#Xa0U4
A moja dziewczyna? Skorzystała kilka lat temu z możliwości zaciągnięcia się do służb, jej koledzy i przełożeni, z którymi rozmawiam, byli trochę poniżej przeciętnej zadowoleni z jej pracy. Nie potrafi skupić się na jednym zadaniu, czas realizacji jest strasznie długi, a jakość przeciętna, ale... kawa tu, papieros tam, zakrapiana impreza z tymi, podwózka z tamtymi. Jeden kurs, drugie szkolenie, awans, ciekawe wyjazdy, asysta wyższym szczeblom, a teraz prestiżowe stanowisko...
Zarabia dwa razy więcej ode mnie, a nie zna sprzętu, który jej podlega, czy procedur, o które mnie regularnie pyta. Dodatkowo nie przemęcza się — kawa, ciasto w czasie służbowym, oczywiście w cenie pracy.
Razem mieszkamy i oprócz tej jednej sprawy żyjemy szczęśliwie, choć nigdy jej nie powiedziałem, co uważam o jej karierze zawodowej, to wciąż ją wspieram w tym. Nie ubolewam nad tym, że ma lepsze warunki i wyższą płacę — boli mnie fakt, że ja mając tak wysokie kompetencje do pracy na jej stanowisku lub podobnych, nie potrafię znaleźć pracy. Tak jakby wisiało nade mną fatum mojego własnego milczenia.
#rzVMX
#HQm00
Kolejną sprawą jest to, że obsesyjnie sprzątam i przestawiam rzeczy. Wszystko musi leżeć symetrycznie, łóżko musi być idealnie zaścielone, a na biurku musi być pusto, szuflady muszą być domknięte i wszystko musi być na swoim miejscu. Jeżeli nie jest — w mojej opinii — idealnie, to nie mogę się na niczym innym skoncentrować, czuję się źle i na nic nie mam ochoty.
Kolejną rzeczą są notatki. Dosłownie wszystko sobie zapisuję, nawet najgłupsze rzeczy oraz takie, o których każdy by pamiętał i ja prawdopodobnie też, ale po prostu sobie nie ufam i czuję, że jeżeli czegoś sobie nie zapiszę, to na pewno zapomnę, no a przecież wtedy może stać się coś złego, prawda? Jeżeli o notatki chodzi, to mam też inny związany z tym problem. Nawet jak chodziłam do szkoły, to miałam problem z tym, że wszystko, co notowałam, wydawało mi się „mało estetyczne”, więc czasami wyrywałam kartki, a czasami nawet przepisywałam sobie całe zeszyty (!). To jednak jedyna rzecz, którą umiem wyjaśnić, bo jak chodziłam do podstawówki, to mama zawsze nadzorowała mnie odrabiającą lekcje i również wyrywała mi kartki z zeszytu i kazała wszystko przepisywać, póki efekt jej nie zadowolił.
Dodatkowo jestem w stanie czytać książkę albo film kilka razy z rzędu, bo wydaje mi się, że „niewystarczająco” się skoncentrowałam i w zasadzie po prostu się zmuszam i nie odpuszczam sobie nawet jeżeli jestem już tym znudzona i czuję, że znam wszystko na pamięć.
Mniejsze smaczki to liczenie wszystkiego, co się da (np. muszę zamieszać herbatę/kawę 50 razy), robienie wszystkiego ze stoperem, by nie przekroczyć wyznaczonego czasu, no i małe problemy z autoagresją (a one w połączeniu z napadem płaczu zabierają mnóstwo czasu, więc nie jestem w stanie dopilnować, by wszystko szło zgodnie z planem, przez co załamuję się, próbuję od nowa i kółeczko się zamyka).
Wszystko to sprawia, że dosłownie wstydzę się wychodzić do ludzi i mam wrażenie, że nawet moi znajomi uważają mnie za jakieś dziwadło. Próbuję nauczyć się z tym żyć, bo nie wiem, co jeszcze mogę zrobić.
#ebjYX
Jestem studentką i jak to studentka, lubię czasami pójść do klubu z koleżankami lub znajomymi – napić się, potańczyć. Nie jakoś nałogowo, ale raz na kilka miesięcy/pół roku mi się zdarzy.
I tu jest mój problem – za każdym razem znajdzie się kilku takich, co zapraszają do tańca. Wszystko fajnie, super, chętnie sobie z kimś potańczę i pogadam, ale dlaczego to zawsze musi kończyć się jakimś molestowaniem? Za każdym razem, nie było żadnego wyjątku. Nie zdarzyło mi się dotknąć tyłka żadnego obcego faceta na powitanie, ale ile tacy to zrobili, to nie zliczę, hah.
Rozumiem logikę, że dużo ludzi szuka przygody na jedną noc, ale po twarzy widzę, że nie wszyscy i że to ma być sposób na podryw (?). Ludzie, to po prostu ohydne.
#ep74w
#spZGC
Na początku próbowałam pomóc — dowiedzieć się, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy, czy dziewczyna nie ma depresji, czy nie potrzebuje pomocy itd. Ale nie. Ona po prostu tak została wychowana, że wszyscy wokół niej skakali i wszystko robili. Rodzice niczego od niej nie wymagali, teraz brat również od niej niczego nie wymaga (rodzice dość solidnie wpoili mu przekonanie, że ma się siostrą „opiekować” niezależnie od wszystkiego).
Gdy była mowa o planowaniu wspólnej przyszłości, on był przekonany, że jego siostra zamieszka z nami. Szliśmy coś zjeść? Brał dla niej coś na wynos, by nie było jej przykro. Jeśli to ja go odwiedzałam (rzadko), to jego siostra ciągle siedziała z nami, choć mają ogromne mieszkanie (które w całości utrzymuje on). Dodatkowo na każdym kroku starała mi się pokazać, że zna go lepiej niż ja, bo np. wie, że on nie słodzi kawy, a herbatę tak.
Nie zliczę awantur o jego siostrę, o to, że ja nie chcę żyć w trójkącie. Ostatecznie to on zostawił mnie, bo jestem egoistką i go nie rozumiem. Spędza teraz czas tylko z siostrą, wrzuca zdjęcia, jak to im dobrze razem. Ja jestem sama i staram się jakoś pozbierać, oni dalej mieszkają razem, dziewczę pracy wciąż nie ma.
#7yP7v
Milusio :/
#fnSJm
Zawsze mówiłam do niej Majka, zupełnie nieświadoma tego, że dziewczyna ma na imię Marika...
Dowiedziałam się tydzień temu.
Mam 21 lat, a praktycznie całe dzieciństwo spędziłam z Maj... Mariką...
#M7iQU
Tutaj zaczyna się najlepsze. Lekarz bada rękę, wywija mi nią na prawo i lewo, a że bolało, to zaczęłam krzyczeć. Żeby to był normalny krzyk, że boli, ale nie! Jak zaczęłam tam przeklinać na tego lekarza, wyklinałam od najgorszych. Warto zaznaczyć, że byłam spokojnym dzieckiem i nie sprawiałam problemów wychowawczych. Do tej pory nie wiem, skąd znałam takie przekleństwa i dziwię się, że mama stanęła po mojej stronie. Lekarz powiedział, że mam się uspokoić, bo mają tutaj poważniejsze przypadki, ale dobrze, żebym poszła na prześwietlenie. I co się okazało? Że gdyby on jeszcze tak ze dwa razy powywijał tak moją ręką, to mogłoby dojść do złamania otwartego.
Moi rodzice jak to wspominają, to nie dziwią się mojemu wypadkowi i złamaniu ręki, tylko skąd ja miałam taki duży zasób słów niecenzuralnych.