#TxvL2
Nagle doszły do mnie jakieś odgłosy, jakby ćwierkanie ptaka czy coś. Oglądam się, szukam, nic, nawet drzew nie było, na których mógłby się schować. Idę dalej, dźwięk coraz głośniejszy. Przede mną wielki śmietnik, myślę, może coś się tam schowało. Zaglądam do śmietnika, a tam mały kotek. Pomyślałam, że wlazł i nie może wyjść, to go wyciągnęłam i postawiłam na ziemi. Zwierzątko jednak zaczęło jeszcze głośniej miauczeć, więc wsadziłam je do kontenera ponownie i pobiegłam do rodziców.
Przyszliśmy razem. No nic, biorę kota na ręce, odchodzę kawałek, a ten jeszcze głośniej miauczy, chce wracać do kontenera. Nagle słychać drugie miauczenie. Patrzę do środka, szukam, przewracam kartony, nic nie ma. Wołam tatę, żeby mi pomógł. Kot na moich ramionach wyrywa się, żeby go tam ponownie postawić. Po czym wchodzi gdzieś pomiędzy kartony, wraca, miauczy jeden, drugiego nie widać. W końcu tata postanowił wywrócić kontener.
Stoimy z tym kotkiem, grzebiemy w śmieciach jak głodni bezdomni, nic nie widać, a słychać. Na samym dnie zawiązana na supeł reklamówka. Wyciągamy, a w reklamówce coś miauczy. Tata rozerwał, w reklamówce woda i ledwo dychający, cały mokry malutki kotek. Okazało się, że jednemu udało się wydostać z tej reklamówki i wołał o pomoc dla swojego brata. Tamten nie miał już siły, dlatego zaczął miauczeć dopiero, jak usłyszał, że ktoś grzebie w śmietniku. Ja łzy w oczach. Nie wiem, co robić. Przecież nie wezmę ich ze sobą, ani też nie zostawię na pastwę losu.
Postanowiliśmy zanieść je do najbliższego sadu, żeby miały wodę i w razie czego znalazły coś do jedzenia. Nic więcej nie mogliśmy niestety zrobić, gdyż całkowicie nie znaliśmy okolicy. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, jak bardzo ludzie potrafią być okrutni. Jak można koty wpakować do reklamówki, nalać wody, zawiązać i wyrzucić do kontenera stojącego przy ulicy. Mam nadzieję, że bracia mają się dobrze, a osoba, która to zrobiła kiedyś zapłaci za swoje postępowanie.
Jak można być tak okrutnym :/ biedne kotki. Dobrze, ze je uratowaliście. Nie można być obojętnym wobec zwierząt! One tez mają prawo do życia!
A ten kotlet na twoim talerzu co niedzielę? :")
Mamy tu mały przykład hipokryzji :)))
Idiotyzm!! Jak można tak zwierzęta traktować?!? Takiego człowieka to tylko włożyć do reklamówki z wodą i wrzucić do śmietnika!
Jak mialam 7 lat to znalazlam malego kotka zawiazanego po szyje w zwyklym foliowym worku pomiedzy blokami. Byl caly zadrapany. Mialam juz jedna kicie no ale nic mi nie szkodzilo go wziac ze soba. Kocurek ma sie dobrze, jest juz dosyc starym kotem ale wdziecznym za pomoc jak zaden. Od tamtej pory nie patrzylam obojetnie na to jak ktos robi krzywde kotom no i kilka dni temu przygarnelam 5 kota XD tak to sie konczy, obym nie zostala stara panna z kotami XD
Ty z tych silnych i niezależnych? :D
Szkoda kotków :c Sama mam psiaka z ulicy. Bullterier, więc wiadomo, ludzie bali się do niego zbliżyć. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, był szkieletem. Podejrzewam, że był bity, bo dotyku unikał jak ognia, a gdy tylko podnosiłam rękę np. żeby po coś sięgnąć, skomlał, podkulał ogon i uciekał. Po wielu miesiącach wreszcie udało nam się sobie zaufać. Teraz Rocky jest ze mną już drugi rok. Naprawdę, nie rozumiem, skąd u ludzi takie postępowanie wobec zwierząt. Jeśli ktoś nie chce młodych, może je oddać. Choćby do schroniska, albo poszukać im nowego domu, a nie porzucać na pastwę losu lub pewną śmierć. Mam nadzieję, że kotki są szczęśliwe :)
miałam podobną sytuację. to było wtedy kiedy jeszcze wychodziło się na podwórko na cały dzień i dzieci nie wiedziały co to telefony, komputery itd... bawiliśmy się całą bandą na podwórku, przyszła starsza koleżanka i mówi że ktoś nam wrzucił koty do śmietnika (tego wspólnego na dworze). no ale wiadomo, byliśmy zajęci zabawą więc każdy o tym zapomniał. dopiero kilka godzin później kiedy większość się rozeszła i zostałam sama z 2 koleżankami poszłyśmy do tego śmietnika. no i zaczynamy się zastanawiać co zrobić. śmietnik większy niż my wszystkie, i w dodatku wyładowany po brzegi. walić to, przyniosłam coś na czym mogłam stanąć i zaczęłam wysypywać wszystkie śmieci, a później weszłam do kontenera. okazało się że faktycznie ktoś wyrzucił tam małego kotka. wyciągnełyśmy go, i poleciałyśmy do weterynarza żeby zobaczył czy nic mu nie jest, a później szybko do domu i błagać rodziców żeby zgodzili się go zatrzymać. niestety za każdym razem mówili "nie", więc zaczęłam chodzić po całej dzielnicy i prosić ludzi żeby go wzieli.. w końcu po jakimś czasie szukania wziął go jakiś chłopak z dziewczyną... nie wiem co później się z nim działo, ale mam nadzieję że dobrze się nim zaopiekowali :3
Jak nie zostanie ukarany za życia to po śmierci
moja kocica zdechła 2 dni po porodzie (z czego nie było jej 24h w pobliżu dzieci), była ich 5, wychował się tylko 1.. teraz ma 2 miesiące a wygląda jakby miał 0,5 miesiąca :) ale czuje się dumna, że chociaż jego udało mi się uratować :)
Ja mojego psa znalazlam na przystanku autobusowym w śmietniku, jakaś babcia usłyszała, ze coś piszczy w koszu, wzięłam telefon i świecę, na poczatku nic nie widac ale tez słyszałam to piszczenie. Zaczęłam wyciągać jakies rzeczy, patrzę a tam w reklamówce i torebce po kilogramowym cukrze szczeniak - oczy zamknięte, pępowina jeszcze była, widac ze dopiero co sie urodził. Masakra... Schowałam pod kurtkę, (dodam, ze to bylo w ZIMĘ!!) zaniosłam do domu, akurat mój drugi pies mial urojoną ciążę i wykarmił tego szczeniaka. Rodzice sie zgodzili zeby zostal (nie mieli wyboru, powiedzialam, ze nigdzie go nie oddam hehe ?) I takim oto sposobem Szerka, czarny kundelek, który został wyrzucony do śmietnika jak byl szczeniaczkiem, zostala wykarmiona przez mojego Yorka Fantusie i teraz ma sie dobrze, ma 5 lat i na wszystkich szczeka ale i tak ją kocham najmocniej! Do tej pory sie śmieje, że Szery to podrabiany czarny York ?
jak widze czy czytam takie cos to plakac mi sie chce, bardzo kocham koty to straszne co ludzie z nimi robia ;c
Draństwo :(