#gcai2

Kiedy chodziłam do podstawówki, lubiłam sobie wyobrażać, że ktoś mi towarzyszy, że się mną opiekuje, przytula na dobranoc, słucha o moich problemach. Przybierał wtedy różne formy — raz był to dawno niewidziany wujek, innym razem anioł stróż.
Mając 15 lat, w mojej wyobraźni rolę wymarzonego towarzysza zaczęli przejmować prawdziwi ludzie: sympatyczny ksiądz uczący nas religii, kolega starszego brata. Później, w szkole średniej, niektórzy nauczyciele. Nie mam pewności, czy się w nich zakochiwałam. Nie wchodziłam z nimi w żadne podejrzane relacje, tylko wyobrażałam sobie, że mogłoby tak być. Bardzo kogoś takiego potrzebowałam, chociaż większość ludzi, którzy mnie znali, uważali, że świetnie sobie radzę sama. Tylko kilka uważniejszych osób widziało, że czegoś mi brakuje.
Miałam oboje rodziców, uprzedzając komentarze. Miałam też kilku chłopaków w moim wieku, ale wstydziłam się ich, nie czułam się przy nich zupełnie swobodnie, brakowało mi w nich czegoś.
Mając prawie 30 lat, poznałam mężczyznę po 50. To było to. Wszystko, czego potrzebowałam. Nie byłabym w stanie sobie wyobrazić lepszego wsparcia niż to, które on mi daje. Uskrzydla mnie w pomysłach, w przedsięwzięciach, w pewności siebie.
Tylko moi rodzice... wściekli się. Uważają, że zwariowałam. Że przestałam myśleć. Nijak nie mogę im wytłumaczyć, że to jest właśnie to, co mnie uszczęśliwia.

#TQ8bv

Jestem ze swoim chłopakiem ponad 2 lata, mieszkamy razem od miesiąca. Już od początku naszego związku był strasznie zazdrosny, ale z dnia na dzień zaczęło się to pogłębiać i być coraz bardziej męczące. Bardzo go kocham i jest najważniejszym człowiekiem w moim życiu. Ufam mu w 100%, jest przystojny, inteligentny, kończy prestiżową uczelnię, jest dobrze ustawiony, ma wysportowane ciało. Niczego mu nie brakuje, więc zazdrość mojego chłopaka nie wynika z niskiej samooceny, braku pewności siebie czy samoakceptacji.

Gdy wychodzę na miasto z koleżankami, jest mnóstwo telefonów, SMS-ów, pytań, podejrzeń. Nieustannie wymyśla i koloryzuje. Jeśli mu nie odpisuję, wtedy on pisze do moich koleżanek. Mam zakaz przebywania w klubach, barach i innych tego typu miejscach. Mój mężczyzna wpada w szał, trzęsą mu się ręce, skacze mu ciśnienie i nie może tego opanować. Zachowuje się, jakby był chory psychicznie. Kilka razy groził mi tym, że coś sobie zrobi. Uważa, że wszyscy mężczyźni się na mnie patrzą, podrywają, oferują drinki czy spotkania. Zabrania mi także dłuższych wyjazdów czy dobrze płatnej kilkumiesięcznej pracy za granicą. Jestem dziewczyną przeciętnej urody, ale on uważa inaczej, gdzie większość mężczyzn ma mnie, za przeproszeniem, w dupie. Owszem, dbam o siebie, nie jestem gruba, ale też nie wyglądam jak gwiazda. Swoje zachowanie argumentuje tym, że boi się, że poznam kogoś lepszego, gdy on planuje ze mną przyszłość. Ja z nim także planuję przyszłość i nie wyobrażam sobie życia z kimś innym.

Jestem młodą kobietą i potrzebuję trochę wolności i nie tylko spędzania czasu z nim. Mam przyjaciół, którzy nie lubią mojego partnera, ponieważ w sytuacjach gdzie jestem z nimi lub sama, zachowuje się niewyobrażalnie źle. Natomiast gdy jestem z nim czy z rodziną, jest cudownie. Kupuje mi kwiaty, prezenty, pomaga, opiekuje się, nosi na rękach. Jestem wtedy szczęśliwa, ponieważ daje mi dużo miłości.

Nie uderzył mnie nigdy ani nic z tych rzeczy, ale nie potrafię już dostosowywać się i ograniczać. Wmawia mi, że próbuje to zmienić, ale ciągle jest to samo i kompletnie nie mam pojęcia, co mam dalej robić. Chce z tym walczyć i zdaje sobie sprawę ze swojego problemu, lecz finalnie nic nie dało się z tym zrobić.

#F2ZoD

Jestem już dorosły, tak samo jak moje rodzeństwo. Gdy jestem u rodziców, a akurat są jacyś goście, znajomi, oni bardzo lubią podkreślać, jakimi wspaniałymi są rodzicami, jak bardzo pomagają dzieciom.
Ostatnie 10 lat rzeczywiście są dobrymi rodzicami, bardzo mi pomogli, jestem za to wdzięczny. Jednak jak tak się chwalą, co to oni nam nie dali, aż się gotuję od środka. Byli fatalnymi rodzicami. Ojciec pił, co tydzień robił awantury, wyzywał nas, rozwalał meble. Płacz i strach, nieodłączny element pijanego ojca, przez całe dzieciństwo. Jak chcieliśmy zwykłego batonika, jak to dzieci, to tylko na nas krzyczeli. Na alkohol dla ojca i papierosy dla matki zawsze były pieniądze.
Mam duży żal do matki, tylko ona mogła wpłynąć na ojca, żeby nie pił. Mam jednak wrażenie, że jej się to podobało, jak po każdej awanturze przez kilka dni chodził za nią, przepraszał, udawał kochającego męża.
Jak już dorośliśmy, mieliśmy dużo problemów w dorosłym życiu, a w dużej mierze były wywołane przez to, w jakim domu się wychowywaliśmy.
Jestem wdzięczny za pomoc, tylko irytuje mnie, jak oni mogą myśleć, że są dobrymi rodzicami. Jakby wymazali 20 lat awantur, pijaństwa, kłótni.
Na co dzień jestem pogodzony z tym faktem, to coś, co było, dobrze, że się zmienili.
Tylko to ich idealizowanie siebie... wtedy zapadam się od środka.

