#EQq4d

Historia miała miejsce bardzo dawno, miałam może jakieś 6 lat. Mój tato miał znajomego, który często u nas bywał, tak więc został mianowany "wujkiem".  Raz akurat w porze obiadowej ów wujek się zjawił, a ja jak zawsze byłam nim zafascynowana.

Niestety moja wspaniała rodzinka zauważyła, iż kolega taty mi wpadł w oko, więc postanowiła mnie pomęczyć. Kilkukrotnie zadane pytanie "Co ci się podoba w wujku?" doprowadziło moją twarz do koloru ostrej czerwieni. Byłam całkowicie zmieszana, do tego stopnia, że schowałam się pod stół.

Kiedy to cholerne pytanie padło jeszcze raz, postanowiłam dać im odpowiedź.
PODKREŚLAM iż miałam maksymalnie 6 lat i nie mam pojęcia dlaczego taka odpowiedź mi przyszła do głowy. Tak więc siedząc pod tym stołem, wydukałam siebie: "Podoba mi się jego siusiak...".

Nastąpiła całkowita cisza, spanikowany śmiech "wujka", ktoś zadławił się jedzeniem i zaczął ostro kaszleć. Ja siedziałam dumna pod stołem, że teraz przestaną pytać, co w sumie się udało.

Od tej pory minęło 17 lat i kolega taty nie pojawił się u nas już ani razu.

#G98dV

Jakiś czas temu zapisałam się na kurs prawa jazdy. W końcu nadeszły jazdy. Piękny, słoneczny dzień i przystojny instruktor o imieniu Damian, który będzie uczył mnie jeździć. Ok. Pierwsza lekcja, tu hamulec, gaz, tu sprzęgło - bajera leci, jedziemy, miło, nie powiem. Koniec jazdy, toczę się elegancko pod ośrodek, bo następny kursant czeka. 

Bach, nagle wlazło babsko na pasy. Damian krzyczy "Hamuj!", a mi oczywiście nagle, nie wiedzieć czemu, zaplątały się nogi. Więc drę się do niego: "Sam hamuj, przecież jesteś pedałem!!". Chodziło mi o to, że posiada swój pedał gazu i hamulec. A w efekcie Damian obraził się na mnie na śmierć i życie. Jeżdżę teraz z innym panem.

#LEoaI

Zawsze miałam telefon z tych, co jak spadną to dziurawią podłogę. Przez ostatni czas ciężko pracowałam i w końcu mogłam sobie pozwolić na zakup nowiutkiego, śnieżnobiałego smartfona. Och jaka była moja radość, kiedy odkryłam jego możliwości, czysty dźwięk, ładny obraz i WI-FI. 

Zmęczona po upalnym dniu przygotowywałam sobie kąpiel. Tradycyjnie na pralce obok leżał ręcznik, mydło, piżamka i telefon. Śnieżnobiały telefon. Nowy telefon. Z wi-fi.. Weszłam do wanny, relaksik, muzyczka.. Nagle sobie uświadomiłam, że mydło, które właśnie włożyłam pod wodę jest jakieś twarde, śnieżnobiałe i wcale się nie pieni...

#pScWQ

Cała historia działa się na ślubie mojego kuzyna. Miałam ze 12 lat i dziwnym trafem złapałam kwiatki od panny młodej. W rodzinie wielka wrzawa, śmiechy hihy, itp. Pan prowadzący widać, że bardzo ogarnięty człowiek jako pierwsze zadał mi bardzo ważne pytanie "Jaką masz miseczkę", a że byłam płaskim dzieckiem nawet nie wiedziałam o co chodzi. Więc szybko w wielkim zmieszaniu odpowiedziałam, że nie pamiętam. 

Jednak to nie koniec moich żałosnych wydarzeń z tamtego okresu. Kolejno założyli mi podwiązkę panny młodej, bo jakże by inaczej. Co mnie strasznie zawstydziło, bo jak wysoko mam jeszcze tą sukienkę podciągnąć, żeby byli zadowoleni. Jako finał całej historii postawili mnie na krześle i kazali tańczyć z gościem, który złapał krawat. Nie ma co ukrywać gościu podchmielony, patrzył się na mnie jakbym była kolejnym kieliszkiem wódki, albo nawet wzrokiem pedofila przy przedszkolu. Wielka panika, gościu zaczyna tańczyć, a ja na cały regulator przez cały taniec "Wypuście mnie, jestem niepełnoletnia". Oj tak, przez 4 min darłam się wniebogłosy, a to wszystko jest na filmie. 

Rozbawienie wszystkich na sali - bezcenne. Nawet po 6 latach nie mam zamiaru się brać za ponownie oglądanie tego filmu z wesela.

#HVYlF

Jakiś czas temu, na moich oczach, pewien starszy mężczyzna stracił przytomność. Ze względu na to, że w szkole nauczyciel EDB kładł duży nacisk na pierwszą pomoc, wiedziałem jak się zachować. Od razu przystąpiłem do "akcji". 

