#3vZNR

Pewnego dnia po pracy jak zwykle odebrał mnie mąż i pojechaliśmy do centrum handlowego na zakupy. Mąż postanowił zostać w samochodzie i poczekać na mnie. Gdy tylko weszłam do środka, poczułam niesamowity ból brzucha i potrzebę udania się do ubikacji (w wiadomej sprawie). Miałam już iść do WC w centrum handlowym, ale jednak nie lubię załatwiać potrzeb w takich miejscach. Wybiegłam więc szybko ze sklepu i półbiegiem udałam się do auta. Wsiadłam i mówię „Jedź szybko, bo się porobię!”, auto jednak nadal stoi. Patrzę w stronę kierowcy, a tam jakiś obcy mężczyzna... Okazało się, że w tym pośpiechu pomyliłam samochody. Mina kierowcy była niesamowita. Czerwona ze wstydu wysiadłam i pobiegłam do samochodu, gdzie faktycznie czekał mąż. Szybko odjechaliśmy do domu.

W domu udałam się biegiem do upragnionej toalety. Po 10 minutach słyszę dzwonek do drzwi. Wychodzę, otwieram, patrzę... a tam mężczyzna z samochodu. Przyjechał oddać mi torebkę, którą zostawiłam w jego samochodzie, uciekając szybko po wielkiej wpadce. Wstyd niesamowity, do tego teraz ten mężczyzna zna moje imię, nazwisko i adres.

#kKe37

Na święta w tym roku dostałem zegarek. Taki wypasiony, na którym można uruchamiać różne aplikacje i który łączy się z telefonem i przekazuje powiadomienia itp. Fajny gadżet. Odkąd go dostałem, noszę go non stop.

Wczoraj byłem na świątecznym obiedzie u rodziny. W pewnym momencie musiałem się udać za potrzebą. Poszedłem do ubikacji, stanąłem nad muszlą i sikam. Ciśnienie strumienia było imponująco silne. Po paru sekundach czuję wibracje mojego zegarka, wygodnie założonego na nadgarstku dłoni. Instynktownie obracam rękę, spoglądając ciekawie co to za pilna wiadomość i... natrafiam na żółty strumień.

Tak oto dzięki nowoczesnej technologii można sobie samemu nasikać na twarz.

#VpwWr

Nie cierpię matki mojej narzeczonej, uczucie to jest w pełni odwzajemnione. Jednak moja przyszła żona ma z nią bardzo bliską relację, więc od długiego czasu robiłem wszystko, co w mojej mocy, by jakoś ją przekonać do siebie. W efekcie jako tako nam się układało.

W grudniu wieczorem do narzeczonej zadzwonił telefon. Powiedziała, że to jej mama i poszła rozmawiać do drugiego pokoju, jak zwykle to robi. Po prawie godzinie zawołała mnie, abym przyszedł i powiedziała „Mama chciałaby, żebyśmy przyjechali w święta, ale musielibyśmy się zatrzymać w hotelu”. Półżartem odpowiedziałem „Nie dość, że mam ją oglądać w święta, to jeszcze marnować kasę na hotel? Kij jej w dupę, nie ma mowy”.

Nagle magicznym sposobem usłyszałem głos przyszłej teściowej dochodzący z telefonu leżącego na biurku. Telefon cały czas był w trybie głośnomówiącym i lał się z niego teraz prawdziwy strumień gniewu, „bezczelny cham”, „prostak” i „nieudacznik” były jednymi z łagodniejszych określeń, jakie usłyszałem. Próbowałem się tłumaczyć, że to był żart, ale bez powodzenia. Święta nie były wesołe.

#bRdOk

Od paru dni mam dziwne problemy z zasięgiem w telefonie. Dziś rano pomyślałem, że spróbuję włożyć kartę sim siostry i w ten sposób przekonam się, czy wina jest po stronie telefonu, czy karty. Usiadłem przy stole w kuchni i zacząłem działać. Wymiana karty poszła sprawnie.

Mój telefon korzysta z kart micro sim, tych najmniejszych, więc aby mi się gdzieś karta nie zgubiła, wolałem ją cały czas trzymać w ręce. Lepiej nie ryzykować. Siedziałem tak z telefonem w prawej ręce, a moją kartą sim w lewej i czekałem, aż się włączy telefon. Na stole była miska z chipsami, więc bezwiednie zacząłem zajadać. Telefon się włączył i uważnie obserwowałem ikonkę zasięgu. Po paru minutach spędzonych na obserwacji zasięgu, umilonych sięganiem co chwilę po kolejne chipsy, uznałem, że to najwyraźniej nie wina karty. Wyciągnąłem kartę siostry z telefonu i zorientowałem się, że nie mam mojej karty sim! Popatrzyłem na stół, potem na podłogę, potem na chipsy… W chwili bolesnego oświecenia zorientowałem się, że zeżarłem tę kartę razem z chipsami!

Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy, to środek na przeczyszczenie i grzebanie w kupie. Kurrr...

#2tEAT

Był sobotni wieczór. Udało mi się zaprosić do siebie super dziewczynę ze szkoły na wspólne oglądanie filmu. To była jedna z najładniejszych dziewczyn w szkole, sam nie mogłem uwierzyć, że się udało, bo jestem raczej przeciętniakiem. Zależało mi, aby dobrze wypaść.

Sprawy toczyły się bardzo pomyślnie, poprzytulaliśmy się, po filmie trochę pogadaliśmy i nawet zaczęliśmy się całować. W pewnym momencie pocałowała mnie w szyję. Mam koszmarne łaskotki, zaraz skuliłem się i zaśmiałem. Spytała, czy mam łaskotki, gdy potwierdziłem, zaczęła mnie łaskotać. Wszystko idealnie - sobotni wieczór, piękna dziewczyna, łaskotki w łóżku, co może pójść nie tak?

No więc może. Gdy mocniej połaskotała mnie w okolicach żeber, to aż podskoczyłem do góry, niezręcznie machnąłem rękami i… niechcący konkretnie przywaliłem jej łokciem w nos. Od razu jej poleciała z nosa krew i zaczęła płakać. Nastrój prysł i wkrótce poszła do domu. Następnego dnia nie przyszła do szkoły i przysłała mi SMS, że ma złamany nos. Kolejnych randek nie było.

#DcXaz

To się zdarzyło parę lat temu jak byłem w liceum. Poprzedniego dnia wieczorem zamówiliśmy chińczyka do domu, smakowało dobrze, ale następnego dnia obudziłem się z bólem brzucha. Jednak mimo tej niedogodności poszedłem do szkoły.

Po nieco ponad 20 minutach lekcji poczułem budujące się we mnie uczucie na pograniczu potrzeby wypuszczenia gazów, a potrzeby zrobienia kupy. Uznałem że doczekam do przerwy, tylko trochę sobie ulżę. Dyskretnie się przechyliłem i wypuściłem bezszelestnego truciciela.

Smród okazał się powalający. Wkrótce usłyszałem szepty “o jezu”, “co za smród” i wzajemne oskarżenia. Świadom starożytnej zasady “kto czuje ten produkuje” odczekałem chwilę, ale fetor był taki silny, że chcąc nie chcąc musiałem się przyłączyć do narzekań.

Mimo, że potrzeba odwiedzenia ubikacji była już bardzo silna, to w tym momencie nie mogłem już wyjść, gdyż byłoby to jawne przyznanie się do winy. Cierpiałem w milczeniu. Ale że i tak już śmierdziało w całej klasie, to kolejne porcje gazów uwalniałem bez skrupułów, choć z dużą ostrożnością, aby się nie posrać.

Wkrótce prawie wszyscy w klasie siedzieli z bluzami i koszulami ponaciąganymi na nosy. Ktoś nawet włożył głowę do plecaka. Nauczycielka kazała otworzyć okna i drzwi, ale nie przyniosło to szczególnego rezultatu. Nie mogło, bo przecież produkcja trwała cały czas. W końcu matematyczka się poddała, zakończyła lekcję 10 minut przed czasem i wyszła. W takich warunkach i tak nikt nie mógł się skoncentrować.

Tak oto wykurzyłem nauczycielkę z klasy. Było to chyba moje największe osiągnięcie z liceum, ale niestety dotąd nikomu nie mogłem się pochwalić.

#u9wyX

W tamtym roku spędziłam tydzień w szpitalu. Raz jak byłam w szpitalnym barze i siedziałam przy takim dużym stole, przysiadła się niewidoma dziewczyna. Po chwili ktoś jej przyniósł tacę z jedzeniem. Jako że była niewidoma, to bez krępacji gapiłam się na nią, ciekawa jak poradzi sobie z jedzeniem.

Dotykała tego co miała na tacy, aż natrafiła na miseczkę płatkami śniadaniowymi. To były chyba Cheerios. Podniosła je do ucha i potrząsnęła nimi. Chłopak, który siedział przy tym samym stoliku i też na nią patrzył, spytał ją, czy wie, co to jest. Odpowiedziała “Płatki Cheerios”.

Byłam w szoku. Poprzez dźwięk jaki wydają przy potrząsaniu potrafiła rozpoznać rodzaj płatków! Ciekawość mnie zżerała, więc spytałam „Wow, potrafisz po samym dźwięku rozpoznać, że to były Cheerios? Czy inne płatki mają inny dźwięk, jak się je potrząsa? Skąd wiedziałaś, że to nie były jakieś inne?”. Odpowiedziała „Bo poprosiłam o Cheerios”.

Wszyscy przy stoliku się ze mnie śmiali.

