#pVOmu
Po mniej więcej godzinie rozmowy poczułem, że jak najszybciej muszę skorzystać z toalety. Powiedziałem, że zaraz wracam i poszedłem, a właściwie pobiegłem. Gdy wpadłem do kabiny poślizgnąłem się za mokrej modłodze, zaryłem o coś głową i straciłem przytomność.
Odzyskałem przytomność jakieś pół godziny później ale jej już nigdzie nie było.
#8Ynd4
Do przedszkola nie uczęszczałam, ale od zerówki nie udało mi się już wymigać. Starsza koleżanka z podwórka pochwaliła się kiedyś, że powiedziała "cioci", że jest uczulona na pływającego w zupie selera, którego nie cierpiała, i że nigdy więcej nie musiała go jeść. Jej pomysł na pozbycie się problemu wydał mi się fantastyczny.
Już przy pierwszym posiłku w zerówce poinformowałam panią Magdę, że niestety nie mogę zjeść sałaty z kefirem, bo jestem uczulona na kefir, a że całe to wykwintne danie było nim ubryzgane, wywinęłam się od obiadu. Sytuację z powodzeniem powtarzałam przez prawie miesiąc. Regularnie wyszukiwałam w posiłkach składniki ekstremalnie niebezpieczne dla mojego zdrowia. Szło mi to jak po maśle, więc po tygodniu z mojego jadłospisu zniknęły: pomidory, ziemniaki, mięso mielone, ogórki konserwowe, por, wątróbka, marchewka, ryż, szpinak, ba - nawet barszcz biały.
Któregoś pięknego dnia, kiedy zmieniałam buciki po kolejnej udanej misji - tym razem z żółtym serem, do szatni wpadła pani Magda zaczepiając moją mamę słowami: "Proszę pani, my już naprawdę nie wiemy co dawać jej do jedzenia. Mogłaby pani zrobić pełną listę produktów na które córka jest uczulona? To okropne, że taka dziecinka jest już pozbawiona możliwości poznania tylu smaków...".
Moja mama wytrzeszczyła oczy, a ja zamarłam z zaplątanymi w sznurówki palcami. Przygotowana byłam, że za chwilę nastąpi publiczny lincz, kolekcja moich bajek zniknie w czeluściach strychu, a na obiad do końca życia będę dostawała surowego pora.
Na szczęście nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Mama wybuchnęła śmiechem, kiedy zorientowała się jaką intrygę uknuła jej córcia. Rzuciła tylko do osłupiałej przedszkolanki, że nie jestem na nic uczulona i żeby nie szczędziły mi gotowanej marchewki.
Do tej pory zastanawiam się jakim cudem bystre ciocie uwierzyły w moje bujdy.
Alergia na barszcz biały? Serio?
#koBal
O moich planach wiedzieli tylko najlepsi przyjaciele. Cóż, byłoby mi trochę wstyd, gdybym wszystkim naopowiadała o tym, a potem z mojej medycyny w UK nic by nie wyszło. Jednak wszystko potoczyło się po moje myśli i obecnie studiuję medycynę na jednym z najlepszych uniwersytetów w Londynie.
Szkoda tylko, że przy okazji straciłam wielu przyjaciół z Polski. Znaleźli się tacy, którzy obgadywali mnie za plecami, szydzili z mojej 'fanaberii' i ogólnie zachowywali się, jakby moje szczęście kuło ich w oczy. Szczególnie jest mi przykro dlatego, że nie wiedzą, ile wymaga to ode mnie poświęceń. Mam wymagające studia, które kosztują kilka tysięcy funtów rocznie (mam na nie pożyczkę, którą potem będę musiała spłacić), wynajmuję mały pokój z koleżanką z Czech i ciężko pracuję, żeby móc się tu utrzymać (rodzice nie pomagają mi finansowo). W Polsce jestem dwa razy w roku i codziennie tęsknię za moim krajem.
