Mama wysłała mojego młodszego brata po kilka rzeczy do pobliskiego sklepu. Gdy już wyszedł zauważyłam, że jego telefon i portfel z pieniędzmi leżą na stole. Pomyślałam sobie, że zaraz po to wróci. I za chwilę rozległ się dzwonek do drzwi. Drzwi były otwarte, więc krzyknęłam do niego:
- No wejdź jełopie, przecież otwarte! Czego tam sterczysz?!
No i wszedł... listonosz. Ja cała zaczerwieniona przeprosiłam. Jak się później okazało, brat przypomniał sobie o braku portfela przy kasie.
Dodaj anonimowe wyznanie
"No wejdź jełopie, przecież otwarte..." czy tylko ja czytałam to mając przed oczami Halinkę Kiepską? ?
Ja tez :D
Nie ty jedna :D
oj za duzo tej patologicznej rodziny sie oglada :D
@LubiePociagi, do Paździochowej bardziej pasuje 'Marian, Ty łysa pierdoło!' 😂
Listonosz pewnie nie takie rzeczy słyszał ☺
Zrobiłam kiedyś podobnie. Mieszkałam w akademiku, w pokoju obok mieszkała moja przyjaciółka. Pewnego dnia czekałam aż do mnie przyjdzie i jak usłyszałam pukanie, powiedziałam najpierw proszę, ale nikt nie wszedł więc krzyknęłam: "No weź właź, przecież Ci nie będę drzwi otwierać jak jakiejś księżniczce". I owszem weszła do pokoju, tylko nie koleżanka a kierowniczka akademika.....
Mina listonosza musiała być bezcenna :D
Hehehe, uśmiałam się ?
* :D
Do Halinki Kiepskiej pasuje, to fakt. Ja bym na twoim miejscu też zrobiła się cała czerwona.
HahAhha ????
"no wejdź jełopie, przecież otwarte" you made my day xd