#iWbz7

Mam dość swojej teściowej i to nie jest tak, że wszystkie kawały świetnie do niej pasują, bo jest fajna, można z nią pogadać itd., ale zabiera mi narzeczonego i jest nieporadna życiowo. 
Ojciec narzeczonego umarł parę lat temu i teraz teściowa mieszka sama, kilkaset metrów od nas. Nic nie potrafi załatwić, nawet wypełnić druczka z rachunkiem, aneks do umowy, cholernie ważny, żeby uniknęła płacenia kary, znaleźliśmy pomiędzy starymi gazetami, dobrze, że chociaż umie włączyć pralkę i coś sobie ugotować.
Pracuje w zawodzie bardzo blisko lekarskiego, jedyne co bierze na ból pleców to maść, którą trzeba się codziennie smarować, no i oczywiście narzeczony po pracy od 7 do 18 musi tam jechać i to zrobić. W międzyczasie oczywiście przypomina się jej pierdylion rzeczy, które on jeszcze musi dla niej zrobić, w efekcie jak narzeczony wraca do naszego mieszkania, to jest 21, więc myje się, jakaś kolacja i spać.
Każdy zaplanowany wyjazd ona potrafi opóźnić o 2-3 godziny. Powiemy, żeby była gotowa na 9, to może się do 11:30 wyrobi, albo go odwoła o 12, bo „teraz to już za późno, jedźcie sami”. To samo tyczy się z naszymi wyjazdami – narzeczony okłamuje ją na każdym kroku, nie powie, że byliśmy sami za miastem, bo jej będzie przykro. Nawet nie powie prawdy o obiedzie, bo dla niej domowy hamburger to nie obiad i będzie się darła, że jak tak można jeść. Jej hipokryzja też mnie wkurza. Ma w domu burdel i dosłownie wszędzie jest warstwa kurzu, w kuchni z kratki wentylacyjnej wiszą całe kłębki tuż nad kuchnią, ale jak w samochodzie, którego my używamy na co dzień, zobaczy pyłek, to panika jakby normalnie nie wiem gdzie wsiadła.  

Mam jej dość i zdarza mi się marzyć, żeby coś jej się stało albo żeby narzeczony się do niej przeprowadził i chociaż miałabym spokój z czekaniem na niego po kilka godzin z obiadem czy żeby się przytulić, bo po pracy mówi, że jedzie do naszego mieszkania, a w trakcie drogi okazuje się, że jednak teściowa ma jakieś plany i trzeba jej pomóc, bo sama sobie nie poradzi. Czasem już brakuje mi cierpliwość i siły, żeby to znosić. Jej nieporadność też mnie wkurza, nie potrafi za dużo oszczędzić, a zdarza się, że potrafi jedzenie kilogramami wyrzucać, bo jak kupowała, to miała ochotę, ale potem jej przeszło, no i oczywiście płacz i dramat, bo ona pieniędzy nie ma i wiecznie bieduje. Jak ktoś ma za mało pieniędzy, to raczej nie kupuje samochodu prosto z salonu (tak się zdarzyło parę lat wcześniej), a potem płacze, bo nie ma na nic pieniędzy. 

Nie oczekuję rad ani tym bardziej poleceń, żebym szła do psychologa i „rozmowa mi pomoże”. Nie chcę też rozmawiać o tym z narzeczonym, bo to w końcu jego mama i staram się rozumieć, że chce się nie zająć na starość trochę, ale czasem nie daję z tym rady.
KarolinaPoludniowa Odpowiedz

Skoro nie chcesz rad, to tylko zauważę, że na własne życzenie pakujesz się w toksyczny trójkąt, a z czasem będzie jeszcze gorzej.

