#p4dga

Lata temu, w trakcie ostatniej sesji, siedziałem jednego dnia w bibliotece, przygotowując się egzaminu. To była ciężka sesja, spałem po parę godzin dziennie i miałem dość. Zrobiłem sobie przerwę na napój energetyczny i wróciłem do książek z nadzieją na rychły powrót do akademika.

Usiadłem przy komputerze, otworzyłem książkę, kliknąłem w pasek adresu w przeglądarce. Wtedy komputer opętał zły duch i dziesiątki zer zaczęły wypełniać pole. Chwilę poczekałem, ale końca nie było widać. Wcisnąłem CTRL+A i skasowałem wszystkie. Ale gdy tylko znikły, to od nowa wskoczył niekończący się ciąg zer. To był Internet Explorer, więc tylko pokiwałem z politowaniem głową. W miarę się znam na komputerach, ale nie będę się użerał z dziadostwem. Jak nie potrafią tu zainstalować porządnej przeglądarki to niech sami naprawiają. Zgłosiłem problem kobiecie z obsługi. Akurat był jakiś uczelniany magik od komputerów, więc poszedł ze mną zobaczyć, co się dzieje. Wyjaśniłem mu po drodze moje podejrzenia, że to dziadowski Internet Explorer pewnie złapał jakiegoś wirusa i lepiej żeby szybko z tym zrobili porządek, zanim się rozlezie po innych komputerach.

Podchodzimy do biurka, wskazuję palcem monitor i pytam „No i co teraz?”. Gość popatrzył na mnie dziwnie i powiedział „Po prostu weź książkę z klawiatury, naciska na przycisk”.

#7WTX8

Zdarzyło się to wczoraj, więc wpadka jest świeża.

Spodziewałam się paczki, a na godz. 13:30 szłam na zajęcia. Pomyślałam, że wezmę szybki prysznic, co może pójść nie tak?

Właśnie goliłam nogi, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyskoczyłam spod prysznica ociekając wodą i owinęłam się pośpiesznie ręcznikiem. Mój owczarek niemiecki jak zwykle wpadł w amok pod drzwiami, zatargałam go i zamknęłam (jak mi się wydawało) w pokoju. Uchyliłam drzwi, chowając się dla przyzwoitości za nimi, kurier podał mi długopis bez wkładu (co za pomysł), abym się podpisała na ekranie jego urządzenia.

Zdążyłam zrobić tylko małą gryzmołę, gdy słyszę mojego psa przygłupa, jak biegnie z pokoju, ledwo łapiąc przyczepność na posadzce. Obejrzałam się i zobaczyłam, jak wpada w poślizg na moich mokrych śladach i uderza mi w nogi jak 40-kilogramowa włochata kula armatnia. Próbowałam się złapać drzwi, ale tylko je w ten sposób otworzyłam na oścież, ręcznik poleciał w jedną stronę, ja w drugą, a długopis w trzecią. Kurier stał jak wcięty z pełnym wglądem na wszystkie moje kobiece wdzięki, więc od razu gramolę się z podłogi, jedną ręką próbując zasłonić ile się da, drugą sięgam pod ręcznik, trzecią… no właśnie, przydałaby się trzecia i czwarta ręka, bo jeszcze trzeba trzymać psa i szukać długopisu.

Gdy się jakoś ogarnęłam, wybełkotałam przeprosiny, oddałam długopis, a kurier wręczył mi paczkę i z czerwonymi uszami uciekł do swojego samochodu.

#DEnC1

Trenowałam karate od dziecka, mam czarny pas. Mojemu mężowi zawsze się to we mnie podobało, czasami bawimy się “w bijatykę” dla śmiechu. Jednego dnia mąż stał w pokoju, zaciekawiły go wiadomości w TV. Pomyślałam, że podejdę i dla żartu wykonam energiczne kopnięcie, zatrzymując je tuż przed jego brzuchem. Nie wzięłam tylko pod uwagę, że mam na sobie ciasne jeansy. W efekcie noga mi poszła inaczej niż planowałam i kopnęłam go prosto w krocze.

Biedak momentalnie zwalił się na podłogę i leżąc w pozycji embrionalnej, jęczał i patrzył na mnie w wyrzutem “Co ja zrobiłem?”.

#YNcnp

Dziś rano przetrząsając sieć w ramach poszerzania swoich horyzontów dowiedziałem się, że gaz który wypuszczamy z tyłka jest łatwopalny. Kiedyś już o tym słyszałem, ale nigdy nie miałem okazji być świadkiem tego fascynującego zjawiska. Byłem sam w domu, miałem pod ręką zapalniczkę, więc uznałem że to świetny moment na naukowy eksperyment.

Przygotowania były krótkie. Wziąłem zapalniczkę, zsunąłem gacie, przyjąłem wygodną pozycję i już byłem gotów na pirotechniczny spektakl. Po chwili skupienia udało mi się wydobyć tylko drobne coś, czego nie można nazwać nawet pełnoprawnym bąkiem. Zero efektu. Nie jestem głąbem, wniosek był dla mnie jasny - nie trzymałem ognia wystarczająco blisko.

