#GstYY

Dziś podjęłam jedną z lepszych decyzji w moim niespełna 19- letnim życiu. Spontanicznie postanowiłam ściąć włosy i wysłać je fundacji, aby były wykorzystane do produkcji peruk dla osób po chemioterapii. Były gęste, grube, kręcone, sięgające talii i zadbane, nawet bardzo... wiele lat je zapuszczałam a teraz mam włosy ledwo wystające za uszy. Nie żałuję, wierzę w to, że dawane dobro do nas wraca. Kto wie, co będzie jutro :)

#24L4K

Zakochała się we mnie dziewczyna na którą wcześniej nie zwracałem uwagi, choć znałem ją już jakiś czas. To ona pierwsza zagadała, zdobyła mój nr telefonu, zaczęła do mnie pisać itp. Zaczęliśmy się spotykać i w miarę jak ją lepiej poznawałem, ja również się zakochałem. Zaczęliśmy ze sobą chodzić i układać wspólne plany. Ona kończyła szkołę, ja pracowałem.

Niestety, żadnego z nas nie było wtedy stać na własne lokum i oboje zamieszkiwaliśmy u swoich rodziców. Ponieważ chodziliśmy ze sobą już jakiś czas, zacząłem starać się o mieszkanie - w końcu przecież planowaliśmy się pobrać i zamieszkać razem, gdy tylko ona ukończy szkołę. Niestety, luba stwierdziła, że absolutnie nie życzy sobie, żebym brał mieszkanie na kredyt, bo ona nie chce potem żyć z kimś kto przez lata będzie musiał płacić raty. Żadnych kredytów! Okeeeej...

W sumie nie bardzo wiedziałem co robić, na mieszkanie komunalne musiałbym czekać przynajmniej kilka lat, kredytu nie wezmę, bo wtedy ona mnie nie "weźmie", a żeby uzbierać samemu pieniądze musiałbym te kilka lat czekać. I nie jeść.

Próbowałem jakoś ją przekonać, że kredyt to jedyna opcja w naszej sytuacji (ona chciała jak najszybciej się wyprowadzić od rodziców), że przecież ludzie biorą kredyty, że to nic strasznego, że i tak wezmę jak najmniejszy, byle tylko na małe mieszkanie wystarczył. NIE.

Byliśmy razem jakieś 3 lata. Przestało nam się układać, często się kłóciliśmy. W końcu, (kilka miesięcy temu) zerwała ze mną. Stwierdziła, że nasz związek stoi w miejscu i że ona nie może ze mną być. A gdy zapytałem o powód rozstania, usłyszałem, że nie jestem w stanie jej zapewnić bezpieczeństwa, BO NIE MAM WŁASNEGO MIESZKANIA.

No i weź tu zrozum kobiety... :/

#CbvhT

Od zawsze póki rodzina była w komplecie urządzaliśmy wigilię dla całej familii w domu babci. W wieku około 12-13 lat zorganizowaliśmy właśnie jedno z takich spotkań, babcia, dziadek, ciocia, wujek, kuzyn, bracia, rodzice no w skrócie byli dosłownie wszyscy i dla mnie zawsze był to długo wyczekiwany i szczęśliwy dzień! Zapach potraw, ciast, świąteczny wystrój całego domu. No i oczywiście prezenty! Zawsze nieudolnie ukryte do ostatnich chwil, przed nami najmłodszymi, którzy szybko przed przygotowaniami je znajdywali. Aż do tej feralnej wigilii kiedy to świętej pamięci dziadek albo próbował przekazać jakaś mądrość życiową albo po prostu był śmieszkiem!

