#dVWmX

Naprzeciwko mojego liceum znajdowała się biblioteka. Tego feralnego dnia odwiedziłem ją w pośpiechu - chciałem wypożyczyć lekturę, a do lekcji polskiego została tylko chwilka. Jednak pośpiech nie zwalniał mnie z zasad kultury. Podszedłem do biurka, przy którym siedziała młoda bibliotekarka i spytałem z uśmiechem na twarzy:
- Jest może pani wolna?
- Może pan powtórzyć? - spytała z wyraźnie zdziwioną miną. 
Nie widziałem w tym nic dziwnego, niejednokrotnie zdarzyło mi się czegoś nie dosłyszeć.
- Pytam, czy jest pani wolna?

Mina, którą zrobiła bibliotekarka wyrażała zażenowanie i złość. Uśmiech zszedł mi z twarzy. Domyśliłem się, że ona myśli, że chce ją poderwać. Nie czekając na jej odpowiedź, rzekłem stanowczo:
- No pytam, czy mnie pani obsłuży? - i w tej sekundzie zdałem sobie sprawę z tego, że to może jeszcze pogorszyć sytuację. Zatkało mnie, nie mogłem wydusić z siebie ani słowa, a bibliotekarka poczerwieniała ze złości i już otwierała usta, aby zbesztać mnie za takie niemoralne propozycje.

Na szczęście w tym momencie do akcji wkroczyła druga bibliotekarka. Podszeła do mojej rozmówczyni, poklepała ją po ramieniu i stwierdziła: "Spokojnie, pan chce tylko wypożyczyć książkę". Nie wiem, jak ta historia skończyłaby się bez tej interwencji...

#AyjLM

Z przedszkolnych czasów. Razem z najlepszym kolegą i dwiema koleżankami poszliśmy do kibelka. One zaproponowały nam prosty układ: "wy pokazujecie nam ptaszki, a my wam c*pki". Później nawet chciały pomacać, ale na macanie c*pek w zamian się nie zgodziły. 

Przedszkole jak przedszkole, tylko szkoda że teraz kiedy mam 23 lata, moje rówieśniczki nie składają mi takich ofert...

#B1MuF

Kilka lat temu pracowałam w fabryce samochodów. Pewnego dnia przyjechało do zakładu kilka osób, jednym chłopakiem miałam się zająć ja - oprowadzić po zakładzie, pokazać stanowisko pracy, wyjaśnić na czym polega praca, itd.

Chłopak wyglądał normalnie, jednak sposób w jaki mówił wskazywał na to, że jest ewidentnie pod wpływem. Gdy nadeszła przerwa, podeszłam na stołówce do swojej koleżanki i mówię: "Wiesz co, on ledwo co mówi. On jest chyba naje*any!".

Przerwa się skończyła, pół dniówki zleciało, po następnej przerwie wracam na swoje stanowisko, gdzie od razu ów chłopak zaczyna się tłumaczyć: "Wiesz, ja nie jestem naje*any, po prostu kiedyś miałem wypadek i byłem w śpiączce przez pół roku, ledwo przeżyłem...".

Nigdy w życiu nie pragnęłam tak bardzo zapaść się pod ziemię. Dostałam nauczkę, żeby nie oceniać nigdy po pozorach.

#FSl7Y

Siedziałam w kinie między moją mamą, a jakimś facetem. Podczas seansu było ciemno, a ja jadłam na spółkę z mamą popcorn. W połowie filmu zorientowałam się, że wpierdzielam popcorn od gościa, który siedział obok mnie, a nie od mamy! Po filmie przeprosiłam i oddałam mu pieniądze za popcorn.

#GKtSr

Pewnego słonecznego ranka stwierdziłam, że nastał idealny czas by w końcu wziąć się za siebie i zacząć ćwiczyć, zdrowo się odżywiać i jeszcze parę pierdół. Z takim nastawieniem żyłam przez parę następnych dni, oczywiście jako 100% kobieta nic sobie z tego nie robiąc i kończąc tylko na słowach. No ale wyrzuty sumienia się pojawiły i zdecydowałam, że zacznę od małych kroczków. 

