#OH9DV

Uwielbiam pieluszki, najbardziej te dla dzieci, nie dla dorosłych. Mam młodszego brata, który jeszcze ma 2 paczki pampersów, ale ich nie używa. Gdy byłam w wieku 10 lat, to codziennie wieczorem wykradałam mu po pieluszce i je zakładałam na noc. Gdy wstawałam rano, była mokra, co uwielbiałam. Ściągałam je i chowałam pod materac. Tak robiłam przez dwa tygodnie, nikt o tym nie wiedział, niektóre pampersy udało mi się wyrzucić, jednak 10 nadal tam zostało. Pewnego dnia gdy wróciłam do domu ze szkoły, mama zwołała mnie do pokoju. Modliłam się, aby nie odkryła mojej tajemnicy, ale niestety tak się stało. Gdy weszłam do pokoju, mama zapytała się, co one tu robią, czemu ja zakładam pampersy. Powiedziałam, że nie wiem, skąd się tu wzięły, ale mama nie uwierzyła. Zadzwoniła do taty, który był w pracy i wszystko mu powiedziała. Tata był bardzo zdziwiony, akurat miał przerwę i razem z mamą wymyślili, że dadzą mi karę. Była ona następująca: mama pojechała ze mną do sklepu, kazała mi wyjść z samochodu i iść sama kupić pampersy, dwie paczki, w moim rozmiarze. Powiedziałam, że nie pójdę, bo się wstydzę, ale mama powiedziała, że muszę iść. Poszłam bardzo zawstydzona. Weszłam do sklepu i poszłam do półki z pampersami, ale nie wiedziałam jaki rozmiar mam wziąć. Wróciłam do samochodu i zapytałam się mamy. Ona kazała mi iść do pani i zapytać się, jaki rozmiar będzie na mnie dobry, byłam jeszcze bardziej zawstydzona. Ale poszłam do pani i zapytałam się o rozmiar oraz o najlepszą firmę, pani powiedziała, że w rozmiarze na mnie będą tylko pampersy dada. Więc wzięłam dwie paczki i poszłam do kasy. Kolejka była długa, gdy byłam już przy kasie, wyłożyłam na ladę paczki z pampersami. Dwie osoby przede mną zobaczyłam moją najlepszą przyjaciółkę z jej mamą, ona mnie zauważyła i zaczęła się ze mnie śmiać, bo zauważyła, że pampersy są w moim rozmiarze i na pewno są dla mnie. Gdy zapłaciła za swoje rzeczy, wyśmiała mnie i poszła, ja wróciłam do samochodu smutna. Mama kazała mi położyć się na tylne siedzenia i rozebrać się. Przy otwartych drzwiach założyła mi pampersa. To był dla mnie zły dzień, bo w tej samej chwili obok naszego samochodu przechodził mój crush z kolegami. Rozpłakałam się, podciągnęła mi majtki i spodnie i wsiadłam do samochodu. Teraz mam 14 lat i nadal muszę nosić pampersy. Każdy w mojej szkole chyba o tym wie i się ze mnie śmieje.

#2cCxr

Moja była już partnerka nie ma gustu i wyczucia chwili. Nie potrafiła dostosować ubioru do okazji. Na pogrzeb bliskiej osoby założyła za krótkie spodnie z dziurami, w związku z czym wystawały jej skarpety. Na moje uwagi, że tak nie powinna jechać na pogrzeb, skomentowała, że i tak nikogo nie będzie, bo nikt zmarłej nie lubił. Było mi z tego powodu bardzo przykro.