Mianowicie zawołał mnie i kuzyna do siebie, mówiąc że dostaniemy dodatkowe prezenty już przed wigilią i wyciągnął zza pleców dwie papierowe torby (takie jak do pakowania jajek luzem) tej samej wielkości. Jedna z tych toreb była ciężka i czuć że coś w niej było, a druga natomiast była lekka na tyle, że można było się domyślać, że jest pusta. Pierwszeństwo wyboru przypadło młodszemu czyli mnie. I jak myślicie co ten młodzieniec wybrał? A co wy byście wybrali? Oczywiście że to cięższe! Przecież tam będzie więcej czyli lepiej, na pewno tak będzie! Kuzyn nieco wkurzony, że mogłem wybierać pierwszy i wybrałem to samo co on chciał, z niechęcią wziął pustą torbę. Otworzyliśmy je jednocześnie, nie skupiając się na sobie wzajemnie. W mojej torbie była ulubiona czekolada w wersji XXL! Jeju, ale super uwielbiam ją! Po ekscytacji krótkiej jednak ciekawość wzięła górę i spojrzałem na uśmiechniętego kuzyna... trzymającego banknot 100zł.

Nie chcę wyjść na materialistę, po prostu siedzę i patrzę bezmyślnie przez okno, myśląc o zbliżających się świętach. Rodziny już nie ma, babcia i dziadek odeszli, niektórzy się pokłócili i się nie odzywają, więc jedyne co mi zostało, to wspomnienia z tego miejsca i tego klimatu. Teraz moja wigilia składa się tylko z mojej mamy, jej faceta i dwóch braci, jak i drugiej u ojca w takim analogicznym składzie. Nigdy o tym nikomu spoza rodziny nie mówiłem, więc zastanawiam się teraz przez sentymenty i tęsknotę, czy mój dziadek rzeczywiście chciał nam coś przekazać, czy to był zwykły figiel?

#fhXh1

Kiedy byłam mała, jak praktycznie każde dziecko wierzyłam w św. Mikołaja. U nas w domu było tradycją, że co roku ktoś inny z rodziny przebiera się za owego pana (ja oczywiście nie wiedziałam, że był to przebieraniec). W tamtym pamiętnym roku wypadło na dziadka. 

Warto zaznaczyć, że dziadek miał swój ulubiony grubo pleciony sweter w dość nietypowych fioletowo-czerwono-zielonych kolorach. Takiego swetra, uwierzcie mi, nie da się pomylić z żadnym innym. Wracając do historii. W domu mieliśmy jeden strój Mikołaja, a że dziadkowi się trochę przytyło przed świętami, więc z wielkim trudem się w ogóle w niego dopiął. Gdy przyszedł ten czas, kiedy ktoś zapukał do drzwi, pobiegłam pierwsza otworzyć. W drzwiach oczywiście stoi "Mikołaj" i zadaje mi pytania typu: "Co chciałaś dostać?, Byłaś grzeczna?".

Jak już zostałam odpytana, to dziadek schylając się, sięgnął do swojego worka (który wcześniej odłożył na ziemię) po prezent. I właśnie wtedy pękły mu spodnie centralnie na szwie na tyłku. Żeby tego było mało chcąc się wyprostować oraz zakryć dziurę wygiął kręgosłup, a wtedy pękły mu guziki na brzuchu odsłaniając wyżej wspomniany sweter. Przyglądając się całej sytuacji zobaczyłam, że dziadka nie ma w domu, a Mikołaj ma na sobie jego sweter i doszłam do jedynego sensownego wniosku, że... dziadka okradł Święty Mikołaj i teraz również przyszedł po łupy do nas. Niewiele myśląc złapałam za parasolkę i uderzyłam Mikołaja w krocze. Rodzina nie wiedziała, czy się śmiać ze mnie, czy może lepiej powstrzymać mnie przed dalszą przemocą.

W taki oto sposób dowiedziałam się w wieku 6 lat, że Mikołaj nie istnieje. Dziadkowi na szczęście nic się nie stało, a pamiętny sweter nosi do dziś.

