#EvfuE
Wiecie jak to maluchy - nie wstydzą się własnego ciała, nagość jest dla nich normalna.
Nie wstydziłem się własnego ciała, aż nie poszedłem w wieku sześciu lat do przedszkola. Moja matka chyba postawiła sobie za punkt honoru wyrobienie u mnie wstydliwości, a w jaki sposób?
Pamiętam, że niedługo przed pójściem do przedszkola, matka powiedziała, że idzie przygotować mi kąpiel. Nie wiele myśląc, rozebrałem się i oglądając tv, czekałem, aż będzie gotowa. Matka widząc to, postanowiła dać mi ciekawe kazanie. Niestety po dwunastu latach nie pamiętam już, co mi mówiła, ale efektem jest chorobliwe obrzydzenie do własnego ciała i nagości innych osób, obrzydzenie na myśl o wf-ie i rezygnacja z pasji, którą jest pływanie, z powodu szatni. Poza tym ostatnio zacząłem żartować, że być może z tego powodu jestem aseksualny. Dziękuję, mamo...
Czemu tu to piszę? Bo chcę poprosić Was, młode pokolenie rodziców, abyście nie zrobili czegoś takiego swojemu dziecku. Wychowajcie je tak, aby się chorobliwie nie wstydziło własnego ciała, błagam Was. To ile razy muszę przeżyć niezłą nerwówkę z tego powodu... Lepiej nie mówić.
Naprawdę, nie krzywdźcie w ten sposób własnych dzieci.
Współczuję. Próbowałeś rozmawiać z psychologiem? On naprawdę może Ci pomóc.
Ja jak mówiłem znajomym, że kąpiemy się po WFie z chłopakami nago to robili zdziwiony oczy i pytali się jak tak można. Rok temu, w pierwszej klasie liceum jak kolega jeden wyskoczył tak we wrześniu na początku nago to też byłem zdziwiony, ale miesiąc później już się na luzie kąpałem z chłopakami - pierwszy raz się balem, że będą mnie oceniac, a teraz na luzie, gadamy sobie jak sie kapiemy, nikt sie nie wstydzi. Każdy ma narządy płciowe nie ma co się wstydzić.
"Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce"
Tylko sie tam nie macajcie
Hmm jak dla mnie troszkę dziwnie, ale pewnie idzie się przyzwyczaić. ;)
Kurde, za czasów naszych rodziców kąpiele na waleta w jeszcze zimnej wodzie jeziora byly czyms normalnym. Teraz wstydzimy się wejść do wspolnej łaźni w budynku szkoły zbudowanej 50 lat temu, tzn ze kiedyś to było normalne. W Niemczech kobiety przed i po basenie również biora razem prysznic. Nie ma ekshibicjonizmu, nie ma nieśmiałości i nieznajomosci swojego ciala, oprócz "niedopilnowanych" przypadków, z jakimiś przejscia mi, przeszkadzającymi w obcowaniu z nagim ciałem... Masakra.
My na początku roku dostałyśmy ochrzan ze się nie myjemy po wf-ie... Ale niby jak miałybyśmy zdążyć na lekcje, kiedy pryszniców jest mało, nikt nie ma ręczników ani płynu, a wf-iści wypuszczają nas równo z dzwonkiem? Bez sensu, aż tak spocone nie jesteśmy.
Zależy od ludzi, ja z piątka moich przyjaciółek na luzie idziemy się myć ( bez żadnych podtekstow) a inne, choć mi bliższe się wstydzą nawet przebrać
Moja mama często powtarzała mi, że mam chodzić z książką na głowie... I tak w kółko.... "brzydko chodzisz, ja kiedyś chodziłam z książką na głowie i teraz chodzę pięknie i płynnie, nie mogę patrzeć jak chodzisz" .... na spacery chodzę często - w nocy( bo wydaje mi się, że wtedy nie widać), przejście z ławki do tablicy jest jednym z najbardziej traumatycznych rzeczy w szkole- wszyscy patrzą jak idę...to samo przejście przez korytarz... zawsze staram się wszędzie chodzić na końcu... gdy byłam mała to wymyślałam historyjki, że chodzę tak jak chodzę, bo miałam bardzo ciężka operację na nogę (wszyscy odpowiadali, że chodzę normalnie - myślałam, że chcą być mili) teraz niby wiem, ze chodzę normalnie... w żadnym razie nie jak facet... ale nigdy nie pozbędę się myśli, że wszyscy oceniają sposób mojego chodzenia....
Niby nic... a uprzykrza życie 😐
Mam identycznie, chodzenie to dla mnie koszmar.
