Wczoraj w drodze do domu z moim chłopakiem wstąpiliśmy do Maka. Podjechałam pod słupek i złożyłam zamówienie, ale zdziwiłam się, gdy nikt mi nic nie odpowiedział.
Zażartowałam i rzuciłam: „Ty wiedziałeś, że zatrudniają tu głuchych i niemych pracowników?”. Mój chłopak spojrzał na mnie i z uśmiechem powiedział: „Nie, ale myślę, że gdybyś otworzyła szybę, to nagle wróciłby im i słuch, i głos”.
Jestem chyba jedną z nielicznych bezdzietnych kobiet, które matkom pobierającym 800 plus zazdroszczą. Czego konkretnie?
– Sprytu (znam dziewczyny, które wpadły, żeby wyrwać się z rodzinnego domu).
– Przedsiębiorczości (znajome, które mówią, że nie planują wracać do pracy, bo im się zwyczajnie to nie opłaca).
– Mnóstwa wolnego czasu (umówmy się, która kobieta od rana do nocy zajmuje się samym wychowywaniem, gotowaniem i sprzątaniem?).
– Przywilejów (urlop w pierwszej kolejności mamusie, nie zamienię się na zmiany, bo mamusia nie może, ale jak ona potrzebuje, to bezdzietna musi się dostosować).
– Wyrachowania (jedna młoda madka doskonale wie, że mąż ją zdradza, ale on tak dużo zarabia, że to jej nie przeszkadza).
– Dbania o siebie (dziewczyna, która jako panna była strasznie zaniedbana, teraz się „wylaszczyła”).
A obok tego ja. Zwykły, samotny, bezdzietny robol, który w młodym wieku czuje się wypalony i rozgoryczony tym, że egoistki obok są szczęśliwe, a ja z bólem istnienia wstaję rano, idę do pracy, po pracy jakoś tam żyję, a przed snem odznaczam dzień pt. „Przeżyłam”. I czasem sobie myślę, że dobrze mówią, gdy mnie namawiają na takie życie: wpadnij, znajdź męża, a dlaczego nikogo nie masz? Dlatego, że gdybym to zrobiła, nie mogłabym patrzeć w lustro. I tylko po cichu im zazdroszczę tego wylajtowanego życia.
Parę lat mojego dzieciństwa mieszkałam w mieście, ale jak zmarli moi dziadkowie, to przenieśliśmy się z rodzicami na wieś. Lubiłam tam spędzać weekendy, więc ucieszyła mnie wiadomość o przeprowadzce. Muszę przyznać, że jako dziecko miałam masę szalonych pomysłów, począwszy od bezmyślnego niszczenia kwiatków u dyrektorki podstawówki (do dziś nie wiem, co mną kierowało), po robienie mikstur z paszy, okruszków cegieł startych na tarce, jakichś trujących nawozów do zboża i podawanie później tego kurom sąsiadów (na szczęście nigdy żadnej nie udało mi się otruć, uff...). Nie pytajcie, dlaczego to wszystko robiłam, bo nie wiem. W wolnych chwilach łapałam też muchy i inne robactwo, np. chrabąszcze. To był ulubiony przysmak kur moich rodziców, więc jak tylko pojawiały się na drzewach, właziłam tam, strząsałam i zbierałam do słoika, aby później nakarmić nimi kury.
Pewnego razu na jedno drzewo już nie dało rady wejść bez drabiny (oczywiście żadnej w pobliżu nie było), więc co zrobiło mądre dziecko? Ano wzięłam kijek do nart (taki z bardzo ostrym metalowym końcem) i rzucałam w gałęzie drzew, strząsając chrabąszcze. Do czasu aż nie zdążyłam odskoczyć i kijek wbił mi się z impetem w policzek, tuż obok oka. Nie zdawałam sobie sprawy, co właśnie się stało i co mogło się stać i jako dzielna i silna dziewczynka, bez uronienia choćby łzy, poszłam do łazienki, przemyłam ranę (głęboką, ale w sumie krew nie lała się strumieniami) i wróciłam do swoich „zabaw”.