#nTljs

Mój ojciec jest byłym żołnierzem. Wszystko w jego domu musi być idealne, krzyczy na nas o bzdety, takie jak ustawienie butów, zostawienie brudnego noża na zlewie etc. Krzyczy na moje młodsze rodzeństwo często przy ludziach, nie raz podniósł na nie rękę. Jednak dzieciaki są w niego i tak zapatrzone, biegną do niego jak ćmy do światła. Tylko ja i mama z nim walczymy, żeby się zmienił, chociaż mama nie chce za bardzo być ostra (w końcu, jak mówi, musi z nim przeżyć jeszcze resztę życia, jak dzieci wyjadą na studia). Ja nie mam nic do stracenia, więc dbam, by dzieci wychowywały się chociaż trochę bardziej jak dzieci, a nie jak dorośli albo roboty. Nie wiem już jak z nim walczyć, żeby stał się dla tych dzieci kochającym i chociaż trochę bardziej wyrozumiałym. Bo to, że dziecko wyleje niechcący szklankę wody, nie powinno oznaczać dla niego kary i krzyku. Jestem coraz gorzej traktowana i mam coraz mniej pomysłów na obronę...

#kidiQ

Byłam grubym dzieckiem, taka prawda, i miałam wiele kompleksów. W pełnej chwil przestałam spotykać się z rówieśnikami, całe dnie siedziałam w moim pokoju, unikając wszystkich członków rodziny. To nie było tak, że nie próbowałam schudnąć – piłam litry wody, biegałam na bieżni, pływałam, robiłam jakieś treningi, jadłam mniej i pilnowałam ile kalorii, etc. Ale najgorsze było to, że rodzina na siłę chciała mnie wyciągać, grożeniem, że coś mi zabiorą, że będę mieć karę. Najgorsze uczucie było wtedy, gdy w końcu widziałam nawet małe efekty, byłam bardziej zmotywowana, ale wtedy pojawiała się moja rodzina. Mama z radą od „dietetyczki” mówiąca, że to dla mojego dobra, ciocia mówiąca, że się za mnie „weźmie”, babcia mówiąca, że skończę z chorymi kolanami od nadwagi... Aż się mi odechciewało wszystkiego. Częściej siadałam w pokoju, zajadając się słodyczami i płacząc cicho, myśląc nad zaczęciem głodowania się czy zwracania jedzenia, zamiast iść pływać czy pobiegać. A potem „To dla twojego dobra”, gdy rodzice zmuszali mnie do siedzenia z nimi i ich znajomymi na dworze, gdy czułam się zdołowana i chora. Ciągłe wytykanie wad. A to że miałam (i mam) rozstępy, a to że brzuch mi odstaje, a to że żadne spodnie nie pasują na moje uda... A potem się dziwili, dlaczego coraz częściej milczałam i unikałam każdego wyjazdu do rodziny.

Teraz siedzę z niską samooceną za każdym razem, gdy ktoś nawet żartem wspomni o mojej wadze, mimo że schudłam.

#T6HPp

Mam 22 lata i od kiedy pamiętam, byłam poniżana, wyśmiewana, obrażana. Otyłość była moją zmorą. I może teraz bym o tym nie pamiętała, gdyby większość przykrych słów nie padała z ust rodziny. Gdy zaczęłam dojrzewać, dołączył się szwagier. Tyle że on posuwał się do sprośnych tekstów, macania tam, gdzie nie trzeba. Mówiłam o tym rodzicom, ale oni zwalali winę na mnie, że nie mam do siebie dystansu, że to żarty. Tyle że potem bałam się relacji. Nawet z moim obecnym narzeczonym bałam się jego dotyku czy intymności. Kilka miesięcy urodziłam – rodzina się odwróciła, gdy się dowiedziała o ciąży. Po porodzie się uspokoiło, ale teraz jak mieszkamy z nimi, to mam wrażenie, że żyję w piekle na ziemi. Ciągle wytyki, że nie sprzątam, nic nie robię w domu, ciągle faceta do pracy wożę. Tylko im się nie da przetłumaczyć, że ciągle sprzątam, dokładam się do domu, żyjemy na trzy osoby z jednej pensji. Chce mi się płakać, bo teraz to mój własny ojciec pluje największym jadem na najmłodszą córkę, która zawsze była na każde polecenie. Chcę uciec, zostawić wszystko i zniknąć, przestać istnieć, bo to mnie przerasta…

#esNb0

Ostatnio zrobiłam awanturę swojemu chłopakowi, że nie pomaga mi w obowiązkach domowych. Myślałam, że to coś pomoże, że się wreszcie ogarnie i zacznie pomagać. Skoro oboje pracujemy, należy się równy podział obowiązków. 
Dziś się na mnie śmiertelnie obraził, bo jego rodzina wzięła moją stronę i go wyśmiała.
Skąd się dowiedzieli?
Bo poszedł się na mnie poskarżyć.
Teraz ma problem, że on ich zna całe życie i to jego bliscy, a ja jestem tylko dziewczyną, z którą jest od dwóch lat...
Muszę poważnie przemyśleć ten związek, skoro jestem „tylko”.
Dodaj anonimowe wyznanie