#ii7Nq

Parę lat temu w trakcie zakupów w galerii handlowej mnie przyparło i musiałem iść do ubikacji. Wszedłem do kabiny, usiadłem na klopie - kurde, zatwardzenie. Po chwili usłyszałem, że ktoś wchodzi do kabiny koło mnie, po lewej. Minęło parę minut i nagle gość puka w ściankę i pyta, czy mógłbym pożyczyć mu na moment telefon, bo mu się wyładował, a musi pilnie zadzwonić do żony. Ona też jest w galerii i musi jej dać znać, że mu tu zejdzie jeszcze parę minut. Nie myśląc o tym wiele zgodziłem się i podałem mu dołem telefon. Ledwie go chwycił, a usłyszałem trzaśnięcie drzwiami - ciul uciekł z moim telefonem! Zanim się podtarłem, ubrałem spodnie i wybiegłem, to nie było po nim śladu.

Kretyn w życiu nie ma łatwo. Nikomu się nie przyznałem, żonie powiedziałem, że telefon zgubiłem.

#EeMlE

Cały "gimbazjalny" okres mojego życia spędziłam ze słuchawką w lewym uchu. To było moje uzależnienie, nawet idąc i rozmawiając ze znajomymi musiałam jednym uchem słuchać muzyki.

Pewnego dnia musiałam coś załatwić u szewca. Wybrałam się więc do niego z koleżanką. Do zakładu jak zwykle weszłam ze słuchawką, przytupując sobie nogą do rytmu piosenki. Oddaję buty, a szewc (taki starszy pan) do mnie "Muzisko?". Na co ja "Tak, tak muzisko!" i delikatnie kiwam głową do rytmu. Facet na mnie patrzy i kolejny raz pyta "Muzisko?". A ja z jeszcze większym uśmiechem na twarzy i mocniejszym przytupem odpowiadam "Taak jeeest, muzisko, muzisko!". Czego koleżanka już nie wytrzymała... Uderzyła mnie w ramię, krzycząc: IDIOTKO, PAN CIĘ O NAZWISKO PYTA!

#DJh7g

Kilka lat temu planowaliśmy z moim chłopakiem iść w Walentynki do kina na 50 Twarzy Greya. Moja przyjaciółka i jej chłopak wspominali, że też chcieli się na to wybrać. Wstępnie się umawialiśmy na wspólne wyjście, więc rano wysłałam do niej (kontakt w telefonie Dominika N.) SMS „Idziemy razem na 50 twarzy Greya w Walentynki?”. Po paru minutach przyszła odpowiedź „Moja mama ma urodziny i jadę do niej do Krakowa”.
Coś mi się tu nie zgadzało, mama Dominiki nie mieszka w Krakowie... Popatrzyłam jeszcze raz i zauważyłam, że adresatem mojego SMS nie była Dominika N., a Dominik N., mój szef! Czyli zaprosiłam mojego szefa do kina na film erotyczny w Walentynki...

Jak najszybciej pobiegłam do jego biura, wyjaśniłam sytuację i kilka razy przeprosiłam. Powiedział, że nie ma sprawy. Ale wciąż mi głupio, jak go spotykam w pracy. Tym bardziej, że przez długi czas jakoś dziwnie na mnie patrzył.

#VCIxw

Byliśmy z dziewczyną na zakupach. Ona w w swoim żywiole, a ja szybko kupiłem co potrzebowałem i potem nuda. Snułem się więc bezcelowo przez godzinę, co było tym gorsze, że miałem nowe slipy, które okazały się za małe i mnie uwierały.

Podchodzę do mojej dziewczyny, która stała tyłem do mnie i grzebała w jakiś rzeczach i mówię „Slipy mi się wrzynają i chyba mam odparzenie na jajkach...”. Ona się odwraca no i okazuje się, że to jakaś obca, starsza kobieta. Zrobiła wielkie oczy i czym prędzej zaczęła się oddalać. Zdążyłem tylko dodać „… ale pewnie nic to pani nie obchodzi”.

#b2l1j

Parę lat temu, w ciepłe sierpniowe popołudnie czekałem na dworcu na mający na podjechać na peron za ok. 30min pociąg. Zmęczony nieco wyjazdowymi ekscesami poczułem narastającą falę głodu. Jako że miejsca nie znałem, spytałem stojących pod pobliską budką z piwem "lokalesów" o wskazanie jakiegoś niedalekiego i przystępnego punktu z żarciem. Ci z entuzjazmem wskazali pobliską budkę z kebabem. Zaznajomieni z podobnymi opowieściami wiedzą już zapewne, że w tym momencie miał miejsce początek nadchodzącego dramatu. Ja kierowany głodem i lekkomyślnością całkowicie nie byłem tego świadomy.