Następnego dnia postanowiłam, że zrobię sobie maseczkę na twarz i pojeżdżę na rowerze. Cały dzień zwlekałam i zła na siebie w końcu postanowiłam wypełnić zadanie tak gdzieś pod wieczór. Nałożyłam na siebie glutowato-zieloną maseczkę, nastawiłam budzik na pół godziny, aby od razu po umyciu twarzy wsiąść na rower zanim się ściemni. Od razu po tym rozsiadłam się przed moim jedynym przyjacielem - komputerem. 

Kiedy dzwonek zadzwonił ze zdziwieniem popatrzyłam na telefon i nie mogłam sobie przypomnieć, po co ja go nastawiałam. Zerknęłam za okno i zorientowałam się, że zaraz zrobi się ciemno, szybciutko wskoczyłam na rower i przejechałam połowę mojej kochanej wsi, gdzie każdy zna każdego. Byłam w marnym humorze, więc starałam się ignorować spojrzenia przechodniów, które zwalałam na mój profesjonalny wygląd na rowerze.

Gdy zadowolona wróciłam do domu i spojrzałam w lustro byłam bliska zesrania się w przedpokoju. Wiara w mój profesjonalny wygląd została roztrzaskana w jednej chwili, a wspomnienie o poważnej rowerzystce z twarzą pokrytą glutowatą masą kazało mi przerzucić się na Chodakowską.

#VqtEV

Opowieść z trasy. Jedziemy na wakacje - ja i Moja Pani. Zgłodnieliśmy, czasu mało więc stacja benzynowa i najprostsze rozwiązanie - hot-dogi. Podchodzimy do kasy, zawodowy uśmiech pani za ladą i pada pytanie: "Jakie?".

Tu należy wspomnieć o wzroście - ja 188 cm, Moja Pani -159 cm wzrostu. Preferuję kabanosy więc takowy zaordynowałem, Niziołek zaś wybrał parówkę. Pani kasjerka patrzy przeciągle najpierw na mnie, mówiąc "Duży kabanos". Zawiesza głos, przenosi wzrok na Niziołka i mówi: "I mała parówka...". 

Umarłem prawie ze śmiechu, Moja Pani również, a kasjerka dopiero po chwili uświadomiła sobie komizm sytuacyjny...

#oxBga

Sytuacja miała miejsce jakieś 16 lat temu. Miałam wtedy 3 latka i byłam z mamą na zakupach. Stoimy już w kolejce, ale jak to małe dziecko, zawsze musiałam znaleźć coś co było mi "absolutnie niezbędne ".

Tym razem padło na jogurt z kolorowymi cukierkami. Jako że wtedy takie rzeczy nie były często spotykane mój dziecięcy rozumek od razu zdecydował, że muszę to mieć. Tak więc zaczynam moje prośby " Mamusiu kup mi ten jogurcik proszę!". Na co moja mama odpowiada mi spokojnie, że nie, bo ja nie lubię jogurtów. Mimo to kontynuuję "Mamusiu ją cię błagam na wszystkie świętości, kup mi ten jogurcik. O nic więcej cię nigdy nie poproszę, błagam cię kup mi go". Jednak moja mama dalej pozostała niewzruszona na moje błagania, gdyż dobrze wiedziała, że jogurtu nie lubię. 

Wtedy się zaczęło. Ludzie w kolejce zaczęli gadać: "Co za matka, jogurtu za złotówkę nie chce dziecku kupić", "Pewnie na co innego trzyma pieniądze". Jedna pani zaproponowała, że sama kupi mi ten jogurt. Pod presją owych ludzi, mama kupiła mi upragniony jogurt.

