#d28wv

Wczoraj w drodze do domu z moim chłopakiem wstąpiliśmy do Maka. Podjechałam pod słupek i złożyłam zamówienie, ale zdziwiłam się, gdy nikt mi nic nie odpowiedział. 

Zażartowałam i rzuciłam: „Ty wiedziałeś, że zatrudniają tu głuchych i niemych pracowników?”. Mój chłopak spojrzał na mnie i z uśmiechem powiedział: „Nie, ale myślę, że gdybyś otworzyła szybę, to nagle wróciłby im i słuch, i głos”.

#rrD9E

Jestem chyba jedną z nielicznych bezdzietnych kobiet, które matkom pobierającym 800 plus zazdroszczą. Czego konkretnie?

– Sprytu (znam dziewczyny, które wpadły, żeby wyrwać się z rodzinnego domu).
– Przedsiębiorczości (znajome, które mówią, że nie planują wracać do pracy, bo im się zwyczajnie to nie opłaca).
– Mnóstwa wolnego czasu (umówmy się, która kobieta od rana do nocy zajmuje się samym wychowywaniem, gotowaniem i sprzątaniem?).
– Przywilejów (urlop w pierwszej kolejności mamusie, nie zamienię się na zmiany, bo mamusia nie może, ale jak ona potrzebuje, to bezdzietna musi się dostosować).
– Wyrachowania (jedna młoda madka doskonale wie, że mąż ją zdradza, ale on tak dużo zarabia, że to jej nie przeszkadza).
– Dbania o siebie (dziewczyna, która jako panna była strasznie zaniedbana, teraz się „wylaszczyła”).

A obok tego ja. Zwykły, samotny, bezdzietny robol, który w młodym wieku czuje się wypalony i rozgoryczony tym, że egoistki obok są szczęśliwe, a ja z bólem istnienia wstaję rano, idę do pracy, po pracy jakoś tam żyję, a przed snem odznaczam dzień pt. „Przeżyłam”. I czasem sobie myślę, że dobrze mówią, gdy mnie namawiają na takie życie: wpadnij, znajdź męża, a dlaczego nikogo nie masz? Dlatego, że gdybym to zrobiła, nie mogłabym patrzeć w lustro. I tylko po cichu im zazdroszczę tego wylajtowanego życia.

#lkwoz

Parę lat mojego dzieciństwa mieszkałam w mieście, ale jak zmarli moi dziadkowie, to przenieśliśmy się z rodzicami na wieś. Lubiłam tam spędzać weekendy, więc ucieszyła mnie wiadomość o przeprowadzce. Muszę przyznać, że jako dziecko miałam masę szalonych pomysłów, począwszy od bezmyślnego niszczenia kwiatków u dyrektorki podstawówki (do dziś nie wiem, co mną kierowało), po robienie mikstur z paszy, okruszków cegieł startych na tarce, jakichś trujących nawozów do zboża i podawanie później tego kurom sąsiadów (na szczęście nigdy żadnej nie udało mi się otruć, uff...). Nie pytajcie, dlaczego to wszystko robiłam, bo nie wiem. W wolnych chwilach łapałam też muchy i inne robactwo, np. chrabąszcze. To był ulubiony przysmak kur moich rodziców, więc jak tylko pojawiały się na drzewach, właziłam tam, strząsałam i zbierałam do słoika, aby później nakarmić nimi kury.

Pewnego razu na jedno drzewo już nie dało rady wejść bez drabiny (oczywiście żadnej w pobliżu nie było), więc co zrobiło mądre dziecko? Ano wzięłam kijek do nart (taki z bardzo ostrym metalowym końcem) i rzucałam w gałęzie drzew, strząsając chrabąszcze. Do czasu aż nie zdążyłam odskoczyć i kijek wbił mi się z impetem w policzek, tuż obok oka. Nie zdawałam sobie sprawy, co właśnie się stało i co mogło się stać i jako dzielna i silna dziewczynka, bez uronienia choćby łzy, poszłam do łazienki, przemyłam ranę (głęboką, ale w sumie krew nie lała się strumieniami) i wróciłam do swoich „zabaw”.

Do dziś mam bliznę po tych zabawach, a rodzice wciąż są przekonani, że zadrapałam się gałęzią, tak jak im wtedy powiedziałam.

#e8UPp

Jako nastolatka zachorowałam i musiałam mieć zrobiony zabieg na cito. Nie mieli miejsc na chirurgii dziecięcej, więc położyli mnie na jakimś randomowym oddziale, na sali z małymi dzieciakami. W nocy przestały działać prochy przeciwbólowe, jakie mi dali, i męczyłam się okropnie. Na sali, przy swoim śpiącym dziecku, siedział jakiś tata. Jego dziecko spało, więc gość najzwyczajniej w świecie się mną zaopiekował, poszedł po pielęgniarkę, pomógł mi się ułożyć, a potem siedział i mnie zagadywał, żebym nie myślała o bólu.
Pamiętam to do tej pory. Wdzięczność nie do opisania.

#MeUxD

Rodzice kazali mi pójść do kościoła na wieczorną mszę. Sami wypili alkohol, więc nie mogli mnie zawieźć. 
W kościele obok mnie siedziała dość stara, ale miła kobieta. Chodziła o lasce, była raczej biedna, ale oddana Bogu. Wychodząc z kościoła, starsza pani się przewróciła. Pomogłam jej wstać i odprowadziłam ją do domu.
Gdy wróciłam do mieszkania, ojciec się na mnie rzucił z przekleństwami i ciągłym pytaniem, dlaczego tak późno wróciłam. Gdy podałam mu powód, on spojrzał w moje załzawione oczy i zaczął wyzywać od... po prostu niecenzuralne obelgi. Wytrzymałam. Jednak gdy udałam się do kuchni, matka mnie uderzyła i obrażała, bo nie powinnam nikomu pomagać... 
Nie ma to jak dostać po pysku za pomoc drugiemu człowiekowi.

#P9tha

Ten przedziwny moment, gdy pierwszą rzeczą, jaką musisz zanotować w raporcie, pracując w ochronie w centrum Londynu, jest zmiana poziomu zagrożenia atakiem terrorystycznym na najwyższy. Dzisiaj coś we mnie pękło, i wiecie co? Mam gdzieś to całe zachodnie multi-kulti i całą tę zakichaną emigrację. Mam dość tej zasranej politycznej poprawności, tych muzułmańskich gęb, recepcjonistek w chustach i fałszywych Angoli udających, że jest zajebiście. Wystarczy już tego, czas wracać do domu.

#OIFYR

Kobieta po studiach. Dwadzieścia kilka lat na liczniku. Praca, mieszkanie, chłopak ten sam od kilku lat. Można by pomyśleć, że całkiem normalna i przeciętna. Ale nikt nie wie, że mam pod biurkiem „bazę” z poduszkami, kocami, a pod blatem fluorescencyjne gwiazdki :D Nikt poza moim ukochanym, który przychodzi od czasu do czasu, żeby z uśmiechem pełnym miłości i politowania potrzymać mnie za rękę, kiedy się relaksuję w moim klaustrofobicznym zakątku <3

PS Pisząc to, leżę pod biurkiem :D
Dodaj anonimowe wyznanie