Mam pieska, 5-letni kundelek. Jakiś czas temu sprzątałam dom, a pies oczywiście mi towarzyszył. Poślizgnęłam się na czymś, uderzyłam głową w ścianę i straciłam przytomność.
Nie, mój piesek nie szczekał jak szalony, żeby wezwać pomoc. Znalazła mnie moja mama, która usłyszała hałas i zbiegła zobaczyć co się stało. Mój "wybawca" leżał sobie jak gdyby nigdy nic, liżąc sobie jajka.
To ja poderwałam swojego mężczyznę i cóż... Nie jestem z tego powodu zbyt dumna.
Czemu? Bo mój mąż to ginekolog i zaczęłam swój podryw u niego na fotelu. Do dziś sobie żartuje, że wybrał "najzdrowszą ci*** w mieście".
Ale przynajmniej mam za darmo badanie i nie muszę czekać w kolejce. ;)
Pewien czas temu przeczytałam wyznanie dziewczyny, która pisała, że najsłodszą rzeczą, jaką kiedykolwiek usłyszała od swojego chłopaka, było to: "Spałem po twojej stronie łóżka, żeby ci było ciepło, jak pójdziesz spać". Uśmiechnęłam się, westchnęłam, on na mnie popatrzył i zapytał o co chodzi, gdyż widział moje przejęcie. Więc przeczytałam na głos i powiedziałam, że słodkie.
Od tego wieczoru codziennie gdy przychodzę z łazienki i mam zamiar udać się do łóżka, zastaję go leżącego na mojej połowie i uśmiechającego się przesłodko.
Dziękuję anonimowa koleżanko, faktycznie takie małe gesty, a dają tyle szczęścia!
Jechałam ostatnio autobusem czytając anonimowe. W pewnym momencie usiadł obok mnie jakiś chłopak. Kątem oka widziałam iż zerka on na mój telefon. Przejechał tak parę przystanków, aż chwilę przed wyjściem, spojrzał na mnie i powiedział: "Anonimowe? Też czytam, łączmy się anonimowce!". Po czym wysiadł. Byłam w lekkim szoku, ale przyznam, miałam niezły ubaw.
P.S. Nie, nie jesteśmy razem (zawsze chciałam to napisać :D).
Jakieś dwadzieścia lat temu w maju, na mojej I Komunii Świętej, pod koniec dość długo trwającej mszy, ksiądz zwołał wszystkie dzieci pod ołtarz i zaczął opowiadać o jakimś zwyczaju, że on wybierze spośród wszystkich dzieci jedno dziecko i założy mu coś na głowę (jakieś nakrycie głowy), i wybrany przez niego chłopiec zostanie księdzem. Zbytnio nie słuchałem jego przemowy.
Zaczął chodzić, przyglądać się wszystkim, zatrzymał się przy mnie i mi to założył... Wyobraźcie sobie 8 latka krzyczącego i płaczącego na cały kościół, że nie chce być księdzem, że dziewczyny mu się podobają :D.
Nie, nie jestem księdzem. Mam dwójkę dzieci :)
Na plastykę mieliśmy wykrochmalić gazę, później ją "oprawić" brystolem, aby następnie coś na owej gazie tworzyć. Zadanie niby łatwe, ale trzeba lecieć do apteki. Wchodzę do apteki. Za ladą stoi pan. Pada piękne pytanie:
- Czy ma pan gazy?
Mina pana aptekarza wiadoma ;)
Nie wiadomo skąd to się wzięło, ale mówimy na naszą kotkę Browar.
Pewnego dnia kiedy wracałem z siostrzeńcem ze sklepu, na ławce siedział kot podobny do naszego pupila. Mój siostrzeniec to zauważył i krzyknął:
- Chodź szybciej wujku. Browar na nas czeka!
Wyobraźcie sobie minę ludzi, którzy szli obok nas, na taki tekst 4-latka.
