#FXO5Z

Moja dziewczyna jest wielką fanką pewnego amerykańskiego serialu o czterech naukowcach, którzy próbują poderwać dziewczyny. Ogląda go od samego początku i przy życiu podtrzymują ją kolejne odcinki. Niedawno, po prawie 9 sezonach, jej ulubiony bohater - wysoki, chudy, blady, przypominający modliszkę - po raz pierwszy przespał się ze swoją dziewczyną. A moja lejdi, cała rozemocjonowana stwierdziła, że to był najbardziej satysfakcjonujący seks w jej życiu... Auć.

#GCpFp

To było wiele, wiele lat temu, kiedy byłem w podstawówce. Żeby bardziej poczuć klimat - mieszkam na jednej z bardziej dresiarskich dzielnic jednego z najwiekszych miast polski. Na dodatek mój ojciec był policjantem, a ja jako brzdąc byłem z niego niesamowicie dumny (wciąż jestem). Lata temu sytuacja była gorsza niz teraz, choć nadal w pewnych rejonach nie jest różowo i w bramach jak w kantorach, można wymieniać złotówki na wpierdole.

Przechodząc do meritum - w mojej szkole odbywał sie festyn policyjny. Komenda Wojewódzka postanowiła ocieplać stosunki z mieszkańcami, był to chyba też poczatek akcji z nową maskotką - Pyrkiem ;) Jak to festyn - scena, atrakcje, konkursy. Ogłoszono konkurs wiedzy o policji. No to ja, jako rezolutny i dumny ze swej wiedzy trzecioklasista postanowiłem sie zgłosić. 

Konkurs się zaczął, pytania dla mnie były banalne (pokroju do czego służy lizak, jakie uprawnienia ma pojazd na sygnale, jaki kolor etc. etc). Wygrałem odpowiadając na wszystkie pytania dosłownie MIAŻDŻĄC bodajże 5-6 osobową konkurencję. Pan policjant prowadzący konkurs, pod wrażeniem mojej wiedzy, zapytał mnie "Chłopczyku, a ty skąd tyle wiesz o policji?". Dodam tu jeszcze, że moja szkoła była dwie przecznice od komendy na której pracował mój ojciec, wiedząc o festynie urwał sie na chwilę i przyszedł. Na miejscu spotkał się z moją mamą i razem dumni obserwowali popis swojej pociechy. Więc ja stojąc na scenie, przed tłumem mieszkańców mojej dresdzielni, wyciągnąłem mały paluszek prosto w kierunku ojca i krzyknąłem "Bo mój tata jest policjantem i wszystko mi opowiada!". Cały tłum z uwagą skupił się na moim ojcu, który może bardzej niż zaczerwienić sie, zbladł.

Wiele lat później dowiedziałem się że ojciec pracował jako kryminalny, poruszał sie w cywilu jako tajniak, a mundur miał na sobie tylko w szkole podoficerskiej... Ponoć narobiłem mu wtedy trochę kłopotów swoim wyznaniem ;)

#EivxY

Moja rodzina pochodzi z małej wsi, w której lata temu płynęła głęboka rzeka. Pewnego dnia mój tata, mając kilka lat, spacerował wzdłuż brzegu tej rzeki (uprzedzając pytania - tak, dawniej dzieci na wsi chodziły wszędzie "samopas", bez opieki dorosłych). Patrzył na mętną po kilkudniowym deszczu wodę i nagle, pod jego nogami, oberwał się brzeg, a jego samego porwał nurt. Chwilę potem uderzył głową o skałę i poszedł pod wodę. Obudził się na brzegu, nad nim klęczał dwudziestoletni sąsiad, również w mokrym ubraniu. Okazało się, że wybrał się na spacer, zobaczył całą akcję i wskoczył do wody, żeby ratować dziecko. Ojciec wrócił do domu z wielkim guzem, ale cały i zdrowy.