Poczekałem, aż nazbiera się bardziej konkretna porcja gazów i przystąpiłem do drugiego podejścia. Przystawiłem zapalniczkę tak blisko, jak tylko moja delikatna skóra pozwoliła i rozkosznie pruknąłem.

Sukces, zobaczyłem niewielki płomień. Ale był to dopiero początek przygody. Jestem bardzo włochaty, również w tych okolicach. Płomień wszedł w kontakt z włosami i poczułem palący gorąc. Momentalnie przystąpiłem do gaszenia mocnymi pacnięciami. Niestety po większej części mojej bujnej dupobrody pozostały tylko dymiące zgliszcza i wyjątkowo nieprzyjemny swąd w powietrzu. Nie polecam.

#imAp1

Zaraz przed świętami wróciłem do domu późno w nocy i korzystając z wolnego następnego dnia spałem do oporu. Obudził mnie domofon. Zerwałem się skacowany, w samych gaciach, odbieram - to listonosz z poleconym. No tak, pewnie prezent dla mojej dziewczyny, który już się obawiałem, że nie dojdzie na czas.

Ledwo ubrałem spodnie, a usłyszałem dzwonek do drzwi. Chwyciłem t-shirt i pobiegłem do drzwi. Jedną ręką próbowałem go ubrać, a drugą otworzyłem zamek. Coś mi nie szło to ubieranie, za cholerę nie mogłem znaleźć otworu na głowę. Ale spodziewając się, że uda mi się to osiągnąć lada moment, drugą ręką chwyciłem za klamkę i otworzyłem drzwi, żeby czasem listonosz sobie nie poszedł.

Drzwi zatem otwarte i stoję przed listonoszem wciąż męcząc się z zasranym t-shirtem. Mimo że w środku mam już dwie ręce i głowę, wciąż nie mogę znaleźć ani otworu na głowę, ani nawet rękawów. Sama zaś koszulka była coś podejrzanie krótka. Gdy w końcu listonosz zaczął dziwnie chrząkać poddałem się i zaniechałem dalszych starań, ściągnąłem „koszulkę" i zobaczyłem, że to poszewka na poduszkę.

#51BYL

Zbliżała się premiera nowej gry z jednej z moich ulubionych serii. Długą na nią czekałem, a zapowiedzi bardzo wyostrzyły mój apetyt. Wymyśliłem, że zrobię sobie dodatkowe święto i wezmę wolne w pracy na dzień premiery, czyli 12 listopada, aby móc rano kupić grę i spędzić na graniu cały dzień.

Przychodzi 12 listopada, wstaję rano w świetnym humorze, idę do sklepu, a tu się okazuje że premiera jest następnego dnia, 13 listopada. Skołowany wracam do domu. Chcę sobie zrobić płatki na śniadanie, więc otwieram lodówkę, a tu na kartonie z mlekiem na samym środku widzę datę 12 listopada. Jest to data przydatności do spożycia mleka.

Codziennie otwierając lodówkę patrzyłem na tę datę i tak mi się wbiła w pamięć, że pomyliłem ją z datą premiery gry.

Wychodzi zatem na to, że wziąłem sobie urlop, aby siedzieć w domu i patrzeć jak mi mleko kwaśnieje.

#q8T1v

Gdy dostałem pracę po studiach, za pierwszą wypłatę zrobiłem sobie tatuaż na plecach. Aby lepiej się goiło i aby zadbać o trwałość koloru, dostałem maść z przykazaniem, aby smarować tatuaż 3-4 razy dziennie. Dla pewności zdecydowałem, że będę smarował minimum 5 razy dziennie. W efekcie co 2 godziny w pracy chodziłem do łazienki, gdzie w jednej z kabin w pocie czoła smarowałem te plecy. Nie było to łatwe. Nie jestem zbyt giętki, więc sporo się przy tym nastękałem. Raz gdy wyszedłem z kabiny i podszedłem do umywalki aby umyć ręce, napotkałem kolesia z mojego działu, który na mój widok czym prędzej się odwrócił i w pośpiechu wyszedł. Dziwne, pomyślałem. Kolejnego dnia znowu się minąłem w kiblu dokładnie z TYM SAMYM kolesiem (a pracuje u nas prawie dwieście osób). Tym razem jeszcze zmierzył mnie spojrzeniem pełnym obrzydzenia.

