#2Jn7U

Dziadek był rolnikiem, ogrodnikiem w PGR-ze, miał swoje niewielkie poletko, jakąś kozę czy dwie, a do tego sześciu synów i dwie córki. Oporządzając teren, czasem potrzebował pomocy któregoś z potomków będącego akurat w domu, ale zwykle miał problem z zapamiętaniem imion poszczególnych chłopaków. Zwykle wyglądało to mniej więcej tak, że z podwórka wołał: „Pio... Rysie... Kazi... Grze... A cholera was wie, pójdę i sam zrobię”.

Taka frustracja. :)

#4xFXc

Do dziś żałuję (trochę) tego, co odstawiłem w czasach szkoły podstawowej.

Trzecia gimnazjum, wiek głupi i bardzo ograniczony. Dużo trenowałem (zostało mi do dziś), ale dziewczyna z klasy w ramach zalotów postanowiła mi obrzydzić życie w szkole. Ciągle słyszałem tekst, że tym z siłowni nie staje, że im się jajka kurczą, że na pewno żadnej nie dogodzę. Z początku olewałem to, ale działało to jak płachta na byka. I coś pękło, postanowiłem się zemścić okrutnie.

Monika jeździła rowerem do szkoły, wykorzystałem to przeciw niej. Rozmontowałem jej siodełko, można było odkręcić samo siodełko bez tej „rurki” i tak zrobiłem. Na tyle udało mi się je rozebrać, by nie odpadło od razu. Kamer nie było, rowery za szkołą, nikt nie miał prawa tego widzieć, ale ja też nie przewidziałem konsekwencji...

Monika wyprowadziła rower i ruszyła, co się potem działo... To był koszmar, siodełko odpada, ona siada z impetem, rurka się „wbija”, ona skręca pod samochód. Finał był nieciekawy, złamana noga i pęknięta pupa...

Monika, jeśli to czytasz, wybacz...

#vO5eE

Miałam 8 lat oraz telefon Nokia 6300 i notorycznie zamawiałam gry, obrazki i dzwonki z ostatnich stron gazet. Między 2 a 3 klasą pojechałam do dziadków i na ostatniej stronie ich gazety znalazłam ogłoszenia matrymonialne. Było mi bardzo żal tych wszystkich panów, więc napisałam do kilku z nich. Oszukiwałam ich, podając się za kobietę, która spełni ich wymogi. Dodatkowo zamówiłam kilka zdjęć i filmików z zakładki „dla dorosłych”, aby poszerzyć swoje horyzonty erotycznej wiedzy i aby raz na zawsze pożegnać czarny kwadrat z napisem „cenzura”.
Nie myślałam, że sprawa nabierze aż takiego obrotu, bo od tamtej pory przez około 3 tygodnie każdego dnia po godzinie 21 dostawałam serię wiadomości push, w której mogłam pobrać zdjęcia. Każda seria miała inny tytuł. Było ostre BDSM, niewinne lolitki, niewyżyte mamuśki, sesja zdjęciowa nimfomanki Anity albo filmiki o jednoznacznych tytułach. Początkowa fala fascynacji stopniowo przerodziła się w strach. Zaczęłam dostawać jeszcze więcej zdjęć, które były coraz to dziwniejsze, tajemnicze i niezrozumiałe.
Po dwóch tygodniach wróciłam do domu, a po jakichś trzech tygodniach przyszedł rachunek za telefon, który oscylował w granicach tysiąca złotych.

Do tej pory moi rodzice myślą, że był to jakiś wirus, o którym nawet nie miałam pojęcia.

#wseD1

Ostatnio przeglądając rodzinny album, natknęłam się na zdjęcie w zoo, na którym mam cały tyłek umazany brązową mazią. Wróciły traumatyczne wspomnienia.

W zoo można było przechodzić z zagrody do zagrody. Żeby to zrobić, wystarczyło wejść na drabinę opartą o płot. Jako dziesięcioletnia dziewczynka nie umiałam się wspinać, więc przesuwałam tyłkiem ze szczebla na szczebel i tak posuwałam się do góry. Niestety jakiś kretyn wdepnął w gówno i wytarł buta o drabinkę.

Przepłakałam całą wycieczkę, podczas gdy rodzice cisnęli ze mnie bekę i robili mi zdjęcia.

#AAsBK

Jak miałem 8-9 lat, to uwielbiałem udawać, że mój stojący penis to gałka zmiany biegów w samochodzie. Wyobrażałem sobie, jak rozpędzam się coraz bardziej, wydając odgłosy silnika i zmieniając w odpowiednim momencie bieg.

Nigdy nie interesowała mnie motoryzacja, po prostu lubiłem się bawić penisem. ;)

#G4zYn

Któregoś dnia spotkałem na czacie pewną dziewczynę z mojego miasta. Rozmowa się rozwinęła i ona pyta, z jakiej jestem dzielnicy, a potem pada tekst: „Jak chcesz, to możemy się spotkać, ale ja ważę 120 kg”.

Zanim wyszedłem z osłupienia i zdążyłem wymyślić jakąś dyplomatyczną odpowiedź, ona najwyraźniej uznała, że czas na reakcję minął i napisała: „I tak wiem, że nie przyjdziesz”, dała smutną buźkę i się rozłączyła.

Do dziś nie wiem, czy to był autentyk, czy zwykły prank.
Dodaj anonimowe wyznanie