#VjYWA

Na 18 urodziny zorganizowałem mojej dziewczynie coś specjalnego. Wynająłem jacht i wypłynęliśmy na pełne morze, gdzie zjedliśmy wykwintny obiad. Była zachwycona i patrząc na mnie z miłością powtarzała, że jestem najwspanialszym chłopakiem na świecie itp. 

Potem się obudziłem i przypomniałem sobie od razu, że nie mam dziewczyny.

#UiRkZ

Kiedy byłam mała (miałam może 8-9 lat) normą było, że wychodziło się rano na dwór, a wracało wieczorem, z małymi przerwami na siku, jedzenie i meldowanie się mamie w domu. Wiecznie trzymałam się z chłopakami, chodziłam w rybaczkach moro, trampkach, warkoczach i czapce z daszkiem do tyłu (serio). Razem z kolegami spędzaliśmy czas na bieganiu po drzewach, zabawie w chowanego, piratów i takie tam. 

Jeden z chłopców nie lubił mnie, bo kumple woleli wyjść ze mną, niż z nim, a żeby nie było - nawet namawiałam go, żeby do nas przyszedł. Nie. No to nie. Pewnego pięknego dnia wybrałam się z mamą do babci. Po powrocie koledzy byli już na dworze ze wspomnianym chłopcem przed blokiem. Mieli straszny ubaw, bo żeby im zaimponować to napieprzał małymi kamyczkami w okno od piwnicy mojego sąsiada - takie wiecie, przy ziemi, koło wejścia do klatki. Sąsiad furiat wybiegał, machał młotkiem do uciekającego jegomościa i wracał klnąc coś pod nosem. Kiedy dołączyłam się do zabawy, gnojek rzucił się na mnie z piskiem, że zabieram mu kolegów.

Wiele nie myśląc i nie zważając na broniących mnie kumpli wbiegłam do klatki, aby iść po ojca. W połowie drogi wpadłam na lepszy pomysł. Cichaczem wylazłam z klatki, podniosłam kamień, który trzymał drzwi od klatki otwarte i niewiele myśląc wymierzyłam w okno sąsiada. Oczywiście kamień przeleciał przez starą szybę rozbijając ją. Ja bez drogi ucieczki kucnęłam, że niby buta wiążę. Sąsiad wybiegł... prosto na tego chłopca. Złapał go, podniósł za portki i zaniósł do jego matki. Do dzisiaj nikomu się nie przyznałam, że to była moja sprawka. Do tego dostrzegłam, że miał majty w misie, przez co czuję się jeszcze bardziej zażenowana. :|

#iDmBq

Kończyłem kurs prawa jazdy. Byłem wstępnie umówiony na ostatnie dwie godziny jazd z moim instruktorem, ale jeszcze miał mi to potwierdzić telefonicznie. Jako, że dzień poprzedzający ostatnie jazdy był również jednym pierwszych dni szkoły po wakacjach to wróciłem do domu trochę zmęczony i z bólem głowy. Zjadłem obiad i położyłem się do łóżka aby odpocząć.

Pech chciał, że w czasie mojej drzemki zadzwonił instruktor, chcąc potwierdzić czy następnego dnia jedziemy. Niestety tak mam, że gdy ktoś gwałtownie mnie wybudzi, mój mózg nie od razu orientuje się, że już nie śpi. Akurat śniło mi się, że moi rodzice pojechali po jakieś ciasto, a telefon instruktora zinterpretowałem tak, że to moja mama dzwoni, żebym sprawdził czy w lodówce jest miejsce na owo ciasto. Mój kochany móżdżek nie odnalazł różnicy między damskim głosem mamy i męskim głosem mojego instruktora.

Rozmowa wyglądała mniej więcej następująco:
- Halo?
- Dzień dobry panie Łukaszu. Jak tam? Jedziemy jutro czy jakieś inne plany już pan ma? - tu mój nie do końca obudzony mózg myśli, że to mama pyta o miejsce w lodówce.
- Już idę - w tym momencie zaspany lecę na do lodówki by sprawdzić czy jest w niej miejsce na ciasto...

Mija kilka sekund i stojąc przed lodówką głosem pełnym powagi odpowiadam:
- Jest!

W tym momencie instruktor zorientował się, że coś jest nie tak. Ponowił swoje pytanie o jazdy, jednocześnie śmiejąc się ze mnie. Mija jeszcze kilka sekund. Wreszcie mój mózg zaczął kontaktować tak jak powinien i pytam instruktora, czy mógłby jeszcze raz powtórzyć o co chodzi. Ten jeszcze bardziej się śmieje, ale mówi. Dopiero wtedy się dogadaliśmy.

