Moja mama często coś gubi i nie może znaleźć. Zazwyczaj jest to telefon albo okulary. Chcąc być dobrą córką, pomagam jej w poszukiwaniach.
Pewnego razu mama zgubiła okulary i jak zwykle poprosiła mnie o pomoc. Przeszukałyśmy cały dom. Mama znalazła nawet książkę, którą zgubiła tydzień temu, ale okularów nie było. Po półgodzinnych poszukiwaniach zrobiłam się głodna. W celu wybrania czegoś do jedzenia otworzyłam lodówkę. Na pierwszej półce od dołu leżały sobie okulary mojej mamy.
Uśmiałyśmy się chyba tak jak nigdy.
Jestem fanką tatuaży. Mam ich sporo na ciele i nie zamierzam z tym kończyć, czuję się z tym dobrze. Ciekawi mnie natomiast fakt, że jest wiele osób, którym jest z tym źle i które nie potrafią zaakceptować tego co robię ze SWOIM ciałem.
Moja koleżanka ze studiów na wieść o tym, że po raz kolejny idę pod igłę, zareagowała oburzeniem i bulwersem. Dziwiła się, jak pójdę do ślubu, co powiedzą moje dzieci w przyszłości i dlaczego niszczę sobie skórę. Uniosła ton i zaczęła się tym szczerze przejmować, można powiedzieć, że prawie wyszła z siebie. Nie odpowiedziałam na żadne z jej pytań i zarzutów, zamiast tego grzecznie podziękowałam za „rozmowę” i odeszłam, uniemożliwiając jej kontynuowanie przedstawienia.
Nie krytykuję kobiet, które mają przyczepione jakieś szczotki do oczu i myślą, że to jest ładne. Nie mówię nic, gdy znajoma przytula mnie na przywitanie i moja biała koszulka przybiera kolor jej „opalenizny”. Nie krzyczę głośno, że czerwone, plastikowe, długie na 5 cm sztuczne paznokcie wyglądają karykaturalnie i przerażająco. Nie zostawiam obraźliwych komentarzy pod zdjęciami gołych tyłków na Instagramie. Bo PO CO? Co mnie interesuje to, co ktoś robi ze swoim ciałem? No nic. Gdyby tak każdy zajął się sobą, wiecie jak by nam się wszystkim lepiej żyło? Pilnowanie swojego tyłka to świetne zajęcie! Polecam tym, którzy jeszcze nie zaczęli.
Moja dziewczyna nie miała w sobie dość odwagi, więc informację o tym, że mnie zdradziła, wysłała mi w wiadomości tekstowej. Kiedy się z nią spotkałem, chyba zaczęła żałować, że to napisała i zaczęła się tłumaczyć, że to jej współlokatorka zrobiła jej żart i wysłała tę wiadomość i że to wszystko nieprawda.
Ona nie ma współlokatorki.
Jako świeżo upieczony absolwent szkoły średniej postanowiłam dorobić sobie w wakacje. Jako że poza pracą w znanej wszystkim „restauracji” doświadczenia nie miałam żadnego, znalazłam ogłoszenie dotyczące budki z lodami w firmie prywatnej pod szyldem znanej firmy sprzedającej lody. Zadzwoniłam, kilka dni później odbyłam „szkolenie”.
Realia są takie: maszyny są brudne i zepsute, rozmrażają się i zamrażają po tysiąc razy w ciągu dnia, lody w zamrażalniku się topią, w lodach gałkowych znalazłam kilka razy włosy. Najgorsze są lody włoskie i świderki. Otóż okazuje się, że lody, które nie wyjdą, pracownicy mają wrzucać do wiadra, gdzie się roztopią i znowu wlewać do maszyny. A potem takie znowu zamrożone lody sprzedać klientowi. Szczytem wszystkiego jest to, co zaczynając pierwszą zmianę trzeba zrobić. A mianowicie nastawić maszynę z trybu nocnego na tryb dzienny, spuścić tę starą masę lodową i wlać znowu. Może się nie znam, ale po mrożeniu mieszanki na noc i czyszczeniu maszyny powinno się wlać nową, czyż nie?
