwiach, ale zamiast rozkazać tym dzieciakom się uspokoić, to sobie tylko stała. Chwilę później przyszedł do mnie jej synek i krzyknął na cały dom: „Siostrzyczko, patrz, jaka ona jest gruba!”. Zatkało mnie. Normalnie to bym go trzasnęła, ale to było dziecko. Popatrzyłam na tę mamę, a ona go pogłaskała, uśmiechnęła się do mnie i poszli sobie.
Super, pani mamo. Świetnie pani wychowuje swoje dzieci.
Mam tylko nadzieję, że moja mama ich już do nas nie zaprosi.
Rok temu dokonałam aborcji. Świetny początek wyznania i pewnie dużo osób dalej nie przeczyta, tylko od razu oceni i zwyzywa; trudno.
W tamtym okresie z pieniędzmi było krucho; firma mojego narzeczonego zbankrutowała, a ja byłam molestowana przez szefa, ale musiałam zacisnąć zęby i to znosić przez półtora miesiąca, byśmy mieli czym spłacić rachunki. Jedzenie? Na co dzień dwie zupki chińskie i kranówa. Teściowie wypięli się na syna po naszych zaręczynach, a mój ojciec organizował pogrzeb mamy, ale pomagał nam jak mógł.
2 lata temu, w styczniu zaczęłam się źle czuć. Jeździłam od lekarza do lekarza, ale nikt nie wiedział, co mi jest. Coś mnie podkusiło i zrobiłam test ciążowy — wynik pozytywny. Nie mogłam uwierzyć, przecież brałam tabletki antykoncepcyjne, a narzeczony nakładał prezerwatywę. Cały dzień płakałam skulona w kącie łazienki i szczypałam się po rękach z nadzieją, że to sen. Pojechaliśmy z narzeczonym do ginekologa i diagnoza zwaliła mnie z nóg. Dystrofia mięśniowa Duchenne’a – postępujący zanik mięśni. W tym samym dniu wzięliśmy kredyt i wyjechaliśmy za granicę wykonać zabieg. Nie chciałam, by ta malutka istotka cierpiała jak mój stryj Tomasz. Umarł w wieku 22 lat, w nocy, z powodu niewydolności oddechowej. Miał 16 lat, jak przestał samodzielnie wstawać z łóżka. Pamiętam, jak miałam 6 lat i pytałam tatę, dlaczego Tomek jest „mniejszy” ode mnie. Wyglądał jak więzień Auschwitz, naprawdę. Nie dałabym rady patrzeć na cierpienie mojego dziecka. Nie stać nas było na normalny obiad dla dwóch osób, a co dopiero na rehabilitacje, operacje, wózek inwalidzki, przygotowanie klatki schodowej i mieszkania zgodnie z jego potrzebami.
Poniekąd zgadzam się z autorem wyznania https://anonimowe.pl/qnMDH. Nie rozumiem, jak można zapewniać sobie i swojemu dziecku takiego cierpienia i brać pieniądze na leczenie, a raczej chwilowe przedłużenie życia tego dzieciątka. Jestem nosicielką uszkodzonego genu, więc mam nadzieję, że już się taka wpadka nie zdarzy. Nikt nie lubi niedokończonych wyznań, więc spłaciliśmy kredyt, sytuacja materialna się poprawiła i miesiąc temu zaadoptowaliśmy sześcioletniego Marka.
W 2020 roku pracowałam jako pielęgniarka za granicą. Miałam styczność z pacjentami zarażonymi koronawirusem. To był szczyt zachorowań, a ja okłamywałam całą rodzinę, w tym męża, i mówiłam, że na oddział nie przyjmują osób zarażonych i jesteśmy bezpieczni.
Gdyby moi bliscy znali prawdę, wszyscy by ześwirowali, a rodzina kazałaby mi pakować swoje rzeczy i wracać do kraju. Podchodziłam do tego ze zdrowym rozsądkiem i nawet gdybym powiedziała mężowi, to jedynie przysporzyłoby mu jedno więcej zmartwienie, a zmiana pracy wówczas nie wchodziła w grę. Żyłam więc tak przez dwa miesiące w kłamstwie, i choć wyrzuty sumienia były silne, ale robiłam to dla innych. Do dziś wierzą, że pracowałam na spokojnym oddziale i nic mi nie groziło.