Przyszedł moment zapowiedzi imprezy firmowej, minibankiet na ok. 30 osób w sali gdzieś dalej od miasta. Spytałem wprost — czy na bankiet też ma zamiar ubrać się jak do pracy w polu? Powiedziała, że ona nie będzie w żadnych sukniach paradować i nie ma zamiaru się stroić, bo dla kogo? Od szpilek nogi bolą, sukienki piją w plecy, od rajstop dupa się poci. Uciąłem temat, by wrócić do niego po dwóch tygodniach. Wyciągnąłem argument, że jakoś na początku związku ani szpilki jej nie przeszkadzały, ani żaden inny element garderoby. Nawet stare rozmowy wyszperałem, gdzie twierdziła, że sukienki to jedyny słuszny strój. Znów awantura, że ona pojedzie tak, jak jej wygodnie. Powiedziałem wobec tego, że idę sam. Tak naprawdę znalazłem w internecie dziewczynę, która zgodziła się iść ze mną. W pracy nikt nie znał mojej byłej, więc sprawa była prosta. Z dziewczyną bawiłem się świetnie, było bardzo kulturalnie. Za fatygę ufundowałem jej weekend w spa. Nie mamy kontaktu po tej imprezie.

Z byłą odbyłem rozmowę na temat aparycji i dbania o siebie, powiedziała, że będzie chodzić, jak jej się podoba i dla niej pogrzeby, śluby czy imprezy to nie okazje i ona się stroić pod dyktando nie zamierza. Najlepsze, że wymagała ode mnie, karciła, że przez tydzień nie chodziłem na siłownię, a od siebie nic. No więc się pożegnaliśmy.

#oJ3KX

Chciałbym, żeby ktoś mi pomógł zrozumieć, czy sytuacje, które dzieją się w moim domu, są normalne, czy może przesadzam i jestem tylko rozpieszczonym gówniarzem. Tak słowem wstępu.

Czy w wieku 17 lat jest normalne, że:
– Nie mam telefonu, nie dlatego, że moich rodziców na to nie stać (bo mój tata ma przynajmniej dwa), tylko dlatego, że na to nie zasługuję, co jest dziwne, bo w szkole mam bardzo dobre zachowanie, nigdy nie byli wzywani do szkoły, mam dobre stopnie, chodzę do dobrego liceum, nie wdawałem się w bójki, nie piję, nie palę, nie ćpam, nic…
– Nie dostaję od nich żadnych pieniędzy, jedyne pieniądze, jakie mam to te, które dostaję na urodziny od rodzinki na prezent i muszę je oszczędzać, żeby mi starczyło do kolejnych urodzin.
– Nie mogę nigdzie prawie wychodzić ze znajomymi, a jak już, to na bardzo krótko.
– Nie mogę oglądać żadnych filmów  i seriali (jak już to dla 7-latkow, animowane i wcześniej sprawdzone przez nich), słuchać muzyki (chociaż muzykę ojca słychać w całym domu, bo puszcza ją na głośnikach, a nikt oprócz niego jej nie lubi).
– Nie mam dostępu do internetu, nawet jak potrzebuję coś sprawdzić do szkoły.
– Nie mogę skorzystać z komputerów i laptopów w naszym domu, nawet jak potrzebuję zrobić prezentację czy referat do szkoły (nie obchodzi ich to).
– Nie mogę posiadać żadnych kont na social mediach.
– Wszystkie obowiązki w domu robię ja (sprzątam, zmywam naczynia, chodzę na zakupy itp.) – oprócz gotowania, bo to mi nie wychodzi.
– Sprzątam po wszystkich w domu (zdarzają się takie sytuacje, że mój ojciec widzi papierek na ziemi i mnie woła, żebym go podniósł, chociaż to nie mój).
– Bardzo często słyszę, że jestem głupi, gruby, jestem debilem itp.
– Nie mogę się odzywać przy posiłkach, bo idę do kąta na godzinę i mogę zjeść dopiero, jak wystygnie.
– Często jestem obserwowany, czy w odpowiedniej kolejności zmywam naczynia, inaczej potrafię dostać w głowę albo w plecy.
– Kiedy za oszczędzone pieniądze kupię sobie jakąś rzecz, to potrafią mi to wyrzucić do kosza.
– Niby mam swój pokój, ale jest zawalony ich rzeczami i nie ma prawie miejsca na moje.
– Kontrolują nawet godzinę, o której idę spać, nawet jak następnego dnia mam ważny sprawdzian i muszę się uczyć, to i tak idę spać o 21.00 (a jak dostanę coś poniżej 4, to mam kary itp.).


