Miałam wtedy jakieś 3 lata. Rodzice zabrali mnie na festyn, który odbywa się w naszym mieście co roku. Warto wspomnieć, że rodzice zdecydowali się na mnie dość późno, więc tata był często brany za mojego dziadka.
Lato, upał, dużo ludzi, to i szybko się zmęczyłam. Z racji tego, że tata często brał mnie "na barana", poinformowałam go, że chcę na ręce. Tata nie zgodził się, bo przecież nóżki mam, nie chodzimy jeszcze tak długo i przecież mogę iść sama. Stanęłam więc w samym środku tłumu i głośno poinformowałam:
- Cipcia mnie boli!
Na ręce zostałam oczywiście wzięta, a tata jak najszybciej oddalił się od ludzi patrzących na niego jak na zboczeńca.
Jako że byłam bardzo rezolutną małą dziewczynką, rodzice często mieli ze mną niemało problemów. Sytuacja miała miejsce w Wielkanoc, jakieś 15 lat temu, kiedy miałam 5 lat. Tata jak co roku zabrał mnie na święcenie koszyczków do kościoła. Nabożeństwo trwało dość długo, więc ja jako ciekawe świata dziecko zaczęłam szponcić. Biegałam po całym kościele, a tata za mną. Kiedy tylko usiadłam w ławce z samego przodu kościoła, tata przybiegł za mną. Kiedy tylko go zauważyłam, dostawałam petardy w tyłku i biegłam znowu na sam tył kościoła. Schowałam się w konfesjonale. Siedząc wygodnie na miejscu księdza usłyszałam jakąś panią, która zaczęła do mnie mówić przez kratkę. Usłyszałam tylko "szczęść Boże" i jako dobrze wychowane dziecko odpowiedziałam tym samym. Pani zaczęła się spowiadać, a ja siedziałam i słuchałam. Tata kiedy tylko to zobaczył, podbiegł, przeprosił panią i zabrał mnie z konfesjonału.
Kiedy doszło do samego święcenia koszyczków wszyscy musieli uklęknąć, ja również. Całość trwała zdecydowanie za długo, więc znowu zaczęłam się nudzić. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam u pewnej pani przepiękne pisanki w koszyku. Stwierdziłam, że muszą być moje! Zaczęłam je przekładać do naszego koszyczka. Oburzenie tej pani i burak na twarzy mojego taty - bezcenne.
Tak, byłam zdecydowanie najgrzeczniejszym dzieckiem :)
Historia miała miejsce gdy byłam 4-letnią dziewczynką. Dostałam prezent urodzinowy od mojej cioci. Była to lalka, która potrafiła mówić. Zaraz odłożyłam lalkę na półkę, po czym moja ciocia zapytała mnie:
- Co Natalko, nie podoba ci się lalka, którą ode mnie dostałaś? Nic się nie cieszysz.
Na co ja:
- Podoba mi się, ale nie chce mi się cieszyć.
Jako mała dziewczynka chodziłam na różaniec. Można było być wylosowanym do tego, aby zabrać figurkę Matki Boskiej do domu. Jako, że ksiądz pod koniec każdej mszy losował z takiego cylindra imię i nazwisko szczęśliwca, a potem czytał to na głos i dana osoba się zgłaszała do zakrystii, to uznałam, że i ja wezmę w tym udział. Wrzucałam swoje nazwisko codziennie, ale po kilku dniach się zdenerwowałam, ponieważ wciąż nie byłam wylosowana.
Zrobiłam więc ok. 40 karteczek ze swoim nazwiskiem. Jaka była moja radość, kiedy okazało się, że po wrzuceniu takiej ilości karteczek zostałam wylosowana.
Moja rodzina do dziś śmieje się i mówi, że zawsze byłam chytra.
Chciałam sobie kupić nowe okulary. Nie lubię tego, bo nigdy nic mi nie pasuje i ciężko się na jakieś zdecydować. Cenię sobie natomiast profesjonalną pomoc w doborze oprawek. W końcu okulary to ważna "ozdoba" naszej twarzy.
Udałam się więc do dużego i znanego sklepu optycznego, licząc na profesjonalną poradę. Podeszłam do ekspozycji i oglądałam okulary. Podszedł do mnie pracownik sklepu.
Pracownik: - Dzień dobry! W czym mogę pomóc?
Ja: - Dzień dobry. Szukam okularów podobnych do tych, które mam, w tym samym stylu, o prostokątnym kształcie, plastikowe, pełne, trochę większe niż te, bardziej kobiece i nie czarne. Mogą być granatowe, brązowe lub szare oprawki. Nie mogą mieć dużego logo.
