#tJkfU

Jestem studentką dość męskiego kierunku studiów. Na roku na 140 osób jest 128 facetów. W tym roku bronię magistra. Mam dość wymagającego promotora, który bez wahania potrafi stwierdzić, iż nie dopuści pracy, jeśli nie spełni jego wymagań. 

Promotor na początku tego roku zalecił mi, że koniecznie muszę zapisać się na dodatkowe zajęcia X, żeby praca została dopuszczona. Długo się nie zastanawiając, udałam się do wykładowcy przedmiotu X, aby wpisał mnie na listę studentów. Było zimno, więc tego dnia założyłam ciepły golf, dla wygody uczesałam włosy w kucyk i ruszyłam na zapis. Muszę dodać, że bardzo zależało mi na obronie magistra w tym roku, gdyż niedawno zaszłam w ciążę i mówiąc wprost zależało mi na czasie.

Wykładowca słynie z tego, że jest lekko mówiąc babiarzem. Po krótkiej rozmowie z nim stwierdził, że nie ma już miejsc, ale być może będą. Tak chodziłam do niego 3 dni z rzędu, ale czwartego dnia nieco inaczej. Ubrałam spódniczkę. Normalną, nie za krótką, lekko przed kolano, nic więcej. Rozpuściłam też włosy. I wiecie co? Wykładowca stwierdził, że "miejsca są, a dla takiej panny to nawet dwa". 

Jakie to obleśne i okropne, że w tych czasach "tyle" warta jest nauka...

#kdckN

W moim mieście zdarzały się od jakiegoś czasu kradzieże. Oczywiście służba mundurowa słynąca ze swej skuteczności dziwnym trafem nigdy nie odkryła sprawców, dlatego moi rodzice, właściciele małego warzywniaka w trosce o swój dobytek postanowili zainstalować kamery wokół sklepu. Co się okazało? Wczoraj ukradli nam jedną z kamer...

#erZ6L

Sytuacja miała miejsce 13 lat temu, miałam jakieś 8 lat. Mój tata bez większych pieniędzy ale zawsze podróżnik stwierdził, że jedziemy do Chorwacji, ale własnym autem. Mama bez prawa jazdy, więc całą ponad 24 h jazdę kierował mój tata.

Godzina 4-5 w nocy, po przekroczeniu malowniczej granicy Chorwacji, wszędzie pełno kamienistych gór i iglastych drzew. Powiedziałam, że muszę na "siusiu". Droga ładna, ale zatoczki żeby zaparkować nie ma, no to na poboczu. Oczywiście pytanie czy dam sobie sama radę (w końcu ciemno, cisza, obcy kraj) - pewnie, no bo jak to, ja nie dam rady? Taka duża?

Po załatwieniu swojej potrzeby, rozglądam się wokół, kilka ładnych drzew a pod nimi wielkie (u nas takich nie ma) szyszki. Stwierdziłam, że kilka pozbieram jako pamiątkę. Zbieram sobie spokojnie do podwiniętej bluzy, w myślach tylko żeby się pośpieszyć, bo tata się może zdenerwować, co ja tyle tu robię. Nagle słyszę dźwięk odpalanego silnika. Wiedziałam, że to nasz, no bo kogo innego. Szok! "Zostawiliby mnie tu samą?" wypadam na jezdnię, bo byłam od niej dosłownie parę kroków i widzę nasze auto, które już ruszyło i odjechało parę metrów. A ja na drodze jak ten zostawiony w lesie pies, co zdążył tylko zobaczyć tył samochodu, z rozdziawionymi ustami i szyszkami w rękach. 

Byłam w taki szoku, że nic nie zrobiłam. Chwała Bogu tata się obrócił do tyłu, bo coś chciał do mnie powiedzieć i stwierdził moją nieobecność. Pizd po hamulcach i na wsteczny, a w lusterku moja drobna postać. Rodzice oboje jak jeden mąż najpierw totalna dezorientacja i czy nic mi nie jest a potem w śmiech. Mówią, że widok mojej twarzy niczym porzucone szczenię i nieme pytanie: "No ale jak to...?" były zbyt wymowne. Okazało się, że wiatr zamknął drzwi od mojej strony i pomyśleli, że wsiadłam i możemy ruszać.

Od tamtej pory jak jesteśmy na zakupach w jakimś dużym markecie, to tata zapala silnik i odjeżdża kawałek beze mnie (bo oczywiście to ja odprowadzam wózek) i patrzy jak biegnę - działało jak miałam 10 lat. Teraz spokojnie idę w jego stronę :) Ale żart bawi go po dziś dzień.

#vaIoB

Słowem wyjaśnienia: jestem szczupła, ale nie dbam obsesyjnie o liczby na wadze; raczej zwracam uwagę na swoją figurę. Innymi słowy, jeśli uznam, że wyglądam dobrze to waga może wyświetlić mój numer PESEL - nie będzie to dla mnie żadnym problemem. Gorzej, jeżeli waga pokazuje stosunkowo małą liczbę, a ja widzę u siebie nadprogramową fałdkę.

