Kilka lat temu, czasy szkolne. Październik, więc na dworze coraz zimniej.
Miałem od kilku dni silny katar, więc chcąc się wysmarkać, parłem tak mocno, że zrobiłem kupę.
W szkole, na lekcji...
Mam siostrę bliźniaczkę. Jesteśmy identyczne. W każdym razie ja tak zawsze sądziłam. Wczoraj dowiedziałam się, że nasi znajomi rozróżniają nas jako „ta brzydka” i „ta ładna”. Zgadnijcie, która to ja...
Chciałabym tylko napisać, że niesamowicie denerwuje mnie, kiedy wśród osób na Facebooku ktoś zamiast imienia i nazwiska dzieli zamiast tego swoje imię na dwie sylaby typu Mar Ta albo Magda Lena. Tak samo nie rozumiem, dlaczego osoby w związku decydują się czasem na posiadanie wspólnego profilu i tak samo jak w poprzednim przypadku – w polu imię i nazwisko jest cały ciąg imion i dwa nazwiska. Jeszcze gorzej, jak wplatają tam jeszcze dzieciaki.
To wszystko. Cieszę się, że mogłam to z siebie wyrzucić.
Pracuję jako barmanka w jednym z większych barów w moim mieście. Niestety do naszych codziennych obowiązków należy mycie toalet na koniec zmiany.
Generalnie na porządku dziennym jest kradzież mydła, spłuczek czy podajników do papieru. Nic dziwnego też nie ma w tym, że raz na miesiąc ktoś zostawi bieliznę z brązowym pasem startowym w koszu na śmieci.
Jednak bardzo chciałabym pogratulować precyzji jednemu z panów. Naprawdę uważam, że to nie lada wyczyn zrobić kupę do plastikowego pojemnika na szczotkę do WC.
Ta majestatyczna kaka, idealnie dopasowana do owego miejsca, szyderczo leżała i czekała, aż ktoś z obsługi, uzbrojony w pięć par rękawiczek i skafander kosmity, wpuści ją do klozetu.
Jestem uzależniony od robienia sobie lewatyw.
Na pierwsze wagary poszedłem w ósmej klasie podstawówki na obiad do babci. Potem ze strachu przyznałem się wychowawczyni. Nie zawiadomiła moich rodziców, ponieważ stwierdziła, że dawno nie słyszała tak śmiesznego usprawiedliwienia.
Mam głos jak Stachursky. Jestem kobietą.
Na prezentacji na maturze z polskiego podpiąłem pendrive'a do telewizora, a ten z automatu otworzył pierwszy plik, jaki rozpoznał — filmik, który nagrywała moja dziewczyna podczas naszej zabawy w odgrywanie ról — odgrywanie ról polegało na tym, że ona była kamerzystką, a ja robiłem z siebie debila, udając, że rozmawiam z gumową kaczką. Maturę zaliczyłem na 90%.
Wychowałam się na wsi. Wieś jak wieś, każdy wie, babcie i mnóstwo zabobonów.
Historia wydarzyła się, jak miałam jakieś 6-7 lat.
Zima, śnieg leży. Późny wieczór, cała rodzinka, jak prawie każdego zimowego wieczora, gra w karty (358, tysiąc i te sprawy, kto grał, ten rozumie). Dom parterowy, nagle słychać kroki za oknem. Dosłownie słyszeliśmy skrzypnięcia kroków na śniegu (dom drewniany, stary więc wszystko słychać). Ojciec się podniósł i sprawdza, kto się po podwórzu kręci. Nie ma nikogo, ale kurde są ślady na świeżym śniegu, jakby ktoś przechodził. Ochota na grę odeszła. Tato zadecydował, że czas iść spać. Światła pogaszone. Każdy w swoim łóżku, ale czuć niepokój taty i mamy. Cóż, kazali nam spać, to leżymy i próbujemy spać. Tata spał w kuchni na wersalce, mama z naszą młodszą siostrą, a ja i starsza siostra w naszym pokoju. I tak koło północy słyszymy „stuk”, „stuk”, „stuk” – ktoś puka do okna trzy razy. Ja już spocona ze strachu, pierzyna na głowę i leżę. Tata wstaje, sprawdza, czy ktoś jest za oknem. No nic. Kładzie się z powrotem do łóżka. Wtem słychać, jak ktoś chodzi w przedpokoju. Moja decyzja: sprawdzić ponownie, czy nie ma dziur pod pierzynką, nawet ryzykując uduszenie się. Tata sprawdza ponownie. No nic nie ma. Wtem znów „stuk”, „stuk”, „stuk” w okno. No to już wszyscy byliśmy, że tak powiem, prawie w toalecie. I nagle kolejne trzy stuki, tym razem jakby ktoś uderzał w naszą kuchnię węglową haczykiem. I potem długa cisza. Wtem mama gada do taty: „Te, a kiedy ty ostatnio byłeś na grobie rodziców?”, tata na to: „Aaa, no nie wiem”. A mama na to: „To jedź jutro, bo pewnie posprzątać trzeba”.
Tato pojechał następnego dnia na cmentarz — znicze były porozwalane, bałagan naokoło grobu. Posprzątał i była cisza na długi czas. Od tej nocy zaczął jeździć regularnie na cmentarz.
PS Taty siostra miała podobną sytuację tej samej nocy.
PPS Wiem, że wszystko da się racjonalnie wyjaśnić, ale wtedy jako dzieciak prawie zrobiłam w majty.
PPPS Nie, nie poszłam do toalety, bo jak to kiedyś na wsi — była na zewnątrz. Przetrzymałam do rana.
Moja rodzina należy do tych praktycznych i oszczędnych, zawsze miałam telefon po mamie, a po mnie babcia. Miało to uzasadnienie w tym, że babcia z racji wieku miała trudności z nowymi technologiami, a telefonu używała rzadko. Jednym z tych telefonów był samsung z klapką, kolorowy wyświetlacz i nawet zdjęcia można było robić, dla babci trochę kosmos, ale ogarnęła podstawowe funkcje.
Pewnego dnia, a był to pierwszy kwietnia, prima aprilis, babcia długo nie odbierała telefonu. Gdy w końcu się udało, babcia wyjaśniła, że trudności z odbieraniem wynikały z tego, że ekran telefonu się „odwrócił i wszystko jest do góry nogami i są jakieś czarne paski”. Babcia nie załapała, że się zepsuł, a mama postanowiła wykorzystać sytuację. Wyjaśniła babci, że to taki primaaprilisowy żart od t-mobile. Babcia biedna wzięła to na poważnie i w te pędy wybrała się do punktu operatora, żeby „odwrócili z powrotem”.
Ale prawdziwym mistrzem okazał się konsultant w punkcie, który w kamienną twarzą oznajmił, że „jest to sygnał, że w ekranie telefonu kończy się tusz, że wystarczy go napełnić”. W okolicy nie było żadnego punktu napełniania tuszu, więc babcia wróciła do domu i zadzwoniła jeszcze raz poinformować nas, jak wyglądają sprawy.
Wieczorem wpadliśmy do babci z nowym telefonem, takim z dużym zapasem tuszu w ekranie...
Dodaj anonimowe wyznanie