#kGlrC
W katedrze było wiele osób mojego pokroju - wystraszonych i umierających na myśl o spotkaniu, z tym którego imienia wypowiadać nie wolno. Koledze przede mną brakowało 0.2 pkt, po jakimś czasie wyszedł stamtąd z zażenowaną miną, a ja chciałam się już cofnąć, jednak dosłownie mnie tam wepchnęli. Postanowiłam, że wykażę się pokorą. Wybrałam ze stosu swoją pracę, usiadłam na krzesełku podając ją profesorowi. Nie było nawet tak źle.
Nagle usłyszałam ten głos niczym z zaświatów: "Ile pani do szczęścia brakuje?".
Chętnie bym się rozgadała ale wtedy nie marzyłam o niczym więcej, jak o ZAL, więc rzuciłam: "0,7". Szybko pożałowałam. Profesor spojrzał na mnie jakbym wypowiedziała magiczną dla niego cyfrę, po czym parsknął śmiechem, próbując go nieudolnie stłumić. Pogrążona spuściłam wzrok.
0,7 nie postawił, ale dostateczny i owszem.
nie taki diabeł straszny widać :D a na studiach 0,5 i 0,7 to w końcu liczby magiczne :D
Widać profesor wyczuł podobny tok rozumowania ;)
Nie wiem czy to takie oczywiste, a mój móżdżek tego nie ogarnia, czy to 0,7 tylko dla wtajemniczonych.... Wytłumaczy mi ktoś o co chodzi? xD
Ej bez jaj. Tyle mądrych ludzi mnie minusuje, a żaden z nich mi jeszcze nie odpowiedział D:
Wódka xd
Zeby blondynka Ci takie rzeczy musiala pisac
w tym przypadku ilość punktów brakujących :P
To jest kochana tak zwane "zero siedem", stara to o wódę się rozchodzi :P
Ou, rzeczywiście :D Nie zajarzyłam w pierwszej chwili. Dzięki za odp. ;)
Z Voldemortem się spotkałaś? :O
'z tym, którego imienia wypowiadać nie wolno' XDDD