Podczas gdy ja udzielałem pierwszej pomocy, poprosiłem przechodzącą kobietę (ok. 30-40 lat) o zawiadomienie pogotowia. Jak zareagowała? Odpowiedziała, że nie zna numeru na pogotowie i uciekła...

#imzkB

Długo starałyśmy się z mamą o eksmisję mojego ojca. Gdy do tego wreszcie doszło byłyśmy wręcz w szoku, bo trochę nie wierzyłyśmy, że polskie sądownictwo faktycznie zdoła nam pomóc. Minęło trochę czasu zanim nauczyłyśmy się tym cieszyć, początkowo byłyśmy raczej zdezorientowane, niespokojne i nadal mocno czujne, bo stawało się zbyt miło. Tylko oczekiwałyśmy, aż coś się spieprzy. Taka głupota, ale trudno wyprzeć z głowy. 

Mam młodszą siostrę i choć starałam się z całych sił, żeby wszystko możliwie najmniej ją dotknęło, nasz niepokój i zdenerwowanie też się jej udzielały. Któregoś z tych początkowych, wolnych od niego dni kazałam siostrze wynieść śmieci. Ona odparła "Tata nie kazałby mi chodzić ze śmieciami!". Mimo świadomości, że to małe dziecko, któremu trudno odnaleźć się w tej sytuacji, też nie rozumie całkowicie, jaką krzywdę wyrządził nam ojciec, dałam się ponieść tym wszystkim emocjom, sprowokować taką pierdołą, i odpowiedziałam "Więc idź szukać tatusia, a może to ci zająć tyle czasu, że już nie zdążysz wrócić do tego okropnego domu". Zabrała worki i wyszła. 

Wyrzuty sumienia dopadły mnie szybciej niż minęło kolejne 10 minut, w których jeszcze nie wróciła. A kontener stoi pod blokiem. Prawdopodobnie zostałam w tym momencie największą panikarą świata, bo po kolejnych dziesięciu minutach poleciałam za nią. Oczywiście nie znalazłam jej tam, gdzie miała dojść, też nie muszę wspominać, że przebiegłam całe osiedle w poszukiwaniach, a nigdzie nie potrafiłam jej dostrzec. Postanowiłam wrócić do mieszkania po telefon, choć nie wiem z jakim zamiarem, żeby zadzwonić gdzie, na policję? Po pana Rutkowskiego może? 

Gdy dobiegałam pod klatkę, ona była w trakcie schodzenia (spadania bardziej) z bzu, z drzewka w sensie, zaraz przy naszej klatce. Rzuciłam się na nią co najmniej tak, jakbym nie widziała jej przez ostatnie i jedyne 10 lat jej życia. Gdy zdołała uwolnić się z mojego uścisku, wystawiła łapkę z kilkoma gałązkami ledwie zakwitniętego bzu i dodała, że przeprasza i już nigdy nie będzie mnie porównywać do taty. 

W czasie, w którym ja biegając po osiedlu wyobrażałam sobie, jak występuję w wiadomościach jako wyrodna siostra i błagam, żeby ją odnaleźli, a mnie wysłali, nie wiem, na Sybir czy innego piekła, ona zbierała kwiatki z drzewa, żeby mnie przeprosić. Gdy przeprosiny należały się jedynie jej. To przykre, jak często nie potrafimy ani pomóc, ani przyjąć pomocy od najbliższych, którzy dzielą z nami dane nieszczęście, niepotrzebnie nawzajem się atakujemy i wypowiadamy słowa, których chwilę później żałujemy. Oby było tylko lepiej.

#cJMZB

Wczoraj po południu umówiłem się z kolegą w jednej knajpce. Przyszedłem na miejsce, zamówiłem piwko i po 15 minutach dostałem SMS od kolegi, że ma sytuację awaryjną i nie będzie mógł przyjść. Przy innym stoliku zauważyłem dwie dziewczyny. Jedna wpadła mi w oko i jak na nią zerkałem kilka razy nasze spojrzenia spotkały się i ona uśmiechała się zalotnie.

Nie jestem typem podrywacza, ale ta dziewczyna bardzo mi się podobała i wydawała się bardzo przyjaźnie nastawiona. Przemogłem się i podszedłem do ich stolika i spytałem, czy mogę się dosiąść. Nawet nie wyobrażacie sobie jaki to dla mnie był wyczyn! A jaka radocha gdy się zgodziły!

Dalej też szło zadziwiająco gładko, dziewczyny uśmiechnięte od ucha do ucha, śmiały się ze wszystkich moich zabawnych tekstów, normalnie bajka, to było jak sen, czułem się jak Casanova. Po kilkunastu minutach moja wybranka powiedziała, że zgłodniała. To ja na to, że znam niedaleko fajne miejsce gdzie można zjeść coś dobrego. Zgodziły się tam pójść, więc poprosiłem kelnera o rachunek, za mnie i za dziewczyny. Gdy usłyszały że chcę za nie płacić trochę się opierały, ale byłem nieustępliwy.