Buda była owszem niedaleko, cała opisana fachowym tureckim słownictwem, a sądząc po jej wyglądzie pamiętała jeszcze odsiecz wiedeńską. Wiedząc, że pozory często mylą, złożyłem zamówienie i po chwili zajadałem się największym jaki widziałem i całkiem niezłym w smaku kebabem, chwaląc w duchu naprawdę nieźle zainwestowane 11 zł.

Tuż po skończeniu konsumpcji wsiadłem do pociągu, który właśnie zjawił się na peronie. Ludzi było niewiele a mój przedział (jak wiele innych) pozostał kompletnie pusty. Zadowolony rozparłem się wygodnie na siedzeniu (o ile oczywiście o wygodzie można mówić w odniesieniu do klasy 2 tlk...), założyłem słuchawki na uszy i ciesząc się spokojem i pełnym brzuchem, z przymkniętymi powiekami pogrążyłem się w błogiej drzemce. Pociąg ruszył. Po około 20 minutach poczułem rozpoczynający się w trzewiach proces trawienia (a jak wiemy, było co trawić!). Bulgotanie narastało, procesy chemiczne zachodziły, a ich produktem - trzeba powiedzieć to otwarcie - były również gazy.

Z natury będąc człowiekiem raczej kulturalnym, tym razem pozwoliłem sobie pofolgować. Przecież wokół mnie nie było nikogo! Fala wzbierała. Ciężko opisać sam moment katharsis. Dość powiedzieć, że był długi. Bardzo długi. Po dłuższej chwili sam ze zdziwienia uniosłem brwi, ale nie przerywałem. Wrażenia audiowizualne towarzyszące temu zdarzeniu dyskretnie pominę, ale pewien jestem, że tonację dźwięku zmieniałem chyba trzykrotnie. Na samym końcu na mej twarzy wykwitł szczery uśmiech, po czym sam do siebie mruknąłem pełne podziwu "o ku$%a...!". Smród jakby małpę rozerwało.

Mimo wszystko relaks trwa (tym razem nawet pełniejszy!). Do okna nie chce mi się podchodzić i liczę, że ślad mego niewłaściwego zachowania rozejdzie się sam. Niestety nie rozchodzi się. Lekko poddenerwowany świadomością pełnego przebudzenia i przewietrzenia przedziału postanawiam się ruszyć. Jako pierwszą podnoszę lewą powiekę - i natychmiast ją zamykam!
Przede mną siedzi starszy jegomość, wąsaty, w ręku opuszczona w bezruchu "Wyborcza". Spod okularów patrzą na mnie pełne przerażenia oczy. Oczy które pewnie widziały wojnę, komunę i stan wojenny. Ale dalej są przerażone. Obok niego matka tuli maleńkie dziecko. Z boku słyszę pełne dezaprobaty pomrukiwania. Słowem - pełen przedział. I ja.

Instynkt Sherlocka podpowiedział mi, że nie zdrzemnąłem się - jak mi się wydawało - na 20 min. Po najbliższej mijanej stacji wywnioskowałem, że spałem przynajmniej 2 godziny. Całe to towarzystwo jechało ze mną do samego końca. Nastawiłem głośniej muzykę i udawałem martwego.

#CY4AL

Kiedyś w wakacje pracowałem jako ratownik na basenie odkrytym. Pracowałem na długich zmianach, po 4-6 razy w tygodniu. Pogoda dopisywała, ludzi było mnóstwo, szczególnie dzieci. Dzieciaki oczywiście są najgorsze, łamią wszystkie zasady - popychają się, biegają, wrzeszczą, biją się itp. Ja musiałem je ciągle upominać, a przy tym cały czas monitorować ludzi w wodzie. Wychodziłem z pracy wyczerpany psychicznie.

Raz kończąc pracę odebrałem SMS od mamy, abym po drodze kupił makaron. Nawet się nie przebrałem, tylko poszedłem od razu do sklepu, który jest po drugiej stronie ulicy. Szukałem makaronu po półkach, gdy kątem oka zauważyłem dzieciaka, który wypadł zza zakrętu i biegł w kierunku kas. Mój mózg chyba do końca nie odnotował, że to już po pracy, bo bez zastanowienia wrzasnąłem “NIE BIEGAĆ!” na cały regulator. W sklepie zaległa absolutna cisza, kasjerki przerwały pracę, wszystkie spojrzenia na mnie. Chłopak od razu się zatrzymał i z przerażoną miną niepewnym krokiem skierował się do swojej matki, która aż się gotowała ze złości. Odłożyłem makaron, tytułem usprawiedliwienia wymamrotałem „Jestem ratownikiem...” i wyszedłem ze sklepu.

