Moi rodzice mieli wiatrówkę.
To takie coś a'la karabin, tylko że na sprężone powietrze (info dla gimbusów). Strzela ołowianymi pociskami kalibru 4,5 mm.
Często strzelałem i miałem się za "snajpera". Kiedyś na działce dziadków, jak miałem jakieś 10 lat, zobaczyłem na drzewie, jakieś 50 metrów od domu, ptaszka. Pomyślałem, że jak go z tej odległości trafię, to jestem mistrzem. Otworzyłem okno, załadowałem, złożyłem się do strzału "z ręki" i wypaliłem.
Kto kiedyś strzelał z wiatrówki ten wie, że na taką odległość pocisk leci wuj wie gdzie i dosyć długo. Więc po strzale ptaszek stoi sobie na tej gałęzi jak stał i już mi się głupio zrobiło, że w ogóle do niego strzelałem, aż tu fajt... spadł.
Tego uczucia nie da się opisać. Zapłakany pobiegłem pod drzewo, zgarnąłem ptaszka i nie wiedząc jak ukryć zbrodnię, wyrzuciłem go w krzaki za płotem. Do dzisiaj pamiętam, że trafiłem go dokładnie w główkę. Czułem się mordercą jeszcze przez kilka tygodni.
Mieszkam w jednej z wsi na Podhalu, nie jestem rodowitym góralem, pojechalem po prostu tam za żoną. Nie miałem z tym problemu bo lubie góry, czesto je odwiedzałem, słyszałem różne historie o góralach że pogoń za forsą, walenie wódy etc.
Nie myślałem ze az tak.
Jeden ma furę za 200 tysi, to drugi zeby być lepszym kupi sobie za 250, a trzeci zeby byc lepszym od pierwszego i drugiego kupi za 300.
I tak sąsiad musi byc lepszym od drugiego, brat od brata, a czasem nawet syn od ojca.
Druga perełka to picie na umór i przyjmowanie bardziej lub mniej legalnych specyfików.
Jako ze raczej stronie od alkoholu i wszelkich używek - nie pijesz to jesteś kosmitą, normalnie z innej planety.
Brak jakiejkolwiek charakterności wsrod tych ludzi, poczucia własnej wartości, byleby sie przypodobać, wleźć w d... komu trzeba mimo ze sie tej osoby szczerze nienawidzi i życzy mu jak najgorzej.
Jak próbuje z żoną rozmawiać na ten temat to tylko wzrusza ramionami i rzuca tekstem "no to co".
Więc wedlug mnie to nie są wspaniali, charakterni górale tylko pazerni, egoistyczni i niekonsekwentni ludzie dla których jest ważny tylko i wyłącznie własny tyłek.
Pierwszy klient, jakiego przyjąłem jako freelancer, wściekł się na mnie i rzucił we mnie, dosłownie rzucił we mnie komórką. Zostałem "wolnym strzelcem", bo szef w ostatniej firmie często się na mnie wściekał i rzucał we mnie rzeczami...
Od czasu do czasu kupuję sobie kupon totolotka. Wyniki sprawdzam dopiero po kilku dniach. W tym czasie wyobrażam sobie, że już za chwilę będę milionerem.
Bylem w sobotę na cmentarzu, wracając przejechałem przez wioskę, w której sie wychowałem.
Wyprowadziłem sie z niej ponad 20 lat temu, mając 18 lat i moją uwagę przykuło jak wiele się tam pozmieniało. Rzuciło mi sie w oczy ogromne rozwarstwienie majątkowe widoczne po domach. Niektóre popadły w ruinę, a widać, że ludzie wciąż w nich mieszkają, niektóre zamieniły sie w pałace, było też sporo nowych wybudowanych.
Najgorszą jest myśl, że gdybym nie wyjechał skonczyłbym w tej ruinie, pewnie z jakąś byle jaką pracą w pobliskim miasteczku i dalej byłbym dla innych popychadłem i pewnie 40-sto letnim kawalerem rodem z chlopaków do wzięcia.
Wyprowadzka z tego miejsca i od tych ludzi to najlepsze co mnie w życiu spotkało.
Wiecie jak to jest być wychowywanym przez osobę, która was nie chciała? A żyjecie tylko dlatego, że aborcja jest nielegalna?
Z przyjemnością wam opowiem, po dwudziestu pięciu latach swojego życia mogę to bez problemu opisać.
Mój ojciec zostawił nas jak miałam rok, byłam klasyczną wpadką, której niestety nie można było usunąć.
Od małego byłam ofiarą przemocy psychicznej, czasem i fizycznej, byłam popychana, bita, szykanowana.
Dochodziło do sytuacji gdy miałam niedowagę, było mi słabo, a w domu zabierano mi talerz sprzed nosa "bo tylko żresz, grubasie".