Po chwili przychodzi kelner i wręcza mi rachunek na 90 zł. Ja mu na to, że chyba pomylił stoliki i że płacę za swoje jedno piwo i za dziewczyny. Na to kelner w śmiech i mówi, że panie wypiły 12 piw... Szok. Ale słowo się rzekło, więc z bólem serca zapłaciłem. Niestety jak wstaliśmy, to panie ledwo szły... Powiedziałem im gdzie jest ten lokal który miałem na myśli, a potem się wykręciłem i zmyłem do domu. Casanova kurde mać...

#ygRRt

Byliśmy z rodzicami na wakacjach. Staliśmy przy kiosku i wybieraliśmy pocztówki, aby je wysłać do rodziny. Pewna kobieta chodziła nieopodal z komórką w ręce i szukała zasięgu, wchodząc przy tym na ławki. Jakiś koleś powiedział jej, że musi kupić zasięg w kiosku, bo to miejscowość uzdrowiskowa i inaczej go mieć nie będzie. Kobieta uwierzyła, podeszła do kiosku i powiedziała "Poproszę zasięg do komórki".

#lhrzf

Jak byłam małym brzdącem to wszystko traktowałam bardzo poważnie i całkowicie nie znałam się na żartach. 

Pewnego dnia siedziałam w swoim pokoiku, bawiłam się lalkami, oczywiście klocki porozrzucane, kartki i kredki się walają po pokoju. Przyszła mama
- Córcia, może posprzątamy?
- Nie mamuś, ja się jeszcze bawię.
Sytuacja w ciągu najbliższej godziny powtórzyła się jeszcze 3 razy. Mama lekko zirytowana weszła ostatni raz do pokoju
- Córcia, posprzątamy?
- Nie ja się jeszcze bawię
- Tobie tu tylko jeszcze tylko na środek nasrać, taki masz porządek - skwitowała i wyszła. 

Gdy minęło kolejne pół godziny moja mama zobaczyła swoją córeczkę - czyli mnie- biegnącą z opuszczonymi gatkami do kostek, zadowoloną z siebie i ze słowami na ustach: "Mamusiu! Nasrać się nie udało, ale siku to zrobiłam!".

#TxvL2

Parę lat temu byłam z rodzicami na wakacjach za granicą. Po paru dniach odpoczywania na basenie w hotelu zdecydowaliśmy udać się na spacer do pobliskich miejscowości. Gdy już wyruszyliśmy w drogę okazało się, że te miejscowości nie są wcale tak blisko, ale jak już się zaplanowało to trzeba się trzymać tych planów. Szliśmy ulicą, gdyż chodnika niestety tam nie wybudowali. Asfalt grzeje, droga w pełnym słońcu, 35 stopni, no przyjemnie nie było. Rodzice gdzieś tam z przodu, ja wlekę się z tyłu i jęczę jak gorąco. 

Nagle doszły do mnie jakieś odgłosy, jakby ćwierkanie ptaka czy coś. Oglądam się, szukam, nic, nawet drzew nie było, na których mógłby się schować. Idę dalej, dźwięk coraz głośniejszy. Przede mną wielki śmietnik, myślę, może coś się tam schowało. Zaglądam do śmietnika, a tam mały kotek. Pomyślałam, że wlazł i nie może wyjść, to go wyciągnęłam i postawiłam na ziemi. Zwierzątko jednak zaczęło jeszcze głośniej miauczeć, więc wsadziłam je do kontenera ponownie i pobiegłam do rodziców. 

Przyszliśmy razem. No nic, biorę kota na ręce, odchodzę kawałek, a ten jeszcze głośniej miauczy, chce wracać do kontenera. Nagle słychać drugie miauczenie. Patrzę do środka, szukam, przewracam kartony, nic nie ma. Wołam tatę, żeby mi pomógł. Kot na moich ramionach wyrywa się, żeby go tam ponownie postawić. Po czym wchodzi gdzieś pomiędzy kartony, wraca, miauczy jeden, drugiego nie widać. W końcu tata postanowił wywrócić kontener.

Stoimy z tym kotkiem, grzebiemy w śmieciach jak głodni bezdomni, nic nie widać, a słychać. Na samym dnie zawiązana na supeł reklamówka. Wyciągamy, a w reklamówce coś miauczy. Tata rozerwał, w reklamówce woda i ledwo dychający, cały mokry malutki kotek. Okazało się, że jednemu udało się wydostać z tej reklamówki i wołał o pomoc dla swojego brata. Tamten nie miał już siły, dlatego zaczął miauczeć dopiero, jak usłyszał, że ktoś grzebie w śmietniku. Ja łzy w oczach. Nie wiem, co robić. Przecież nie wezmę ich ze sobą, ani też nie zostawię na pastwę losu.

Postanowiliśmy zanieść je do najbliższego sadu, żeby miały wodę i w razie czego znalazły coś do jedzenia. Nic więcej nie mogliśmy niestety zrobić, gdyż całkowicie nie znaliśmy okolicy. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, jak bardzo ludzie potrafią być okrutni. Jak można koty wpakować do reklamówki, nalać wody, zawiązać i wyrzucić do kontenera stojącego przy ulicy. Mam nadzieję, że bracia mają się dobrze, a osoba, która to zrobiła kiedyś zapłaci za swoje postępowanie.
Dodaj anonimowe wyznanie