Kilkanaście lat później, będąc w domu rodzinnym "na przepustce" z wojska, tata postanowił się przejść na spacer nad rzekę, mimo że pogoda była kiepska. Nie, tym razem nie oberwał się pod nim brzeg, mimo że w swoich latach świetności był całkiem krzepkim młodzieńcem ;)

Na rzece wybudowano z kamieni i gałęzi solidną tamę, żeby można było przejść z jednego brzegu na drugi. Koło tej tamy, w wodzie, szamotał się chłopak, któremu woda zalewała głowę, a on sam próbował desperacko złapać powietrze. Coś przytrzasnęło mu nogę i nie mógł się uwolnić. Ojciec wskoczył do wody i zanurkował. Po kilku próbach jakimś cudem udało mu się podnieść grubą gałąź i chłopak wyciągnął zakleszczoną nogę. Kiedy doholował go do brzegu, młody (chyba w przypływie adrenaliny) uciekł, nie mówiąc, jak się nazywa.

Kilka miesięcy temu zadzwonił do mnie tata. Głos mu drżał kiedy mówił, że na ulicy zaczepił go pewien mężczyzna. Pytał, czy tata go poznaje. Kiedy usłyszał przeczącą odpowiedź, powiedział "To ty uratowałeś mi życie, uratowałeś mi życie kiedy miałem 12 lat!". I opowiedział całe zdarzenie ze szczegółami. Wtedy tata zrozumiał. Chłopak pochodził z sąsiedniej miejscowości, wracał pieszo do domu i chciał sobie skrócić drogę, kiedy kamienie z tamy się osunęły, on wpadł pod wodę, a noga zaklinowała się pod gałęzią. A potem - już wiadomo.

Opowiedział, że to dzięki mojemu tacie żyje, ma żonę i dzieci, założył firmę, która świetnie prosperuje. Zapytał, jak może się odwdzięczyć, a tata tylko odpowiedział: "Już mi się odwdzięczyłeś! Tyle lat zżerała mnie ciekawość kim jesteś i jak ci się życie potoczyło, teraz już wiem". Pożegnali się wesoło, mężczyzna jeszcze przeprosił za to, że wtedy uciekł i nie podziękował, ale był takich nerwach, że nie panował nad tym, co robi. Powiedział, że dobro wraca do nas w najmniej oczekiwanym momencie i poszedł.

Jak widać, czasem musimy poczekać nawet kilkadziesiąt lat, żeby zauważyć, że pewne rzeczy nie dzieją się przypadkowo. Może ktoś z nas urodził się właśnie po to, aby uratować obcemu życie? ;)

#2vEr3

Pierwsza ciąża okazała się dla mojej mamy straszną katastrofą, której nigdy nie zapomni. Dziecko podczas porodu udusiło się pępowiną. 

Los chciał, że jej drugie dziecko, czyli ja, urodziło się rok później, tego samego dnia, w tym samym miesiącu i o tej samej godzinie. I kto mi powie, że cuda się nie zdarzają?

#EEY3Y

Na tych wakacjach postanowiłem, że oświadczę się swojej ukochanej. Pojechaliśmy nad morze, pierwszy dzień wypad na plażę. Czekam na odpowiedni moment. Zaczyna się zachód słońca, plaża pusta, moja wybranka właśnie się kąpie. To ja w te pędy do niej, klękam, ona otwiera buzię, z moich ust już wychodzi zdanie: "Wyjdziesz za mnie" i w tym momencie przywaliła we mnie wielka fala... Woda opada, ja dalej klęczę, ale już bez pierścionka...

Tak zgodziła się i teraz chodzi z plastikowym pierścionkiem za 5 zł z automatu, który kupiłem jako tymczasowy zamiennik. Mówi, że nie zamieniła by go na nic innego... Mam wspaniałą narzeczoną :)

#51RoE

Mój chłopak bywa u mnie zdecydowanie częściej, niż ja u niego. Jesteśmy ze sobą już trzy lata, więc gdy się spotykamy, robimy bardziej konkretne rzeczy niż patrzenie sobie w oczy i gadanie o niczym.