Mógłbym wymienić jeszcze kilka sytuacji, ale nie będę się rozpisywał. Czy to jest normalne?

#D3gE7

Jestem wróżką i szeptuchą. Mieszkam na wsi, na której dorastałam z rodzicami starszej daty. Nie zdobyłam wykształcenia — ukończyłam ogólniak i na tym koniec. W trakcie edukacji uzależniłam się od papierosów, ciężko było mi wytrzymać godzinę bez dymka. Budziłam się w nocy, żeby zapalić. Zdawałam sobie sprawę z tego, że palenie mi szkodzi, więc z dnia na dzień rzuciłam nałóg. Od razu po rzuceniu papierosów zaczęłam widzieć aury wokół ludzi. Początkowo myślałam, że to objaw odstawienia. Ale zaczęłam czytać, analizować literaturę ezoteryczną. Z czasem zaczęłam widzieć aury kolorowe. Wyczuwałam atmosferę miejsc, w których byłam. Kilka lat później pojawiły się pierwsze postaci, sugestie, głosy. Miejsca oddychały przy mnie, wyjawiały mi sekrety swoje, historie. Czułam, że mam dar, że jestem namaszczona. Zainteresowałam się tematem ezoteryki, wróżb, tarota. Zaczęły do mnie przychodzić okoliczne osoby, wróżyłam z serca, robiłam rytuały np. oczyszczenia. Wiedziałam, że czuję głębiej. Miałam duży ogród, zainteresowałam się zielarstwem, ziołolecznictwem. Nadal wróżyłam, czasem sporządziłam leki ziołowe. W moim pokoju roiło się od moich notatek ezoterycznych, modlitw do Archaniołów. Gdy klienta trapił problem np. śmierci bliskiego, ten bliski często przychodził do mnie z powrotem w nocy przez okno lub przez lustro i mówił mi, jak postępować z klientem. Dołączyłam do grupy ezoterycznej, zaczęłam jeździć trochę po Polsce. Nie miałam tyle mocy, żeby być jasnowidzem i odnajdywać zwłoki albo zaginionych ludzi, ale przewidywałam przyszłość, stawiałam tarota, czytałam z aur, zdejmowałam uroki.

Moim rodzicom, którzy są katolikami gorliwymi, ezoteryczna droga przeszkadzała. Uważali, że jestem w sekcie. Przychodził do mnie ksiądz ze wsi. On miał zapach śmierci. Na jednym ze spotkań wyjawiłam mu, że jego aura zwiastuje śmierć. Wziął mnie za szarlatana. Ksiądz umarł po kilku miesiącach.

Widzieli we mnie Szatana, którego ja bałam się i przed którym strzegłam się każdej nocy. Reagowali agresją na kamienie, na sól w pokoju. Trafiłam do psychiatryka, w którym nie miałam nic do roboty, bo jako jedyna byłam normalna. Zaczęłam palić papierosy. Jednego za drugim. Odpalałam czasem trzy z rzędu. I wtedy przestałam mieć moce, ale i tak w psychiatryku stwierdzili, że mam schizofrenię. Tak najprościej...
Jestem osobą ubezwłasnowolnioną, nie wróżę, nie mam klientów jak kiedyś. Leżę cały dzień w pokoju. Tak mnie urządzili — ze strachu. Ze strachu przed sobą mnie urządzili. Rodzice niby dają mi lekarstwa, ale czasami wypluwam i wyrzucam tabletki. Są msze za mnie. Ale ja jestem świadoma bardziej niż oni. Taki mój sekret. Oni nie wiedzą, że ja wiem. Wszyscy widzą poprawę, bo wypalam paczkę albo dwie dziennie. Ale jak zamieszkam sama, to znowu przestanę palić.