Pozdrawiam wszystkich i bądźcie mili dla innych, bo życie jest krótkie.
Profilaktyczne/kontrolne USG cycków.
Doktor jeździ tą głowicą, jeździ, nagle marszczy brwi, uważnie się przygląda... Ja aż osłabłam, myślę sobie – matko, on coś tam zobaczył, coś tam jest…
Chwilę to trwało, ten się gapi tak jakoś dziwnie, wpatruje, a mi aż tchu zabrakło z nerwów.
Nagle mówi do mnie: „Tak sobie patrzę, i pani ma tutaj wspaniałe mięśnie!!! Chyba już długo pani trenuje?”.
Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy popłakać z emocji, czy się wku*wić, że tak mnie przestraszył :D
20 lat temu. Rodzice alkoholicy — niełatwo tak nazwać, ale taka prawda. Awantura na działce, matka się obraża i zostaje na noc. Wracając do domu z bratem w wózku (ja miałem może z 10, brat z 3) oraz pijanym ojcem, widzę patrol policji. Dzieci głupie nie są i wiele wiedzą. Teraz z perspektywy czasu widzę, że byłem błyskotliwym dzieckiem. Kazałem ojcu szybko ukucnąć i udawać, że wiąże mi buta. Na stojąco się chwiał, widać, że pijany. Ku mojemu niezadowoleniu patrol policji jednak się zatrzymał. Policjant otworzył okno i zaczął dopytywać, czy wszystko w porządku. Mój ojciec dalej udawał, że wiąże mi buta, pomimo że nawet kucając, się chwiał, więc to ja prowadziłem rozmowę. Powiedziałem, że wszystko w porządku i zaprowadzę tatę i brata do domu, bo mieszkamy o tu, obok. To akurat prawda, widać było nasz budynek z tego miejsca, 5 minut drogi — no z pijanym ojcem 10.
I wiecie co? Odjechali... Zostawili starego pijaka i 3-latka pod opieką 10-latka. Nie mam pojęcia, jak to możliwe. Z drugiej strony też nie wiem, czy tak po prostu nie było lepiej. Nie chciałbym pomimo wszystko trafić do domu dziecka, ale może znalazłby się ktoś, kto by pomógł się rodzicom ogarnąć? Kto wie.
PS Wyrosłem na normalnego człowieka wolnego od uzależnień z normalną rodziną.
Mój tata jeździ autobusem. Często słyszę od niego i jego kolegów różne ciekawe opowieści z pracy.
Oto jedna z nich.
Jeden czarnoskóry kierowca powiedział do czarnoskórego pasażera, aby po zmroku używał odblasków albo podświetlał się telefonem lub słabą latarką, kiedy chce zatrzymać autobus, bo jest czarny i... po prostu go nie widać.
Kilka dni później na kierowcę złożono skargę.
Powód?
Rasista.
Nie wiem jak to skomentować.
Nikt mnie nie słucha w kwestii wypuszczania kota na dwór. Uważam, że miejsce kota jest w domu i skoro zdecydowaliśmy się na opiekę nad zwierzakiem, to jesteśmy za niego odpowiedzialni. Z mężem wiecznie się o to kłócimy. On nie ma problemu z wypuszczeniem kota na ulicę, gdzie jeżdżą samochody i są psy sąsiadów. Nawet teściowie jak przyjeżdżają, prawią mi morały odnośnie do wypuszczania zwierząt i „koty są mądre i zawsze wracają”, a teść wypuszcza mojego kota bez mojej zgody.
Ponieważ jestem w ciąży, siostra wraz z koleżankami zorganizowały mi baby shower. W końcu padło pytanie: Jaka była twoja najgorsza ciążowa zachcianka? Koleżanki: ogórki kiszone z musztardą, kebab w środku nocy, paluszki rybne z miodem...
Moja mama: WZIĘŁAM ŚLUB.
Siostra próbowała mnie udusić.
Od zawsze mama faworyzowała siostrę i pozwalała jej na wszystko. Nie raz siostra mnie podrapała/uderzyła z durnych powodów jak kłótnia o np. lalkę, grę, kosmetyki. Zawsze kończyło się to tak, że ja obrywałam bo "ty ją na pewno sprowokowałaś", "ona jest słabsza, ty jej gorszą krzywdę zrobiłaś", "jesteś przebrzydłą awanturnicą, to ty zaczęłaś". A gdy próbowałam się obronić i ją popchnęłam tak że się przewróciła, to zaczynała płakać tak bardzo jakbym jej rękę złamała. Wtedy mama mnie szarpała o ile nie zdążyłam uciec i się gdzieś schować.