To było, gdy miałam może z 6 lat. Razem z koleżanką, na podwórku zbudowałyśmy z cegieł dom dla ślimaków. Zbierałyśmy wszystkie ślimaki z podwórka i je tam wkładałyśmy.
Zbierało się na deszcz i nie chciałam, żeby zmokły, więc stwierdziłam, że najlepszym pomysłem będzie pozbieranie ich wszystkich i włożenie do słoika. Jak pomyślałam, tak zrobiłam - słoik ze ślimakami włożyłam do lodówki. Zapomniałam jednak go zamknąć.
Wyobraźcie sobie minę mamy, która otwiera lodówkę, a po całej lodówce pełzają sobie ślimaki.
Od zawsze lubiłam rysować. Jako małe dziecko miałam bardzo bujną wyobraźnię. Uwielbiałam "tworzyć" nowe rzeczy. Rysowałam wymyślone przeze mnie przedmioty i kształty. Kochałam to robić, ponieważ w ten sposób wyrażałam siebie, swoje zadowolenie z beztroskiego dziecięcego życia. Gdy rysowałam, czułam wolność, bo na papierze mogłam mieć wszystko, co sobie wymarzę.
Pewien swój rysunek nazwałam po prostu "śmieci", ponieważ sama nie wiedziałam, co on właściwie przedstawia (miałam wtedy ok. 5 lat). Były to kreski, kółka, prostokąty i inne kształty oraz przedmioty wymyślone przeze mnie. Wiedziałam, że mama wszystkie moje rysunki chowa do teczki. Myślałam, iż naprawdę są tak ładne, że trzeba je zachować. Wszyscy oczywiście mnie chwalili, że pięknie rysuję - wiadomo, jak to dzieciom zawsze się mówi, że ładnie rysują. A ja uwierzyłam, że ludzie rzeczywiście zachwycają się moimi jakże "pięknymi" rysunkami. Byłam z siebie taka zadowolona i dumna z tego powodu, że nic tylko rysowałam i rysowałam całymi dniami, aż stało się to moją pasją. Dziesięć lat później sprzedałam swój pierwszy rysunek, a mój ostatnio jeden oddałam na aukcję charytatywną.
Wystarczy chcieć, wystarczy uwierzyć, a będziesz mógł wszystko. Ja uwierzyłam w siebie i teraz jestem naprawdę dumna.
Sytuacja wydarzyła się dosłownie tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia i przed moimi 19 urodzinami. Wybrałam się z chłopakiem do galerii, zakupy, prezenty, relaks. Miałam z nim taką umowę, że na Święta dostanę skromny prezent, ale na urodziny coś większego.
Chodzimy po sklepach, nie mogłam się zdecydować, co ma mi kupić na Święta. Nie mieliśmy tajemnic, mówiliśmy sobie otwarcie co chcemy dostać. Do Empiku weszliśmy żeby kupić coś bodajże mojej mamie. Chodzę pomiędzy półkami, zauważyłam książkę z Harrym Potterem na okładce. Tak - to ona, malowanka dla fanów HP, o której czytałam w internetach. Jako wielka fanka tejże historii popędziłam do niej. Chłopak tylko wywrócił oczyma, popatrzył na mnie jak na małe dziecko i powiedział, że malowanki są dla dzieciaczków.
Byłam oburzona tym faktem, zwłaszcza, że ta książka nie kosztowała dużo i byłaby dla mnie fajnym prezentem pod choinkę. Zmartwiona zaczęłam wymyślać pomysły na swój prezent, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Postanowiłam, że skoro nie moja wymarzona malowanka, to wybiorę sobie jakąś książkę, bo uwielbiam czytać.
Przechodząc z chłopakiem koło kolejnych półek dostrzegłam malowankę z Gry o Tron. Luby podbiegł do mnie i krzyknął, że on musi to mieć. Strzeliłam mega facepalma.
I weź tu zrozum 22-letniego faceta.
PS Nie, nie kupiliśmy ani malowanki z HP ani Gry o Tron. Tak, dalej jesteśmy razem i mamy się dobrze :D
Dodaj anonimowe wyznanie