Nie dość, że lody ponownie zamrażane, to z jakimś syfem z czyszczenia.
W tej cudownej firmie już nie pracuję, bo nie chcę nikogo otruć i budki z lodami omijam szerokim łukiem. „Oszczędność” właścicieli przekonała mnie, że lepiej jest kupować sprawdzone niż syf.
Jestem w wieku dorastania. Ostatnio znacznie urosły mi piersi, tyłek itd. Od tego czasu mój ojciec dziwnie się zachowuje. Niby to przypadkiem dotknie mnie za tyłek lub klepnie dla śmiechu, ale ja wtedy czuję się niekomfortowo. Mówiłam mu to już wiele razy, ale on nie słucha. Ostatnio nawet parę razy wlazł mi do łazienki, jak się myłam. Za pierwszym razem dobra, OK, rozumiem. Ale nie kilka razy! Staram się myć, jak nie ma go w domu albo gdy śpi. Jednak boję się, że posunie się dalej. Nie mam komu z tego się wyżalić i nie wiem, co robić, może jakieś rady?
Po przeczytaniu historii dziewczyny, która w sposób kulturalny i zaskakujący uporała się z hejtem na jej nadwagę podzielę się swoją.
W szkole podstawowej byłem mały, gruby i zakompleksiony. Bardzo mocno dokuczał mi starszy "kolega" do tego nakręcał jeszcze swoje towarzystwo. Przez pół podstawówki miałem mega problem z nim. Sporo krzywdy mi zrobił. Próbowałem z tym walczyć, prośbą, groźbą, szukałem pomocy u starszych. Nie pomogło.
Na moje szczęście po kilku latach wyjechał z rodzicami za granicę i moje problemy się skończyły.
Wyrosłem z otyłości, nabrałem siły mięśniowej i pewności siebie.
I zupełnie przez przypadek po kilku latach go spotkałem.
Nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło, ale zamiast się przywitać wysłałem go do szpitala.
Cudem uniknąłem wtedy konsekwencji prawnych za poważne pobicie.
Spodziewam się sporego hejtu za ten wyczyn...
Mam to gdzieś. Bo nie żałuję tego co zrobiłem.
Na szczęście tylko jeden raz w życiu wtedy użyłem w ten sposób siły fizycznej i agresji.
Czasem zastanawiam się, czy nie jestem osobą chorą psychicznie albo w jakiś sposób upośledzoną. Wszystko przez to, że już w przedszkolu traktowano mnie jak powietrze. Najpierw przedszkole, potem podstawówka i w końcu gimnazjum. Nikt ze mną nie rozmawia, chyba że musi.
Nauczyciele tego nie zauważają, albo nie chcą zauważyć. W domu mówię, że jest dobrze, bo nie chcę nikogo martwić. Pomimo to każdej nocy zasypiam z pytaniem - Co jest ze mną nie tak?
Drodzy Anonimowi, często czytacie tu wyciskacze łez, historie o gwałtach i odkopywaniu psów z patologią. Dziś będzie dość optymistycznie o wyciąganiu (xD) samych dobrych rzeczy z nawet najbardziej parowych sytuacji. Moje pierwsze analne przygody zaczęły się od egzaminu na prawo jazdy. Ale od początku.
W te wakacje postanowiłam wreszcie spiąć poślady i zdać wreszcie egzamin na prawko. Większość znajomych od dłuższego czasu już woziło się po mieście, a ja nadal skazana byłam na łaskę ZTM-u. Kalkulując korzyści, zapisałam się i z powodzeniem ukończyłam kurs w jednej ze szkół jazdy. Wtedy dopiero zaczęły się schody.
