#e5kJy

Opowiem wam o największym obciachu, który mnie w życiu spotkał. Od teraz wiecie o tym tylko wy i mam nadzieję, że gdy już się wygadam, to nie będę czuł tego ogromnego poczucia żenady. Lecimy!

Miałem dziewiętnaście lat. Właśnie wracałem z uczelni, gdy zadzwonił do mnie jakiś nieznany numer. Odebrałem. Telefonował pan dyspozytor z komisariatu policji. Powiedział, że moi rodzice trafili do aresztu na 24 godziny i że mogę przynieść pod podany adres jakieś ubrania dla nich. Nie wiedziałem, o co chodzi. Przecież moi rodzice to wykształceni, wzorowi obywatele. Mój tata to właściciel dużej firmy. Popala czasem, ale zawsze robi to tak, aby nikt go nie nakrył. A mama to dyrektorka liceum i słynie ze swej nienagannej reputacji!
Wszedłem do domu, wziąłem jakieś ciuchy i poszedłem na komisariat. Moi rodzice siedzieli w celi, przykryci jakimiś kocami. Oboje byli nadzy!

Dopadłem jednego z policjantów i kategorycznie zażądałem wyjaśnień. „Ech, młody. Nie wiem, czy chcesz to wiedzieć” – westchnął gliniarz. Chciałem! I teraz żałuję.
Drodzy Anonimowi. Moi rodzice trafili na dobę do aresztu, musieli zapłacić karę i odbyć 50 godzin prac społecznych po tym, jak zostali zatrzymani na seksie w parku. W biały dzień, ukryci za jakimś krzaczkiem. Do dziś czuję spory niesmak...

#NhTBC

Moja kobieta po raz kolejny skutecznie odebrała mi chęć do jakichkolwiek romantycznych inicjatyw. Mam teraz dołek finansowy, a w mieszkaniu nie mam nawet krzeseł, ale pomimo tego chciałem coś zorganizować na mikołajki, wiec rozłożyłem na ziemi dwie poduszki do siedzenia, zrobiłem prowizoryczny stół z koszyka na bieliznę i postawiłem tam wino, dwa kieliszki, świeczkę, czekoladki i ugotowałem nam posiłek. I dostałem zje...y, że ona nie ma już 15 lat i nawet z winem nie trafiłem w jej gust. Później była jeszcze zdziwiona, o co mi chodzi i czemu się nie odzywam. Nie chce się nic.

#btDeU

Mieszkam za granicą. Niedawno w mojej szkole było obchodzone Halloween. Z tej okazji ja i moje przyjaciółki przebrałyśmy się, a w czasie lunchu robiłyśmy sobie zdjęcia.
Nagle podszedł do nas czarnoskóry chłopak, którego żadna z nas nie znała i spytał, czy może sobie z nami zrobić zdjęcie. Jako że żadna z nas nie chciała mieć zdjęć z kimś obcym i było to widać po naszych minach i zachowaniu, to ja grzecznie odparłam, że czujemy się niekomfortowo, robiąc zdjęcia z nieznajomymi. Co usłyszałam? Że jestem rasistką...
A mnie naprawdę nie obchodzi to, jak ten koleś wygląda. Zwyczajnie nie chcę pozować z obcymi mi osobami. I niech mi ktoś powie, że rasizm wobec białych nie istnieje, a każdy biały to rasista. No, bo doprawdy...

#LpWiA

Kilka lat temu mój rok zaczął się od śmierci koleżanki, o której było głośno w całej Polsce, dziennikarze i policja męczyli nas przez pół roku. W wakacje tego samego roku zginęło w wypadku kilku moich znajomych, zmarł mój dziadek, a na deser w Wigilię odszedł (tak, odszedł na ten lepszy świat) mój ukochany. Byłam wrakiem człowieka, zbliżała się matura, a ja planowałam rzucić szkołę, odpychałam od siebie wszystkich. W końcu moja przyjaciółka gdy widziała, że naprawdę nie daję już sobie rady, bez mojej zgody poszła do szkolnej psycholog i zasugerowała, że źle się u mnie dzieje. Byłam na nią naprawdę wściekła! 
Jeszcze tego samego dnia zostałam wezwana do gabinetu na rozmowę. I wiecie co? To było najlepsze, co mogło mnie wtedy spotkać. Żałuję, że wcześniej się to nie stało. Nie zostałam potraktowana jak nastolatek z wymyślonymi problemami. Zostałam wysłuchana jak normalny, dorosły człowiek, który przeżył ogromną traumę. W dodatku poza wsparciem w zakresie żałoby zostały u mnie zdiagnozowane lęki, które siedziały we mnie od dzieciństwa. I tak od tej jednej rozmowy zaczęły się moje spotkania. Rodzice nie zostali poinformowani, ponieważ sobie tego nie życzyłam, mimo że mam świetny kontakt z mamą. Nikt z nauczycieli również nie dowiedział się o moich problemach. Mogłam przychodzić i dzwonić kiedy zechcę, jeżeli potrzebowałam pomocy. I prawdopodobnie gdyby nie tamta rozmowa, dziś nie pisałabym tego wyznania. Nie zdałabym matury, w ogóle nie skończyłabym szkoły. Szkolna psycholog pomogła mi wyjść z ogromnego bagna, martwiła się, gdy nie przyszłam do szkoły lub gdy widziała moją zasmuconą minę. Jestem jej bardzo wdzięczna i wierzę, że jest więcej takich ludzi.