#SynRQ

Kiedyś dawno temu byłam na imprezie u znajomych razem ze swoim facetem. Wszyscy się świetnie bawią i nagle jedna ze znajomych mojego lubego poprosiła mnie o rozmowę na osobności. Zapytała mnie, jak to robię, że jestem w stanie znieść jego towarzystwo po zerwaniu i jeszcze z nim normalnie rozmawiam. W tym momencie mnie zatkało.

Okazało się, że od jakichś dwóch tygodni on już ze mną nie był, a ja nic o tym nie wiedziałam. Zapytałam go o to. I co odpowiedział mój "ukochany"? Że to że ze sobą mieszkamy i śpimy razem to wcale nie znaczy, że jesteśmy razem. Później się dowiedziałam, że jego delegacje z pracy, to były wyjazdy w góry do jego drugiej dziewczyny.

Po jakimś czasie gdy już o nim zapomniałam on nagle dzwoni i prosi, żebym do niego wróciła. Na pytanie co z jego drugą dziewczyną, usłyszałam, że ona ma dziecko i jej matka go nie lubi, więc stwierdził, że łatwiej mu być ze mną, bo ja się nie czepiałam, jak wyjeżdżał, a ona mu nie pozwala. Chyba myślał, że jego szczerość mnie przekona. Nie przekonała.

#hNvn7

Zawsze kiedy czytałam wyznanie, w którym ktoś zwracał się do przechodniów o pomoc, a Ci nie reagowali, byłam oburzona znieczulicą, jaka panuje w naszym społeczeństwie. Zawsze się zastanawiałam, czy tym ludziom naprawdę brak jakiejkolwiek wrażliwości na ludzką krzywdę i cierpienie.

Pewnego dnia pojechałam z moim kumplem do Maka. Wychodzimy z samochodu- ja kieruję się już w stronę wejścia, a on szedł trochę za mną. W pewnym momencie mija nas jakiś bezdomny i coś do nas mówi (jednak bardziej się zwracał do kolegi). Pomyślałam, że na pewno rzuci tekstem: "Czy ma Pan może 2 zł? ", więc nie zwróciłam na niego uwagi i idę dalej. Widzę, że kolega nie idzie za mną, tylko chwilę rozmawia z nim, więc poczekałam przy wejściu. Wchodzimy, on idzie zamawiać, ja siadam przy stoliku. Później on się dołącza i w końcu odbiera zamówienie. Byłam zaskoczona, że tyle kupił, bo przecież ja nic nie chciałam do jedzenia. Po pewnym czasie w Maku znowu pojawił się ten bezdomny, a mój kumpel wręcza mu kanapkę. Był bardzo wdzięczny i widać było radość w jego oczach. Podziękował i wyszedł.

I w tym momencie do mnie dotarło, że ta znieczulica dopadła także i mnie. Patrzę krytycznie na innych, a sama nie potrafię dać dobrego przykładu. Dopiero ten zwykły/niezwykły czyn mojego kolegi uświadomił mnie w tym, że aby zmieniać świat najpierw trzeba zacząć od samego siebie.

#pLvm8

W lipcu tego roku zbliżał się termin mojej obrony pracy licencjackiej. A z tym wiązało się wiele stresów, biegania do promotora, do dziekanatu, do punktu ksero i tak w kółko - ciągle coś nie tak, poprawki większe lub mniejsze. W końcu zadowolona, że już chyba wszystko jest w porządku udałam się do dziekanatu celem złożenia kompletu dokumentów do obrony, w tym jednego egzemplarza pracy licencjackiej. 