Wiem, że kiedyś moje poświęcenie się opłaci, ale wciąż nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego tyle osób się ode mnie odsunęło, mimo moich starań o utrzymanie z nimi kontaktu. Ktoś nawet mi w twarz powiedział, że skoro mieszkam i studiuję w Londynie, to nie mam tematów do rozmowy z ludźmi z Polski. Tylko że ja wciąż jestem tą samą dziewczyną, co kilka lat temu.
Dziś mam tylko dwie polskie przyjaciółki. I wiecie co? Przyjaciół nie tylko poznaje się w biedzie. Poznaje ich się też, gdy ci się układa a oni cię wspierają i są przy tobie.
#7eabo
Na peronie czekaliśmy dłuższą chwilkę, ale babcia już szczęśliwa siedziała w przedziale i machała mi cały czas. Nagle coś zwróciło naszą uwagę - jakiś pijany człowiek trzymał się pociągu, kiedy ten akurat zaczął ruszać. Po chwili już tylko widziałam, jak wpada na tory pociągnięty przez maszynę. Mama szybko zareagowała, wzięła mnie na ręce, przytuliła do siebie i się odwróciła.
Problem polegał na tym, że byłam przytulona przodem do mamy i kiedy ona się odwróciła - ja wszystko widziałam. Do tej pory nie jeżdżę pociągami, choć pijany pan przeżył.
#9Ujaa
#6chtr
Droga przebiega w większości wśród pól. W pewnym momencie poczułem, że trzeba by zrobić postój na wiadomy grubszy cel. Ujechałem z 20 km ale dalej same pola. Konieczność stała się ostatecznością, znalazłem trochę krzaków. Zjechałem, postawiłem motor przy jezdni (co istotne na nóżce bocznej) i heja w krzaki. Słowiański przykuc w pełni i nagle usłyszałem taki odgłos, że odechciało mi się wszystkiego. W myślach tylko "łoooo ku*wa!".
Tak, nóżka się złożyła. Słyszałem tylko głośny brzdęk ocieranego chromu o asfalt. Bez zastanowienia biegnę z tym gołym tyłkiem i opuszczonymi gaciami, i tak, wypie*doliłem się. A dokładnie w tym momencie przejechało kilka aut. Dwa auta zatrzymały się. Nie, nie żeby pomóc, a żeby się pośmiać.
#pMkcG
Rodzice od razu pozwolili mi się "ubrać". W zestaw wchodził hełm, karabin, parę granatów i jakieś pierdółki, a ja, jako mała dziewczynka poprawnie wszystko założyłam i z kamienną twarzą podeszłam do wujka... Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- Będę strzelać ludziom w joko! - miałam na myśli oko.
- Ale to będzie ich boleć...
Na co ja z szatańskim uśmiechem odparłam:
- Ma boleć!
Rodzina wypomina mi to do dzisiaj, a ja grożę znajomym, że będą postrzeleni w "joko".
#oQwye
Któregoś dnia, jak co ranek przybyłam na oddział i poszłam sprawdzić co z pacjentami. Zachodzę do owego pana.
- Dzień dobry. Jak się pan dzisiaj czuje? - pytam.
- Oooojej, jak roślina wyrwana z ziemi z korzeniami... - pan odpowiada.
- To zaraz pana podlejemy (podłączam kroplówkę)... i świeżej ziemi też przyniesiemy.
Kiedy starszy pan przerażony wytrzeszczył oczy, zorientowałam się jak to zabrzmiało, przeprosiłam i uciekłam.
#k3Q3b
Pewnego dnia nie wytrzymałam tego syfu. Wracam do domu, zbieram jego skarpetki. Po godzinie wraca mój luby.
- Kochanie, co dziś na obiad?
- Twoja ulubiona zupa.
Otwiera garnek, a tam smród z parą prosto w twarz.
Tak, zalałam wrzątkiem jego skarpetki. Przynajmniej od tamtej pory wrzuca je do kosza na pranie. :)