Czytając jakieś wyznanie o spowiedzi, przypomniała mi się moja najbardziej żenująca spowiedź.
W wieku kilku lat dużo czasu spędzałam ze swoją kuzynką. Jako nierozłączne towarzyszki dzieliłyśmy się też wspólnymi przemyśleniami i zagwozdkami. Najbardziej interesowały nas dorosłe kobiety, nie rozumiałyśmy piersi i włosów łonowych. Skąd się to bierze? Dlaczego mama takie ma? Zamiast zapytać nasze rodzicielki, postanowiłyśmy odkrywać świat na własną rękę. Nasi rodzice kupowali wtedy programy telewizyjne, ku naszej uciesze, na ich ostatniej stronie były zazwyczaj zdjęcia nagich pań z podpisem „wyślij SMS, żeby ściągnąć tapetę”, niestety żadna z nas nie miała komórki, więc tylko patrzyłyśmy i dyskutowałyśmy o teorii powstania piersi i włosów łonowych i jak takie nabyć.
Jakiś czas później nadszedł czas na moją pierwszą komunię i co za tym idzie — spowiedź. Księdza dobrze znałam, parafia mała, gosposia na plebanii z rodziny, zapewnienia ze strony rodziców, że to nic strasznego. Więc podchodzę i wymieniam wyuczone grzechy: „Byłam niegrzeczna, nie słuchałam rodziców, cudzołożyłam, byłam niemiła dla koleżanek”. Jakież było moje zdziwienie, kiedy ksiądz, zamiast wyrazić pochwałę dla mojej skruchy i wielkiej odwagi, że przyznałam się do tak okropnego grzechu jak patrzenie na nagie panie, zaczął mnie wypytywać o to kiedy i gdzie ktoś mnie dotykał, i że muszę powiedzieć o tym rodzicom. Zirytowana wytłumaczyłam księdzu, co mam na myśli — miałam mówić grzechy Bogu, a nie rodzicom! Ksiądz afery nie zrobił po moich tłumaczeniach, teraz gdy już rozumiem, co tak naprawdę miał na myśli, cieszę się, że w jakiś sposób chciał zareagować :D
Poznałem taką jedną Izę przez aplikację randkową. Oboje byliśmy po trzydziestce i oboje szukaliśmy kogoś do stałego związku. To znaczy ja szukałem, bo Iza, choć niby deklarowała to samo, to czas pokazał, że raczej chyba niekoniecznie chodziło jej o związek, a już na pewno nie o stały. Doskonale znam ten typ kobiet — wieczne imprezowiczki szukające zabawy i sponsora. Mimo to postanowiłem spróbować i chciałem zaprosić ją na kawę. Jednak Iza zaproponowała restaurację, twierdząc, że mają tam znakomite jedzenie (czyli że znała już ten lokal). Niestety, restauracja nie okazała się tania. Drugie danie bez zupy i wina to wydatek rzędu 130 zł. Dla mnie dużo. Na domiar złego Iza wybrała chyba najdroższą potrawę z menu, plus zupa i plus lampka wina o dziwnej nazwie. Razem prawie 650 zł. Kurwa, ja pierdolę.
Podczas jedzenia rozmowa średnio nam się kleiła. Czułem od samego początku, że nie pasujemy do siebie. Zdjęcie na jej profilu pokazywało znacznie młodszą osobę niż była dziś (a więc to zdjęcie z przeszłości). Póki ze sobą tylko pisaliśmy, to wydawała się być w miarę okej. Jednak bezpośrednia rozmowa ukazała wiele czerwonych flag.
Wszystko co dobre kiedyś się kończy, więc i jedzenie, skądinąd dobre i smaczne, też się skończyło. Poprosiłem kelnera o rachunek. Iza była zaskoczona, słysząc, że poprosiłem też o jego rozdzielenie.
– Przecież to ty mnie zaprosiłeś – zaatakowała natychmiast.
– Zaprosiłem cię na kawę – przypomniałem. – Restauracja i obiad to już były twoje pomysły.
– Prawdziwy dżentelmen by zapłacił za pierwszą randkę.
– Randka to spotkanie romantyczne dwojga zakochanych ludzi. My nie jesteśmy na randce. Nawet się nie znamy. Spotkanie zapoznawcze to nie to samo co randka.
