#xBy6q

Wśród swoich znajomych (głównie płci żeńskiej, ale bywa różnie) uchodzę za swego rodzaju „urodową ekspertkę”. Zawsze mam zadbane paznokcie, zdrowo wyglądającą cerę, błyszczące włosy i perfekcyjny makijaż. Wielokrotnie mniej lub bardziej znajome osoby pytają mnie o tajniki tak świetnego wyglądu. Zaczęłam więc interesować się tą tematyką trochę bardziej, daję profesjonalne porady, nawet niekiedy podsyłam „sprawdzone” strony do zamawiania suplementów i akcesoriów, polecam kosmetyki itp.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że sama praktycznie w ogóle nie korzystam z większości tych porad. Nie wiem, może genetycznie mam lśniące włosy i zdrową cerę, ale nigdy o to szczególnie nie dbałam, do tego stopnia, że jak zaczęłam się bardziej zagłębiać w te tematy, to z przerażeniem odkryłam, że robię prawie wszystkie „błędy”, których trzeba się wystrzegać. Gdy poznałam prawidłowe metody, zaczęłam wprowadzać je w życie i... stan mojej cery zaczął się pogarszać, takiego wysypu na twarzy nie miałam nawet jako nastolatka, włosy zrobiły się matowe i masowo wypadają, paznokcie się łamią, lakier nie trzyma mi dłużej niż trzy dni, a makijaż... Kompletna porażka, wyglądam jak połączenie klauna i drag queen...

Mimo to dalej bawię się w ciocię „dobra rada”, ponieważ wszystkim (oprócz mnie) moje sugestie uratowały skórę. Dosłownie.

#ASTQI

Moja matka jest naprawdę ciężkim w obyciu człowiekiem, bardzo toksycznym. Ale na razie ograniczę się tylko do aspektów fizycznych, czysto praktycznego życia z nią pod jednym dachem.

Jest otyła. Przez to bardzo szybko się męczy, przeokrutnie poci po zwykłym przejściu kilku metrów, nabywa coraz to nowsze problemy w poruszaniu się. Ale nic z tym nie robi, bo uważa kilogramy za nieodłączny element macierzyństwa, który jest wręcz powodem do jakiejś chorej dumy. Natomiast kiedy przyjdzie do jakiegoś zadania domowego, to ona nie da rady, bo jej za ciężko. A ja jestem wtedy wyrodną córką, bo śmiem poprosić ją o zrobienie czegoś ponad jej siły. O wyniesienie śmieci, na przykład.
Nie kąpie się. Autentycznie. Potrafi kilka miesięcy nie widywać się z wanną. Śmierdzi wszystkimi wydzielinami ciała, przede wszystkim potem, ale największym problemem są okolice intymne. To tak silny odór, że od razu czuć, skąd się wydobywa. Z trudem przebywam z nią w zamkniętym pomieszczeniu, często każę jej po prostu wyjść, bo brzydzi mnie, kiedy siada na mojej pościeli i wstydzę się iść obok niej w miejscach publicznych.
Przy szafie gromadzi bieliznę przez cały tydzień, ale nigdy jej nie wynosi do kosza na brudy. Śmierdzące majtki i skarpety fermentują do momentu, aż je zbiorę i wypiorę. A jeśli tego nie zrobię, są pretensje, bo „to jest twój obowiązek”.
Nigdy po sobie nie sprząta. Jedzenie wyciągnięte z lodówki będzie leżało na stole i pleśniało, dopóki nie odłożę go na miejsce. Jeśli rozchlapie coś na podłodze, nie wytrze tego. Zostawi, bo to ja mam sprzątać w tym domu. Ubrania noszone w ciągu tygodnia będą porozrzucane po pokoju, dopóki ich nie poskładam/wypiorę. Generalnie wszystkie obowiązki domowe spoczywają na mnie, chociaż po szkole bywałam wręcz wyprana z energii, a mamusia nią tryskała.
Notorycznie podbiera mi skarpetki i buty. Po prostu wchodzi, kiedy śpię lub nie ma mnie w domu i sobie bierze. Skarpety nosi tak długo, że kamienieją od brudu, a wyprane nadal wyglądają obleśnie. Nabawiłam się przez to grzybicy.
Kiedyś przyłapałam ją na używaniu mojego antyperspirantu w kulce. Ochrzaniłam ją naprawdę solidnie, ale wzruszyła tylko ramionami, bo „to nic takiego, to normalne”. Używała go potem na moich oczach, dopóki nie zaczęłam nosić go ze sobą w torbie.
Załatwia się przy otwartych drzwiach. Dosłownie. Nie chce jej się zamykać drzwi, a te, niestety, prowadzą do kuchni. W kuchni również mamy drzwi wejściowe. Nic sobie nie robi z tego, że ktoś może wejść, bo „jest u siebie i jej wolno”.

