#4AkoY

Jako 5-letnie dziecko nie miałem kompana do zabaw, gdyż moje rodzeństwo jest ode mnie sporo starsze, więc byłem zdany na swoją wyobraźnię, lub łaskawość mamy, która mając chwilę czasu pobawiła się ze mną od święta.

Dostałem kiedyś od przybranego wujka (kolegi taty) kajdanki. Nie plastikowe, lecz prawdziwe, metalowe, gdyż ten wujek był policjantem. Radość z tego "prezentu" była dla mnie nie do opisania. To była jedna z najlepszych zabawek jakie miałem. Wszystkie Action Many i inne tego typu rzeczy leżały w pudle z zabawkami, a ja wesoło hasałem sobie z tymi kajdankami po domu, zakuwałem siebie, potem rozkuwałem. Przykuwałem jedną obręcz do krzesła, drugą do ręki, a następnie rozkuwałem i tak w kółko.

Nagle narodził mi się pomysł, że fajnie by było pobawić się w "policjantów i złodziei". Mama była akurat w kuchni, czytała jakąś gazetę. Ja podchodzę i mówię "W imieniu prawa aresztuję cię!" no i jedna ręka, potem druga i mama siedzi skuta. Ja zadowolony, a mama do mnie po minucie żebym już ją rozkuł. Wyciągam kluczyk, wkładam i... nie działa. Nie mogłem rozkuć mamy, bo zamek się zaciął. Mama już nie była w tak dobrym humorze jak wcześniej. Miałem poczuciem winy, że mama musi siedzieć skrępowana przeze mnie, pół domu próbowało mamę uwolnić, aż w końcu po dwóch godzinach mojemu szwagrowi się udało :) A kajdanek przez dłuuugi czas nie widziałem.

#xmPyR

Idę do kościoła. Siadam w ławce i pomyślałem, że skoro zaczyna się Adwent to pójdę do spowiedzi. Nie wiem dlaczego, ale od pierwszej komunii, gdy stoję przed konfesjonałem, zawsze czuję pewne zdenerwowanie. Serce zaczyna mi bić jak szalone. Tak było i tym razem. Akurat nikogo nie było w kolejce, ale pewna pani się spowiadała, więc postanowiłem poczekać. Strasznie długo dość to trwało, a ja stałem tam coraz bardziej zdenerwowany. Wreszcie udało jej się opuścić konfesjonał, więc ja od razu ruszam do konfesjonału.

Zaczynam mówić klasyczną formułę na początku i już miałem wyznawać grzechy, a tu ktoś mnie szturcha. Po chwili się odwracam i widzę księdza, który siedział przed chwilą w konfesjonale. Okazało się, że już wychodził, a że ten konfesjonał jest niczym krypta, to nawet nie zauważyłem, że coś zamyka się od wewnątrz, tylko dalej mówiłem. Do nikogo. Ksiądz się uśmiechnął i powiedział, że zaraz przyjdzie inny. Moja mina i mój burak musiały być w tym momencie bezcenne. Dobrze, że nikt mnie tam raczej nie zna...

#o7yps

Historia zdążyła się kilka lat temu, kiedy to miałam około 14 lat i już wtedy niestety byłam uzależniona od nikotyny. Jak wiadomo wtedy w moim wieku nie było łatwo kupić papierosy. Czasem z koleżanką, gdy już nie było wyjścia, prosiłyśmy pana spod sklepu o to, żeby on poszedł dla nas po zakupy. Tak też było tamtym razem. 

Spotkałyśmy owego pana już trochę wstawionego ale mimo to stwierdziłyśmy, że zaryzykujemy. Po chwili rozmowy zgodził się i poszedł. Czekałyśmy dłuższą chwilę, zaczęłyśmy się denerwować, że zostaniemy bez pieniędzy i papierosów. Ale w końcu się doczekałyśmy. Trochę byłyśmy zdziwione, bo pan szedł z reklamówką pełną do połowy. Kiedy przyszedł zaczął nam mówić, że miał wielki problem jakie wybrać i że pomagała mu sprzedawczyni. Wyobraźcie sobie nasze miny, kiedy pijany mężczyzna wyjął z reklamówki cztery paczki podpasek.