Jak łatwo się domyślić, Iza nie była zdruzgotana obrotem sprawy, a wysokością rachunku. Rozumiem, że była częstą bywalczynią tego lokalu i niejednego „najsgaja” zdążyła naciągnąć na drogi obiad, ale – jak już wspomniałem – ja znam ten typ kobiet i na pewno nie zamierzam wchodzić w rolę sponsora dla takich.
Mój 84-letni dziadek lubi sobie dobrze zjeść... Jakiś czas temu chwalił się, jaki to dobry gulasz w puszce znalazł w lodówce. Ja siedziałem przy stole i wcinałem jakąś kanapkę. W kuchni była też mama i dziadek. Moja mama otwiera lodówkę. Wyjmuje karmę dla kota i przekłada do jego miseczki. Dziadek robi duże oczy.
– Gośka, co ty kotu dajesz?!
– Jak to co? Karmę...
Nigdy nie widziałem bardziej zdziwionego dziadka. Regularnie podbierał papu kotu... Otwierał puszkę, zawartość przekładał do miseczki i podgrzewał w mikrofali. To nic, że na puszce narysowany jest ogromny kot.
Smakowało mu, ale teraz już trzyma się od kociego przysmaku z daleka.
Mieszkam na wsi.
Dzieci z klasy mojego brata śmieją się z kolegi, bo jego rodzice są rolnikami.
Dziś wieczorem podczas burzy piorun pizgnął tak głośno, że się zesrałem. 21-latek pozdrawia :)
Zawsze kiedy jadę samochodem i widzę, że ktoś z naprzeciwka zdecydowanie przekracza prędkość, mrugam światłami i patrzę z satysfakcją, jak szybko zwalnia.
Byłam gruba, odkąd pamiętam, jestem gruba i czuję, że gruba będę już zawsze. Wiem, że pod tą historią znajdą się tacy, co mi powiedzą, że wystarczy mniej żreć, ale jestem na to gotowa.
Już jako osiemnastolatka ważyłam 90 kilo. Może nie wyglądałam tragicznie, bo jestem wysoka, ale te 10 kilo mniej mogłoby być. Potem poszłam na studia i zbuntowałam się przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Próbowałam się odchudzać. Teraz wiem, że to było głupie odchudzanie, ale taką wiedzę i metodę wyniosłam z domu. Mniej żreć. A im mniej, tym lepiej. Więc jadłam. Na śniadanie kromka razowego pieczywa, w ciągu dnia mały jogurt naturalny, na kolację serek wiejski. Chodziłam nieprzytomna z głodu. Potem wypróbowałam masę innych diet, masę dietetyków, trenerów. Waga ciągle stała. Obecnie sytuacja ma się inaczej. Już dawno przekroczyłam 100 kilogramów, dowiedziałam się też, że choruję na szereg chorób, które między innymi utrudniają odchudzanie. Leczyłam się już u kilku diabetologów, endokrynologów, dietetyków klinicznych. Ciągle dostaję nowe leki, które „już na pewno pani pomogą”, ale za każdym razem okazuje się, że ja akurat jestem odporna. Od czterech lat dostaję różne leki, które w skrócie mają unormować burdel w moim organizmie i wtedy schudnę. I co? I nic. Za każdym razem okazuje się, że na danym leku nic nie chudnę albo chudnę minimalną ilość kg (rekord to 3 kg), a potem organizm przyzwyczaja się i nawet zwiększanie dawek nic nie daje. Potem zmiana leku i albo chudnę niewiele, albo nic, potem zmiana... Trzymam dietę, ćwiczę, a w ostatnim miesiącu schudłam 0,1 kg. To nawet się nie liczy. Dodatkowo dobija mnie fakt, że należę do grupy, która wspiera osoby chore jak ja. I ludzie piszą, że schudli 20, 30 czy 40 kilogramów i zżera mnie zazdrość. Dlaczego ja wydałam już tysiące na leczenie, niszczę wątrobę i nerki lekami, mobilizuję się ciągle do ruchu, dietę trzymam tak obsesyjnie, że nawet w gościach jej nie łamię i nic? Wiem, że nie jestem jedyną z grupy, która nie może schudnąć, jednak ciągłe posty o tym, że komuś się udało, mnie dobijają. Czuję, że nieważne jak bardzo się staram, i tak mi się nie uda.
