#ESpt2

Jako świeżo upieczony absolwent szkoły średniej postanowiłam dorobić sobie w wakacje. Jako że poza pracą w znanej wszystkim „restauracji” doświadczenia nie miałam żadnego, znalazłam ogłoszenie dotyczące budki z lodami w firmie prywatnej pod szyldem znanej firmy sprzedającej lody. Zadzwoniłam, kilka dni później odbyłam „szkolenie”.

Realia są takie: maszyny są brudne i zepsute, rozmrażają się i zamrażają po tysiąc razy w ciągu dnia, lody w zamrażalniku się topią, w lodach gałkowych znalazłam kilka razy włosy. Najgorsze są lody włoskie i świderki. Otóż okazuje się, że lody, które nie wyjdą, pracownicy mają wrzucać do wiadra, gdzie się roztopią i znowu wlewać do maszyny. A potem takie znowu zamrożone lody sprzedać klientowi. Szczytem wszystkiego jest to, co zaczynając pierwszą zmianę trzeba zrobić. A mianowicie nastawić maszynę z trybu nocnego na tryb dzienny, spuścić tę starą masę lodową i wlać znowu. Może się nie znam, ale po mrożeniu mieszanki na noc i czyszczeniu maszyny powinno się wlać nową, czyż nie?
Nie dość, że lody ponownie zamrażane, to z jakimś syfem z czyszczenia.

W tej cudownej firmie już nie pracuję, bo nie chcę nikogo otruć i budki z lodami omijam szerokim łukiem. „Oszczędność” właścicieli przekonała mnie, że lepiej jest kupować sprawdzone niż syf.
karlitoska Odpowiedz

Pracowałam kiedyś chwilę w takiej budce i nie odwalaliśmy takiego syfu - codziennie świeża mieszanka była robiona, to co nie wyszło szło do wywalenia, a maszyny były dziennie płukane. Także nie wszędzie jest tak zle.

Dodaj anonimowe wyznanie