#rZlfI
Gdy moja siostra miała 4 latka była bardzo ruchliwym dzieckiem, a że mama pojechała do miasta zajęła się nią babcia. Gdy malutka biegała po całym podwórzu, babcia nie dała rady za nią latać i wtedy mój genialny wujek przeją inicjatywę. W tamtym czasie coś budowano i wszędzie było pełno pustaków. Wujek wziął jeden z nich, postawił na środku podwórka i przywiązał do niego sznurek, a drugi koniec przymocował do nogi mojej siostry. I tak radosne dziecko biegało wkoło pustaka udając kozę.
Mama o tym wydarzeniu dowiedziała się dopiero na tym spotkaniu, siostra zyskała przezwisko Melka, a ja nawet nie chcę wiedzieć jak on zajmował się swymi córkami.
Na takich zjazdach rodzinnych się można dużo ciekawych rzeczy dowiedzieć :)
Przypomniało mi się, jak prowadziłam syna na smyczy przypiętej do tylnej szlufki od spodni :D.
Młody miał jakieś 2 latka [już biega, jeszcze głupiutkie toto], byliśmy na wystawie psów. Wyszłam z założenia, że ryzyko klapnięcia na tyłek jest lepsze od ryzyka nagłego podbiegnięcia do obcego psa [pies może się mimo wszystko wystraszyć i strzelić zębami]. Podczas finałowej wystawy Młody postanowił udawać pieska... Efekt? Więcej ludzi patrzyło się na szczekającego i merdającego tyłeczkiem malucha na smyczy, niż na najpiękniejsze psy wystawy XD
Nieważne jak niegrzeczne jest dziecko albo to, że przy bieganiu może upaść na tyłek. Nigdy nie założyłabym własnemu smyczy. Wiem, że są smycze dla dzieci ale to jest wielka PRZESADA. Dziecko to nie pies. Ja pier*ole.
A krzycz sobie, ja i tak jestem zdania, że w niektórych miejscach smycz [czy inny sznurek] u małego dziecka nie jest głupim rozwiązaniem. Zwłaszcza jak mówimy o maluchu, który dopiero co odkrył możliwość nie trzymania mamy za rękę, więc "normalne" prowadzenie w tłumie odpada.
Chociaż fakt, że dużo zależy od tego jak się dziecko "wyprowadza". Jeśli jest ciągnięte na chama, szarpane czy ponosi jakikolwiek dyskomfort to jest to złe! Za to jeśli biega sobie szczęśliwe, a sznurek luźno sobie wisi [i jest tylko po to, by w razie czego zapewnić dziecku bezpieczeństwo] to... w tym szaleństwie jest metoda!
Wyprowadzanie dziecka na smyczy jest upokarzające dla tego malucha. To nie zwierzak. Jeśli ludzie decydują się na dziecko to niech mają świadomość tego, że to obowiązki i odpowiedzialność. Kiedyś nie było takiego wymysłu hak smycz dla dzieci i wszyscy sobie jakoś radzili. A teraz? Przesada.
A ja bym tam wyprowadzała dziecko na smyczy, a co!
Moja siostra też przywiązywała swojego synka do smyczy, a ja darlam się na nią dlaczego to robi, zaś na inne matki praktykujące tą meodę krzywo patrzyłam. Do momentu kiedy siostra kazała, abym zajęła się jej synem. Musiałam siegnąć po smycz...
Jak nie było smyczy, jak dzieci normalnie nosiły szelki ze sznurkiem te 20 lat temu.
Z resztą cane nie powiedziała że wyprowadza dziecko na smyczy tylko przypiela go na smyczy tylko dlatego żeby żaden pies go nie ugryzł. Lepiej trzymać dziecko na smyczy niż później jeździć po szpitalach.
Nie ważne jak te psy na wystawach są dobrze wyszkolone - nigdy nie można w 100% zaufać psu.
Ale zapewne nue masz probelmu zeby strzelic dziecku klapsa😂
ja mieszkam w Anglii i codziennie widze dzieciaki z plecaczkiem ze smycza wiec mysle ze to nie jest az takie glupie
Szelki, które są teraz dostępne w sklepach mają swoje zalety. Moja córka jakiś czas temu odkryła możliwość chodzenia bez trzymania rączki mamusi. Ja za nią biegam i trzymam ją delikatnie za kaptur, albo inną część kurteczki. Chyba tak dla własnego komfortu psychicznego, bo mała radzi sobie dobrze, tylko raz się przewróciła jak do tej pory. ;) Ale mimo wszystko mogę z nią chodzić tak tylko po osiedlu, bo mała lubi sobie zawracać, wchodzić na trawnik, zrywać kwiatuszki, albo chwasty. Lubi też podchodzić do piesków i na nie szczekać :D
Więc gdybym miała możliwość "wyprowadzania" dziecka na tych szelkach, to owszem, zrobiłabym to. Dużo gorsze rzeczy się widziało, niż dziecko "na smyczy". ;)
Zbędne przesadzanie.
Większość z was też pewnie latalo na szelkach ze smycza za dzieciaka.
Ja jak latalam w chodaku, mama żeby móc w spokoju pozmywac naczynia, przywiązala chodak skakanka do kaloryfera xD
Tak, mama mnie kocha
W moich stronach mówi się na to chodzik...więc nie załapałam na początku o co chodzi z tym chodakiem i wyobraziłam sobie Ciebie w takich drewnianych butach xD
Też pomyślałam o chodakach jako butach! U mnie też to był chodzik
Jeśli coś wydaje się głupie, ale działa ta jednak nie jest głupie :P <czy coś w ten deseń :P>
Nie ważne jak, ważne, że zadziałało :P
Spotkania rodzinne- źródłem informacji o rodzinie
Polak potrafi :D
Ja za to myślałam, że mama mojego ojca to czarownica (paliła papierosy, miała żółte zęby i czarne natapirowane włosy). bardzo płakałam, gdy musiałam z zostawać, w czasie gdy rodzice załatwiali swoje sprawy. Źle na tym nie wychodziłam- przez godzinę, albo dłużej jeździłam na włączonym odkurzaczu. Tzn babcia nie mogła mnie dotknąć, mogła jedynie ciągnąć odkurzacz. Jako że istniała możliwość upadku to pozwalałam trzymać się przez ojca siostrę, którą do dziś uwielbiam.
Mój tata przywiązał kiedyś mojego starszego kuzyna do kaloryfera... za nóżkę. Mój brat nie domyślił się, że może się odwiązać skoro ma wolne rączki i tak sobie siedział pod tym kaloryferem :")
Trzymał ją krótko :p
Dobry patent xD