#hsSwu
W ten tragiczny dzień musiałam się czymś zatruć, a że miałam daleko do cywilizacji (biegałam w lesie), stwierdziłam, że dam radę. No to szybko w jakieś większe krzaki, garderoba w kostki, korek zdemontowany... i problem. Pierwsza część tego co miało ze mnie wyjść była twarda, taki naturalny korek, który powstał przez sztuczny korek :)
Ale jestem dzielna, dam radę, cisnę ile siły, żyły na czole itd. Tylko że pozostała część była w formie ciekłej... I nastąpiło zwolnienie maszyny losującej, poszło z takim impetem jak pepsi, gdy się do niej wrzuci mentosa, a że pozycja wyjściowa była bardziej kucająca niż stojąca, to po prostu obsrałam majtki i spodenki. I tak ubrałam to na obsrany zad (miałam tylko jedną chusteczkę, a efekt mnie kompletnie zaskoczył) i bez uśmiechu, za to z pośpiechem, opuściłam miejsce zbrodni.
Z korkiem nadal się przyjaźnię, za to dupie już nie ufam.
#pE4UR
Nasi rodzice kupili nam dom. Stary dom, wymagający remontu, ale razem stwierdziliśmy, że damy radę, dla małej. Ślub zaplanowany na przyszły rok, wszystko opłacone. Dobra, czas na remont. Razem jeździliśmy tam, razem remontowaliśmy. Moi rodzice opłacili jakieś 80% kosztów remontu, pozostałe 20% on. W 6 miesiącu ciąży przycierałam z nim gipsy, bo samemu mu się kiepsko pracuje. Zależało mi, za bardzo. Dzień przed pójściem do szpitala malowałam pokoje, myłam okna, wieszałam firany i szorowałam podłogi. Nie, nie pomagał mi. Pytał, czy potrzebuję jeszcze jakiegoś zajęcia. Robiłam to dla córki, żeby miała swoje miejsce. Będąc w szpitalu, prosiłam, aby dokończył prace w naszym domu. Niestety, urodziłam i dzwonię. Nie spieszył się z wizytą. Nie pomógł mi iść pierwszy raz do łazienki, żeby się umyć. Przyszła położna, nazwała go nieodpowiedzialnym człowiekiem, skoro pozwolił mi samej iść. Stwierdził, że muszę być „na chodzie”. Nie skończył remontu, nie przeprowadziliśmy się. Do córki też nie przyjeżdżał częściej niż 2-3 razy w tygodniu. Przestał szanować mnie, dziecko odwiedza raz w tygodniu, czasem nawet rzadziej.
W tej chwili mała ma 3 miesiące. W końcu kapki z oczu opadły i odeszłam. Może nie będzie miała pełnej rodziny, ale nie będę mu już uprzykrzać życia, jak stwierdził. Wszystko odwołałam i nie żałuję. Przestałam płakać, prosić i przekonywać, żeby przyjeżdżał do nas. Złożyłam pozew o alimenty. Damy radę same.
#4SSvk
Jeśli usłyszę dwa podstawowe słowa: „proszę” i „dziękuję”, to już wiem, że powinnam tego człowieka docenić, czasy mamy, jakie mamy, więc dorzucam wtedy często jakieś dodatkowe jedzonko bądź sos w gratisie.
Ot, takie anonimowe, oby szefowie się nie dowiedzieli, kto im generuje takie straty :)
#rsJfC
Dalej nie mogę uwierzyć i pozbierać się po tym, co się stało. Tak jak się spodziewałem, dostałem kosza, ale nie pomyślałbym nawet, że usłyszę: „Przekraczasz moją granicę”, „Nie chcę cię znać ani mieć z tobą cokolwiek wspólnego”, „Odejdź, nie odzywaj się do mnie ani nie pisz, nie ma czego wyjaśniać ani o czym mówić”...
Kompletnie nie potrafię tego zrozumieć. Po tylu latach spędzonego czasu i tego wszystkiego nagle nie chce mnie znać. Tak jakby te wszystkie chwile spędzone razem nic dla niej nie znaczyły. Tak jakbym od samego początku był dla niej nikim... Próbowałem z nią rozmawiać, ale nie chciała nawet mnie słuchać. Po tym straciłem też innych, z którymi się zadawałem i czasem gadałem poza nią. Nagadała na mnie jakichś głupot i wszyscy mnie unikają.
