#vaBhX
Ludzie często pytają mnie, czy nie chcę napić się kawy, może chwilkę odpocząć, ale ja zawsze odmawiam, tłumacząc się pierwszym lepszym argumentem, jaki mi przyjdzie do głowy. Podobnie jest z tym, żebym z protokołem usiadł przy stole i powoli sobie go wypisał. Wiem, że wtedy zaczną mnie wypytywać o różne rzeczy, przez co stracę wiele czasu, dlatego wypisuję go na twardej podkładce trzymanej w ręce.
Pewnego dnia w jednym z wieżowców sprawdziłem gaz u pana, który jeździł na wózku inwalidzkim. Mieszkanie skromne, ogólnie widać, że słabo sobie ze wszystkim radzi. Po skończonej kontroli zaproponował mi, żebym sobie usiadł przy stole. Ja bez zastanowienia wypaliłem:
- Wie Pan jak to jest jak człowiek cały dzień na nogach. Jak się usiądzie to później ciężko wstać he he he...
Wtedy popatrzyłem na tego człowieka i zobaczyłem, jak bardzo mu się przykro zrobiło. Wziąłem od niego podpis i uciekłem jak najszybciej. Było mi tak potwornie głupio, że nawet go nie przeprosiłem. Jeśli jakimś cudem Pan to czyta z tego miejsca przepraszam całym sercem.
az ciezko dac strzalke w gore. Ale smutne :(
A tam ciężko. Łatwo - wyznanie jest ciekawe, trochę śmieszne, trochę smutne, a autor za wpadkę wyraził skruchę. Każdemu się zdarzyło coś palnąć...
Mój komentarz może być chamski. Nie rozumiem ludzi niepełnosprawnych, którzy obrażają się/smucą na takie zdania. Sama czasem mam poważne problemy z chodzeniem. Inwalidztwo jest dołujące, niektórzy nie mają tyle sił psychicznych żeby sobie z tym poradzić, ale na Boga! Nie cały świat się wokół nich kręci. Bo jak mówić do inwalidy? Chodźmy tam, czy pojedźmy tam? Należy unikać mówienia czegokolwiek o chodzeniu, siedzeniu, bieganiu, o sporcie też nic? Przecież sami mówią, że chcą być traktowani jak normalni ludzie, więc czasem po prostu nie rozumiem ich zachowań...
"Wie Pan jak to jest jak człowiek cały dzień na nogach. Jak się usiądzie to później ciężko wstać" gdzie przykre słowo pod adresem pana na wózku? Przecież to prawda, że jak człowiek sobie usiądzie to potem ciężko się zebrać do roboty. Rozumiem, że wstawka "wie pan jak to jest" sprawiła, że pan poczuł przykrość, ale to jest właśnie to przedelikacenie inwalidów na swoim punkcie. Ja bym się cieszyła, że ludzie nie zwracają uwagi na to, że siedzę na wózku i, że nie czują się tym skrępowani. Sytuacja wyszła bądź co bądź niezręczna, ale mam znajomych niepełnosprawnych i każdy z nich wybuchnąłby śmiechem w takiej sytuacji.
Nie każę śmiać się wszystkim z własnego kalectwa, ale autor nie jest niczemu winien. Raczej osoba, która od dziecka jeździ na wózku przez 30 lat nabiera do siebie dystansu, bo inaczej by sobie z życiem nie poradziła, więc ten pan na pewno wiedział jak to jest stanąć na nogach. Autor po prostu powiedział coś normalnego, a to że ten pan tak zareagował to już niczyja wina. Nie bądźmy tacy delikatni. Jeżeli ktoś miałby znajomego inwalidę z takim podejściem, to nie miałby nawet o czym z nim rozmawiać, bo WSZYSTKO mogłoby go urazić.
Cóż. Miałem w gimnazjum zajęcia z moimi niewidzącymi rówieśnikami. Strasznie bałem się, że palnę jakąś głupotę i przez to byłem spięty. Wiesz, czym najbardziej uraziłem chłopaka, którego oprowadzałem? Powiedziałem mu "uważaj, zbliżamy się do schodów" (on już wcześniej przechodził tą drogą w jedną stronę)
Gdy już się nieco rozluźniliśmy to dowiedziałem się, że niewidomym powinno się mówić "zobacz" itp. bo oni widzą dotykiem i dla nich to naturalne, a gdy ktoś się kłopocze z tego powodu strasznie ich to denerwuje.
