#n0MKZ

Pracuję w sklepie odzieżowym. Ponieważ zepsuła się nam klimatyzacja, niezbędnym było wezwanie majstrów. Ku mojemu zaskoczeniu na miejsce przybyło dwóch młodych mężczyzn mniej więcej w moim wieku. Jeden z nich zapytał, czy mógłby sobie podładować telefon, bo przed nim jeszcze cały dzień pracy, a okazja może mu się już nie przytrafić. Naturalnie się zgodziłam. Podłączyłam telefon i ulokowałam go pod ladą. 

Jako że ruch w sklepie przed południem był niewielki, wizyta fachowców okraszona była sympatycznymi pogawędkami i żartami. Szczególnie dobrze rozmawiało mi się z panem od telefonu. 

Chłopcy zrobili swoje, dali jakieś świstki do podpisania i nagle słyszę:
- Czy mógłbym jeszcze dostać telefon?
Pomyślałam, że poprosił mnie o numer w celu umówienia się na randkę, więc odpowiedziałam:
- Przykro mi, ale jestem zaręczona...

Nie chodziło o mój numer. Nie wiem, kto poczuł się bardziej niezręcznie.

#AG2nH

Moi rodzice w każdą rocznicę jadą razem ze mną i bratem do Częstochowy na mszę. Jest to dosyć daleko od naszego miejsca zamieszkania. W pewnym momencie naszej wesołej drogi musiałam uwolnić to, co mi się zakumulowało w pęcherzu. Poprosiłam tatę o zatrzymanie się. Wszystkim nagle się zachciało i rozbiegli się po krzakach w poszukiwaniu dogodnego i ustronnego miejsca na oddanie moczu. 

Oczywiście ja nie mogłam znaleźć miejscówy i zaczekałam aż wszyscy wsiądą do auta i wtedy załatwię sprawę. Jako, że nie mam wrodzonej inteligencji, to kucnęłam nieopodal za autem. Nie skojarzyłam faktów, że nasze auto ma kamerkę mającą na celu pomoc w cofaniu. Usadowiłam się centralnie na wprost niej. Tata wrzucił wsteczny bieg i włączyła się momentalnie kamerka. Pokazała na ekraniku na desce rozdzielczej mnie w pełnej krasie. A ja wesoło sobie siusiałam pewna, że przechytrzyłam system. 

Chyba nie muszę tłumaczyć co się działo, gdy tylko weszłam do auta. Mama leżała na oknie trzymając się za brzuch ze śmiechu, brat klepał mnie po ramieniu gratulując dobrej roboty, a tata zdążył nawet nagrać ostatnie momenty mojej posiadówy.

#Qqs29

Poznałem bardzo fajną dziewczynę. Rozmawiało nam się świetnie i w szybkim czasie zostaliśmy... przyjaciółmi. Tak, zostałem uwięziony w friendzone. 

Po pewnym czasie pomyślałem sobie "Nosz kurna, tak nie może być!". Postanowiłem wyznać mojej przyjaciółce czego tak naprawdę oczekuję oraz co do niej czuję. Zaprosiłem ją na spacer. Było miło. Jak zwykle rozmowa szła. W pewnym momencie poczułem, że to idealny moment na wyznanie. Mówiłem jej, że bardzo mi na niej zależy i skończyłem na zdaniu "Liczę na coś więcej niż przyjaźń". Na co ona "Chcesz żebyśmy zostali najlepszymi przyjaciółmi?"...

Te słowa sprawiły, że nie mogłem już nic powiedzieć, tylko smutnie pokiwałem głową.

#nzsBA

W sobotę pojechaliśmy z narzeczoną na wycieczkę za miasto. Sporo pochodziliśmy, więc jak wróciliśmy to była była tak wyczerpana, że ledwo po schodach weszła. Pocałowałem ją czule, ściągnąłem z niej ubrania, rzuciłem na łóżko, a następnie umyłem naczynia i zrobiłem pranie, gdy ona spała.

#31Fxq

Odkąd pamiętam mam zwyczaj maczania wszystkiego co słodkie w kawie, wszystkie ciasta, batoniki, czekolady zawsze lądują w naparze bogów zanim je spożyję. 

Kilka dni temu tak się wciągnęłam czytając książkę, że zjadłam kilka ogórków konserwowych maczanych w kawie i nic dziwnego nie poczułam.

#b26Sy

Byłem w przychodni. Sporo ludzi w kolejce, wszystkie miejsca siedzące zajęte. Weszła kobieta z kilkuletnim dzieckiem. Kątem oka widziałem, że po prawej stronie ławki, na skraju której siedziałem, był stołek. Przesunąłem się nieco w lewo, żeby mogli sobie usiąść obok siebie i zachęcająco, z uśmiechem na ustach, wskazałem ręką na ten stołek. Babka popatrzyła na mnie dziwnie i powiedziała “Dziękuję... postoimy”.

Popatrzyłem na ten stołek i z zażenowaniem zauważyłem, że to nie był stołek tylko kosz na śmieci.

