#2cCxr
Przyszedł moment zapowiedzi imprezy firmowej, minibankiet na ok. 30 osób w sali gdzieś dalej od miasta. Spytałem wprost — czy na bankiet też ma zamiar ubrać się jak do pracy w polu? Powiedziała, że ona nie będzie w żadnych sukniach paradować i nie ma zamiaru się stroić, bo dla kogo? Od szpilek nogi bolą, sukienki piją w plecy, od rajstop dupa się poci. Uciąłem temat, by wrócić do niego po dwóch tygodniach. Wyciągnąłem argument, że jakoś na początku związku ani szpilki jej nie przeszkadzały, ani żaden inny element garderoby. Nawet stare rozmowy wyszperałem, gdzie twierdziła, że sukienki to jedyny słuszny strój. Znów awantura, że ona pojedzie tak, jak jej wygodnie. Powiedziałem wobec tego, że idę sam. Tak naprawdę znalazłem w internecie dziewczynę, która zgodziła się iść ze mną. W pracy nikt nie znał mojej byłej, więc sprawa była prosta. Z dziewczyną bawiłem się świetnie, było bardzo kulturalnie. Za fatygę ufundowałem jej weekend w spa. Nie mamy kontaktu po tej imprezie.
Z byłą odbyłem rozmowę na temat aparycji i dbania o siebie, powiedziała, że będzie chodzić, jak jej się podoba i dla niej pogrzeby, śluby czy imprezy to nie okazje i ona się stroić pod dyktando nie zamierza. Najlepsze, że wymagała ode mnie, karciła, że przez tydzień nie chodziłem na siłownię, a od siebie nic. No więc się pożegnaliśmy.
#oJ3KX
Czy w wieku 17 lat jest normalne, że:
– Nie mam telefonu, nie dlatego, że moich rodziców na to nie stać (bo mój tata ma przynajmniej dwa), tylko dlatego, że na to nie zasługuję, co jest dziwne, bo w szkole mam bardzo dobre zachowanie, nigdy nie byli wzywani do szkoły, mam dobre stopnie, chodzę do dobrego liceum, nie wdawałem się w bójki, nie piję, nie palę, nie ćpam, nic…
– Nie dostaję od nich żadnych pieniędzy, jedyne pieniądze, jakie mam to te, które dostaję na urodziny od rodzinki na prezent i muszę je oszczędzać, żeby mi starczyło do kolejnych urodzin.
– Nie mogę nigdzie prawie wychodzić ze znajomymi, a jak już, to na bardzo krótko.
– Nie mogę oglądać żadnych filmów i seriali (jak już to dla 7-latkow, animowane i wcześniej sprawdzone przez nich), słuchać muzyki (chociaż muzykę ojca słychać w całym domu, bo puszcza ją na głośnikach, a nikt oprócz niego jej nie lubi).
– Nie mam dostępu do internetu, nawet jak potrzebuję coś sprawdzić do szkoły.
– Nie mogę skorzystać z komputerów i laptopów w naszym domu, nawet jak potrzebuję zrobić prezentację czy referat do szkoły (nie obchodzi ich to).
– Nie mogę posiadać żadnych kont na social mediach.
– Wszystkie obowiązki w domu robię ja (sprzątam, zmywam naczynia, chodzę na zakupy itp.) – oprócz gotowania, bo to mi nie wychodzi.
– Sprzątam po wszystkich w domu (zdarzają się takie sytuacje, że mój ojciec widzi papierek na ziemi i mnie woła, żebym go podniósł, chociaż to nie mój).
– Bardzo często słyszę, że jestem głupi, gruby, jestem debilem itp.
– Nie mogę się odzywać przy posiłkach, bo idę do kąta na godzinę i mogę zjeść dopiero, jak wystygnie.
– Często jestem obserwowany, czy w odpowiedniej kolejności zmywam naczynia, inaczej potrafię dostać w głowę albo w plecy.
– Kiedy za oszczędzone pieniądze kupię sobie jakąś rzecz, to potrafią mi to wyrzucić do kosza.