Czasem myślę, że żyję z najbardziej ohydnym człowiekiem, jakiego tylko możecie sobie wyobrazić. Nasza relacja matka-córka jest dla mnie męcząca i bardzo uciążliwa. Coś jak balast, którego nie umiem się pozbyć. Takie betonowe buty. Mam jej dość.

#CcaSq

Pracuję w miejscu, gdzie organizujemy zajęcia pozaszkolne dla dzieci z problemami. Świętowaliśmy w tym tygodniu wystawienie ocen naszych podopiecznych i zakończenie roku szkolnego, a co za tym idzie — okresu naszej najcięższej roboty.
Po części dla dzieciaków przyszedł czas na nas — nauczycieli, pedagogów i wolontariuszy. Na rozluźnienie znalazło się wino i gdy zaproponowano mi kieliszek, odpowiedziałam, że... dziękuję, ale nie piję, bo biorę narkotyki.

Byłam tak zamyślona na temat rozmowy z podopieczną, że nawet nie zarejestrowałam mojego przejęzyczenia. Dopiero chaos, który nastąpił po tym zdaniu, uświadomił mi, że właśnie pomyliłam antybiotyki z narkotykami...

#u8QKJ

Parę lat temu dostałam się na studia i musiałam wyprowadzić do innego miasta. Rodzice pojechali mnie „zainstalować” i kupić pralkę. W wynajmowanym przeze mnie i koleżankę mieszkaniu była tylko stara Frania, więc umówiłyśmy się, że pralkę kupię ja, a ona coś tam innego, żeby potem nie było problemu przy podziale. Przyjechaliśmy, córunia zainstalowana, pralka kupiona — ale dostawa następnego dnia, a jeszcze panowie dostawcy mogą zabrać poprzednią pralkę z mieszkania, jeśli klient sobie życzy. Pożegnałam się z rodzicami, podziękowałam, pojechali. Następnego dnia dzwonek do drzwi, panowie przyjechali z pralką. Weszli, wstawili, i jeden pyta: „A stara jest?”.
Na co ja rezolutnie odpowiedziałam: „Mamy nie ma w domu”.

#rAlgV

Koleżanka opowiadała mi o jakichś swoich łóżkowych fetyszach, więc zażartowałem sobie: „Zapamiętać — nigdy nie iść z tobą do łóżka, ha, ha, ha”. Popatrzyła na mnie rozbawiona i powiedziała: „Spooooko, nie ma obaw, trzeba się szanować, mam jakieś swoje normy, nie? He, he, he”.
He, he.
He.
:(

#FE9O2

Od 7 lat pracuję jako księgowy i mam już serdecznie dość tej roboty. Kilka tygodni temu ze znajomymi zrobiliśmy sobie maraton i obejrzeliśmy wszystkie części „Piratów z Karaibów”. W nocy przyśniło mi się, że jestem na Karaibach i zaciągnąłem się na piracki statek. Niby super sen, ale kim zostałem na tym pirackim statku? Księgowym...

#sSXhn

Od 17 lat dudnią mi w głowie słowa mojego ojca: „Przyszedł list z sądu, macie iść do domu dziecka, idę się powiesić...”.
Dla dziesięciolatka, który kilka miesięcy wcześniej stracił mamę, to był koszmar.

Ojciec żyje, ale popadł w alkoholizm, a ja po tylu latach mogę śmiało powiedzieć, że pobyt w bidulu wyszedł mi na dobre. Tylko te słowa nie chcą wylecieć...