#H5LVU

Zerwaliśmy z chłopakiem parę dni temu i nadal to do mnie nie dotarło. Wydaje mi się, że mogę do niego zadzwonić, kiedy chcę, a tak naprawdę już nigdy się do siebie nie odezwiemy.
Już nikt nie będzie mnie tak rozumiał i akceptował jak on.

Nie czuję tej ulgi, której tak bardzo pragnęłam.

#STpMN

Panicznie boję się osób niepełnosprawnych. Trzymam się od nich jak najdalej i słabo mi przy ich zbytniej bliskości... Dlaczego ? Już opowiadam.

Jak byłam w gimnazjum, uwielbiałam pomagać, szczególnie osobom niepełnosprawnym... Udzielałam się na wielu wolontariatach, gdzie pomagałam przy rehabilitacji. Łapałam w lot kontakt z młodszymi niepełnosprawnymi dziećmi, ogólnie rzecz biorąc, byłam dumna z tego, że robię coś dobrego, przy okazji zyskując cudowne kontakty, co jako klasowego odludka bardzo mnie cieszyło.

Wszystko jednak zmieniło się od pewnej wizyty na większym basenie. To był mój pierwszy raz w aquaparku i szalałam na wszystkich atrakcjach — szczególnie przypadła mi do gustu rwąca rzeka. Dając nieść się z prądem, robiłam już któreś okrążenia, gdy poczułam czyjeś dotknięcie. Okazało się, że to chłopak z zespołem Downa, dużo większy ode mnie, próbował chwycić mnie za ramię. Jak już mówiłam, nic nie miałam do osób niepełnosprawnych, wręcz przeciwnie, więc szeroko się do niego uśmiechnęłam i chciałam odpłynąć kawałek dalej, abyśmy się nie zderzyli na zakręcie rzeczki, kiedy on mocno chwycił mnie za nogę i wciągnął pod wodę. Zalało mi usta wodą... próbowałam się oswobodzić, ale drugą ręką trzymał mnie pod wodą między łopatkami. Reakcji ludzi żadnej, a ja zwyczajnie zaczęłam się topić. Nie wiem, ile to trwało, zaczęło mi się robić ciemno przed oczyma, kiedy ostatkiem sił udało mi się oswobodzić nogę i z całej siły kopnąć go w brzuch. Puścił. Ledwo co łapiąc oddech, wynurzyłam się z wody, aby po chwili dostać porządny cios w bok głowy. Patrzę jak przez mgłę, a jakaś babka drze się mi przed twarzą, że śmiałam uderzyć jej syna.

Minęło już dużo czasu, a ja ciągle się zastanawiam, czy naprawdę nie było tam nikogo, aby zareagować?  Wiem, że na basenie dzieciaki mają różne pomysły, ale na litość boską, nie byliśmy tam sami, już nie mówiąc o jego matce, która na pewno musiała być gdzieś blisko, skoro zdążyła walnąć mnie w głowę, jak tylko się wynurzyłam.

Dlatego profilaktycznie omijam osoby niepełnosprawne dość dużym łukiem.

#WkzWM

W latach 60., kiedy mój tata z wujkiem byli jeszcze młodzi, w trakcie podwórkowych wybryków znaleźli pokrzywdzone zwierzątko – powypadkowego gołębia. Zabrali go do domu i wraz ze swoim ojcem próbowali go ratować, niestety gołąb zmarł.
Zjedli go wszyscy trzej, bo „nigdy nie próbowali takiego ptaka”.
Tak że tego...

#joa2c

Witam. Za gnoja (w wieku 5-6 lat) moich dwóch kuzynów założyło „obóz” w lesie. Budowanie domków, walka na kije i te sprawy. Wymyślili oni sobie, że każdy, kto chce do niego dołączyć, musi zrobić loda jednemu z nich. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale niestety to prawda.
A teraz najlepsza część... Nie było żadnego chłopaka ze wsi około naszego wieku, który by nie był członkiem tego obozu. Jako jedyny nie przeszedłem próby, bo zwymiotowałem, ale i tak udało mi się do nich dostać. 
Nie wiem, co my wtedy mieliśmy w głowach, i nie chcę wiedzieć.
Dodaj anonimowe wyznanie