Tak więc po jakże udanych zakupach udałyśmy się do mojej babci. Nastąpił moment, kiedy to pierwsza łyżeczka jogurtu wylądowała w mojej buzi i od razu mówię "Wiesz co mamusiu? Miałaś rację, nie lubię jogurciku".

#kGlrC

To był uroczy dzień, szykowałam się na ustną dopytkę z egzaminu. Zabrakło mi trochę ponad pół punktu, ale gdybyście znali mojego wykładowcę wcale nie mówilibyście, że to mało. Czasem jak na wykładzie coś powiedział, to nie wiedziałam, czy przetransportowałam się do Chin czy jestem taka głupia. Za namową kilku osób poszłam jednak do niego w wyznaczonym terminie sprawdzić, czy czegoś nie przeoczył w mojej pracy.

W katedrze było wiele osób mojego pokroju - wystraszonych i umierających na myśl o spotkaniu, z tym którego imienia wypowiadać nie wolno. Koledze przede mną brakowało 0.2 pkt, po jakimś czasie wyszedł stamtąd z zażenowaną miną, a ja chciałam się już cofnąć, jednak dosłownie mnie tam wepchnęli. Postanowiłam, że wykażę się pokorą. Wybrałam ze stosu swoją pracę, usiadłam na krzesełku podając ją profesorowi. Nie było nawet tak źle. 

Nagle usłyszałam ten głos niczym z zaświatów: "Ile pani do szczęścia brakuje?".
Chętnie bym się rozgadała ale wtedy nie marzyłam o niczym więcej, jak o ZAL, więc rzuciłam: "0,7". Szybko pożałowałam. Profesor spojrzał na mnie jakbym wypowiedziała magiczną dla niego cyfrę, po czym parsknął śmiechem, próbując go nieudolnie stłumić. Pogrążona spuściłam wzrok.

0,7 nie postawił, ale dostateczny i owszem.

#tZLQB

Sytuacja miała miejsce podczas pierwszej lekcji nauki jazdy samochodem. Siedziałam za kierownicą mocno zestresowana, obok mnie siedział mój instruktor, mocno profesjonalny. Na początku szło nawet dobrze, droga prosta, prawie żadnych samochodów, normalnie już dawno bym się rozluźniła, gdyby nie ta potężna, gburowata postać obok mnie, do której bałam się nawet odezwać. 

Atmosfera stawała się coraz cięższa, gdy nagle słyszę:
- Wieje
Zszokowało mnie, że się odezwał. Zagaił o pogodę, pomyślałam i tylko przytaknęłam, bo rzeczywiście trochę wiało.
- Wieje - powtórzył chwilę później.
- Tak, trochę wieje - odparłam spokojnie, a w myślach już dawno puściłam w jego stronę wiązanką.
- Wieje! - rzucił znowu lekko poddenerwowany.

Ujechałam jeszcze kawałek i po prostu zamknęłam okno z jego strony, na co mój gburowaty jak do tej pory instruktor zaczął się śmiać i już całkowicie przyjacielskim tonem powiedział:
- Silnik wieje, zmień na czwórkę bo się dławi.

#8Rp5A

Od pewnego czasu mój brat spotyka się z dziewczyną, trzeba zaznaczyć że jest to jego pierwsza taka na poważnie. 

Lekko podpity, po godzinie 1 w nocy wchodzi do mojego pokoju i pyta "Masz push-up?". Lekko zdezorientowana, bo nie wiem skąd takie pytanie, odpowiadam "Tak". "A mogłabyś mi dać do potrenowania?". Sobie myślę, on coś jarał czy jak... Po cholerę mu mój stanik? "No bo wiesz zwykły już odpinałem, a chciałbym jeszcze zobaczyć jak takie się zdejmuje...".

Dla wszystkich panów - zwykłe i niezwykłe odpina się tak samo :)
Dodaj anonimowe wyznanie