Ja w szatni się nie przebieram, tylko w toalecie przy szatni. Jak latem mam za dużo odsłoniętego ciała to czuję dyskomfort, bycie w stroju kąpielowym to dla mnie katorga. Nie wiem skąd to się wzięło. Gdy byłam w wieku dojrzewania, wstydziłam się swojego ciała, garbiłam się i krzyżowałam ręce na piersiach, żeby nie było ich widać...
Współczuje ci ze względu na twoją traumę. Możesz powinieneś porozmawiać o tym z mamą, a jeszcze lepiej z terapeutą, na pewno pomoże. A jeśli chodzi o tą rozmowę nie wydaje mi się, że twoja mama chciała, żebyś brzydził się swojego ciała tylko, żebyś je szanował i wiedział, że nagość jest rzeczą osobistą... no ale niestety jej nie wyszło.
Życzę ci szczęścia i pokonania traumy
"Wychowajcie je tak, aby się chorobliwie nie wstydziło własnego ciała"...mój ojciec nie myślał o tym. Odkąd pamiętam jestem obrażana przez niego na różne sposoby co chwila słyszę tylko "nie jedz tyle" "jesteś gruba" "zobacz jak wyglądasz". Cóż może dlatego od 1 klasy podstawówki jem jeden posiłek dziennie, oczywiście tylko wtedy gdy on tego nie widzi.
Będzie dobrze! Myślałaś może o jakiejś fajnej diecie od dietetyka? I do tego siłka :) Jak jesz tylko jeden posiłek dziennie to wszystko idzie w tłusz, bo organizm broni się przed głodówką żeby przetrwać. Trzymam za Ciebie kciuki, powodzenia :* <3
a jak nie chcesz iść na siłkę to idź np. na fit and jump (w moim mieście karnet 4 zajęć - 49 zł, pojedyńcze 15, więc nie jest drogo a podobno świetna zabawa), albo pole dance (nie, to nie czyni z nikogo stiptizerki, zacznij jeździć na rolkach czy rowerze (osobiście polecam rolki) ;)
Ja wstydzę się własnego ciała, ale powiem Ci ze da się to przezwyciężyć. Musisz uwierzyć w siebie i zaakceptować. Stan przed lustrem i powiedz sobie prosto w oczy, że masz ładne, piękne ciało i Nie musisz się go brzydzic ani wstydzić. Masz piękną pasję i wkładaj w nią całe serce.
Ja przezwyciezylam siebie i poszłam na siłownię, walczę ze sobą i nie chce sienpoddac, Tobie też tego życzę z całego serca!!!
Współczuję.. :(
Mam podobnie, mimo iż wychowywana byłam w miarę normalnie. Tzn zależy, co bierze się za normę...
Po prostu mam problem z rozbieraniem się czy to na basenie czy na wf.
W Niemczech takie zachowania są normalne i nikt nie wydziwia z powodu np zbiorowych przebierelni na basenie (osobne dla płci, oczywiście), gdzie obcy sobie ludzie bez skrępowania wyskakują z ciuchów i wskakują w stroje kąpielowe.
Będąc w liceum zapisałam sie na kurs pływacki. Na szczęście miałam cholernie wyrozumiałą nauczycielkę, która nie robiła problemów z tego, że latałam do toalety, czzy osobnej kabiny. Niestety nie wszyscy są tacy i nie raz, nie dwa musiałam się nasłuchać, że wydziwiam czy w tyłku mi się poprzerwacało.
Szczytem była sytuacja, kiedy pojechałam z klasą na "wymianę" uczniowską, a tam w spólnej łazience:
a) brak zamka w drzwiach
b) dwie, przylegające do siebie kabiny prysznicowe, przedzielone jedynie taką półprzezroczystą ścianką od kabiny.
Dziewczyny nie miały problemu z kąpielą we dwójkę, czy np wejścia do łazienki kiedy inne suszły włosy, malowały się itd. Rozbierały się, rozmawiały sobie jeszcze 3 minuty i wskakiwały pod prysznic...
Na szczęście organizatorzy zjazdu mieli tyle serca, że na drugi dzień zamek został wystawiony. A ja, żeby nie blokować łazienki nauczyłam się wtedy brać prysznic w 5 minut (w końcu też nie można być całkowitym dupkiem).
jak ja chodziłam na basen (rehabilitacja) to były 2 kabiny zamknięte, czasu mało, więc czasem się przebierało po prostu w szatni damskiej...ale wchodził tam jeden z ojców, nosz kurde! miałam 15 czy 16 lat i nie uśmiechało mi sie rozbierać przy obcym facecie ;/
Masakra....