#u2nj1

Byłam z chłopakiem na zakupach w galerii handlowej. Dostałam na święta kartę podarunkową od rodziców i chciałam ją w końcu wykorzystać. Rozdzieliliśmy się, ja chodziłam po dziale damskim, on poszedł patrzeć na rzeczy dla siebie.

Po jakimś czasie, gdy wybrałam parę ciuchów do przymierzenia, poszłam po niego na dział męski, żeby mi coś doradził. Stał tyłem do mnie i schylony oglądał koszule. Podeszłam cicho, klepnęłam go mocno w pupę i powiedziałam „Widzę tu niezły tyłek”. On się odwrócił i z przerażeniem zobaczyłam, że to nie był mój chłopak, tylko jakiś koleś koło trzydziestki. Miał identyczną bluzę i jeansy w takim samym kolorze jak mój chłopak. Patrzył na mnie jak na idiotkę, zaraz podeszła kobieta, z którą najwyraźniej tam był, chyba jego żona. Wybełkotałam „Pomyłka, przepraszam”, w tył zwrot i cała czerwona ruszyłam do wyjścia, które było tuż obok.

Błąd! Przecież miałam w rękach ubrania do przymierzania. Bramka zaczęła piszczeć, przyleciał ochroniarz. Chciałam się zapaść pod ziemię.

#MDX6e

Moja dziewczyna potrzebowała skorzystać dzisiaj z mojego komputera, bo jej laptop się zepsuł. Rano sprawdziłem sobie tylko pocztę, poczytałem newsy i zostawiłem jej włączony komputer, żeby mogła na nim pracować.

Po godzinie dzwoni do mnie. Mówi, że komputer się jej zresetował i potrzebuje moje hasło, aby się zalogować. Problem w tym, że moje hasło to imię mojej eks...

#3vZNR

Pewnego dnia po pracy jak zwykle odebrał mnie mąż i pojechaliśmy do centrum handlowego na zakupy. Mąż postanowił zostać w samochodzie i poczekać na mnie. Gdy tylko weszłam do środka, poczułam niesamowity ból brzucha i potrzebę udania się do ubikacji (w wiadomej sprawie). Miałam już iść do WC w centrum handlowym, ale jednak nie lubię załatwiać potrzeb w takich miejscach. Wybiegłam więc szybko ze sklepu i półbiegiem udałam się do auta. Wsiadłam i mówię „Jedź szybko, bo się porobię!”, auto jednak nadal stoi. Patrzę w stronę kierowcy, a tam jakiś obcy mężczyzna... Okazało się, że w tym pośpiechu pomyliłam samochody. Mina kierowcy była niesamowita. Czerwona ze wstydu wysiadłam i pobiegłam do samochodu, gdzie faktycznie czekał mąż. Szybko odjechaliśmy do domu.

W domu udałam się biegiem do upragnionej toalety. Po 10 minutach słyszę dzwonek do drzwi. Wychodzę, otwieram, patrzę... a tam mężczyzna z samochodu. Przyjechał oddać mi torebkę, którą zostawiłam w jego samochodzie, uciekając szybko po wielkiej wpadce. Wstyd niesamowity, do tego teraz ten mężczyzna zna moje imię, nazwisko i adres.

#kKe37

Na święta w tym roku dostałem zegarek. Taki wypasiony, na którym można uruchamiać różne aplikacje i który łączy się z telefonem i przekazuje powiadomienia itp. Fajny gadżet. Odkąd go dostałem, noszę go non stop.

Wczoraj byłem na świątecznym obiedzie u rodziny. W pewnym momencie musiałem się udać za potrzebą. Poszedłem do ubikacji, stanąłem nad muszlą i sikam. Ciśnienie strumienia było imponująco silne. Po paru sekundach czuję wibracje mojego zegarka, wygodnie założonego na nadgarstku dłoni. Instynktownie obracam rękę, spoglądając ciekawie co to za pilna wiadomość i... natrafiam na żółty strumień.

Tak oto dzięki nowoczesnej technologii można sobie samemu nasikać na twarz.
Dodaj anonimowe wyznanie