#AndxF

Jestem jeszcze w szkole średniej, więc teoretycznie mam czas, ale irytuje mnie fakt, że niemal każda moja koleżanka jest lub już była w związku. Ciągle słyszę „a mój chłopak to, mój były tamto”, a ja nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić motylków w brzuchu, bo nikt mnie nigdy nawet nie trzymał romantycznie za rękę. Czuję się jak dziecko wśród moich znajomych, gdy mówią: „Jeszcze się przekonasz, jakie to uczucie”. Wcale nie jestem brzydka ani głupia, wielokrotnie słyszałam od płci przeciwnej, że jestem ładna, śliczna itd., ale wciąż nikt nie jest mną romantycznie zainteresowany. Mam wrażenie, że nastoletnia miłość jest tylko dla tych wpasowujących się w obecne kanony piękna. Dla tych dziewczyn, które są szczupłe, mają długie włosy, delikatny makijaż, chodzą w spódniczkach i uwielbiają różowy. No ja do tych kanonów nie pasuję i z czasem zaczynam myśleć, że to właśnie tego kwestia. Ja wiem, że mam czas, jestem jeszcze młoda itd., ale chciałabym przeżyć tę nastoletnią miłość z książek.

#aOCEV

Zobaczyłam autobus RCKiK i nie myśląc za dużo, postanowiłam spróbować oddać pierwszy raz krew. Wszystko fajnie i super, do czasu. Pan doktor, który miał dzisiaj okropny humor, na dzień dobry opierdzielał kogo się dało. Mnie też się oberwało, za jakieś pierdołki (brak podpisu w jednym miejscu) – awantura na 102 fajerki. Po przejściu badania rutynowego przyszła kolej na krew -– oznaczenie grupy oraz morfologia. Pani pielęgniarka nr 1 była miła i starała się zostawić najgrubszą żyłę do dalszego etapu, a sama pobrała z gorszej. Pielęgniarka nr 2 opierdoliła mnie, że po co tu przychodzę, skoro żył nie mam, i poinformowała, że jak za pierwszym razem się nie uda, to ona próbować nie będzie.

Udało się, oddałam krew. Drugiego razu jednak nie będzie – przez niemiły personel.
Chciałam być dobrym człowiekiem, ale mnie zniechęcili.

#qpQA5

Najgorszy dzień przeżyłam w piątej klasie.

Na lekcji ktoś puścił kartkę z imionami dwóch dziewczyn i prosił o wstawienie ptaszka przy ładniejszej. Nagle nauczycielka przechwyciła kartkę i strasznie się wkurzyła. Kazała nam usiąść w kółku i powiedziała, że nikt nie wyjdzie z klasy, dopóki osoba odpowiedzialna za to się nie przyzna. W końcu jedna dziewczyna z płaczem wstała i wzięła winę na siebie. To była jedna z dziewczyn na kartce. Powiedziała, że chciała się dowiedzieć, czy klasa uważa ją za ładną. Okazało się, że sromotnie przegrała w klasowym głosowaniu.
Najgorsze jest to, że tą dziewczyną byłam ja.

#a5kCN

Wyjechałam na studia 400 km od domu. Poznałam Jacka 29 lat, zakochałam się po uszy, jednak nasz związek nie był do końca jak typowo książkowy idealny związek. Zawsze mieliśmy masę problemów. Głównie pieniądze. Jacek był wygodny, nie lubił za bardzo pracować. Żył chwilą. Kumple, palenie, zabawa... Zaszłam w ciążę. Miało wszystko się zmienić, jednak było gorzej. Kłamstwo goniło kłamstwo. Brak pracy. Niemówienie mi bardzo ważnych istotnych rzeczy, jakieś tajemnice, spędzanie razem mniej czasu (również z powodu ciężkiej ciąży – cztery miesiące w szpitalu z małymi przerwami). Choroby, nerwy, stres. Jednak Jacek był opiekuńczy, ale jego minus to zawsze chciał pokazać mi się z jak najlepszej strony. Pokazywał kogoś, kim wcale nie jest, mimo że pokochałam go takim, jaki jest, prostym chłopakiem.
Urodziłam córkę, przeprowadziliśmy wiele rozmów, obiecał, że się wszystko zmieni, jednak połóg to trudny czas, a ja byłam praktycznie sama, moja rodzina daleko, a jego rodzina nagle zaczęła okazywać mniej zainteresowania. Znalazł pracę, a i tak wiecznie ja musiałam pilnować finansów, opłat. Było to bardzo trudne, bo praktycznie żyliśmy z mojej wypłaty i stypendium.

Pewnego dnia szykowaliśmy się na weekendowy wyjazd w moje rodzinne strony, gdy  zapukała policja i zabrali Jacka. Tego dnia pękło mi serce, gwóźdź do trumny. Nie wiedziałam, co robić. Wzięłam małą, spakowałam rzeczy i pojechałam do domu. Postanowiłam nie wracać. Mama bardzo ucieszyła się moją decyzją, ponieważ nie przepadała za Jackiem, widziała, że mnie okłamywał.

Okazało się, że Jacka zamknęli za alimenty. Wiedziałam, że ma syna, jednak nie brnęłam w to, czy płaci alimenty czy nie. Uważałam, że jest dorosły i bardzo chciałam poznać jego syna. Dostał kilka tygodni odsiadki, bo przez kilka miesięcy nie zapłacił złotówki. Byłam w szoku!!!

Gdy Jacek wyszedł, nagle zmieniło się wszystko. Zaczął się starać, bardzo tęskni za naszą córką. Przeżył tam piekło i mówi, że będzie nam płacił, że do końca życia się będzie starał o to, żeby nas odzyskać. Nie wiem, czy to gra na emocjach. Moja rodzina i przyjaciele odwróciliby się ode mnie, gdybym dała mu szansę. Jestem dorosła, ale bardzo tęsknię za tym miastem, a jeszcze bardziej za nim. Cała ta sytuacja to walka między rozumem a sercem. Serce kocha i bardzo tęskni, a rozum krzyczy: uciekaj, ułożysz sobie życie.

Wiem, że każdy człowiek zasługuje na drugą szansę. Jacek przyznał mi się do kłamstw, a ja mam ogromny żal, że budował wszystko na kłamstwie. Widuje się z córką, ale wszystko jest poza moim domem. Śpi w hotelach. Widzę, że mu zależy i że tęskni, jednak nie wiem, co robić. Czy to może jest za szybko na jakąkolwiek decyzję? Bardzo mi go brakuje. Mam w planach terapię...
Dodaj anonimowe wyznanie