Jako małe dziecko miałam dziwne zabawy.
Kiedyś, nocując u kuzynki, znalazłam u niej książeczkę o dojrzewaniu, w której szczególnie zaciekawił mnie rozdział o tym, skąd biorą się dzieci. Uznałam, że to niesamowite, jak z jednej małej komórki jajowej i jednego jeszcze mniejszego plemnika powstaje człowiek.
Co zrobiłam mała ja? Wykradłam z łazienki kilka tamponów mojej mamy, zabrałam młodszej siostrze piłkę (młoda miała tyle zabawek, że o istnieniu piłeczki pewnie nawet nie wiedziała), po czym organizowałam wyścig plemników (tamponów) do komórki jajowej (wyżej wspomnianej zabawki).
Mam nadzieję, że nikt oprócz was o tym nie wie.
Kiedyś na Facebooku były bardzo popularne różne aplikacje z wróżbami, porównywarkami znajomych, quizami dotyczącymi znajomych itd. Kiedyś z nudów rozwiązałam taki quiz. Nie wiadomo kiedy i jak (a z techniką trochę mi nie po drodze i częściej klikam bezmyślnie niż świadomie) założyło mi się konto na jeszcze innym portalu (z danymi z fb). Byłam tym totalnie oszołomiona, bo jak na złość dużo chłopaków zaczęło do mnie pisać, więc szukałam jakiegoś cudownego przycisku USUŃ KONTO. Zawsze takie znajomości uznawałam za głupie i niedojrzałe. Tym bardziej nie wiem, dlaczego na jedną wiadomość odpisałam... I tak zaprzyjaźniłam się z chłopakiem, który mieszkał 2600 km ode mnie. Przyjaciele, rodzina i znajomi wyśmiewali mnie i moją internetową przyjaźń. Nie było mi łatwo.
Po trzech miesiącach przyjechał do mnie... spędziliśmy wspaniałe wakacje. Potem musiał wracać. Nie mogliśmy się pogodzić z rozstaniem, więc tydzień później z 25 kg bagażem poleciałam do niego. Zostawiłam wszystko w Polsce i postawiłam wszystko na jedną kartę.
Jesteśmy ze sobą ponad cztery lata, a od kilku miesięcy mamy nawet wspólne nazwisko i wspaniałego pieska, bo na dziecko jeszcze mamy czas :)
Pierwszy raz u mojego chłopaka w domu. Oglądaliśmy film, jedliśmy pizzę, zrobiło się romantycznie i przenieśliśmy się do sypialni. Ja patrzę, a tam pościel w Xenę wojowniczą księżniczkę. No cała jej sylwetka naturalnej wielkości na kołdrze, jej twarz na poduszkach. Dziwne, ale chłopak fajny, atmosfera romantyczna, więc trudno, przeżyję. Wskoczyłam do łóżka, zaczęliśmy się całować. Po chwili on powiedział, że zaraz wróci i wstał, a ja otworzyłam oczy, leżąc na plecach, i zobaczyłam plakat z Xeną wojowniczą księżniczką na suficie. Wisiała tam i patrzyła na mnie... Stwierdziłam, że dla mnie to zbyt wiele, że to się nie może udać i że mu o tym powiem. Wstałam więc z łóżka i mówię: „Kamil, ja nie mogę, jak ta Xena ciągle się na mnie gapi, to nie, nie, to nie zadziała, to straszne”. Wchodził akurat do pokoju, oburzył się, nadąsał jak 8-latek, któremu nie pozwoli się grać piątą godzinę na konsoli w ulubioną grę, powiedział: „Boże, wy wszystkie macie jakąś obsesję na punkcie tej Xeny!”, po czym rzucił na łóżko przyniesiony dla mnie strój Xeny bojowniczej księżniczki...
Wracałem pijany z imprezy. Wsiadłem do autobusu i kupiłem bilet za 4,70. Dałem 100 zł i powiedziałem, że reszty nie trzeba.
Więcej nie piję!
Mój były mnie zdradził.
Dziewczyna, którą miał przede mną, pracowała razem z nim i wciąż się przyjaźnili. Na imprezie, na którą poszedł ze znajomymi z pracy, poniosło go, no i przespał się po pijaku ze swoją byłą. Gdy następnego dnia wytrzeźwiał, opowiedział mi o wszystkim, skruszony. Już od jakiegoś czasu czuł, że jego uczucia do byłej nie wygasły, a ona zdawała się czuć to samo. Starał się to ignorować, bo w końcu miał dziewczynę, a jego była też była zajęta. Po pijaku nie potrafili się jednak powstrzymać.
Nie miałam do niego pretensji, nie mogę przecież zmusić kogoś do kochania mnie. Walczył ze sobą, a gdy mu się to nie udało, chciał być wobec mnie w porządku i o wszystkim mi powiedział. Tego samego dnia zerwałam z nim i dałam wolną rękę. Zerwałam kontakt, bo wciąż go kochałam i nie mogłam patrzeć na to, jak jest z inną, ale pretensji nie miałam. Po prostu zakochał się w kimś innym.
Znajomi się dziwią, że potraktowałam tę sprawę w ten sposób, ale ja naprawdę nie widzę nic złego w zachowaniu mojego byłego. Trochę głupoty tak, ale nie miała ona przecież na celu skrzywdzenia mnie.