Teraz totalnie jej nie poznaję. Nagle całkowicie się zmieniła. Zadaje się z osobami, których mówiła, że nienawidziła, jeździ z nimi wszędzie, nie paliła, a nagle zaczęła, bo oni też to robią. Zupełnie inna osoba.
Zostałem sam. Straciłem osobę, którą kochałem i przyjaciółkę. Mam złamane serce, w zasadzie podwójnie. Nigdy nie miałem żadnych większych marzeń czy pragnień, ale teraz całkowicie straciłem jakikolwiek sens w życiu. Nie potrafię się z tego podnieść. Minęło już ponad pół roku, nie mamy ze sobą żadnego kontaktu poza wzrokowym, gdzieś mijając się na korytarzu w naszym liceum. Ciągle jakoś nie mam na nic siły i jedyne co, to bym leżał z zamkniętymi oczami w łóżku albo spał. Wtedy jest mi jakoś odrobinę lepiej. Nie wiem, czy mam depresję. Możliwe, nie znam się. Staram się o niczym nie myśleć, ale niezbyt mi to wychodzi. Nie potrafię przestać myśleć o tym wszystkim i przestać do tego wracać. Czasami wmawiam sobie, że tak naprawdę ona umarła. Nie żyje. Po prostu. Jakoś łatwiej jest mi to przyjąć niż uznać prawdę, że odrzuciła mnie jako chłopaka i odrzuciła mnie jako przyjaciela, jakby cały spędzony z nią czas był niczym i jakby stała się nagle kimś innym...
#RDCon
Nie chcę, żeby moja żona wróciła do pracy.
#gWOVc
Nie wiem, co mam robić, ze wspaniałego faceta z poczuciem humoru, roześmianego, zmienił się w obcą mi osobę. Zawsze go chwaliłam i podziwiałam, że mimo że pochodzi z rodziny z taką przeszłością, jest taki wspaniały. Jestem załamana i mam wrażenie, że przestaję go kochać, czuję się oszukana, nie wiem, gdzie szukać pomocy, tłumaczę mu cały czas, że się zmienił, pytam, co się dzieje, a on przyjmuje do wiadomości, co mówię, przez dwa dni jest lepiej, a potem znów to samo, jakby miał pamięć złotej rybki. Z mojej strony nic się nie zmieniło, zastanawiałam się nad tym bardzo często, mówi się, że wina leży po obu stronach, natomiast ja czuję się jak widz w teatrze, który ogląda swoje życie z boku.
Byliśmy bardzo blisko, to była prawdziwa miłość. Spędzaliśmy czas razem, mamy wspólne hobby, które nas połączyło, nigdy się razem nie nudziliśmy. Nie ma mowy o kochance i tego typu rzeczach. To jest tak niesamowita zmiana, że nie wierzę, że jest naturalna, patrzę w jego oczy, na jego wyraz twarzy i to nie on. Nie poznaję mężczyzny, którego kocham od lat.
#tMkjn
Już po całym dniu pod koniec imprezy widząc, że jedzenia nie ubywa, a przybywa (serio, pod koniec imprezy wykarmiłby tym wygłodniałe wilki), włączył mi się tryb Janusza. Zjadłem cztery kiełbasy, dwa bigosy, trzy pieczone ziemniaczki, wypiłem kilka herbat, wziąłem mamie trzy worki ziemi, córkom po pięć balonów, do tego znajomym po małych suwenirach. Mój tata i wuj też byli nieźli. Wzięli wszystkim ciotkom, szwagrom, kuzynom, chrzestnym itp. po jednej kiełbasie. Oczywiście połowa nie chciała, dlatego teraz mają zapas na tydzień.
Wstyd przyznać, ale wewnętrzny Janusz siedzi we mnie mocno.
#6EW1R
Kiedyś mój tata wszedł do domu, ale ja go nie słyszałam (śpiewałam i miałam słuchawki). Mój tata wpadł do mojego pokoju z jakąś pałką. Przestraszona pytam taty, co się stało, a on: „A, ty tylko sobie śpiewasz... Myślałem, że ktoś ci robi krzywdę...”.
Nigdy więcej nie śpiewałam na głos. :(