Czy wtedy rozumiałam dlaczego mama mnie nie kocha? Nie.
Po prostu odkładałam drobne od dziadków, którzy udawali, że nic nie widzą i kupowałam sobie jedzenie, które chowałam pod meblami, żebym mogła choć raz dziennie zjeść coś w spokoju.
Całe życie byłam zbyt gruba, później za chuda, za głupia, zbyt dużo mówiłam.
Co bym nie zrobiła, słyszałam tylko krytykę, aż popadłam w bulimię, nerwicę i na koniec w depresje zwieńczoną myślami samobójczymi.
Bulimia? Od 14 roku życia.
Nerwica? Może 12 lat miałam, może mniej.
Depresja i myśli samobójcze? Około 13 - choć nazwałam to dopiero po wizycie u specjalisty w wieku 20 lat.
Nienawidzę każdego dnia swojego życia, każdy jest dla mnie jak spacer w ogniu, nie potrafię zaufać, choć gdy kocham, to całą sobą. Po prostu daję od siebie najwięcej tego, czego nigdy nie dostałam...
Z perspektywy czasu naprawdę żałuję, że się urodziłam.
Gdy byłem w liceum, moja nauczycielka angielskiego robiła nam na lekcji ćwiczenia ze słuchania połączone ze słownictwem. A mianowicie podawała każdemu tytuł piosenki, przez 15 minut mogliśmy jej słuchać, każdy na swoim telefonie przez słuchawki, zapisując jej przetłumaczenie w zeszycie.
Dzień przed tymi ćwiczeniami moja siostra słuchała muzyki, a dokładnie Michaela Jacksona. Każdy wie, jak śpiewa Michael. Niewyraźnie i wymyśla swoje słowa. Pomyślałem sobie, że zobaczę tłumaczenie tej piosenki, bo kto wie, czy jutro mi się nie trafi, ale że z natury jestem leniwy, to tego nie zrobiłem.
Tak, następnego dnia nauczycielka podała mi dokładnie tytuł piosenki, której słuchałem wczoraj. Dostałem 3.
Dzięki, Michael.
Niezwykle pociąga mnie inteligencja u mężczyzn. Może brzmieć jak gadka-szmatka, ale nic mnie tak nie rozgrzewa jak facet, który ma fioła na punkcie jakiegoś naukowego tematu i jest w stanie godzinami o tym mówić.
Podobają mi się takie nerdy - mogą mieć nawet masę pryszczy i rozmiar wieloryba, ale jeśli są w stanie zrobić mi interesujący wykład, to umówię się z nimi na randkę od zaraz.
A teraz przejdę do sedna - niedawno uzyskałam tytuł inżyniera. Pisałam pracę pod okiem prawie 70-letniego profesora, który był pasjonatem swojej dziedziny. Niesamowity człowiek, uczył znienawidzonego przedmiotu, kosił studentów jak profesjonalista, a mimo to nikt nie wypowiadał się o nim niepochlebnie - bo taką miał wiedzę i taki miał dar jej przekazywania.
Za każdym razem, jak szłam z nim konsultować pracę, to po wizycie spędzałam kilka minut w łazience, żeby uspokoić nerwy. Przypomniałam sobie, jak opisywał mi lektury, jak wspólnie omawialiśmy problemy i tak dalej.
A pewnego dnia dał mi swój numer. Żebym mogła się konsultować - widać było, że lubi ze mną rozmawiać (ja również uwielbiam moją dziedzinę nauki) i fajnie nam się omawiało moją pracę.
I wiecie co? Konsultowałam się bardzo często. Zawsze robiłam sobie listę pytań, jakieś tematy rozmowy, zaznaczałam fragmenty pracy, żeby pytać, czy to jest dobrze napisane i tak dalej ... A prócz tego ubierałam seksowną bieliznę, malowałam się i tak przygotowana zasiadałam do rozmowy.
Słuchając, jak wyjaśnia mi poszczególnie zagadnienia, przeżywałam najlepsze orgazmy swojego życia.
Obrona była w lutym, czas mija, poznałam paru chłopaków ... Ale wciąż tęsknię za tym profesorem. I wstyd mi przyznać (a może i wstyd dla moich byłych partnerów), ale nie wiem, czy jeszcze kiedyś będzie mi tak wspaniale jak wtedy, kiedy słuchałam jego wywodów przez telefon...
PS. Parę jego wykładów znalazłam w internecie, więc czasami sobie je oglądam. To dla mnie jak najlepszy film pornograficzny. Ale wiadomo, pornografia nie zastępuje prawdziwych przeżyć ;)
W moim mieście jest rzeźba w kształcie penisa.
Autorka uważa, że to czajnik.
Jak jestem w wannie, to odchylam głowę do tyłu, by miziać się włosami po tyłku.
Wspaniałe uczucie.
Dodaj anonimowe wyznanie