PS Już nigdy nie prosiłyśmy o przysługę tego typu panów, ale palić niestety nie przestałyśmy.

#9ilyx

Kiedyś wybrałam się z przyjaciółką i jej rodzicami na jarmark. Spędziliśmy tam dobrych kilka godzin, kiedy nagle złapała nas ochota na gofry. Jak to się mówi "jak pies je, to nie szczeka". Niestety u nas było na odwrót. Śmiałyśmy się do bólu, gadałyśmy, a wręcz krzyczałyśmy i wtedy to się stało... Kawałek gofra utknął mi w gardle. Zaczęłam się dusić do takiego stopnia, że zrobiłam się sina, oparłam się przy pierwszym lepszym śmietniku, a przyjaciółka stojąc za mną śmiała się, mówiąc: "Marzena wstawaj, nie wydurniaj się!".

Gdy po kilku sekundach dotarło do jej mózgu, że ja się kuźwa duszę, zaczęło się najgorsze... To nie było zwykle klepanie po plecach... Błagałam Boga w myślach żeby ten kawałek nie wyleciał mi z wnętrznościami. Kątem oka zobaczyłam, że ludzie mają niezłe widowisko. Gdy już nieszczęsny kawałek wyszedł ze mnie, wstałam i zobaczyłam z jakim strachem ludzie na mnie patrzą, a ja zamiast powiedzieć dziękuję, to jeszcze pokasłując, powiedziałam: "Kur** myślałam, że się uduszę...".
I z tym pięknym akcentem wzięłam mojego gofra i kulturalne odchodząc dokończyłam go.

Do dziś dziękuję jej za uratowanie życia i tym samym za ból pleców przez tydzień.

#JPryO

Mam 15 lat. Wczoraj pisałam z kolegą (którego swoją drogą znam przez internet, więc nic między nami nie ma), dajmy mu na imię Maciek. Gdy mój tato zauważył na moim telefonie wiadomość od Maćka, włączył laptopa i zamówił koszulkę, na której jest 10 zasad spotykania się z jego córką oraz drugą koszulkę z napisem "Mam piękną córkę, mam również broń, łopatę oraz alibi" :)
Współczuję mojemu przyszłemu wybrankowi...

#8XLWp

Za pół roku kończę 18 lat. Moi rodzice traktują mnie jak dziecko z podstawówki. Nie mogę mieć nowych ubrań, bo przecież stare są jeszcze "dobre", a to, że są to koszulki w kotki, księżniczki, mają wszystkie kolory tęczy itp. to już nie jest ważne. Gdy chcę kupić coś nowego - nawet za swoje pieniądze - to muszę pod nadzorem i tylko to, co zostanie odgórnie zaakceptowane. W efekcie nie mogę kupić nic, bo "nie będę wyglądała jak stara baba", a kolejnych dziecinnych ubrań nie chcę. Włosów też nie mogę ściąć jak chcę "bo nie i już". Nic też nie mogę z nimi robić, bo prostownica od razu jest chowana - a one kręcą mi się każdy w inną stronę, co wygląda okropnie przez krótkie ścięcie.

Pretensje pojawiają się także w przypadku kosmetyków. Jedynymi używanymi przeze mnie są tusz do rzęs, korektor i puder. Muszę je ukrywać, żeby przypadkiem nie wpadły w czyjeś ręce podczas przeszukiwań pokoju. A takie mają miejsce często, nawet pomimo moich protestów, że chcę chociaż odrobinę prywatności. To samo w przypadku zwykłych maszynek do golenia. Ich zdaniem jest mi to niepotrzebne, jestem za młoda i tak dalej. Gdy tylko zajmę łazienkę na dłużej niż 10 minut (bo na przykład na drugi dzień mam w szkole WF i wypadałoby się troszkę ogarnąć), to od razu słyszę łomot w drzwi, gaszenie światła i groźby, że jak zaraz nie wyjdę, to otworzą drzwi od drugiej strony.