Do dziś mam bliznę po tych zabawach, a rodzice wciąż są przekonani, że zadrapałam się gałęzią, tak jak im wtedy powiedziałam.
Naszła mnie ostatnio taka refleksja, że moja nadwaga zamiast mnie, przeszkadza bardziej innym osobom.
Kurde, smutne to! Będziecie musieli jakoś z tym żyć! :)
Życie pisze różne scenariusze.
Moja mama dowiedziała się, że ojciec ją zdradza.
Twierdzi, że dobrze wyszło, bo musiałaby mu powiedzieć o ciąży, której nie on jest sprawcą.
Witajcie w moim świecie...
Jako nastolatka zachorowałam i musiałam mieć zrobiony zabieg na cito. Nie mieli miejsc na chirurgii dziecięcej, więc położyli mnie na jakimś randomowym oddziale, na sali z małymi dzieciakami. W nocy przestały działać prochy przeciwbólowe, jakie mi dali, i męczyłam się okropnie. Na sali, przy swoim śpiącym dziecku, siedział jakiś tata. Jego dziecko spało, więc gość najzwyczajniej w świecie się mną zaopiekował, poszedł po pielęgniarkę, pomógł mi się ułożyć, a potem siedział i mnie zagadywał, żebym nie myślała o bólu.
Pamiętam to do tej pory. Wdzięczność nie do opisania.
Rodzice kazali mi pójść do kościoła na wieczorną mszę. Sami wypili alkohol, więc nie mogli mnie zawieźć.
W kościele obok mnie siedziała dość stara, ale miła kobieta. Chodziła o lasce, była raczej biedna, ale oddana Bogu. Wychodząc z kościoła, starsza pani się przewróciła. Pomogłam jej wstać i odprowadziłam ją do domu.
Gdy wróciłam do mieszkania, ojciec się na mnie rzucił z przekleństwami i ciągłym pytaniem, dlaczego tak późno wróciłam. Gdy podałam mu powód, on spojrzał w moje załzawione oczy i zaczął wyzywać od... po prostu niecenzuralne obelgi. Wytrzymałam. Jednak gdy udałam się do kuchni, matka mnie uderzyła i obrażała, bo nie powinnam nikomu pomagać...
Nie ma to jak dostać po pysku za pomoc drugiemu człowiekowi.
Sąsiedzi poprosili mnie, żebym zajęła się ich końmi, kiedy wyjadą na miesięczne wakacje. Chętnie się zgodziłam, ale kiedy odjeżdżali, sąsiadka szybko dodała jeszcze przez okno samochodu „Aha! No i podlewaj ogród!”.
Oni mają ponad hektar tego ogrodu!
Ten przedziwny moment, gdy pierwszą rzeczą, jaką musisz zanotować w raporcie, pracując w ochronie w centrum Londynu, jest zmiana poziomu zagrożenia atakiem terrorystycznym na najwyższy. Dzisiaj coś we mnie pękło, i wiecie co? Mam gdzieś to całe zachodnie multi-kulti i całą tę zakichaną emigrację. Mam dość tej zasranej politycznej poprawności, tych muzułmańskich gęb, recepcjonistek w chustach i fałszywych Angoli udających, że jest zajebiście. Wystarczy już tego, czas wracać do domu.
Kobieta po studiach. Dwadzieścia kilka lat na liczniku. Praca, mieszkanie, chłopak ten sam od kilku lat. Można by pomyśleć, że całkiem normalna i przeciętna. Ale nikt nie wie, że mam pod biurkiem „bazę” z poduszkami, kocami, a pod blatem fluorescencyjne gwiazdki :D Nikt poza moim ukochanym, który przychodzi od czasu do czasu, żeby z uśmiechem pełnym miłości i politowania potrzymać mnie za rękę, kiedy się relaksuję w moim klaustrofobicznym zakątku <3
PS Pisząc to, leżę pod biurkiem :D
Dodaj anonimowe wyznanie