#4FRq9
Pani była bardzo miła i powiedziała mi że jak dowiozę ubezpieczenie to nie będę musiał tego płacić. Na moje szczęście (lub nie szczęście) wujek miał wolny czas i zawiózł mnie swoim samochodem do domu po ubezpieczenie i z powrotem do szpitala. Gdy przyjechaliśmy mając już ubezpieczenie pielęgniarka była zajęta i kazała nam zaczekać parę minut.
Czekaliśmy tak ze 3 minuty i nagle wujek mówi do mnie, że no cóż chce mu się strasznie pierdzieć i że zaryzykuje i ulży sobie tutaj. Nagle wypuścił takiego cichacza okrutnika, po prostu masakra, straszna zawiesina. Niefortunnie akurat pielęgniarka na którą czekaliśmy wyszła z gabinetu po może 15 sekundach od tego "zdarzenia".
Gdy tylko poczuła zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia, że w ogóle można coś takiego z siebie wypuścić i niewiele myśląc zapytała "Co tutaj sie stało?! Coś sie rozkłada?". Wujek cały czerwony ze wstydu, a ja czerwony z powstrzymywania śmiechu. Zwaliliśmy całą winę na starszego dziadka śpiącego na łóżku na korytarzu (chyba czekał na jakiś zabieg).
Pokazaliśmy to ubezpieczenie i wychodząc już zauważyliśmy, że pielęgniarki obudziły tego dziadka, mówią że trzeba go przebrać i zaczęły z nim jechać w stronę łazienki.
''Coś się rozkłada?'' Ha ha ha! ♥
Skończ z tymi serduszkami
Okrutne ;)
Biedny dziadek, obudziły go bez potrzeby :(