– Niby mam swój pokój, ale jest zawalony ich rzeczami i nie ma prawie miejsca na moje.
– Kontrolują nawet godzinę, o której idę spać, nawet jak następnego dnia mam ważny sprawdzian i muszę się uczyć, to i tak idę spać o 21.00 (a jak dostanę coś poniżej 4, to mam kary itp.).
Mógłbym wymienić jeszcze kilka sytuacji, ale nie będę się rozpisywał. Czy to jest normalne?
#D3gE7
Moim rodzicom, którzy są katolikami gorliwymi, ezoteryczna droga przeszkadzała. Uważali, że jestem w sekcie. Przychodził do mnie ksiądz ze wsi. On miał zapach śmierci. Na jednym ze spotkań wyjawiłam mu, że jego aura zwiastuje śmierć. Wziął mnie za szarlatana. Ksiądz umarł po kilku miesiącach.
Widzieli we mnie Szatana, którego ja bałam się i przed którym strzegłam się każdej nocy. Reagowali agresją na kamienie, na sól w pokoju. Trafiłam do psychiatryka, w którym nie miałam nic do roboty, bo jako jedyna byłam normalna. Zaczęłam palić papierosy. Jednego za drugim. Odpalałam czasem trzy z rzędu. I wtedy przestałam mieć moce, ale i tak w psychiatryku stwierdzili, że mam schizofrenię. Tak najprościej...
Jestem osobą ubezwłasnowolnioną, nie wróżę, nie mam klientów jak kiedyś. Leżę cały dzień w pokoju. Tak mnie urządzili — ze strachu. Ze strachu przed sobą mnie urządzili. Rodzice niby dają mi lekarstwa, ale czasami wypluwam i wyrzucam tabletki. Są msze za mnie. Ale ja jestem świadoma bardziej niż oni. Taki mój sekret. Oni nie wiedzą, że ja wiem. Wszyscy widzą poprawę, bo wypalam paczkę albo dwie dziennie. Ale jak zamieszkam sama, to znowu przestanę palić.
#aW8PO
A mianowicie widziałam mojego gwałciciela dzisiaj w busie. Zobaczył mnie, wsiadając do busa, i powiedział: „O, ta kurwa”...
Umarłam wewnętrznie.
#x00oR
Moja już niestety świętej pamięci babcia miała bardzo małą rodzinę. Mąż zmarł przeszło 20 lat temu, jeden syn, a mój ojciec żyje i ma się dobrze, drugi syn zmarł w młodości, z rodzeństwa nie żyje już nikt, z dalszymi krewnymi utrzymuje kontakt na zasadzie „pocztówka na Wielkanoc”. Miała ona niewielkie mieszkanie, które na wiele lat przed śmiercią, nawet zanim osiągnęłam pełnoletność, zostało przepisane na mnie, żeby nie było problemów z dziedziczeniem i przekazywaniem.
Babci się zmarło. Dość nagle, spokojnie, we śnie. Choć miała 94 lata, był to dla nas szok, bo trzymała się jak na swój wiek świetnie. Codziennie chodziła do kościoła, parę razy w tygodniu na cmentarz, sama robiła zakupy, gotowała, tylko ze sprzątaniem trzeba jej było pomagać. Testamentu nie spisała, ale wiadomo było, że mieszkanie z zawartością idzie na mnie, ale marne 200 zł, których nie wykorzystała, na ojca. Tyle.
Mija parę tygodni, do ojca dzwoni telefon. Okazało się, że to przyszywana ciotka. Przyszywana, bo była narzeczoną zmarłego brata ojca, ale nadal utrzymywaliśmy z nią kontakt. Marny, bo to osoba niezwykle pazerna, uważająca, że jej się należy, do tego bezgranicznie zakochana w swoim psie i nikim więcej, choć ma męża i dwoje dzieci. Po krótkim wstępie oznajmiła, że należy jej się spadek. Z jakiej racji? Znajomości. Nie, żadne więzy krwi, nic takiego. Bo ona chodziła z Marcinem, więc jej się należy. Gdy została uświadomiona, jak nastąpił podział majątku, chciała wydobyć połowę z pieniędzy. Czyli 100 zł.