Pracownik: - Świetnie! Tu jest nasza ekspozycja, proszę sobie coś wybrać.
I sobie poszedł.
PS. Nie wybrałam sobie.
W wieku około 6/7 lat, byłam zafascynowana kucykami Pony. Lubiłam także rysować, więc rysunki przedstawiające te oto stwory były wytwarzane przeze mnie masowo. Charakterystycznym elementem każdego kucyka był uroczy znaczek na tyłku, który obrazował jakąś cechę, lub umiejętność. Tęcze, kwiatki, serca, etc.
Tak więc po narysowaniu jednego stworka, poszłam się pochwalić mamie. Oczywiście liczyłam na pochwałę i zachwyt z jej strony. Niestety, mama kazała mi zamazać znaczek na tyłku mojego kucyka, bo jest bardzo brzydki i mam go już nigdy więcej nie rysować. Przestraszona, szybko zrobiłam co kazała.
Jakież było moje zdziwienie i zażenowanie, gdy po paru latach dowiedziałam się, że uroczym znaczkiem na tyłku mojego kucyka była... swastyka. Nawet wolę się nie domyślać jaką miał cechę...
Nie należę do osób specjalnie obdarowanych zdolnościami kulinarnymi. Zrobienie dla mnie najprostszej potrawy to niezły wyczyn.
Przechodząc do sedna... Moja mama to typ śmieszka. Jakiś czas temu moja kochana rodzicielka poprosiła mnie, abym ugotowała zupę, gdy ta będzie w pracy. Ha! Łatwizna!
Wszystko pięknie poszło. Gdy mama wróciła, pełna entuzjazmu nałożyłam jej mojego specyfiku, ażeby spróbowała. Wywiązał się między nami taki oto dialog:
J: I jak?
M: No du*y nie urywa... No chyba że potem.
Dzięki, mamo!
To było jakiś rok temu, gdy chodziłam do gimnazjum. Zawsze jak suszę głowę, to muszę stać, a tego dnia jakoś wyjątkowo mi się nie chciało. Wzięłam więc suszarkę do siebie, usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Nie miałam lusterka, więc włączyłam sobie kamerkę w laptopie, żeby móc dobrze ułożyć włosy. Zawsze podczas suszenia, mam na sobie tylko stanik, żeby nie zmoczyć koszulki.
Wyobrazicie sobie minę mojej mamy, gdy siedzę sobie w staniku przed włączoną kamerką.
Nie chciała mi uwierzyć, że nigdzie nie wysyłam swoich rozbieranych nagrać.
Kiedyś, jak byłam w pierwszej klasie gimnazjum, koledzy dokuczali mi i wyśmiewali, że jestem płaska. Byłam wtedy bardzo wrażliwa i nie ukrywam bolały mnie ich słowa. Chciałam się komuś wygadać, a z racji tego, że nie miałam wtedy przyjaciółek poszłam do mamy, z nią od zawsze miałam dobry kontakt. Wywiązała się między nami taka rozmowa:
- Mamo, w szkole mówią, że jestem płaska...
- To powiedz im: 'dobrze, że wy jesteście wypukli'.
Mama powiedziała to z ogromną powagą, a ja nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Wybuchłam śmiechem, mama dziwnie na mnie spojrzała i nie wiedziała o co chodzi.
Z naszych dalszych rozmów wynikło, że moja kochana mama nie zrozumiała o co chodziło ze stwierdzeniem, że "jestem płaska".
Moi rodzice mają 3 dzieci. Gdy urodził im się syn, postanowili, że postarają się o córkę. Po roku okazało się, że mama jest w ciąży, ginekolog powiedział : "Będziecie mieć państwo córeczkę". Tata wpadł w szaloną radość i nie dało się go okiełznać. Cieszył się, wykrzykując w gabinecie, że będzie miał córkę, którą będzie rozpieszczał i z dumą o niej opowie swoim kolegom. Mama zaśmiała się, że na pewno koledzy taty będą chcieli to uczcić kratą piwa. W tym momencie wtrącił się ginekolog:
- W takim razie pan przekaże kolegom, żeby postawili 2, bo będą bliźniaczki. Nie chciałem panu wcześniej przeszkadzać w tej dzikiej radości.
Tato stanął jak wryty i nie mógł wykrztusić słowa.
Tak, koledzy postawili dwie kraty piwa.
Dodaj anonimowe wyznanie