#wF89o

Na wstępie powiem, że mam bardzo specyficzne poczucie humoru. Często w towarzystwie mówię coś, z czego tylko ja się śmieję, albo mówię coś, czego nikt nie rozumie. Ot taki ze mnie śmieszek, ale przejdźmy do sedna. 

Jakoś 4 lata temu, zabiegałem o względy pewnej dziewczyny. Na początku znajomości odrzuciła moją, jak mi się wtedy wydawało, ofertę nie do odrzucenia. Nie chciała ze mną być. Jako ambitny chłopak nie dałem za wygraną i taka błahostka mnie nie zniechęciła. Zostaliśmy przyjaciółmi. Wiadomo godzinne rozmowy, wypady, ale na tym był koniec. Po roku podczas jednego ze spotkań, w trakcie rozmowy obiekt moich westchnień oświadczył "Już mogłabym być twoją dziewczyną!". 

Tak!!! Cały misterny plan się udał. Miesiące starań, tygodnie przygotowań. Czułem się prawie tak jakbym odnalazł zaginione 19 mld z OFE. Teraz wystarczy się tylko zgodzić i potem już z górki prawda? Otóż nic bardziej mylnego. Mój niezawodny język i cięta riposta zrobiły swoje. Odpowiedziałem "No jak ładnie poprosisz, to się może zgodzę"... Nastąpiła niezręczna cisza.

Po tych słowach zajęło mi jeszcze pół roku, żeby zostać jej chłopakiem. Co prawda specyficzny humor mnie nie opuścił i do tej pory często mówię podobne rzeczy, ale jej to nie przeszkadza, prawie się o to nie kłócimy.

#MxMN4

Parę lat temu, kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, gdy wchodziłem do klatki schodowej zobaczyłem, jak moją nową sąsiadkę karetka wynosi na noszach z szyną na nodze. Pomyślałem no cóż, wypadki chodzą po ludziach... Lecz to był tylko początek mojej przygody z sąsiadami. Zaznaczę że w mojej klatce mieszkają dość spokojni ludzie, mało imprez, wszyscy życzliwi, ciągle te same twarze, oprócz jednego mieszkania (na tym samym piętrze co moje), w którym nikt nie mieszka dłużej niż pół roku.

Nadeszła Wigilia, godzina 12-13, rodzice w pracy, rodzeństwo na zakupach i ja 14 letni chłopak sam w domu. W tamtym okresie mojego życia sporo czasu spędzałem na oglądaniu programów typu "Dlaczego ja?", "Trudne sprawy ", więc wyciągnąłem śledzie z lodówki i przed TV oglądam wyżej wymienione programy. Nagle nadeszła największą katastrofa XXI wieku, czyli awaria kablówki i internetu. Jem sobie więc w ciszy te śledzie i nagle słyszę, że ktoś się drze z klatki. Jako ciekawski nastolatek, podszedłem do wizjera i oglądam, co tam się dzieje. Patrzę, nasłuchuję, a tam sceny rodem z "Trudnych Spraw " i dialogi typu:
- Ty ku*wo je*ana jakbyś nie nosiła mojego bachora już dawno bym cię za*ebał!
- Odpie*dol się ode mnie!

Na to nastoletni ja, niewiele myśląc, biorę krzesło, śledzie i zaczynam oglądać moje osobiste "show". Akcja zaczęła się rozwijać, już myślałem aby zadzwonić na policję, gdy nagle słyszę:
- Magda dzwoń na policję!
- Już zadzwoniłam, zaraz będą!

Ciekawski ja podchodzę pod okna i czekam na radiowóz. Po 5 minutach z piskiem opon na środku ulicy parkuje czarny nieoznakowany Opel, wysiada 2 tajników, no więc znowu biegiem do wizjera. Agresor został zakuty w kajdanki, a moje show się skończyło. 

Teraz już wiem, że to wcześniej to nie był wypadek tylko przemoc domowa. Dzisiaj czuję się głupio, że nie zareagowałem, tylko oglądałem to jak skończony idiota. No ale cóż byłem głupim nastolatkiem... Ludzie nie zachowujcie się tak jak ja w takich sytuacjach i nie bójcie się zareagować.

#vaBhX

Jestem kontrolerem szczelności instalacji gazowych. Kto mieszka w bloku ten wie, że raz w roku przychodzi taki pan z czujnikiem i sprawdza czy wszystko jest ok. Z mojej strony wygląda to tak, że jak sprawdzę i wszystko jest w porządku, to chcę wypisać protokół i wyjść jak najszybciej, bo im więcej mieszkań "zrobię" tym więcej zarobię.