Nocturno Odpowiedz

Nie jest nieporadna tylko wyrachowana i doskonale wie co robi. To nie Ty powinnaś iść do psychologa tylko Twój facet. I jak się ogarnie to wtedy niech wyśle mamuśkę

anonimowe6692 Odpowiedz

Mówisz, że teściowa pracuje, czyli nie jest jeszcze na etapie, który by tłumaczył taką nieporadność życiową. Ja bym na Twoim miejscu jednak porozmawiała z narzeczonym, bo podejrzewam, że jego też to męczy, a teściowa wykorzystuje sytuację. Ograniczcie pomoc do minimum - możecie jej pomóc ogarniać rachunki, ale to jest raz w miesiącu, nie codziennie. Codzienne smarowanie pleców to cos z czym faktycznie może mieć problem, ale tu sama możesz odciążyć narzeczonego, jeśli pracujesz krócej niż on. Przyjechać do teściowej, nasmarować jej plecy, od początku podkreślając, że przyjeżdżasz tylko po to, bo musisz lecieć gdzieś dalej, bo masz spotkanie w pracy/jakieś zajęcia dodatkowe/musisz zdążyć zrobić zakupy. Aż w końcu się przyzwyczai, że wpadasz tylko posmarować jej plecy, nic więcej. Z resztą powinna sobie radzić sama, skoro jest zdolna do pracy. Nie możecie jej zostawić ze wszystkim całkiem samej, ale musicie postawić granicę między pomocą a wykorzystywaniem.

Torototo Odpowiedz

To nie jest normalne zachowanie! Nie jest normalna relacja z matką, ani normalny związek z narzeczonym.
Jasne, że to matka ale ona się Wam wpierdala. Do ustalenia macie zasady kontaktu, pomocy, godzin (komfortowe dla Was obojga, by nie niszczyły związku), narzeczony niech znajdzie jaja i przekaże te ustalenia mamie.
Jeśli z narzeczonym będziesz miała problem ustalić tak poważną kwestię, zastanów się, czy chcesz takiego małżeństwa. I nawet dziecko go nie utrzyma przy Tobie, tylko poleci prędzej do mamy.

Duszka1 Odpowiedz

Twój narzeczony został rodzicem własnej matki.

Poza tym... jak to nie chcesz z nim rozmawiać? Skoro jest narzeczonym, to zakładam, że planujecie dalsze wspólne życie. Jak chcesz z nim je spędzić skoro już teraz unikasz trudnych tematów? Przecież im dalej w las, tym więcej tego typu osobistych i niewygodnych problemów będzie się pojawiać. Jeśli czy Ty czy Twój narzeczony będziecie prowadzić politykę "na takie tematy nie rozmawiamy" to w pewnym momencie nawarstwi się tego tyle, że zginiecie pod ciężarem tłumionych emocji, skrywanych wyrzutów, niewypowiedzianych pretensji, przemilczanego bólu i gniewu. Może warto potraktować tą sytuację jako pierwszy krok do nauki rozmów na trudne tematy. Siadasz razem z nim bez bodźców rozpraszających Waszą uwagę, uzewnętrzniasz wszystkie swoje niepokoje tak jak tu teraz, przedstawiacie swoje punkty widzenia i naradzacie się jak rozstrzygnąć sporne kwestie. Grunt to umiejętność stawiania granic i dalsza konsekwencja w przestrzeganiu tego. Może coś w stylu, że odwiedza ją dwa razy w tygodniu i w tym czasie pomaga ogarnąć wszystkie jej sprawy i ani dnia więcej? Jeśli ma jakieś problemy zdrowotne to może opłacicie jej coś w stylu codziennej wizyty opiekunki/asystentki/pielęgniarki, która by jej tą maść na plecy nałożyła? Myślę, że to wyjdzie Was taniej niż te wszystkie zszargane nerwy.

CzarnaKrowa09

Bardzo się z tym zgadzam. Trudny temat w dojrzałym związku nie powinien oznaczać awantury, tylko szczerą rozmowę.

Torototo Odpowiedz

I absolutnie nie ma takiego wzywania synka na już, z wyjątkiem bardzo ważnych spraw (choroba, wypadek itp). Cokolwiek do zrobienia, ma być zaplanowane z wyprzedzeniem.
Takie nagłe rozbicia Waszych planów są stresujące, nie może być takich sytuacji.

Dodaj anonimowe wyznanie