#upFMA

Pokochałem ją od pierwszego spojrzenia. Te oczy, ten uśmiech, te zaczepne odzywki, poczucie humoru, piersi, tyłek, nogi… No ideał. Miała w sobie ten magnetyzm, który sprawiał, że za każdym razem, gdy pojawiała się koło mnie, moje serce na chwilę przestawało bić, a potem tłukło jak wściekłe, usiłując wyskoczyć mi z klatki i upaść wprost na dłoniach obiektu mych cichych westchnień.
Osiem lat się za nią uganiałem. Lubiła mnie. Nawet bardzo. Ale jako swego najlepszego przyjaciela.
Pewnie niejeden raz już słyszeliście te historie o facetach, którzy to utknęli w „friendzone” i nie byli w stanie wyplątać się z tego paskudnego układu. No, to wyobraźcie sobie, że ja wczoraj stanąłem z nią przed ołtarzem. Wciśnięty w elegancki garnitur, prężyłem się dumnie przed zgromadzoną w kościele rodziną i naszymi wspólnymi przyjaciółmi. Spełniłem jej gorącą prośbę i zostałem świadkiem na jej ślubie...

#xGyVO

Chyba nigdy nie byłam na tak tragicznej randce. Umówiła nas moja kuzynka, mówiąc, że to fajny kolega i w końcu przyda mi się jakieś wyjście z domu poza pracą, a może nawet coś wyjdzie z tej znajomości. Zgodziłam się.

Byliśmy umówieni na 15 w kawiarni. Spóźnił się 30 minut, tłumacząc tym, że musiał dopić piwo z kolegą. Zamówiliśmy po kawie i ciastku, gdy w trakcie wyszłam do toalety, on zjadł połowę mojego ciastka, ale udawał, że nic takiego nie miało miejsca. Następnie, zamiast zacząć od nieco luźniejszych, zapoznawczych tematów, prosto z mostu zaczął mnie pytać, czy jestem feministką („Bo ja tych k%$#w nienawidzę”), później było: „Ale mam nadzieję, że popierasz PiS?”, aż w końcu: „Ale w przyszłości chyba zamierzasz się poświęcić dla rodziny i prac domowych, jak prawdziwa kobieta?”. Dowiedziałam się również, że gejów nie znosi, ale lesbijskie porno jest zajebiste... 
No i warto dodać, jakie ten pan miał maniery.
Ja rozumiem, że każdemu się zdarza i nie zawsze da się to powstrzymać, ale nie zliczę, ile razy beknął albo spierdział się przy jedzeniu. Do tego straszne mlaskanie, mówienie z otwartą buzią, aż mu kawałki ciastka wypadały. W pewnym momencie zapadła niezręczna cisza. Aby ją przerwać, pan westchnął: „Ach, jak ja nie cierpię tych feministek, co dzieci abortują, wystrzelałbym je wszystkie”. Po tych słowach miałam już dość, postanowiłam w końcu iść. Pan wyjechał do mnie z tekstem, że możemy iść do niego i nie pożałuję tej decyzji. Gdy z bardzo wyraźną dezaprobatą oznajmiłam, że nie chcę, on się zaśmiał, twierdząc, że żartował, bo chciał sprawdzić, czy nie jestem łatwa jak prawie wszystkie kobiety. Brak słów... Ostatecznie wyszliśmy, pożegnałam się i wróciłam do domu.

Na wieczór dostałam SMS-a, że proponuje kolejne spotkanie: „Spodobało mi się to, że nie kwestionujesz moich poglądów i znasz swoje miejsce, a do tego masz zajebisty dekolt”.

Chyba nie muszę mówić, że nie odpisałam, a kuzynkę czeka poważna rozmowa, bo nie wierzę, że umówiła mnie z kimś takim z innych powodów niż dla żartu.

#ts7AF

Sytuacja miała miejsce kilka lat temu. Byłem wtedy studentem i w ramach praktyk terenowych przebywaliśmy nad morzem w celach badawczych. Obserwacja morza miała trwać także w nocy.  Jako że na plaży w nocy jest dosyć niebezpiecznie, stwierdziliśmy, że lepiej, aby dziewczyny robiły badania w dzień, a w nocy sprawę przejmą mężczyźni. Z kolegą wzięliśmy więc namiot na plażę i przygotowaliśmy potrzebny sprzęt do badań. 

Około godziny piątej rano do namiotu wleciał jakiś niezidentyfikowany owad. Ugryzł mnie dość boleśnie. Zacząłem stękać: „Boli... mmm... ale boli...”. Po kilku chwilach usłyszeliśmy, że ktoś obok przechodzi. Wystawiliśmy nasze łby, żeby zobaczyć, co się dzieje. 

Mina pana na plaży, który zobaczył dwóch chłopaków wystających z namiotu, gdzie przed chwilą stękałem, jak bardzo boli, była bezcenna.
Dodaj anonimowe wyznanie