#xjUD9

Czasami w sobotę lub niedzielę mam pod opieką mojego siostrzeńca. Ma 9 lat, gęstą czuprynę, jest raczej przy kości i dość niski jak na swój wiek. Czasem trochę bzikuje, ale jest na tyle rozgarnięty, że nie jest to kłopotliwe i jak mam coś do załatwienia, to biorę go ze sobą. Tego dnia pojechaliśmy do galerii handlowej na zakupy. Kupiłam parę rzeczy i stanęliśmy w kolejce. Była jedna długa kolejka do wszystkich kas.

Po kilku minutach czekania zbliżała się moja kolej. Rozglądałam się po kasach i zastanawiałam, do której trafię. Kątem oka zauważyłam czuprynę mojego siostrzeńca oglądającego coś na półkach. Bardzo dobrze się sprawował, pogłaskałam go po głowie. Pomyślałam, że może mu kupię coś słodkiego w nagrodę.

W tym momencie zobaczyłam siostrzeńca stojącego kilka metrów przede mną i patrzącego na mnie z absolutnie zszokowanym wyrazem twarzy. Oczy miał jak spodki. Cofnęłam rękę jak oparzona i obejrzałam się, aby natrafić na niezadowolone spojrzenie… karła.

Łatwo się czerwienię, a wtedy musiałam przybrać barwę głębokiej purpury. Gość na szczęście miał poczucie humoru i po moich przeprosinach i gdy zobaczył siostrzeńca z faktycznie bardzo podobną czupryną i ubranego w podobne kolory, to nawet się roześmiał. Ale do dzisiaj robi mi się gorąco, jak to sobie przypominam.

#p4dga

Lata temu, w trakcie ostatniej sesji, siedziałem jednego dnia w bibliotece, przygotowując się egzaminu. To była ciężka sesja, spałem po parę godzin dziennie i miałem dość. Zrobiłem sobie przerwę na napój energetyczny i wróciłem do książek z nadzieją na rychły powrót do akademika.

Usiadłem przy komputerze, otworzyłem książkę, kliknąłem w pasek adresu w przeglądarce. Wtedy komputer opętał zły duch i dziesiątki zer zaczęły wypełniać pole. Chwilę poczekałem, ale końca nie było widać. Wcisnąłem CTRL+A i skasowałem wszystkie. Ale gdy tylko znikły, to od nowa wskoczył niekończący się ciąg zer. To był Internet Explorer, więc tylko pokiwałem z politowaniem głową. W miarę się znam na komputerach, ale nie będę się użerał z dziadostwem. Jak nie potrafią tu zainstalować porządnej przeglądarki to niech sami naprawiają. Zgłosiłem problem kobiecie z obsługi. Akurat był jakiś uczelniany magik od komputerów, więc poszedł ze mną zobaczyć, co się dzieje. Wyjaśniłem mu po drodze moje podejrzenia, że to dziadowski Internet Explorer pewnie złapał jakiegoś wirusa i lepiej żeby szybko z tym zrobili porządek, zanim się rozlezie po innych komputerach.

Podchodzimy do biurka, wskazuję palcem monitor i pytam „No i co teraz?”. Gość popatrzył na mnie dziwnie i powiedział „Po prostu weź książkę z klawiatury, naciska na przycisk”.

#7WTX8

Zdarzyło się to wczoraj, więc wpadka jest świeża.

Spodziewałam się paczki, a na godz. 13:30 szłam na zajęcia. Pomyślałam, że wezmę szybki prysznic, co może pójść nie tak?

Właśnie goliłam nogi, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyskoczyłam spod prysznica ociekając wodą i owinęłam się pośpiesznie ręcznikiem. Mój owczarek niemiecki jak zwykle wpadł w amok pod drzwiami, zatargałam go i zamknęłam (jak mi się wydawało) w pokoju. Uchyliłam drzwi, chowając się dla przyzwoitości za nimi, kurier podał mi długopis bez wkładu (co za pomysł), abym się podpisała na ekranie jego urządzenia.

Zdążyłam zrobić tylko małą gryzmołę, gdy słyszę mojego psa przygłupa, jak biegnie z pokoju, ledwo łapiąc przyczepność na posadzce. Obejrzałam się i zobaczyłam, jak wpada w poślizg na moich mokrych śladach i uderza mi w nogi jak 40-kilogramowa włochata kula armatnia. Próbowałam się złapać drzwi, ale tylko je w ten sposób otworzyłam na oścież, ręcznik poleciał w jedną stronę, ja w drugą, a długopis w trzecią. Kurier stał jak wcięty z pełnym wglądem na wszystkie moje kobiece wdzięki, więc od razu gramolę się z podłogi, jedną ręką próbując zasłonić ile się da, drugą sięgam pod ręcznik, trzecią… no właśnie, przydałaby się trzecia i czwarta ręka, bo jeszcze trzeba trzymać psa i szukać długopisu.

Gdy się jakoś ogarnęłam, wybełkotałam przeprosiny, oddałam długopis, a kurier wręczył mi paczkę i z czerwonymi uszami uciekł do swojego samochodu.
Dodaj anonimowe wyznanie