Najbliższy WORD, w którym miałam zdawać testy, położony był dobre półtorej godziny, pełnej przesiadek, jazdy od mojego miejsca zamieszkania. Reasumując, na egzamin teoretyczny musiałam zarezerwować sobie czas do południa, co dla mnie, jako osoby pracującej, było naprawdę sporym wyzwaniem. Dlatego przez bite dwa tygodnie dzień w dzień trzaskałam test za testem, żeby tylko dostać te 68 punktów. Egzamin już opłaciłam przez internet. W pracy wybłagane zwolnienie, wszystko pięknie. Z jednym wyjątkiem. W wieczór przed egzaminem dopadło mnie straszne zatwardzenie. W brzuchu i jelitach bulgotało mi cały czas, jak na jakiś radioaktywnych bagnach. Przez ciągle odgłosy chlupotania nie mogłam się w ogóle skupić na powtarzaniu. Siedziałam na sedesie dobre czterdzieści minut, myśląc o skrzyżowaniach równorzędnych i drogach ekspresowych. Męczyłam się niemiłosiernie.
Wizja pisania testu w akompaniamencie mojego brzucha, a tym bardziej pobrudzenia zbroi i oblania egzaminu była tak straszna, że do głowy zaczęły przychodzić mi już naprawdę dziwne rzeczy xD
Przypomniało mi się wyznanie o tym, jak ojciec wyciągnął kupę z chłopca. Będąc w stanie czystej desperacji przyniosłam z kuchni plastikową torebkę śniadaniową, żeby było co nieco higieniczniej. Sugerując się obejrzanymi filmami gejowskiego porno i własną wyobraźnią postanowiłam się profesjonalnie rozciągnąć. Wyszło. Dosłownie i w przenośni.
PS Egzamin zdałam, tylko później przez następne dni bolały mnie cztery litery.
Czy można oszaleć z miłości? Chyba tak...
Jestem z narzeczonym od 7 lat i ostatnio odkryłam, że coś jest nie tak, przejrzałam telefon i znalazłam, że pisze czule z inną. Chłop sam się przyznał, że ma depresję i kryzys emocjonalny (widać to), twierdzi, że dalej mnie kocha, nie pozwala mi odejść, ale z niej też nie potrafi zrezygnować twierdząc mi, że z nią jest jak z psychologiem i ona mu pomaga, a jej pisze że ze mną już dawno koniec, że jest tego pewny, jest jeszcze tutaj bo wspólne mieszkanie itd... Robi w konia i mnie, i ją ponieważ dziewczyna robi sobie nadzieję bo jest po drugiej stronie i nie widzi tego wszystkiego tylko to co on jej powie.
Nie wiem czy odejść i dać mu czas czy być i wspierać bo wiem, że to choroba.
Korespondowałam kiedyś z pewnym facetem przez jakieś pół roku. Jako że nie mam przyjaciół, przywiązałam się do niego, mimo iż ta znajomość istniała wyłącznie online. Po jakimś czasie facet zaczął mnie „dawkować”. Zamiast rozmowy przypominało to „dziś dostaniesz tylko cztery wiadomości”, „dziś dostaniesz tylko dwie wiadomości”. Znosiłam to, bo mi zależało. W tym samym czasie on zniechęcał mnie do wszystkich, udając wsparcie. W końcu nie wytrzymałam i pokłóciliśmy się, powiedziałam wprost, jak się czuję, ale on niezbyt się przejął. Gdy emocje opadły, chciałam jeszcze raz porozmawiać. Wiecie, co usłyszałam? Że mam mu płacić 500 zł miesięcznie po to, by dalej ze mną rozmawiał... Nie pamiętam kiedy wcześniej aż tak płakałam. Poczułam się jak śmieć. Oczywiście zerwałam z nim kontakt, ale było mi bardzo trudno wrócić do codzienności. Cwaniaczek chciał ustawić się moim kosztem.
Dodaj anonimowe wyznanie