Obecnie nie mam kontaktu z nikim niewidomym, a fajnie by było. Miałem maila do jednej dziewczyny z tej grupy, ale chyba go źle zapisałem.
W pełni popieram! Sama jestem osobą niepełnosprawną a nie przeszkadza mi to że ktoś powie coś związanego z moją niepełnosprawnością! Trzeba mieć dystans do siebie. Generalnie z tego co zauważyłam to tendencje do użalania się nad sobą mają osoby które niepełnosprawnymi się stały a nie urodziły.
a ja myślę, że facet był po prostu samotny i mogło mu się zrobić przykro z tego powodu, że autor nie chciał z nim chwilę posiedzieć.
Nie chodzi o to zeby sie cackac czy cos. Tylko o podejscie ogolnie. Ja np jedtem niepelnosprawna od urodzenia. Nie uzalam sie nad soba ani nic. Uwazam nawet że gdybym byla zdrowa nie była bym takim czlowiekiem jakim jestem a raczej jakas pusta kretynka jak wielu ludzi ktorych mialam nieszczescie spotkac na swojej drodze przez parenascie lat zycia. Dopiero ostatnio mam wrazenie ze ludzie nabieraja rozumu. Bo jak wytlumaczyc to ze w wieku 7 lat slyszy sie z ust doroslych "o kaleka idzie" Jak ma sie nie zrobic przykro? A co do opisanej sytuacji...byc moze to zdanie poprostu przywolalo jakies smutne wspomnienia z czasu kiedy czlowiek byl jeszcze zdrowy? Nie znamy sytuacji do konca. Nie oceniajmy.
Tu nie chodzi o cackanie ale o podejscie wogole bo taki mamy klimat ze jak sie slyszy na ulicy o kaleka idzie to to jest normalne ale jak juz komus przykro ze sie go nazywa kaleką to juz sie ta osoba nad soba uzala tak?
Niby dlaczego nazywanie kogos kaleką ma byc normalne i przyjmowane ze spokojem?
A co do histori to skad mozemy wiedzie czy ten czlowiek kiedykolwiek stal na wlasnych nogach? Byc moze nie. I nie badzmy tacy pewni ze musial bo inaczej by sobie nie poradzil. Mam znajomych którzy nigdy nie chodzili. A mają rodziny i wlasne domy. Kazdemu moze byc przykro z powodu jego niepelnosprawnosci. Nie mozemy wymagac ze bedzie sie z tego cieszyl,tym bardziej w spoleczenstwie ktore osoby NIEPEŁNOSPRAWNE traktuje jak ludzi drugiej kategorii
Mam kolege, ktory od urodzenia jezdzi na wozku. Zawsze pogodny, usmiechniety, jakby jego kalectwa w ogole nie bylo. Z przyzwyczajenia uzywalam w jego kierunku zwrotow "chodzmy", "pojdzmy" itp. Pozniej zdawalam sobie sprawe z tego, co mowilam. On jednak nie zwracal na te szczegoly uwagi. Pewnego razu poszlismy na piwo. Byla wtedy akcja " nie jezdze po alkoholu" i na kazdej butelce widnialo takie haslo. Wtedy on wzial te butelke, przeczytal na glos i z wielkim usmiechem na twarzy wypalil : " hahaha mnie to nie dotyczy!" Jednak mozna :)
Ją również jestem niepełnosprawna od +/- 8 lat. Poruszam się i na wózku i o kulach. Zawsze się śmieję, że np mam swoje własne cztery kółka, albo że na czterech nogach biega się znacznie szybciej niż na dwóch. Studiuję zaocznie i pracuję, więc mam styczność z ludźmi i żadko zdarza mi się żeby ktoś czuł się zarzenowany moją niepełnosprawnością - jeśli komuś się wyrwie coś co nie powinno, zawsze obracam to w żart. Ale jedno określenie podnosi mi zawsze ciśnienie- KALEKA. To że mam problemy z poruszaniem się, nie oznacza, że jestem KALEKĄ.
Czy jestem złym człowiekiem, jeśli zaczęłam się śmiać?
Oj ?