Ojciec chciał ją zbyć, ale szybko podsunęłam mu pewien pomysł. Podchwycił i powiedział jej, żeby była w sobotę po południu pod mieszkaniem, to się dogadają. O co chodziło? Mieszkanie jest do generalnego remontu. Malowanie ścian, położenie izolacji, wymiana podłogi, mebli, postawienie kaloryferów (o ile to będzie możliwe)... Meble to typowy PRL, trzymające się na ślinę i słowo honoru. Babcia zmienić ich nie chciała, bo ona „do zimy nie dożyje” i tak dobre 10 lat. Teraz musieliśmy zrobić z nimi porządek. Poszliśmy więc w sobotę przed południem i wynosiliśmy je na podwórko, celem zostawienia w kontenerze na odpady wielkogabarytowe.
Pracowaliśmy parę godzin, w końcu zjawia się ona. Oczy jej się błyszczą na myśl o pieniądzach i już chce rękę wyciągać. Ojciec prowadzi ją na tył bloku, na podwórko, i szerokim gestem pokazuje na meble, mówiąc, że oto jej część.
Jednoczesne zapowietrzenie i chęć wykrzyczenia oburzenia wyglądają komicznie. Próba szybkiego odwrotu po błocie, gdy ma się sandały na obcasach, jeszcze bardziej. Więcej się nie odezwała. Jaka szkoda :P
#l1n5l
W tej jednej chwili poczułam nieokreślony słowami smutek, a nawet złość. Nie wyobrażam sobie, jak się czuł, kiedy w sądzie zeznawał na oczach rodziny zmarłego w wypadku. Rozumiem jego smutek, kiedy mówi, że pewne ścieżki kariery się dla niego pozamykały i być może w przyszłości będzie nam o wiele trudniej. Nie mówiąc już o ludzkich językach, które bezustannie przypominają mu, gdzie jest jego miejsce. Ja jednak mam nadzieję, że jego rodzice się kiedyś dowiedzą. Bo dla mnie mój chłopak to prawdziwy bohater.
#1ZVeG
To tyle w temacie bycia królową serca jakiegoś faceta...
#JfbyZ
– A dlaczego ten rower nie ma nóżki?
– A bo to taki rower.
– *ja przetwarzam informację* Ale ktoś ją później dokręci?
– Jak sobie pan dokupi, to tak.
*Ja w szoku, rozglądam się – wszystkie rowery miały ten sam brak. Nie miały również błotników, dzwonka, uchwytu na bidon i odblasków. Dobrze, że siodełko było. Później sprzedawca próbował mi wmówić, że młodzież w większości woli rower bez nóżki. Jeśli są tu jacyś młodzi, potwierdzacie to?
Kupno osprzętu to kilkaset złotych. Powiecie, że jak cię stać na nowy rower, to i osprzęt kupisz, powiecie, że to żadna filozofia wszystko dokupić itd., problem w tym, że w ten sposób na rowerze widnieje w miarę niewygórowana cena, tylko co z tego, skoro ten rower jest łysy i kiedyś za taką cenę mogłem mieć rower kompletny?
#LU1To
Nawet na proste pytania typu „co dziś robiłeś?” nie potrafię odpowiedzieć prawdziwie.
Często się gubię w tych swoich historiach i sam zapominam, jak było naprawdę.
Od dwóch lat widzę, że mam naprawdę wielki problem, ale nie potrafię przestać. Najgorsze jest to, że się zakochałem w mojej przyjaciółce i nawet prawdopodobnie mam u niej sporą szansę, ale chciałbym jej powiedzieć prawdę, a wiem, że ona mnie znienawidzi, bo brzydzi się nawet najmniejszym fałszem. Zatem brnę dalej, nikt nic o mnie tak naprawdę nie wie, ja mam coraz większego doła, przyznać się nie przyznam do przeszłych kłamstw, staram się powstrzymać przed tworzeniem nowych, ale nie potrafię, a do psychologa nie pójdę, bo będzie mi kazał wszystko sprostować i stracę tych wszystkich, na których mi zależy.