Na miejscu okazało się, że mam pewien błąd związany z marginesami. Przysłowiowa "pani z dziekanatu" powiedziała, że to już nieistotne, że tak może zostać, że jest w porządku. Ale ja nie do końca byłam przekonana i bałam się, że dzień przed obroną zadzwonią mi i powiedzą: "Sorry, ale pani ma źle to i to, nie może pani przystąpić do obrony". Wtem do dziekanatu wszedł pewien pan w sweterku, którego często widywałam na uczelni, jakiś konserwator albo pomocnik. Zainteresował się mną i tym, że stoję przy biurku i zmieszana próbuję rozmawiać z panią z dziekanatu. Spytał w czym problem, po czym powiedział do mnie: "Takie drobne błędy to nic, jakby coś, to biorę to na siebie, niech się pani nie przejmuje". Ja dalej nie byłam przekonana czy aby wszystko na pewno ok, dlatego spytałam: "A to pan ma tam jakiś wpływ na komisję? Może pan o takim czymś decydować?", na co on odparł: "No jakiś tam mam" i się uśmiechnął.

Doszło do obrony, wszystko w porządku, odpowiedzi na pytania udzielone, promotor i reszta komisji gratulują, po czym do sali wchodzi mężczyzna - ten sam, który był w dziekanacie - gratuluje wszystkim i wręcza każdemu kartkę z zaproszeniem na dalszy stopień studiów. Zastanawiam się, co on tu robi, taki zwykły pracownik, a wchodzi do sali podczas obrony.

A jednak nie zwykły pracownik. To był rektor... :)

#pEBrb

Historia miała miejsce jakieś 2 tygodnie temu. Umówiłem się ze znajomym na spotkanie, a że obaj byliśmy wymęczeni po całym dniu stwierdziliśmy, że coś przekąsimy w KFC w galerii. Wchodzimy, zamawiamy, dostajemy jedzenie - no standard. Po jakiejś godzinie nadchodzi czas, aby się rozejść. Kumpel powiedział, żebym poczekał jeszcze chwilę na niego, bo jego dziewczyna chce coś do jedzenia, więc szybko weźmie coś i pójdziemy. Podszedł do kasy, ja stoję parę metrów za nim, podpierając ścianę i sprawdzając coś na telefonie.

Obok niego stanęła kobieta, zaczęła coś zamawiać. Gdy zaczęła szukać pieniędzy do zapłaty zobaczyłem, że z portfela wypadło jej 100zł. Bez zastanowienia podchodzę, podnoszę i jej podaję. Kobieta trochę zdezorientowana, nie rozumie, o co chodzi, więc jej tłumaczę, że jej wypadło, kiedy grzebała w portfelu. Rozradowana zaczęła mi dziękować i w ogóle krzyczeć na cały lokal, że jestem bohaterem. Ja trochę zawstydzony powiedziałem, że nic się nie stało i wyszedłem z nadzieją, że kumpel zaraz wyjdzie.

W końcu po paru minutach wyszedł i kierujemy się w stronę wyjścia. Rozmawiamy po drodze, naglę czuję, że ktoś mnie szarpie za ramię. Obracam się, a tam ta kobieta z KFC. Chciała mi jeszcze raz podziękować i w ramach nagrody chciała mi dać to, co sobie zamówiła do jedzenia. Po długich pertraktacjach w końcu przyjąłem podarunek. W końcu jestem studentem, darmowe żarcie piechotą nie chodzi.

#BO6sG

Od dzieciństwa zmagam się z wadą wzroku. Moja wada jest dość głęboka. Jestem dalekowidzem, a moja wada wynosi +6 i +8. W technikum poznałam pewną dziewczynę, od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że ona również ma dużą wadę wzroku. Okazało się jednak, że odwrotną do mojej, jest bliskowidzem. 

Zdarza się, że obie nie zabierzemy ze sobą okularów do szkoły i wtedy musimy polegać na sobie. Dzięki Bogu, że ją poznałam! Teraz wiem przynajmniej, kto mówi mi "cześć", kiedy mijam się z ludźmi na przerwie, a ona wie kto jej w danym momencie macha lub co pisze na tablicy. Ludzie! Szanujcie wzrok, bo skończycie tak jak my! ;)
Dodaj anonimowe wyznanie