Dziś rano tak pięknie udało mi się pomalować rzęsy, że aż popłakałam się ze szczęścia.
Aktualnie mam 21 lat i opowiem wam sytuację ze swojego życia, która teraz mnie śmieszy, a kiedyś przeraziła. Może śmieszne, ale z życia wzięte.
Kiedy byłem małym chłopcem, w wieku 7-10 lat, zacząłem się zadowalać. Robiłem to kiedy w domu nikogo nie było, ale zdarzały się sytuacje, że robiłem to, nie będąc sam.
Pewnego dnia mama gotowała, a ja siedziałem w pokoju i oglądałem telewizję. W pewnym momencie na półce dojrzałem gazety i pomyślałem, że je pooglądam. W jednej z nich znalazłem zdjęcia kobiet w bieliźnie. Pomyślałem, że to zrobię. Przymknąłem drzwi od pokoju, otworzyłem gazetę i zacząłem. W pewnym momencie usłyszałem, że nadchodzi mama... Szybko zamknąłem gazetę i schowałem ją pod pupę, wsunąłem majtki, ale nie zdążyłem założyć spodni... Mama się zorientowała i wzięła mnie na rozmowę.
Jednym z pytań, jakie zadała, było pytanie: „Wiesz, co robiłeś?”, a ja młody, niedoświadczony, nieznający słowa „masturbacja”, ze łzami w oczach odpowiedziałem: „Gilgotałem pysiora”...
Gdy miałam 6-7 lat, przyjaźniłam się z moją sąsiadką, która była w tym samym wieku co ja. Większość czasu spędzałyśmy razem na podwórku, a kiedy pogoda nie pozwalała, to spotykałyśmy się głównie u niej (miała własny pokój). Intrygowało nas wszystko, co związane z nagością itp. Naszą ciekawość zaspokajały nagie panie z seks ogłoszeń w gazetach lub miniaturki pornosów do pobrania na telefon bądź gier dla dorosłych, zakryte wielkim znakiem +18, w telemagazynach. Potrafiłyśmy przeglądać to wszystko godzinami i analizować każdy obrazek.
A teraz historia właściwa.
Rodzice sąsiadki kupili komputer, który zajął honorowe miejsce w jej pokoju. Sąsiadka zaprosiła mnie do siebie, bo ja już potrafiłam obsługiwać komputer i miałam jej pokazać jakieś stronki z grami. Pokazałam jej kilka gier, a potem weszłam na wp i zaczęłam wyszukiwać kategorię „dla dzieci”, jednak uwagę sąsiadki przykuł inny tytuł, a mianowicie „seks i erotyka”. Bez dłuższego zastanawiania się postanowiłyśmy zobaczyć, cóż to może się tam kryć. Od tego czasu regularnie oglądałyśmy zdjęcia na tej stronie, czasem na innej, sprytnie omijając zabezpieczenie i potwierdzając, że mamy 18 lat.
Pewnego dnia coś rozwaliło się, a rodzice sąsiadki nie znali się kompletnie na sprzęcie, więc przyjechał jakiś jej wujek informatyk, żeby zobaczyć, co tam nie gra. No i znalazł sporo wirusów uniemożliwiających prawidłowe funkcjonowanie komputera. Usunął je, ale chciał się dowiedzieć, skąd się wzięły, więc włączył historię przeglądania, gdzie zobaczył wszystko, bo my nie miałyśmy pojęcia, co to tryb incognito. Okazało się, że pobrałyśmy coś niechcący z jakiejś stronki. Na sam koniec wujek sąsiadki udał się do jej rodziców i powiedział jej tacie, żeby ograniczył przeglądanie takich stron. Tamten się zmieszał, nie wiedział, o co chodzi, mama się oburzyła, ale nikt nie podejrzewał nas.
Przyjaźniłam się z sąsiadką jeszcze 7 lat i z tego co opowiadała, to jej mama często wypominała ojcu ten incydent, a ten Bogu ducha winny tłumaczył się z marnym skutkiem, bo nikt mu nie wierzył.
Dodaj anonimowe wyznanie