#geZhz
Wczoraj przyjechał do mnie brat cioteczny z rodziną. Wszyscy siedzą w kuchni, a ja rozmawiałam sobie z jego synem (lat 8) i tak jakoś wyszło, że poszliśmy do mnie do pokoju. Popatrzył na te wszystkie książki i stwierdził, że jestem kujonem, bo tylko oni tyle czytają. Popatrzyłam się na niego wzrokiem, który mógłby zabić, a on wtedy grzecznie przeprosił i powiedział, że jednak nie jestem kujonem, bo kujoni lubią matmę... Chodzę do klasy o profilu matematycznym.
Chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. :D
Dzieci nie rozumieją co oznacza słowo ,,kujon" :/ :)
Nie tylko dzieci... nie tylko :(
Wydaje mi sie, ze takie pojecie biora z bajek. Nie mowie, ze bajki sa zle, tylko jak w prosty sposob autorzy moga przekazac dziecku informacje, kim jest kujon? Stereotypowo pokazuja chlopaka w okularach, koszuli w kratke, sweterku, ktory duzo czyta, a potem dla mnie odmiany dla zabawy liczy matme. Podejrzewam, ze kazdy z nas mial kiedys mniej lub bardziej taki zarys kujona i w sumie nie ma w tym nic zlego. :D Zle zaczyna sie wtedy, kiedy masz 15 lat i nadal taka osoba mysli, ze kujon to ktos kto czyta duzo ksiazek lub lubi matme. Wtedy jest sie o co martwic i szybko wytlumaczyc sprawe.
Co do wyznania to myslalam, ze mlody po tym stwierdzeniu wyjmie swoj tablet i bedzie jakies podsumowanie, ze co XXI wiek robi z dziecmi XD
to że ktoś jest na profilu matematycznym, nie znaczy, że lubi matmę :D
Szkoda, że niektórzy ( nie mówię tu konkretnie o tym dziecku ) nie rozumieją tych, którzy po prostu lubią czytać.
Książka jest na pewno lepsza od tv.
W sumie trochę to smutne. Ja w wieku 8 lat już wypożyczałam książki ze szkolnej biblioteki :/
W sumie, to wystarczy, że masz ze 4tys książek, a ludzie sądzą, że zakładasz bibliotekę
To dziecko nie ma pojęcia o życiu?
Może dlatego że ma 8 lat?
Phi...
Ja pamiętam minę kolegów z klasy w technikum elektronicznym jak nauczycielka polskiego w 4 klasie na początku roku spytała ile książek przeczytało się przez wakacje...
0...
1...
3...
Ja: 30... O.o
Skąd ja to znam...
Mnie osobiście przeraża, że ludzie którzy się uczą, czytają książki, w jakikolwiek sposób powiększają swoją wiedzę są uważani za "dziwnych" czy nawet "głupich". Od najmłodszych lat miałam powtarzane, że najwięcej można osiągnąć własną pracą. Byłam ambitna, nie ściągałam, dużo czytałam, brałam udział w konkursach. I tylko z tego powodu przez gimnazjum, liceum, a teraz studia jestem uważana za nienormalną. Nie, nie mam samych piątek. Tak, mam życie towarzyskie i chodzę od czasu do czasu na imprezy. Naprawdę można pogodzić naukę z odpoczynkiem i rozrywką. Dlaczego tylu ludzi zamiast się nauczyć ściąga? I to nie na zasadzie: raz na miesiąc, tylko na każdym sprawdzianie, kolosie, egzaminie.. To nie są pojedyncze przypadki. Od początku mojej "kariery naukowej" na całą klasę, grupę, rok, trafia się 10% osób które się uczą, a 90% osób które ściągają i olewają. Czy ktoś mi potrafi wytłumaczyć czemu dzieci od najmłodszych lat wyśmiewają się z tych którzy mają jakieś ambicje? Nie mówię tu o chorych ambicjach typu "Muszę być ze wszystkiego najlepszy", tylko podejście "Fajnie się czegokolwiek nauczyć w szkole, a nie tylko leserować i ściągać". Ja tego nie potrafię ogarnąć..
Ja na przykład nie posiadam praktycznie żadnych ambicji i właściwie przez całą szkołę prawie nic nie robiłam, dlatego jak szłam na politechnikę, to bałam się, że wyjdę na totalnego debila. A tu szok. Nie mam może najlepszych ocen (średnia koło 4.0), ale i tak wszyscy uważają, że jestem nienormalna, bo nie ściągam i zdarza mi się czegoś nauczyć. Gdzie naprawdę jestem na kierunku, który nie jest zbytnio wymagający i wciąż prawie nic nie robię, a spokojnie da się na tą 3 nauczyć. Jak na razie, przez te trzy semestry trafiłam tylko na jedno zaliczenie, którego, gdyby nie pytania od roku wyżej, nikt by pewnie nie zaliczył. Dlatego nie jestem całkowicie przeciwna ściąganiu, bo też czasami na prawdę ciężko jest zaliczyć 3 czy 4 przedmioty w ciągu jednego tygodnia, ale żeby zawsze? Przecież czasami wystarczy dosłownie 2-3 godziny nauki. A mówi to chyba najbardziej leniwa osoba, jaką znam :D