Obiady jadamy osobno, mama woła po kolei każdą z nas. Zawsze wołała siostrę pierwszą, lecz wczoraj pierwszą zawołała mnie, a dokładniej przyszła do mojego pokoju i powiedziała mi że wstawiła frytki do oleju i mam je sobie pilnować, bo ona idzie się myć. Więc stwierdziłam, że dokończę oglądać film i pójdę zjeść, ale siostra mnie uprzedziła i była w kuchni chwilę wcześniej niż ja i wyjęła frytki za mnie, choć wcześniej mówiła że zje później, to teraz zaczęła się ze mną kłócić, że jednak ona chce teraz zjeść i jak nie umiałam przyjść szybciej to ona teraz je bierze. Zdenerwowałam się, bo nie dość, że byłam głodna to jeszcze jestem chora na cukrzycę i już podałam sobie insulinę na te frytki, i nie mogłam czekać na następne (od podania insuliny muszę jak najszybciej zjeść aby lek dobrze zadziałał, kto zna tę chorobę to wie).
Ona się wkurzyła, że nie chce jej ustąpić i mnie zaatakowała (ona ma bardzo długie paznokcie). Próbowała mnie zadrapać, ale się osłoniłam rękoma, próbowałam ją wypchnąć z kuchni i zamknąć drzwi, to złapała mnie za szyję i zacisnęła rękę (miałam operację wycięcia tarczycy). Zabolało mnie bardzo, więc uderzyłam ją z liścia, to mnie puściła, ale za chwilę próbowała mnie kopnąć, więc odskoczyłam do tyłu i szybko zamknęłam drzwi kuchni. Nie zdążyłam ich zakluczyć, a ona zaczęła w nie uderzać i ciągnąć za klamkę tak że ją wyrwała.
Wtedy mama wyszła z łazienki na piętrze, a ona pobiegła do niej i zaczęła się skarżyć że ją pobiłam, dusiłam i uderzyłam z pięści w twarz. Gdy dobiegłam do nich, to mama zobaczyła że jestem cała podrapana na rękach i szyi tak mocno, że ciekła mi mocno krew. Próbowałam jej wytłumaczyć jak było naprawdę, ale jedyne co mama zrobiła to nawrzeszczała na mnie i kazała mi iść zjeść te frytki, a siostrze iść do pokoju. Gdy mama weszła do kuchni gdy już od dłuższej chwili jadłam, to znów zaczęła na mnie krzyczeć, że jestem nienormalna i jak mogłam ją pobić o frytki. Zdenerwowałam się i pobiegłam do pokoju, gdzie opatrzyłam te zadrapania i posmarowałam maścią (trzymam w pokoju wodę utlenioną, plastry i maść na takie sytuacje). Opowiedziałam o wszystkim narzeczonemu i wysłałam mu zdjęcia. Za 3 miesiące się wyprowadzam.
Mam problem z napadowym objadaniem się, wcześniej miałam bulimię. Postanowiłam opisać co zjadłam wczoraj w ciągu 2 godzin, w sumie dla siebie, żeby zdać sobie sprawę ze skali problemu. Na podstawie zawartości śmietnika naliczyłam:
4 tabliczki czekolady,
2 opakowania ciastek czekoladowych,
3 paczki herbatników,
8 knoppersów,
4 litrowe opakowania lodów,
5 lodów na patyku,
12 jabłek,
3 gruszki,
3 jogurty,
1 dwustu gramowe opakowanie suszonych moreli,
1 opakowanie migdałów,
2 opakowania słonecznika, do tego jeszcze chałka i dwie bułki słodkie.
Rodzina nie reaguje na prośby o zaprzestanie kupowania produktów, które wywołują u mnie napady, a ja za każdym razem kiedy wchodzę do kuchni, muszę walczyć sama ze sobą. Czasami pękam, skutkiem jest objedzenie się do tego stopnia, że nie mogę się ruszać.
Dodaj anonimowe wyznanie