#x00oR

O pazerności nawet-nie-rodziny.
Moja już niestety świętej pamięci babcia miała bardzo małą rodzinę. Mąż zmarł przeszło 20 lat temu, jeden syn, a mój ojciec żyje i ma się dobrze, drugi syn zmarł w młodości, z rodzeństwa nie żyje już nikt, z dalszymi krewnymi utrzymuje kontakt na zasadzie „pocztówka na Wielkanoc”. Miała ona niewielkie mieszkanie, które na wiele lat przed śmiercią, nawet zanim osiągnęłam pełnoletność, zostało przepisane na mnie, żeby nie było problemów z dziedziczeniem i przekazywaniem.
Babci się zmarło. Dość nagle, spokojnie, we śnie. Choć miała 94 lata, był to dla nas szok, bo trzymała się jak na swój wiek świetnie. Codziennie chodziła do kościoła, parę razy w tygodniu na cmentarz, sama robiła zakupy, gotowała, tylko ze sprzątaniem trzeba jej było pomagać. Testamentu nie spisała, ale wiadomo było, że mieszkanie z zawartością idzie na mnie, ale marne 200 zł, których nie wykorzystała, na ojca. Tyle.
Mija parę tygodni, do ojca dzwoni telefon. Okazało się, że to przyszywana ciotka. Przyszywana, bo była narzeczoną zmarłego brata ojca, ale nadal utrzymywaliśmy z nią kontakt. Marny, bo to osoba niezwykle pazerna, uważająca, że jej się należy, do tego bezgranicznie zakochana w swoim psie i nikim więcej, choć ma męża i dwoje dzieci. Po krótkim wstępie oznajmiła, że należy jej się spadek. Z jakiej racji? Znajomości. Nie, żadne więzy krwi, nic takiego. Bo ona chodziła z Marcinem, więc jej się należy. Gdy została uświadomiona, jak nastąpił podział majątku, chciała wydobyć połowę z pieniędzy. Czyli 100 zł.
Ojciec chciał ją zbyć, ale szybko podsunęłam mu pewien pomysł. Podchwycił i powiedział jej, żeby była w sobotę po południu pod mieszkaniem, to się dogadają. O co chodziło? Mieszkanie jest do generalnego remontu. Malowanie ścian, położenie izolacji, wymiana podłogi, mebli, postawienie kaloryferów (o ile to będzie możliwe)... Meble to typowy PRL, trzymające się na ślinę i słowo honoru. Babcia zmienić ich nie chciała, bo ona „do zimy nie dożyje” i tak dobre 10 lat. Teraz musieliśmy zrobić z nimi porządek. Poszliśmy więc w sobotę przed południem i wynosiliśmy je na podwórko, celem zostawienia w kontenerze na odpady wielkogabarytowe.
Pracowaliśmy parę godzin, w końcu zjawia się ona. Oczy jej się błyszczą na myśl o pieniądzach i już chce rękę wyciągać. Ojciec prowadzi ją na tył bloku, na podwórko, i szerokim gestem pokazuje na meble, mówiąc, że oto jej część.

Jednoczesne zapowietrzenie i chęć wykrzyczenia oburzenia wyglądają komicznie. Próba szybkiego odwrotu po błocie, gdy ma się sandały na obcasach, jeszcze bardziej. Więcej się nie odezwała. Jaka szkoda :P

#l1n5l

Zanim poznałam mojego chłopaka, przebywał on w zakładzie karnym, o czym przez dłuższy czas nie wiedziałam. Kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że nasz związek zaczyna rozkwitać i chcemy czegoś więcej niż tylko randek, wtedy mi to wyznał. Na początku nie mogłam zebrać myśli, był nawet moment, że chciałam po prostu uciec. Zamiast tego wysłuchałam jego historii. To nie było jedno z tych opowiadań o trudnym dzieciństwie czy braku miłości rodziców. Jego rodzice bardzo go kochali, tak samo jak i jego starszego brata. To właśnie on przysparzał rodzicom najwięcej zmartwień, a mój chłopak zawsze się starał wyciągnąć go z problemów. Tak było i tym razem. Jego brat spowodował tragiczny w skutkach wypadek samochodowy, a mój chłopak wziął winę na siebie. Powiedział, że czuł, że to złamałoby serca jego rodzicom, gdyby jego brat dostał długoletni wyrok, również za wcześniejsze wykroczenia. Sąd na pewno odwiesiłby wszystkie kary, a on straciłby brata, którego mimo wszystko kocha. Zdawał sobie sprawę, że jako osoba o nieskazitelnej opinii może dostać dużo niższy wyrok.