#MMwl7

Mój ojciec pił kiedyś piwo Karolinka i od tegoż piwa wzięło się moje imię, bo zapomniał jakie miał mi nadać imię w urzędzie. Teraz jestem już dorosła i pracuję w sklepie. A jak to w sklepie jest, mam identyfikator z imieniem. Kiedyś przyszedł klient, spojrzał na identyfikator i stwierdził, że mam bardzo ładne imię. Wiec opowiedziałam mu pochodzenie tego imienia, a na koniec dodałam "Znając mojego ojca to cieszę się, że nie nazywam się Absolwent". Mina klienta bezcenna. :)

#roWfo

Kilka lat temu mieszkałam w Stanach Zjednoczonych, miałam 18 lat i dorabiałam sobie jako pokojówka w pewnym luksusowym hotelu. Właściciel sieci hoteli był dobrym przyjacielem mojego ojca więc pracę dostałam właściwie od ręki. Jak wiadomo w takich miejscach obowiązuje mundurek i cała sterta zasad do wykucia na pamięć, a że uczyłam się w szkole artystycznej to i artystyczną duszę miałam więc niełatwo było mi dostosować się do zasad tam panujących. Po ciężkich początkach w końcu nauczyłam się być przykładnym pracownikiem, a przynajmniej do czasu...

Pod koniec lata odbywał się w mieście wielki festiwal muzyczny, na który został zaproszony pewien heavy metalowy zespół, którego byłam zagorzałą fanką. Kilka dni później dowiedziałam się, że muzycy niektórych bandów będą naszymi gośćmi. Na tę wiadomość oczywiście wpadłam w niemalże histeryczną euforię, którą okazywałam jedynie w samotności. Gdyby wydało się jakiego fioła mam na punkcie tego zespołu, który miał gościć w moim hotelu, zapewne natychmiast dostałabym wolne na jakiś czas...

Nadszedł wielki dla mnie dzień. Wystroiłam się jak tylko mogłam i ruszyłam przywitać swoich gości. Z wielkim uśmiechem popędziłam na to spotkanie. Udawałam spokojną w ich towarzystwie, ale w środku cieszyłam się jak małe dziecko. Kiedy członkowie wybrali się gdzieś wspólnie, ja miałam czas by posprzątać ich pokoje. Na sam koniec zostawiłam sobie pokój jednego gitarzysty, za którym wprost szalałam. Wpadłam do pomieszczenia i od razu rzuciły mi się w oczy 4 przepiękne gitary. Wiedziałam, że nie wolno mi naruszać prywatności naszych gości więc powstrzymałam się i zajęłam się sprzątaniem. 

Do czasu, aż ogromna chęć zagrania na gitarze swojego idola nie zawładnęła mną do końca, a dodam, że potrafię grać. Chwyciłam za wiosło i rozpoczęłam swoje przedstawienie. Musiałam być cicho, więc głośność instrumentu była bardzo umiarkowana, ale ja sama rzucałam się po pokoju jak szalona udając gwiazdę rocka. Miotałam się po łóżku i po podłodze w stanie niemalże ekstazy, dopóki nie spojrzałam w stronę drzwi. Były one co prawda zamknięte, ale teraźniejszy rezydent tego pokoju znajdował się już w środku. Byłam w takim szoku, że cofnęłam się gwałtownie i upadłam na ziemię, przy okazji uderzyłam gitarą mocno o twardą część wielkiego łoża przez co nieco ją uszkodziłam. Tak bardzo się przestraszyłam, że nie wiedziałam jak się nazywam. Zaczęłam odzyskiwać zmysły gdy dotarł do mnie głośny śmiech. Facet śmiał się z tego wszystkiego do tego stopnia, że aż się popłakał. Pomógł mi wstać i zdjął swoją gitarę z mojej szyi. Zaczęłam przepraszać jak nakręcona, a on starał się mnie uspokoić, obiecał że nikt nie dowie się o tym co zaszło wtedy w tym pokoju.

#lvqeT

To był początek podstawówki. Jako dziecko bardzo lubiłem chodzić na zakupy, bo zawsze coś mi kupowano. Raz pojechałem z mamą do Biedronki i ku mojemu zdziwieniu nie chciała mi kupić "jajka niespodzianki". Więc ja zacząłem wskazywać różnorodne produkty z nadzieją, że coś mi jednak mama kupi. 

Doszliśmy do kasy, a ja dalej byłem bez swojego produktu. Chwyciłem pierwsze lepsze opakowanie. Nie było drogie, ale fajnie wyglądało: małe, czarne opakowanie z czerwoną i niebieską rozradowaną postacią. Lecz mama znów odmówiła. Na co ja ze łzami w oczach na pół sklepu krzyknąłem: "Ale mi się to przyda!". Na twarzach ludzi w kolejce pojawiły się wymowne uśmiechy. 

Od dobrych kilku lat wiem już, że to były prezerwatywy...
Dodaj anonimowe wyznanie