#esNb0

Ostatnio zrobiłam awanturę swojemu chłopakowi, że nie pomaga mi w obowiązkach domowych. Myślałam, że to coś pomoże, że się wreszcie ogarnie i zacznie pomagać. Skoro oboje pracujemy, należy się równy podział obowiązków. 
Dziś się na mnie śmiertelnie obraził, bo jego rodzina wzięła moją stronę i go wyśmiała.
Skąd się dowiedzieli?
Bo poszedł się na mnie poskarżyć.
Teraz ma problem, że on ich zna całe życie i to jego bliscy, a ja jestem tylko dziewczyną, z którą jest od dwóch lat...
Muszę poważnie przemyśleć ten związek, skoro jestem „tylko”.

#GImf5

Jestem alkoholiczką. Piję chyba od 20. roku życia, a jestem już sporo po 30. Zaczęło się niewinnie od jednego browara, potem były promocje, to kupowałam „na zapas”. Ten zapas nigdy nie przetrwał do dnia następnego. Piję „tylko piwo”, czasem miałam epizody z mocniejszym alkoholem, ale jakoś mi nie wchodził. W takim piwnym ciągu byłam non stop w pracy, w domu pobudka o piątej, do pracy, potem pierwsze co to piwo, a potem rozruch. Doskonale zdaję sobie sprawę, że mam ogromny problem. Czy próbowałam coś z nim robić? Absolutnie nie. Mózg człowieka jest niesamowicie pokręcony, a człowiek uzależniony znajdzie milion powodów, wymówek, wykrętów, by się napić. Jak dla mnie to wszystko dobre, co mnie w życiu spotkało, spotkało mnie pod wpływem. Teraz niestety nie z własnej woli jestem abstynentem. Być może zastanawiacie się teraz dlaczego, a może macie to w nosie, bo to tylko kolejne wypociny pijusa. Nie piję i raczej nie będę pić przez najbliższe kilka lat, a to z tej prostej przyczyny, że jestem w ciąży. Głupia nie jestem, swoje życie mogę sobie niszczyć, ale niewinnej istoty nie narażę na skutki picia w ciąży, a później wychowanie i opiekę w ciągu. Tęsknię za moim przyjacielem browarem, kiedyś jeszcze się z nim spotkam.

PS Gdyby ktoś się zastanawiał, czy ciężko było mi tak z dnia na dzień rzucić – sama się zdziwiłam, ale nie. Zero objawów odstawienia. A jak mam wielką ochotę (w te upały: królestwo za zimne piwo), to kupię sobie bezalkoholowe i gra gitara. Ale tysiąc razy się upewniam, czy 0% na pewno jest zero, bo z tym różnie bywa.

#xiYu0

Kojarzycie te filmiki, gdzie dziewczyna usuwa swojemu chłopakowi jakąś grę wartą gruby hajs i chłopak z nią zrywa? Szczerze? Nie dziwię się, bo... zrobiłam dokładnie to samo. Tak, zerwałam ze swoim chłopakiem, który zniszczył moje figurki funko-pop i nie tylko, które długo kolekcjonowałam i kupowałam za swoje własne zarobione pieniądze. Mam 27 lat, a z chłopakiem mieszkałam, odkąd miałam 22 lata. W saloniku miałam nieużywany regał chłopaka, na którym stały moje książki i figurki, które od czasu do czasu kupowałam za swoje pieniądze. Generalnie mieliśmy system – część mojej wypłaty + część jego na rachunki i budżet domowy, a reszta dla nas, na co chcemy. Mój chłopak nie jest ani graczem, ani kolekcjonerem. Jest typem „moje hobby to Netflix and chill”. No i spoko. Nie mam z tym problemu, ale dlaczego nagle on miał problem do mnie? Zaczęło się, kiedy moja kolekcja zaczęła się powiększać, a jak już kupiłam sobie figurkę limitowaną za ponad 200 zł, to był szał „przepierdalasz na taki badziew”. Jak moja kolekcja była w miarę mała i miałam jakieś 10 figurek, to nic nie mówił, a potem jak zapełniał się regał, to robił wywiad – „a za ile, a skąd, a po co, jak już tyle masz?”. A jak on kupuje trzy paczki fajek na tydzień, to jest OK? Mój „nałóg” mnie przynajmniej nie zabije. Ignorowałam, nie mówiłam, ile co kosztuje. Ale miarka się przebrała. Miałam w kolekcji kilka figurek z X-Men Marvel Comic Covers – wszystkie pootwierał z pudełek i poniszczył. Jak wróciłam z pracy, to zastałam go wkurzonego w kuchni, klnącego na kogoś ze swojej pracy czy znajomych. Nie wiem. Zrobiłam mu mentalny wpierdol, następnego dnia już byłam spakowana i pierwsze co wzięłam, to pudło z moimi figurkami. Wróciłam do rodziców do mojego starego pokoju. Figurki stoją na regale razem z książkami. Chłopak (już eks) zablokowany.

