#N9Q95
Pewnego dnia jednak wklepałem zły numer i zadzwoniłem na... straż pożarną. Rodzice przestrzegali wcześniej, że jak się tam dzwoni to wyłącznie aby zgłosić pożar, a jak nie to można iść do więzienia. Ja oczywiście nie chciałem iść do więzienia, więc... zgłosiłem pożar. Dziecięca logika. Powiedziałem, że dom sąsiada się pali, podałem na jakiej ulicy i że idę gasić, po czym się rozłączyłem.
Zaraz wrócił do domu tata. Wkrótce po nim przyjechała straż pożarna... Widząc ją przez okno uznałem, że sprawy zaszły za daleko i przyznałem się tacie, który szybko zszedł i przeprosił strażaków. Lania nie było (bo się sam przyznałem), ale otrzymałem rozbudowany pakiet kar, w tym najbardziej bolesny zakaz telewizji na dwa miesiące.
Dobrze, że się nie postanowiłeś rzeczywiście podpalić domu sąsiada ;)
Właśnie! :D Zawsze mogłeś powiedzieć, że skoro zgłoszone to ch*j, wypadałoby podpalić :D
Muszę być strasznie zmęczona, bo przez kilka minut zastanawiałam się, jak miałby ci służyć klucz na jakieś tasiemce.
Ja tam przeczytałam : klucz na tasiemcu.
rodzice źle Cię nauczyli, to za co ta kara...
Dokładnie. Karanie dziecka za głupotę rodziców jest bez sensu. Mnie podobnie powiedzieli, że jak się dzwoni to albo coś się dzieje, a jak się nie dzieje to "więzienie, kara pieniężna, koklusz i gradobicie" i raz przypadkowo zadzwoniłam na pogotowie. Na szczęście w swoim dziecięcym móżdżku przeprosiłam dyspozytora i tyle.
Przecież tak, czy siak nic się nie działo, tylko młody skłamał, że coś się pali.
,,Lubiłem zgrywać wielkie panisko" rozwaliło mnie to XD
"i że idę gasić" :D