Tym razem nie było inaczej. Gdy już skończyliśmy, chłopak zmęczonym głosem wyznał:
- Jak ja nie cierpię tych gumek!
- Cóż, z gumką zawsze trzeba się więcej p***rzyć - przyznałam.

W tym momencie do pokoju weszła moja rodzicielka. Po jej nietęgiej minie można było się domyślić, że usłyszała naszą rozmowę. Po chwili jednak zorientowała się w sytuacji i jej mina zmieniła się w jeszcze bardziej zaskoczoną.

Otóż razem z chłopakiem zdjęliśmy i złożyliśmy wiszące u mnie w pokoju pranie. W tym pościel i prześcieradła. Z gumką.

#BxCkL

Historia miała miejsce, gdy miałam około 5-6 lat. Poszliśmy wtedy całą rodziną do kościoła, ponieważ był Wielki Piątek. Wtajemniczeni chrześcijanie wiedzą, że w ten dzień kapłan kładzie się krzyżem przed ołtarzem. W kościele panowała ogólna powaga, skupienie, oddanie się Bogu. Ja widząc to, pełna zdziwienia zapytałam (oczywiście niedyskretnie): "Mamo, a dlaczego ksiądz robi pompki przed ołtarzem?". Nie wiedzieć czemu, nagle wszyscy zaczęli chichotać, nawet mocherowe rydzyki :)

#AhfDz

Gdy byłam mała podobno bardzo domagałam się spróbowania chrzanu. W pierwszy dzień świąt zleciała się do nas cała rodzina, poprosiłam więc babcię, żeby dała mi łyżeczkę chrzanu, odmówiła. Na moje nieszczęście cała rodzina jest paląca, więc wszyscy wybrali się na papierosa. Niecnie wykorzystałam tą chwile samotności. Wzięłam pełną łyżkę chrzanu do buzi.

Żałuję, bardzo żałuję, że nie pamiętam min mojej rodziny, gdy zastali mnie całą we łzach, walącą głową o stół i z oczami dosłownie na wierzchu.

#0zbGn

Mieszkam na wsi i dawniej jako dzieci razem z moim najlepszym kolegą mieliśmy różne pomysły na zabawy. Pewnego ciepłego letniego dnia postanowiliśmy pobawić się ogniem. Pojechaliśmy na łąkę, na której są różne górki. Schowaliśmy się za jedną z nich i zaczęliśmy podpalać suchą trawę, po czym szybko ją gasiliśmy. Jako dzieciom bardzo spodobała się nam ta "zabawa", dlatego postanowiliśmy tam wrócić.

Po kilku dniach wróciliśmy w to samo miejsce, przez kilka dni nie padało i było na prawdę ciepło, a my nieświadomi swej głupoty zaczęliśmy podpalać trawę. Ogień wymknął nam się spod kontroli, nie potrafiliśmy go ugasić, a po chwili usłyszeliśmy jak ktoś krzyczy: "Co wy tam robicie!!!". Nie pozostało nam nic innego, jak tylko uciekać. Razem z kolegą baliśmy się tak bardzo, że uciekliśmy do sąsiedniej wsi, a do domu wróciliśmy po kilku godzinach. Ogień objął spory obszar, na miejsce przyjechała straż, która ugasiła pożar po kilku godzinach.

Dziś mam 23 lata i od tamtej pory staram się walczyć z ogniem. Jestem strażakiem w Ochotniczej Straży Pożarnej, a jutro mam egzamin, aby dostać się do Państwowej Straży Pożarnej. To chyba właśnie tamten dzień, mimo że byłem dzieckiem, bardzo zniechęcił mnie do ognia. Tak bardzo, że chcę z nim walczyć :-)
Dodaj anonimowe wyznanie