#gfARQ
Wraz z rodzeństwem lubiliśmy pić maślankę, która zawsze stała w kuchni w kance (takim blaszanym naczyniu).
Ciężko to pojąć w świecie wszech dostępnych przysmaków, ale czasami wykradaliśmy się z bratem w nocy i wypijaliśmy ją szklankami.
Pewnego razu, w maślance było więcej grudek, piliśmy i zachwalaliśmy jej wspaniałe walory smakowe.
Następnego dnia rano kiedy weszłam do kuchni, mój brat już tam był. Do dziś pamiętam jak stał z opuszczoną szczęką i wskazywał palcem na kankę.
W kance były setki potopionych w maślance much.
Niesmak jaki wtedy poczułam, pozostaje ze mną do dzisiaj za każdym razem, kiedy widzę kartonik z maślanką.
PS. Jogurtów z kawałkami owoców również nie jem.
Prawie jak Bear Grylls :)
Właśnie jem (pije) jogurt z kawałkami truskawek ;v
Smacznego:D
czy to na pewno truskawki? :D
@bojakniemytokto tak, jest zimaXD ...chyba że...
@Tynsa dzięki :D :P
@bojakniemytokto, chyba truskawki i barwnik z robaków xD
@Jasnosiwa przeczytałam "ja z Sosnowca" :'D
Moi rodzice pamiętają ile musieli mnie przekonywać do maślanki/kefiru/itp. po tym jak dziadek zgrywus opowiedział mi ze mleko kwaśnieje od tego że tam krasnoludki szczają...
Podobno chodziłem potem po ogrodzie z kijem szukając tych małych choler....
Hahahahah xDDD
Ja też nie chciałam pić maślanki, aż pewnego dnia spróbowałam (tej o smaku brzoskwiniowym), i teraz jem prawie codziennie jeden kubeczek ^^
Kiedyś siedzieliśmy godzinami na drzewie jedząc czereśnie... Zjedliśmy chyba tonę... W kompocie z nich zrobionym plywalo więcej robaków niż owoców...
Who cares? 😀
Trochę białka nie zaszkodzi. :D
Ja za to mam traumę po znalezieniu ślimaka w kompocie porzeczkowym
Francuzi by się nie przejęli tym drobiazgiem :> A propos, moja mama kiedyś próbowała ślimaka, ale nawet go nie pogryzła, tylko od razu przełknęła, bo taki był dla niej obrzydliwy. Jak na niego patrzyła, miała wrażenie, że się ruszał.
Mmm dużo białka 😂 ważne że smakowało!
A ile w tym białka! ;D
Przypomniało mi sięjak jjadłam naleśniki z dżemem pozeczkowymi i wyleciał z niego Żuk! Myślałam że tam umrę!
Ej, też znalazłam kiedyś żuka (tylko że martwego) w naleśniku :D nie mam pojęcia, jak się tam znalazł.
No mój też nie był żywy. Jeśli jadłam go z dżemem to zapewne został przeoczony przy myciu tych owoców.
Ja i mój chłopak tez mieliśmy niespodziankę. Kupiliśmy żelki, a z nich wyfrunął taki zielony robak, którego zabicie powoduje smród, a on może kilka dni dokuczać. Fuj.
Wtedy smakowało? Smakowało! Nie ma co drążyć :p
Zawsze jak przeczytam tego typu historie, przechodzi mi ochota na jedzenie czegokolwiek.. :D