Na dworze nie mogę przebywać latem po 20, zimą po zmroku. Przed obiadem wyjść z domu nie mogę. W niedzielę tylko do kościoła. Do centrum miasta praktycznie nie mam prawa jechać - no, zawsze mogę zapytać i łaskawie dostać pozwolenie. Ale najczęściej po powrocie spotykam się z pretensjami, że w ogóle śmiałam pomyśleć o czymś takim. To samo z każdym wyjściem do znajomych - pretensje. Znajomi przyjdą do mnie - pretensje. O nocowanie, wspólnego sylwestra czy wyjazd na wakacje z koleżanką i jej rodzicami już nie pytam. O wszystko pretensje i wrzaski, doszło już do tego, że boję się pytać o cokolwiek, bo odpowiedź i tak będzie taka sama. "Siedź w domu cały dzień i się ucz, a nie się będziesz szlajać i nie wiadomo co robić".

Najlepsze lata życia mi mijają w atmosferze terroru i wyalienowania z grupy rówieśników, a ja nic z tym nie mogę zrobić.

#No3Yp

Kiedy mój mąż jest mocno zdenerwowany za kierownicą, to nie przebiera w słowach.

Byłam wtedy w ciąży, w ostatnich tygodniach. Jedziemy samochodem, korki, a ktoś nam wcześniej uszkodził lusterko zewnętrzne od strony kierowcy do tego stopnia, że pod wpływem pędu powietrza podczas jazdy, lusterko zamykało się w kierunku szyby od strony kierowcy. Mój mąż chce zmienić pas i gimnastykuje się na każdą stronę, bo lusterko jest przy szybie, więc nic nie widać, co się dzieje na jezdni.

W końcu małżonek zezłoszczony ciągłym otwieraniem okna i poprawianiem lusterka, mówi:
- Zaraz mnie szlag trafi, głupiego ch*ja mogę zobaczyć w tym lusterku! - tu nastała krótka przerwa, po czym dodał - tylko siebie mogę w nim zobaczyć…

Tak wysokiego poziomu samokrytycyzmu się nie spodziewałam, mało nie urodziłam wtedy ze śmiechu.

#eSV1K

Jestem księdzem, służę w małej parafii. Cały wigilijny poranek spędziłem w kościele, spowiadając ludzi. Jako ostatni przyszedł do mnie pewien młody mężczyzna. Szczególnie zwróciłem na niego uwagę, bo był ubrany nieco nietypowo, w dodatku wyznał, że zdradza dziewczynę (mały odsetek ludzi się do tego przyznaje).

Na kolacji wigilijnej moja siostra przedstawiła rodzinie swojego wybranka. Zgadnijcie, kim był.

#S2oQM

Moja mama, pewnego dnia, postanowiła iść do galerii handlowej kupić sobie torebkę. Zaczęła ze skupieniem oglądać różne fasony w jednej z sieciówek. Po pewnym czasie upatrzyła sobie malutką kopertówkę, już miała po nią sięgnąć, gdy nagle spostrzegła, że "inna osoba" również jej zapragnęła.
- Przepraszam, ale ja byłam pierwsza - powiedziała mama.

Jakież było zaskoczenie pań z obsługi, które zobaczyły, jak mama mówi sama do siebie, a właściwie do własnej ręki, która odbijała się w sklepowym lustrze. Personel patrzył się na moją mamę jak na kogoś szalonego, a ta czerwona na twarzy wyszła ze sklepu.
Po tym wydarzeniu nie kupiła już żadnej torebki :)
Dodaj anonimowe wyznanie