#Xucbu

Pewnego pięknego dnia na lekcji geografii potrzebny był nam atlas, który zostawiłam w domu. Koledzy, którzy siedzieli przede mną mieli dwa, więc pożyczyłam od jednego z nich.

Tak mniej więcej pod koniec lekcji kolega, który mi go pożyczył, odwrócił się do mnie i narysował mi w atlasie długopisem tzw. "karnego pindolka". Po czym patrzy na mnie i dziwi się, czemu ja nie reaguję. 

W końcu zapytał mnie, czemu nic nie mówię. A ja patrzę na niego i mówię: "Jesteś debilem, bo to twój atlas". On wziął atlas i odwrócił się z zażenowaniem na twarzy.

#3AXXk

W weekend po robocie i po wypłacie, postanowiłem wybrać się na zakupy kupić to i tamto. Pojechałem z kumplem. Po wypiciu napoju, poszliśmy do wc, by się załatwić. Wszedłem do publika, tam korzystało kilku innych mężczyzn. W między czasie trzymałem telefon w rękach, ponieważ czekałem na sms od dziewczyny. Podszedłem do pierwszego wolnego pisuaru i zanim zacząłem się załatwiać, obróciłem się do kolegi i powiedziałem "Potrzymaj mi". Po czym usłyszałem śmiechy od owych panów. Kolega trochę zmieszany dodał głośno "Telefon, chodziło o telefon!".

#b6miC

Gdy mój brat miał ze 2 lata, pewnego razu mama po kąpieli postawiła go na pralce w celu wytarcia go. Wytarła go, zaczesała mu jego mokre włosy na tył, a on spojrzał w lustro i z poważną miną skomentował ułożoną fryzurę przez mamę: "Wyglądam jak ch*j!". Niestety nie wiem, czy się chwalił, czy żalił.

#N9Q95

Kiedy byłem w 1 klasie szkoły podstawowej często wracałem do domu przed rodzicami. Klucz na tasiemce na szyi, te klimaty. To było przed czasami telefonów komórkowych, mieliśmy za to telefon stacjonarny. Jak chciałem się dowiedzieć która godzina, to zamiast patrzeć na zegarek lubiłem zgrywać wielkie panisko i dzwonić na zegarynkę (dzwoniło się na numer i tam automat gadał która jest godzina).

Pewnego dnia jednak wklepałem zły numer i zadzwoniłem na... straż pożarną. Rodzice przestrzegali wcześniej, że jak się tam dzwoni to wyłącznie aby zgłosić pożar, a jak nie to można iść do więzienia. Ja oczywiście nie chciałem iść do więzienia, więc... zgłosiłem pożar. Dziecięca logika. Powiedziałem, że dom sąsiada się pali, podałem na jakiej ulicy i że idę gasić, po czym się rozłączyłem.

Zaraz wrócił do domu tata. Wkrótce po nim przyjechała straż pożarna... Widząc ją przez okno uznałem, że sprawy zaszły za daleko i przyznałem się tacie, który szybko zszedł i przeprosił strażaków. Lania nie było (bo się sam przyznałem), ale otrzymałem rozbudowany pakiet kar, w tym najbardziej bolesny zakaz telewizji na dwa miesiące.

#sIDQI

Chodzę do technikum obsługi turystycznej. We wrześniu, na początku drugiego roku naszą klasę czekały miesięczne praktyki w jakimś większym obiekcie noclegowym. W naszym przypadku (moim i 5 kumpli) był to sporej wielkości ośrodek wypoczynkowy w niewielkiej miejscowości nad samym Bałtykiem. 

Codziennie pracowaliśmy na różnych zmianach: sprzątanie pokoi, sala (kelner), zmywak itd. Jednemu z nas, Michałowi, przypadła zmiana na kuchni - jako pomocnik. Poza nim w kuchni był oczywiście szef kuchni i dwóch stałych pomocników szefa. Ja tego dnia byłem na sali, sprzątałem bufet po śniadaniu i zaciekawiło mnie dość mocno, czemu Michał zamiast siedzieć w kuchni już któryś raz z kolei przemierza salę. 

Zagadałem i dowiedziałem się, że zlecono mu poszukać pewnej maszyny. Ową maszyną była "podkopcarka do ziemniaków", która miała być najpewniej na strychu. Powiedziałem mu, że nie mam pojęcia jak ona wygląda. Poszedł. Chwilę się zastanawiałem, gdy ogarnąłem, że na kuchni chłopaki cisną bekę. W końcu doszło do mnie, że nie istnieje taka maszyna...

Michał natomiast skonsultował swój problem z chyba całą obsługą ośrodka. Po 30 minutach dowiedział się, że w ośrodku nie ma żadnego strychu. Biegał jak kot z pęcherzem po całym gmachu, szukając magazynu z ową maszyną. Widok jego zakłopotania i niepewności... mimo że trochę było mi go szkoda... był bezcenny. Pełnej prawdy dowiedział się dopiero chyba po kilku godzinach.