Ostatnio wygrzebałam z szafy stare spodnie, które (o zgrozo!) nie przeszły mi przez uda! O nie, tak być nie może - odchudzam się. Odstawiłam zatem słodycze, niezdrowe obiady zamieniłam na bardziej odpowiednią żywność, zaczęłam ćwiczyć więcej niż zazwyczaj... Pełna mobilizacja. I tak sobie żyłam... marząc o kostce czekolady albo kawałku tiramisu :)

Rodzice wyjechali na weekend, więc mój brat uznał, że to idealna okazja do zaproszenia kumpli. A skoro imprezka z kolegami to pizza. Powiedziałam bratu, że ja dziękuję, bo się odchudzam. Ale ponieważ mam dobrego braciszka - zawołał mnie do dużego pokoju, jak pizza już przyszła, z pytaniem: "Czy na pewno nie chcę, bo zaraz nie będzie". Mówię, że nie chcę, tłumaczyłam mu, że jestem na diecie, bo mam za duże uda, niech da mi żyć... (byłam troszkę rozdrażniona, chętnie zjadłabym tę pizzę, ale dieta...). Wtem odzywa się jeden z zaproszonych kolegów:
- No bez przesady! Jakie za duże? W sam raz! Przecież musisz się jakoś na facecie utrzymać!

Padłabym trupem, ale bałam się, że moje wielkie uda rozwalą nam panele :)

#qcnfQ

Pewnego dnia mieliśmy w szkole lekcję o wyrzutach sumienia. Pani, chcąc nam przybliżyć, jak ważne są one w naszym życiu, podała nam taki przykład:
- Wyobraźcie sobie, że zamordowaliście kogoś. Wspiera was rodzina, przyjaciele, załatwiają wam najlepszego adwokata, może nawet udaje się wam i nie trafiacie do więzienia. Jednak po mimo tego, największym ciężarem będzie dla was pozbycie się...
- Pozbycie się ciała - dokańcza głos z tyłu.

#USmQO

Jestem niską osobą - mam tylko 153 cm. W liceum miałam paczkę znajomych, którzy byli wyżsi ode mnie, a paru kolegów podchodziło pewnie i pod 190. Pewnego dnia wyszliśmy wszyscy ze szkoły i skierowaliśmy się w stronę przystanków. Wtedy jeden z tych najwyższych zaczął wołać: "Gdzie jest X? Nie idzie z nami?".

A gdzie byłam ja? Szłam tuż obok niego. Poniżej zasięgu jego wzroku...

#z4vhP

Wczoraj zepsuł mi się kaloryfer w pokoju. Było tak zimno, że nie mogłam zasnąć, więc tata poszedł spać do salonu, a ja zagnieździłam się w sypialni (mojej mamy nie było pojechała do cioci). W środku nocy zaczęłam słyszeć jakieś szelesty i nagle coś złapało mnie za nogę. Wpadłam w panikę, jeszcze nigdy tak głośno nie krzyczałam. Uderzyłam tego potwora nogą i rzuciłam w niego tym co miałam pod ręką, padło na lampkę nocną. Wtedy do pokoju wpadł mój tata i zaświecił światło. Mym oczom ukazała się... mama z rozciętym czołem. Okazało się,że wróciła wcześniej i chciała zrobić ojcu niespodziankę.

Ale to nie koniec! Pół godziny później do drzwi zapukała policja w sprawie awantury w domu. Otworzyła im poturbowana mama. Po wyjaśnieniu sytuacji panowie mieli niezły ubaw...

#NXmhg

Mam brata, który jest ode mnie 3 lata starszy. Jak byłam młodsza to był moim bossem, wierzyłam w każde jego słowo.

Pewnego dnia jedliśmy na śniadanie mleko z płatkami, powiedziałam mojemu guru, że mleko bardzo mi smakuje. On wiedząc, że jego siostra na pewno mu uwierzy, powiedział, że to mleko jest tak pyszne, gdyż jest to mleko od chomika, które jest bardzo drogie, bo na karton mleka potrzeba wydoić tysiące gryzoni.

Klika dni później w szkole na lekcji przyrody pani zapytała jakich ssaków mleko jemy. Wszystkie dzieci standardowo wymieniały krowy, owce... Ja, jako że chciałam pokazać wyższość nad plebsem pijącym tanie mleko z poczuciem własnej wyższości odparłam: CHOMIK. Cała klasa wraz z panią w śmiech. Nauczycielka wytłumaczyła mi, że brat widocznie ma spore poczucie humoru.

Skończyło się to spadkiem respektu dla mojego mentora.

#nJjkU

Mam chłopaka cukiernika. Styczeń, na zewnątrz mróz więc tulasimy się do siebie na łóżku w jego pokoju. Nagle mój prywatny dostawca ciepełka zrywa się z kanapy, podbiega do kalendarza i coś sprawdza. Po chwili z pełnym ulgi "uffff" wraca do mnie. Na pytanie, co go tak wystraszyło usłyszałam: "A bo się wystraszyłem, że w tym roku Tłusty Czwartek wypada we wtorek!".

Na szczęście nie wypadł.

#X1zqz

Miałam może 5/6 lat, kiedy szłam sobie wraz z mamą i tatą po moim ulubionym lesie i szukaliśmy grzybów. W pewnym momencie pobiegłam w bok w poszukiwaniu dorodnych i pysznych okazów. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam... załatwiającego swoją potrzebę pana, który stał idealnie tak bym mogła zobaczyć, czym obdarowała go matka natura. Wystraszona pobiegłam do swojego taty przytuliłam się do niego i zaczęłam płakać. Tłumacząc rodzicom, co się stało, opowiedziałam że "Pan ma mojego grzyba w spodniach"...

Do dziś śmieją się ze mnie, że pomyliłam przyrodzenie z grzybem, a mojego chłopaka ostatnio zapytali, czy widziałam już jego grzyba...
Dodaj anonimowe wyznanie