Z tego co wiem, tamta dziewczyna zerwała ze swoim chłopakiem tego samego dnia co ja. Od tamtej pory są razem i podobno są szczęśliwi. Wciąż mnie to trochę boli, ale mimo wszystko życzę im szczęścia.
Jak miałam kila lat, to często, gdy przyjeżdżali moi kuzyni, wspólnie się bawiliśmy.
Mam takie przebłyski jednej z tych zabaw. Mianowicie była to zabawa w doktora, a doktor, którym był mój kuzyn, badał mnie, dotykając p*nisem mojego krocza.
Pamiętam to jak przez mgłę i zastanawiam się, czy to się wydarzyło naprawdę.
Byłam najmłodsza z towarzystwa, nie mam zamiaru dopytywać nikogo, czy to prawda, ale chciałabym to wymazać z mojej pamięci. Na myśl, że faktycznie coś takiego miało miejsce, jest mi niedobrze.
Idę sobie do paczkomatu, kolejka na trzy osoby, przy ekranie jakiś typ lat ok. 35 z telefonem, gada z laską na głośniku i coś wklepuje. Otwieram sobie skrytkę z aplikacji, a ten do mnie z ryjem:
– Eeej, k...a, kolejka jest!
Ja mówię, że przez aplikację otwieram, więc nie wiem, o co mu chodzi.
– Tu się kur..a czeka na kolejkę, teraz mi się popsuło przez ciebie!!!
– Co się popsuło, jak to jedno od drugiego niezależnie działa?
Ten się odwraca, klepie w ekran i słyszę, jak gada do tej laski w telefonie.
– No, no czekaj, kur...a, bo gościu przyszedł i mi popsuł, teraz mnie całkiem wybił, nie wiem, co mam robić dalej...
Biorę paczkę i odchodzę, a jakiś dziadek, co za typem stał, odwraca się i mówi do mnie:
– Nam się tu wszystkim spieszy, a pan się wepchał!!
Co za ameboza umysłowa...
Gdy byłam w wieku gimnazjalnym, leżałam w szpitalu z pękniętym kręgiem. Nie mogłam wstawać, byłam przykuta do łóżka.
W momencie kiedy mocno się skupiałam, żeby zrobić kupę na leżąco, wparowała do sali spora grupka ludzi z mojej klasy w ramach odwiedzin. To było bardzo miłe z ich strony, ale to słabo, że przez godzinę leżałam nad swoją kupą, chowając moją tajemnicę pod kołdrą i modląc się, żeby nikt nie wyczuł zapachu.
Historia, jak się kumpel na własne życzenie w szambo wrobił.
Kolega to programista. Pracowaliśmy kilka lat razem. Zaprzyjaźniliśmy się. W pewnym momencie wpadł na pomysł stworzenia pewnego programu. Zaczął rozglądać się za sposobem na założenie start-upu. Nie robił z tego tajemnicy. Był tak sympatycznym i lubianym człowiekiem, że nawet szefostwo życzyło mu szczęścia i nie robiło problemów z tym, że odejdzie. W międzyczasie kolega poznał koleżankę z innego działu, po jakimś czasie zostali parę. Parą dość dziwną, bo podczas gdy on jest sympatyczny, to z wyglądu jest klasycznym nerdem, z okularami i koszulą w kratkę (czasami) w komplecie, a ona była klasyczną laską 9/10. No ale cóż, miłość nie wybiera.
Kolega w końcu założył firmę, całkiem nieźle wystartował, program sprzedaje się nadal jak świeże bułeczki. Jak tylko zaczęli nabierać tempa, przeciągnął do siebie swoją dziewczynę. Mimo że mieli już kogoś od spraw finansowych, dokooptował ją do tego. Wkrótce się zaręczyli i było słychać o planowanym ślubie. No i kolega, który informatykiem był wysokiej klasy, wykazał się nieogarnięciem w innych sprawach. Mianowicie zrobił narzeczoną współwłaścicielem firmy. Nie wiem, jak go do tego namówiła, nie wnosząc żadnego wkładu własnego, ale się stało.
No i klops. Bardzo szybko po tym, jak atrament wysechł, ich uczucie się ochłodziło. Ona nie miała czasu na spotkania, była ciągle czymś zajęta. Potem zerwała zaręczyny „bo to jednak nie to” i bardzo szybko (aż dziwnie szybko) znalazła sobie nowego ukochanego — tym razem umięśnionego przystojniaka. No a kolega ciągnie dalej tę firmę — obecnie wartą już kilka milionów. Zarabia na tym biznesie więcej niż przyzwoicie. Jedyną zadrą w oku jest to, że codziennie widzi swoją byłą, która zarabia tyle, co on, siedząc w swoim biurze i przeglądając FB, bo nawet już nie musi nic robić — dział administracji liczy kilka osób, które same sobie radzą.
A ja mam tylko nadzieję, że kumpel wpadnie na kolejny dobry pomysł na program. Uwali tamtą firmę i założy nową. Tym razem nie dając się ponieść miłości i głupocie.
Mieszkam w małym miasteczku. Mój największy strach, to że nie znajdę tutaj pracy, pomimo moich dużych chęci. Nie wiem, jak się bardziej zmotywować i zabrać do tego. Dojeżdżać gdzieś też ciężko ze względu na to, że nie jeżdżę i nie posiadam własnego samochodu. Nie wiem, co robić.
Dodaj anonimowe wyznanie