#dZWTo

Historia sprzed kilku lat. Brat powiedział, że wychodzi do sklepu i za chwilę wróci. Po niedługim czasie słyszę domofon. Byłam pewna, że to on więc od razu otworzyłam drzwi do klatki. W międzyczasie wpadłam na pomysł, że gdy brat będzie już dochodził do drzwi, ja nagle wylecę zza nich i go wystraszę. No i czekałam... słyszałam, że jest już blisko… i wyleciałam z impetem krzycząc „BUUUUU!”. Wiał tak, że prawie wywrócił się na schodach. Twarzy nie widziałam. Zorientowałam się jedynie, iż nie był to mój brat, a chłopak roznoszący ulotki. Z wrażenia mu wypadły i wszystkie zostały pod moimi drzwiami...

#aIfbA

Jak byłam mała często chorowałam. Mama wtedy przygotowywała mi herbatę z sokiem malinowym. Tak też było tym razem. Zrobiłam łyk herbaty i mówię do mamy: "Mamo tego się nie da wypić, to jest niedobre". Na to mama: "Pij, pij, to jest zdrowe, szybko wyzdrowiejesz. Boli cię gardełko, pewnie dlatego ci się wydaje, że niedobre". 

Duszkiem wypiłam prawie pół kubka i mówię mamie, że to jest naprawdę wstrętne! Mama spróbowała i czym prędzej pobiegła wylać herbatę i przynieść mi coś do popicia. Okazało się, że wcześniej odkamieniała czajnik i była w nim woda z octem. Mama o tym zapomniała, a że sama miała katar to nic nie poczuła...

Tak że herbatki z octem nie polecam nikomu! Fuj!

#YRzN6

Byłem na imprezie u kolegi. Po paru godzinach mnie przycisnęło i musiałem udać się do klopa. Na klopie jak to na klopie, wyciągnąłem komórkę i zacząłem przeglądać co tam na fejsbuku. Zauważyłem, że moja kuzynka chwaliła się wizytą w jakimś paznokciowym salonie piękności i wstawiła zdjęcie swojej ręki ze zrobionymi paznokciami. Dodam, że kuzynka ta w tamtym roku miała wypadek samochodowy, w którym straciła jeden palec (wstawiła zdjęcie tej drugiej ręki, ze wszystkimi palcami). Do głowy wpadł mi pomysł na dowcipny komentarz, więc niezwłocznie go dodałem.

Następnego ranka gdy wziąłem telefon do ręki, zobaczyłem sporo wkurzonych odpowiedzi na mój komentarz. Nie pamiętałem, co ja tam napisałem, więc szybko otworzyłem to zdjęcie. Okazało się, że tym "zabawnym" komentarzem, który wymyśliłem poprzedniego dnia, było: "Hahahaha a dostałaś 10% zniżki?".

#R3ikB

To zdarzenie miało miejsce z 7 lat temu, gdy jeszcze uczęszczałam do gimnazjum. Czasy gdy gadu-gadu było chyba najpopularniejszym komunikatorem. Tego dnia bardzo się nudziłam, więc postanowiłam, że poszukam w wyszukiwarce ludzi z moich okolic. Miałam nadzieję, że poznam jakiegoś fajnego, równie wstydliwego chłopaka, z którym się zaprzyjaźnię i być może zakocham. Wiadomo, dziewczyny w takim wieku marzą o tym, aby się pierwszy raz zakochać itd. 

Udało się. Poznałam pewnego bardzo fajnego chłopaka, po jakichś przejściach. Dużo rozmawialiśmy przez gg i okazało się nawet, że jesteśmy z tej samej szkoły i w tym samym wieku! Moja szkoła była bardzo duża, więc nie sposób było wszystkich znać, zwłaszcza przy tak wstydliwej osobowości jak moja, w tamtym czasie.

Pewnego razu, gdy sobie rozmawialiśmy kolejny dzień przez gg, temat zszedł na związki, dziewczyny, uczucia, itd. On powiedział, że zauroczył się w pewnej dziewczynie. Gdy spytałam, która to to odpowiedział, abym zgadywała, bo sam wstydzi się powiedzieć. Oczywiście, w mojej głowie zrodziła się myśl, że chodzi o mnie, tym bardziej, że świetnie się dogadywaliśmy i naprawdę mi się podobał! Więc ochoczo zabrałam się do zgadywania, o kogo może chodzić. Spytałam, jaka jest pierwsza litera imienia. Odpowiedział, że pierwsza litera imienia, jest taka sama jak mojego. Spytałam, czy ma na imię Patrycja (moje imię). Odpowiedział, że tak! Zapytałam, czy ją znam. Oczywiście z lekką przekorą, przecież już wiedziałam, że chodzi o mnie! Odpowiedział, że oczywiście i zaczął się cieszyć, że już jestem tak blisko. 

Dodał, że mam ją nawet w znajomych na NK. To delikatnie zbiło mnie z tropu, więc spojrzałam na NK. Były tam jakieś trzy dziewczyny o moim imieniu, ale przecież chodziło o mnie, więc powiedziałam, że "nie mam nikogo o takim imieniu w znajomych, chyba, że mówisz o mnie? :)". Oczywiście z pełnym uśmiechem, wdzięcząc się i ciesząc. Na co on odpowiedział: "Nie, chodzi mi o Patrycję W., nie wiesz przypadkiem czy ma kogoś? Nie mogę przestać na nią patrzeć."

Zgasłam szybciej niż światło w pokoju na koloni, gdy opiekun o 3 w nocy sprawdzał, czy śpimy.
Dodaj anonimowe wyznanie