Ludzie często pytają mnie, czy nie chcę napić się kawy, może chwilkę odpocząć, ale ja zawsze odmawiam, tłumacząc się pierwszym lepszym argumentem, jaki mi przyjdzie do głowy. Podobnie jest z tym, żebym z protokołem usiadł przy stole i powoli sobie go wypisał. Wiem, że wtedy zaczną mnie wypytywać o różne rzeczy, przez co stracę wiele czasu, dlatego wypisuję go na twardej podkładce trzymanej w ręce.

Pewnego dnia w jednym z wieżowców sprawdziłem gaz u pana, który jeździł na wózku inwalidzkim. Mieszkanie skromne, ogólnie widać, że słabo sobie ze wszystkim radzi. Po skończonej kontroli zaproponował mi, żebym sobie usiadł przy stole. Ja bez zastanowienia wypaliłem:
- Wie Pan jak to jest jak człowiek cały dzień na nogach. Jak się usiądzie to później ciężko wstać he he he...

Wtedy popatrzyłem na tego człowieka i zobaczyłem, jak bardzo mu się przykro zrobiło. Wziąłem od niego podpis i uciekłem jak najszybciej. Było mi tak potwornie głupio, że nawet go nie przeprosiłem. Jeśli jakimś cudem Pan to czyta z tego miejsca przepraszam całym sercem.

#I9NKk

Pewnego dnia, gdy byłem jeszcze w gimnazjum, nauczyciel matematyki chcąc mnie ośmieszyć przed klasą podszedł, wskazał na mnie linijką i powiedział "Na końcu tej linijki jest idiota". Ja niewiele myśląc zapytałem, "O którym końcu pan mówi?". Nauczyciela zatkało, a cała klasa zaczęła się śmiać. Potem odzywał się do mnie tylko, jak wstawiał oceny za klasówki. To że nauczyciel jest starszy i po studiach to nie znaczy, że może nas obrażać, bo nie wszyscy muszą lubić i rozumieć jakiś przedmiot.

#EfVEM

Kiedy byłam małą dziewczynką zawsze powtarzano mi, że jeżeli ktoś jest poważnie chory to mogę się za niego pomodlić. W tamtym czasie moja nauczycielka matematyki zachorowała. Bardzo ją lubiłam, więc postanowiłam się zatem za nią pomodlić. A że nie znałam za dużo modlitw, to wybrałam pierwszą, która przyszła mi na myśl: "Wieczny odpoczynek racz Jej dać Panie...". Na szczęście nie zostałam wysłuchana.

#P3t5A

Była to niedziela. Jak zwykle w ten dzień wszyscy w domu leniuchowaliśmy. Moi rodzice maja bardzo niefortunnie umiejscowioną sypialnię. Jest ona zaraz obok kuchni, a tego dnia drzwi były  otwarte.

Siedząc w swoim pokoju, zauważyłam, że skończył mi się sok. Poszłam więc po jakieś picie do kuchni. Stojąc w niej, nagle słyszę głos mojej mamy dobiegający z sypialni: "No daj mi go w końcu podtrzymać!", "No weź go mi daj!", "Ty się cały czas sam nim bawisz!", "On jest wspólny nie tylko twój!". Muszę dodać, że mama mówiąc to wszystko nieziemsko się śmiała, bo tata ją łaskotał. 

Zrobiłam się cała czerwona. Czułam, że jak usłyszą, że jestem w kuchni, to już nigdy nie spojrzę im w oczy. Przyłapać rodziców na czymś takim?! Nagle mama zakończyła swój monolog mówiąc: "No daj mi tego pilota, bo na pewno już Familiada leci!".

#Q1avx

Zdawałem dzisiaj egzamin na prawo jazdy. Wszystko szło dobrze i gdy już miałem wracać do ośrodka, musiałem zatrzymać się na pasach. Na chodniku stały trzy młode dziewczyny z zamiarem przejścia. Gdy już stałem, dziewczyny zaczęły gorączkowo gadać i śmiać się, ale nie przechodziły. Odczekałem dłuższą chwilę. W momencie gdy ruszyłem, jedna wybiegła mi przed auto śmiejąc się. Ledwo wyhamowałem, ale tak czy inaczej oblałem egzamin. 

Nie pozdrawiam dziewczyn, które znalazły sobie super zabawę, które mogłem potrącić i przez które znowu oblałem!
Dodaj anonimowe wyznanie