W tej jednej chwili poczułam nieokreślony słowami smutek, a nawet złość. Nie wyobrażam sobie, jak się czuł, kiedy w sądzie zeznawał na oczach rodziny zmarłego w wypadku. Rozumiem jego smutek, kiedy mówi, że pewne ścieżki kariery się dla niego pozamykały i być może w przyszłości będzie nam o wiele trudniej. Nie mówiąc już o ludzkich językach, które bezustannie przypominają mu, gdzie jest jego miejsce. Ja jednak mam nadzieję, że jego rodzice się kiedyś dowiedzą. Bo dla mnie mój chłopak to prawdziwy bohater.

#JfbyZ

Wczoraj pojechałem kupić rower na każdy teren. Ważne jest to, że po raz pierwszy od lat. No i przymierzam te rower i przeżyłem szok – rower nie miał podpórki. Pytam się sprzedawcy:
– A dlaczego ten rower nie ma nóżki?
– A bo to taki rower.
– *ja przetwarzam informację* Ale ktoś ją później dokręci?
– Jak sobie pan dokupi, to tak.
*Ja w szoku, rozglądam się – wszystkie rowery miały ten sam brak. Nie miały również błotników, dzwonka, uchwytu na bidon i odblasków. Dobrze, że siodełko było. Później sprzedawca próbował mi wmówić, że młodzież w większości woli rower bez nóżki. Jeśli są tu jacyś młodzi, potwierdzacie to?

Kupno osprzętu to kilkaset złotych. Powiecie, że jak cię stać na nowy rower, to i osprzęt kupisz, powiecie, że to żadna filozofia wszystko dokupić itd., problem w tym, że w ten sposób na rowerze widnieje w miarę niewygórowana cena, tylko co z tego, skoro ten rower jest łysy i kiedyś za taką cenę mogłem mieć rower kompletny?

#LU1To

Kłamię, odkąd pamiętam. Kłamię każdemu i na każdy temat. Wyjechałem na studia do innego miasta. Gdyby kiedykolwiek moi znajomi z miasta rodzinnego spotkali się ze znajomymi ze studiów, to mówiliby o dwóch kompletnie różnych osobach. Jedni wiedzą, że nigdy nie byłem w dłuższym związku niż rok, drudzy myślą, że byłem kiedyś zaręczony. Ci pierwsi myślą, że na studiach jestem niemalże najlepszy na roku, drudzy wiedzą, że prawdopodobnie nie zaliczę tego semestru. Moi rodzice myślą, że jestem abstynentem, znajomi wiedzą, ile razy byłem na wytrzeźwiałce. Z kolei rodzice wiedzą, że mamy bardzo dobre relacje, a znajomi myślą, że ich nienawidzę. Ile razy kłamałem wszystkim o złym stanie zdrowia i udawałem na tyle, że nawet lekarze wierzyli, to nie jestem w stanie zliczyć, a tymczasem nie pamiętam kiedy ostatnio byłem przeziębiony.
Nawet na proste pytania typu „co dziś robiłeś?” nie potrafię odpowiedzieć prawdziwie.
Często się gubię w tych swoich historiach i sam zapominam, jak było naprawdę.
Od dwóch lat widzę, że mam naprawdę wielki problem, ale nie potrafię przestać. Najgorsze jest to, że się zakochałem w mojej przyjaciółce i nawet prawdopodobnie mam u niej sporą szansę, ale chciałbym jej powiedzieć prawdę, a wiem, że ona mnie znienawidzi, bo brzydzi się nawet najmniejszym fałszem. Zatem brnę dalej, nikt nic o mnie tak naprawdę nie wie, ja mam coraz większego doła, przyznać się nie przyznam do przeszłych kłamstw, staram się powstrzymać przed tworzeniem nowych, ale nie potrafię, a do psychologa nie pójdę, bo będzie mi kazał wszystko sprostować i stracę tych wszystkich, na których mi zależy.
Dodaj anonimowe wyznanie