Podczas następnej wizyty w ubikacji zauważyłem wywieszoną kartkę. Dowiedziałem się z niej, że mamy w firmie problem z nieobyczajnym zachowaniem w toalecie i że pracownicy są proszeni o zaniechanie takich praktyk. Podpisane przez dyrektora. Zacząłem się śmiać, ale szybko śmiech zamarł mi na ustach, gdy się zorientowałem, że chodzi o mnie. Tamten jełop uznał, że pielgrzymuję do klopa aby sobie dogadzać i doniósł na mnie do szefa... Jakby tego było mało, następnego dnia kierownik poprosił mnie na rozmowę na osobności i rozpoczął pogadankę na temat szacunku do współpracowników, profesjonalnego zachowania w pracy itd. Wyjaśniłem sprawę, nawet pokazałem tatuaż i chyba mi uwierzył. Ale od kolegów wiem, że plotki o mnie długo jeszcze chodziły po firmie.

#Tvprk

Pewien czas temu ostro zabalowałem jednej nocy, wypiłem więcej niż powinienem. Dużo więcej niż powinienem.

Następnego dnia obudziłem się w zaskakująco dobrym stanie. Miałem wielki apetyt na kurczakowe nuggetsy. Wybrałem się do pobliskiego Maca i wciągnąłem 6 nuggetsów, gdy poczułem nagłą i nieodpartą potrzebę zwymiotowania. Jak przystało na dżentelmena wybiegłem na zewnątrz do najbliższego kosza na śmieci, w którym (czego nie wiedziałem) biesiadował właśnie gołąb, zjadając resztki jedzenia. Dopadłem ten kosz i od razu zacząłem do niego wymiotować. Gołąb w środku wpadł w panikę i wyleciał z kosza, przy okazji robiąc mi prysznic z moich własnych wymiocin...

#7xzQb

Sklep, w którym pracuję, oferuje karty podarunkowe z paskiem magnetycznym, takim jak normalne karty z banku. Wczoraj do sklepu przyszła upośledzona dziewczyna z ojcem albo opiekunem, nie wiem dokładnie. Miała taką właśnie kartę podarunkową. Sporo czasu jej zabrało wybranie zakupów. Ale była cały czas uśmiechnięta i bardzo zadowolona. W końcu przyszli do kasy, gdzie skasowałam ich zakupy. Dziewczyna chciała sama przeciągnąć kartę w terminalu, więc go jej podsunęłam. Miała spore trudności, żeby dobrze trafić kartą, przesuwała albo za wolno, albo za szybko, albo w złą stronę. Zarówno ja, jak i jej opiekun oferowaliśmy jej pomoc, ale uparła się, by zrobić to samodzielnie. Próbowała i próbowała, wciąż bez sukcesu. Tymczasem uformowała się całkiem pokaźna kolejka, klienci z ciekawością przyglądali się sytuacji.
Trwało to chyba z 10 minut i z każdą minutą dziewczyna była coraz bardziej sfrustrowana i czerwona na twarzy. Bardzo jej współczułam, to musiało być przykre uczucie nie radzić sobie z taką prostą czynnością i to jeszcze na oczach przyglądających się obcych ludzi.
Gdy już miała łzy w oczach, jej opiekun w możliwie najbardziej delikatny sposób zabrał jej tą kartę. Rozkleiła się wtedy zupełnie, aż się zanosiła płaczem. Klienci robiący zakupy podchodzili zobaczyć co się dzieje. Opiekun przeciągnął kartę przez terminal i… też nic z tego. Wtedy uzmysłowiłam sobie, że chyba coś jest nie tak. Popatrzyłam na ekran i okazało się, że użyłam opcji do płacenia kartą bankową zamiast opcji do kart podarunkowych i stąd wynikł cały problem.
Ze wstydem powiedziałam dziewczynie i jej opiekunowi, że się pomyliłam i musimy transakcję zrobić od nowa. Opiekun i ludzie z kolejki patrzyli na mnie jak na potwora.

#hlMPq

Pracuję w tej samej firmie co żona. Wychodzimy zwykle z pracy razem. To 9 piętro, więc zjeżdżamy windą. Rzadko mam problemy z żołądkiem, ale raz musiało mi coś zaszkodzić. Zwykle nawet jak już mam wiatry, to nic nie czuć, więc ulżyłem sobie bez zastanowienia. Ups, coś poszło nie tak... Smród nieziemski, jakby coś mi w środku umarło. Żona popatrzyła na mnie z odrazą, obwieściła, że jestem wstrętną świnią i zapowiedziała, że dzisiaj śpię w salonie.

Winda zatrzymała się na 2 piętrze i do naszej komory gazowej wsiadły dwie dziewczyny, powiedzmy 18-19 lat. Razem z żoną wbiliśmy oczy w podłogę z zażenowaniem. Czas jakby zwolnił, minęła wieczność, zanim drzwi się zamknęły i winda ruszyła. Po długiej, wypełnionej wstydem chwili zatrzymujemy się na parterze, wybawienie jest blisko. Już mamy wysiadać, jak jedna dziewczyna mówi do drugiej „Pachnie jakby nowym dywanem, czujesz?”. Ledwo zdołaliśmy odejść kilka metrów, zanim wybuchnęliśmy z żoną śmiechem.
Dodaj anonimowe wyznanie