#FYmyR

W każdy dzień wywozu odpadów wyciągam i odstawiam kosze mojej starszej sąsiadce, która nie daje już sobie z tym rady. Robię to w taki sposób, żeby o tym nie wiedziała, ponieważ nie przepada zbytnio za moją osobą. W ten oto sposób ona jest zadowolona, że „mili panowie” zabrali jej kosze, a ja cieszę się, że komuś pomagam.

#fWTZ6

Mam jedno wstydliwe wspomnienie, które bardzo próbuję wyprzeć z pamięci, ale zawsze przypomina mi się w dziwnym momencie.

Gdy byłam uczennicą pierwszej klasy szkoły podstawowej, moim ulubionym zajęciem na przerwach było bieganie za chłopakami z wyższych klas i całowanie ich bardzo natarczywie. Chłopaki krzyczeli: „Wera całuśnica!” i uciekali, a ja leciałam za nimi i obsiewałam pocałunkami rękę, nogę czy co tam akurat dopadłam (bez brudnych myśli proszę, aż TAK walnięta nie byłam ;) ). Nie pamiętam kiedy i dlaczego przestałam.
Nie ożenili się z tą wariatką, a mój mąż i obecni znajomi nie mają pojęcia o mojej rozrywkowej przeszłości.

#sJ5Hd

Mam prawie 30 lat i denerwuje mnie to, jak moja rodzina stara się mnie kontrolować.
Nie mieszkam z nimi. Tak normalnie, kiedy chodzę do pracy, możemy nie kontaktować się ze sobą przez dwa tygodnie. Ale kiedy mam wolny dzień, weekend, jakiś wyjazd, dzwonią do mnie CODZIENNIE, skontrolować gdzie jestem i z kim.
Kilka razy już zrobili „akcję poszukiwawczą”, jeździli i mnie szukali, bo nie miałam zasięgu przez kilka godzin. Nie rozumieją, czemu się wściekam.
Doszło do tego, że kiedy jestem gdzieś poza zasięgiem przez pół dnia, włącza mi się uczucie niepokoju, że zaraz zobaczę 20 nieodebranych połączeń, tak jak wtedy.
Myślałam, że zaczyna mi się jakaś paranoja na tym punkcie, że mnie śledzą, że ktoś im donosi kiedy wyjeżdżam. Nawet rozmawiałam o tym z psychiatrą.
Chcę z nimi mieć normalny kontakt, raz na jakiś czas, a nie bać się bywać gdzieś poza pracą lub mieszkaniem, bo zaraz matka zadzwoni, a jak nie odbiorę, to wyśle kogoś, żeby mnie szukał.
Zaraz zaczynają mi się trzy tygodnie urlopu. Nikomu nie powiem, że go mam, żeby nie dostawać codziennie „kontrolnego telefonu”, jak to nazywa moja matka.

#TXYT1

Niedługo będę mieć 20 lat. Nadal nie potrafię zapamiętać całego alfabetu. Znam go tylko do połowy. Zawsze, kiedy gram z kimś w „państwa-miasta”, od połowy alfabetu wymyślam litery, których jeszcze nie powiedziałam. Próbowałam się nauczyć, ale za każdym razem zapominam. Boję się, że pewnego dnia ktoś zapytał mnie o alfabet, a ja nie będę potrafiła odpowiedzieć i zatrzymam się w połowie.

#gkEnV

W połowie czerwca zakończyła się moja współpraca z jedną firmą, ponieważ nie dostali kolejnych projektów. Facet, z którym współpracowałam, stwierdził, że we wrześniu, jeśli nadal czegoś nie znajdę, będzie miał dla mnie propozycję, bo z firmy X ktoś odchodzi i będą szukać osoby. Na początku sierpnia zadzwoniłam i stwierdził, że da mi znać do połowy września i żebym w tym czasie nadal czegoś szukała. Temat uznałam na ten moment za zakończony. 
Dwa dni temu dzwoni do mnie pan ze sklepu z bielizną, że szuka osoby na... staż bez gwarancji zatrudnienia. Pytam, skąd ma mój kontakt. Okazało się, że od pana A, który stwierdził, że na pewno będę zainteresowana. Powiedziałam, że dziękuję za propozycję, ale szukam czegoś innego. Potem się okazało, że z tamtej firmy jednak nikt nie odchodzi, a gość po prostu nie potrafił mi o tym powiedzieć. 
Poczułam się po prostu głupio. Gdybym taką propozycję dostała od koleżanki czy sąsiadki, to uznałabym to za chęć pomocy, ale od byłego szefa, który wcześniej zlecał mi poważne zadania, to brzmi jak złośliwość. Zwłaszcza że nie zapytał mnie najpierw o zdanie.
Dodaj anonimowe wyznanie